II wojna światowaLepsi niż komandosi. Polscy grenadierzy mogli uczyć „specjalsów” z US Army

Lepsi niż komandosi. Polscy grenadierzy mogli uczyć „specjalsów” z US Army

Alianccy żołnierze w czasie ćwiczeń. Zdjęcie ilustracyjne
Alianccy żołnierze w czasie ćwiczeń. Zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 12
Polscy grenadierzy byli tak świetnie wyszkoleni, że w czasie ćwiczeń z kanadyjską dywizją piechoty przed inwazją w Normandii wzięli do niewoli... cały jej sztab.

Zbliżająca się II wojna światowa spowodowała szybki rozwój oddziałów specjalnego przeznaczenia. Po wielkich manewrach Armii Czerwonej pod Kijowem w 1935 r., gdzie desantowano ponad tysiąc spadochroniarzy, w państwach europejskich jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać jednostki powietrznodesantowe. Później również specjalne, jak niemiecki Brandenburg, czy powstałe już w czasie wojny oddziały brytyjskich komandosów albo przeznaczone do działań na dalekich tyłach wroga Long Range Desert Group i Special Air Service. Również w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie stworzono podobne jednostki. Historia 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej czy 1 Samodzielnej Kompanii Commando jest dobrze znana. Samodzielna Kompania Grenadierów wciąż pozostaje jednostką tajemniczą, a działania jej żołnierzy nadal są skrywane przez alianckie archiwa.

Na celu polscy emigranci

W 1941 r. polski rząd emigracyjny otrzymał od Brytyjczyków pożyczkę w wysokości 600 tys. funtów na organizację działalności wywiadowczo - dywersyjnej. Środowiskiem, które doskonale nadawało się do takiej pracy była francuska Polonia. Zaraz po upadku Francji zaczęły się tam formować polskie organizacje konspiracyjne. W samym tylko zagłębiu węglowym w okolicach Lille mieszkało ok. 180 tys. Polaków, masowo przyjeżdżających tam przed wojną do pracy w kopalniach - nie tylko z Polski, ale i z nazistowskich Niemiec. W 1941 r. powstała Polska Organizacja Walki o Niepodległość, kodowo nazywana Monika.

Czytaj także:
Komandosi spod Monte Cassino

Brytyjskie Special Operations Executive, licząc na „zyski” z wyłożonych pieniędzy, chciało wykorzystać organizację do swoich celów. Jednak rząd Sikorskiego stanowczo oponował, planując wykorzystać ją dopiero po utworzeniu drugiego frontu w Europie. Przede wszystkim jako bazę do rekrutowania żołnierzy do polskich sił zbrojnych. Przedwczesne działania mogły spowodować niemieckie represje wobec polskiej ludności. Jednak dywersanci zrzucani na spadochronach przez SOE i tak wykorzystywali Polaków, którzy działali we francuskim ruchu oporu albo mieli z nim powiązania. Czasami trudno było stwierdzić, kto naprawdę i na czyje polecenie organizował akcję. Podczas inwazji mogło to grozić wykorzystywaniem polskich organizacji przez alianckie jednostki dywersyjne do własnych celów, niekoniecznie akceptowanych przez polskie władze.

Grenadierzy wchodzą do akcji

W końcu zdecydowano się powołać polską jednostkę do inicjowania i kierowania dywersyjnymi akcjami w obliczu zbliżającego się frontu. Miała ona zostać wykorzystana w operacji o kryptonimie Bardsea, planowanej po lądowaniu aliantów we Francji. Kilkuosobowe grupy zrzucane dla koordynowania działalności lokalnego ruchu oporu, utrzymywania kontaktu z nacierającymi jednostkami alianckimi i łączności z Londynem miały działać do czasu nawiązania kontaktu z nacierającymi aliantami, albo przez 72 godziny. POWN miała zająć się rozpoznaniem obiektów dywersji w celu sparaliżowania transportu kolejowego i wodnego na kanałach, zniszczenia sieci energetycznej i zainicjowania przez polskich robotników strajku powszechnego.

W lutym 1943 r. pierwszy kurs dywersyjny w ośrodku szkoleniowym SOE pod Fort William w Szkockiej Kaledonii rozpoczęło 21 ochotników. Potem nastąpiło szkolenie spadochronowe w Ringway i zespołowe w Specjalnej Szkole Treningowej nr 63 w Inchmery Ho w w Szkocji. Uwieńczeniem kursu było szkolenie w pięcioosobowych zespołach, w których żołnierze mieli później walczyć. Składały się z dowódcy, zastępcy, minera, strzelca wyborowego i radiotelegrafisty. Przez pierwsze 3 miesiące w 4 turach szkolenie przeszło 80 żołnierzy.

Samodzielna Kompania Grenadierów, bo taką – dla zmylenia przeciwnika - jednostka otrzymała nazwę, została powołana rozkazem ministra obrony Mariana Kukiela 27 lipca 1943 r. Żołnierze zgodnie z regulaminem powinni nosić popielate berety, a na kołnierzach mundurów popielate patki z wiśniowymi wypustkami i srebrnymi spadochronami. Na ramieniu – dla kamuflażu - naszywkę z wybuchającym granatem – odznaką 2 Dywizji Grenadierów. W rzeczywistości nosili patki z wiśniowymi wypustkami, błękitne berety i brytyjską odznakę sił specjalnych - litery SF na czerwonej, uskrzydlonej tarczy. Odznakę elity sił zbrojnych, której nie nosili nawet komandosi, za których zresztą grenadierzy nigdy się nie uważali.

Polskie i angielskie piekiełko

Pierwszy dowódca kompanii mjr Edmund Galinat „Zaremba“ miał dwie wady. Przed wojną był człowiekiem do zadań specjalnych i bliskim współpracownikiem marszałka Śmigłego – Rydza. Brał miedzy innymi udział w uprowadzeniu gen. Ostoi - Zagórskiego. Znalazł się też w trzyosobowym zespole, który zajmował się organizowaniem dywersji na niemieckich tyłach na wypadek wojny. Galinat zmontował dwie siatki na Pomorzu Grunwald i K-7, ale we wrześniu 1939 r. nie zdołał nawet nawiązać z nimi łączności.

Marszałek na ostatniej odprawie w Kołomyi przed przekroczeniem granicy polsko – rumuńskiej polecił mu zorganizować w kraju okupacyjne podziemie - Organizację Walki Zbrojnej o Niepodległość. Oficer wyleciał z Bukaresztu do Warszawy 26 września. Z braku miejsca w kabinie podróżował w luku bombowym prototypowego samolotu Sum. Załoga oszukała rumuńską kontrolę powietrzną podając, że lecą do Braszowa odprowadzić internowany samolot. Tymczasem kilka godzin później samolot wylądował na Polu Mokotowskim, uszkadzając przy tym podwozie w leju po bombie. Okęcie było już zajęte przez Niemców. Galinat się spóźnił – w Warszawie właśnie rozpoczęła działalność Służba Zwycięstwu Polski. Niefortunny posłaniec początkowo został zastępcą dowódcy organizacji - gen. Karaszewicza Tokarzewskiego, ale szybko, bo już w październiku opuścił jej szeregi, czy to na rozkaz czy też samowolnie wyruszając na Zachód.

Czytaj także

 12
  • Robert z Sosnowca IP
    Drogi autorze. Do artykulu nie mam uwag. ale załączone "okładkowe" zdjęcie posiada błędny opis. To jest "legendarne" zdjęcie żołnierzy "Commando 30" ktorzy wysiadają na brzegu Normandii w VI 1944. Dlaczego legendarne? Bo (jak to większość Anglików) dowódca oddzialu kmdr por. Robert Ryder miał intrygujące nawyki: na zdjęciu widac jak wysiada z kutra a w ręku trzyma średniowieczną szpadę. Pomysłodawcą i współtwórcą oddziału był Ian Fleming, czyli późniejszy autor książek o przygodach superszpiega kmdr. por. Jamesa Bonda. Podczas ich pisania inspirował się losami członków jednostki i ich wojennymi dokonaniami. Za jednego z głównych pierwowzorów postaci Bonda jest uznawany kmdr por. Patrick Dalzel-Job − oficer jednego z czterech oddziałów (Air, Army, Navy oraz X - techniczny inzynierów. Jest o tym ksiązka pt "Komandosi Iana Fleminga". Pozdrawiam
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • RSunday IP
      Formacja dowodzona przez mjr. Szymanowskiego nie miała nic wspólnegi z SAARF.
      Była to Szkoła Specjalistów, a jej absolwenci na pocz. 1945 r. zostali zrzuceni do Niemiec z zadaniami wywiadowczymi (Project Eagle).
      Dodaj odpowiedź 0 3
        Odpowiedzi: 1
      • piotrus pan IP
        W naszej szkole z okazji odzyskania niepodległości na apelu odśpiewano hymn narodowy , a zaraz po nim głos zabrała pani wicedyrektor- mówiąc o obsikanych toaletach i zabrudzonych muszlach klozetowych. Zamiast prelekcji o niepodległości -prelekcja o  brudnych toaletach, tak dyrekcja szkoły uświetniła ten dzień .
        Dodaj odpowiedź 8 1
          Odpowiedzi: 0
        • piotrus pan IP
          Najsłabszym ogniwem naszego narodu od kilku wieków jest władza , często sprzedajna - dbająca tylko o własne interesy . Moim skromnym zdaniem trzeba od przedszkola wpajać na wzór amerykański patriotyzm i miłość do własnej ojczyzny .
          Dodaj odpowiedź 13 2
            Odpowiedzi: 1
          • palko IP
            Najlepsi zolnierze z najlepszego kraju tylko politka nie taka odwage pokazalismy w przeszlosci w wielu krajach teraz za inteligencje i ducha za nasza historie niszczy sie nas.Na Slasku odkryto ok.17 tys.przedmiotow zrobionych 20 tys. lat temu i to swiadczy o naszej dlugiej historii i o tym ze narod nie ksztaltowal sie przez ostatnie tysiac lat tylko o wiele wczesniej,gdyby nie celowe wyniszczenie naszej inteligencji teraz byli bysmy preznym narodem z madrym rzadem dbajacym o nasza bardzo dluga historie i narod Slowian.
            Dodaj odpowiedź 32 7
              Odpowiedzi: 0