Armia KrajowaKonstantin Pimienow - człowiek, który porwał „szesnastu”

Konstantin Pimienow - człowiek, który porwał „szesnastu”

Konstantin Pimienow
Konstantin Pimienow / Źródło:
Dodano 3
18 czerwca 1945 r. w Moskwie rozpoczął się proces „szesnastu”, w którym przed sowieckim sądem postawiono przywódców polskiego podziemia. Człowiek, który oszukał ich i schwytał, jest niemal zupełnie nieznany.

W styczniu 1945 r. ruszyła znad Wisły potężna sowiecka ofensywa. W ślad za ścigającymi się armiami, postępowały grupy operacyjne NKWD, kontynuujące represje na świeżo zajętych terenach. Pracą tych jednostek w centralnej Polsce kierował Iwan Sierow, zastępca Berii, który w 1940 r. nadzorował wymordowanie polskich oficerów, jeńców ze Starobielska.

W 1945 r. do jego priorytetów należało jak najszybsze ujęcie kierownictwa polskiego podziemia. Starając się wypełnić zadanie poruczone przez Stalina, posłużył się fortelem. Aby wywabić swoje przyszłe ofiary z ukrycia, upozorował propozycję rzekomych rozmów politycznych z nimi. Sierow, występujący wobec Polaków jako „generał Iwanow”, na wykonawcę chytrego planu wyznaczył płk. Pimienowa. Operacja w decydującą fazę weszła w marcu pod Warszawą, gdzie ukrywały się władze konspiracyjne. Rolę pośredników odegrali oficerowie Polskiej Armii Ludowej (PAL).

Początki nie zwiastowały wcale powodzenia, bo choć dotarli oni z propozycją rozmów do ostatniego dowódcy AK, gen. Leopolda Okulickiego „Niedźwiadka”, to ten wciąż odwlekał decyzję o spotkaniu. Pimienowowi nie zabrakło determinacji. Chwytał się wszelkich sposobów, nie wyłączając wojskowej kurtuazji: „Ja jako oficer Armii Czerwonej, któremu przypadła w udziale tak ważna misja, daję Wam pełną gwarancję, że od momentu, kiedy Wasz los będzie zależny ode mnie [...] będziecie całkowicie bezpieczni” – brzmiało jedno z końcowych zdań listu zapraszającego Okulickiego na pertraktacje.

Dowództwu Armii Czerwonej rzekomo chodziło o unormowanie wzajemnych stosunków, aby uspokoić sytuację na swoich tyłach. Adresat listu, więzień NKWD w 1941 r., w dalszym ciągu pozostawał jednak nieufny i ostrożny. Ale tym razem Pimienow zadziałał inaczej, szerzej. Równolegle z listem do „Niedźwiadka”, drugi o podobnej treści wystosował do Delegata Rządu na Kraj, Jana Jankowskiego. Ten chwycił przynętę i najpierw przez pośredników, a potem już osobiście spotykał się z Pimienowem.

Sowiecki oficer wypadał przekonująco. Był inteligentny i doskonale zorientowany w sytuacji politycznej kraju. W formie uprzejmy, serdeczny i rzeczowy, w treści zawsze starający się wychodzić naprzeciw oczekiwaniom strony polskiej (jakże odmiennie charakteryzował go poniewczasie podziemny kontrwywiad: „Jest to typ chytry, przebiegły, ordynarny. Lubi wódkę i karty”.). Jego rozmówcy – bo wkrótce do Jankowskiego dołączyli politycy – chcieli widzieć jego misję w kontekście postanowień jałtańskich, licząc na uwzględnienie czynnika krajowego w tworzeniu przyszłego polskiego rządu. Pimienow ostrożnie podsycał te nadzieje, a nawet obiecywał samolot, którym polska delegacja udałaby się do Londynu na konsultacje (samolot z nią faktycznie odleciał, ale do Moskwy...). Słowem, mówił to, co Polacy chcieli usłyszeć.

Wszystko to spowodowało, że Delegat na kilka dni przed aresztowaniem, stwierdził, że w sposobie reagowania płk. Pimienowa nie wyczuł podstępu [...]. Jankowski stał się głównym orędownikiem konferowania z Sowietami, i to on, wespół z równie naiwnymi politykami, ostatecznie przekonał Okulickiego do wzięcia udziału w rokowaniach. W efekcie tej decyzji, w dniach 27 i 28 marca 1945 r., kierownictwo Podziemia zostało zatrzymane w Pruszkowie, a następnie wysłane do Moskwy i tam osądzone w słynnym procesie „szesnastu”.

Anonimowy pułkownik

O ile tożsamość „generała Iwanowa”, Sierowa, stała się oczywista już dawno, o tyle o jego podwładnym, przez długi czas niczego pewnego nie udawało się ustalić. Nic zatem dziwnego, że w historiografii pisano o „niejakim” pułkowniku Pimienowie (choć w prawdziwość nazwiska też powątpiewano). Kluczowe okazało się udostępnienie przez Rosję w latach 90. raportów Sierowa z Polski. Kilkukrotnie padało w nich nazwisko Pimienowa, a nawet został on określony naczelnikiem radomskiej grupy operacyjnej. Krótko mówiąc, ktoś taki istniał naprawdę.

Później nastąpiła dość długa pauza. W 2008 r. pojawiły się wprawdzie informacje, że miał na imię Rusłan, jednak nie ma sensu zastanawiać się nad ich źródłem, albowiem rzeczony oficer to tak naprawdę Konstantin. Pod takim imieniem występował w mało znanym meldunku wywiadowczym podziemnej ekspozytury wywiadowczej „Pralnia II” z maja 1945 r. Można w nim przeczytać, że: "Jedną z grup [NKWD – przyp. AZ] dowodzi płk Konstanty Pimienow [...]. Dziełem jego m.in. jest porwanie generała Niedźwiadka i vicepremiera Jankowskiego [...]. Grupa Pimienowa działała od stycznia 1945 r. w Radomskim i Kieleckim, potem w Sandomierskim i Kieleckim. W dn. 2.5.45 wyjechała do Berlina i Frankfurtu n/Odrą”.

Warto zauważyć, że ten fragment przytaczał w 1992 r. Zygmunt Woźniczka, ale przeszło to właściwie bez echa w historiografii (poza książką Ryszarda Śmietanki-Kruszelnickiego z 2002 r.). Takie imię potwierdzał również w swoim życiorysie ppłk. PAL Feliks Róg-Mazurek, współpracownik służb sowieckich, który pomagał Pimienowowi w poszukiwaniu władz podziemnych jeszcze w Radomiu. Dodajmy, że od 2011 r. już coraz więcej historyków posługuje się prawidłowymi personaliami.

Klucz do całkowitego rozwikłania zagadki Pimienowa tkwił w okresie powojennym, w sowieckiej strefie okupacyjnej w Niemczech i działającym tam aparacie NKWD i MGB (Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego). Właśnie tam w maju 1945 r. przeniósł się Sierow z większością swoich grup operacyjnych. Taki kierunek Pimienowa podawał też wspominany meldunek „Pralni II”. I faktycznie, sięgając po rosyjskie publikacje, np.: „Aparat NKWD-MGB w Niemczech. 1945-1954: zbiór dokumentów”, znajdziemy płk. Konstantina Pimienowa. Wedle zamieszczonych tam informacji był on „smierszowcem”, czyli oficerem kontrwywiadu wojskowego „Smiersz”, pełniącym funkcję zastępcy naczelnika w jednej z armii 1. Frontu Białoruskiego.

Dodajmy, że właśnie przy nim pełnomocnikiem NKWD był Iwan Sierow. I choć w dokumentach, jak i biogramie Pimienowa nie łączono go ze sprawą „szesnastu”, to jednak nie ulega wątpliwości, że chodzi o tę samą osobę. Zgadza się tu nie tylko imię i nazwisko, ale i stopień wojskowy. Zarówno na zaproszeniach dla Okulickiego i Jankowskiego, jak i w raportach do Sierowa z Niemiec, figurował identycznie, jako pułkownik gwardii. Za najistotniejszą informację należy uznać wymienioną w biogramie funkcję jaką pełnił od stycznia 1945 r. – naczelnika grupy operacyjnej NKWD w Radomiu, co koresponduje ze znanym faktem o Pimienowie, jako naczelniku radomskiej grupy operacyjnej. Dodajmy, że w meldunku „Pralni II”, podawano, że pracował on potem w Kieleckiem. I faktycznie Pimienow był doradcą wojewódzkiej bezpieki w Kielcach.

Wszelkie wątpliwości rozwiewają ostatnio wydane dzienniki Sierowa, na kartach których – poza operacją porwania „szesnastu” – pojawia się on jeszcze w 1946 r., jako naczelnik grupy operacyjnej w Poczdamie. I to zgadza się z biogramem (zamieszczono w nich krótką notkę o Pimienowie, prawidłowo ustalając o kogo chodzi, jej treść jest jednak bardzo uboga). Dodajmy, że w publikacji IPN z kwietnia tego roku, historyk Andrzej Chmielarz, bodaj jako pierwszy wprowadził do polskiego obiegu naukowego krótki biogram Pimienowa oparty na rosyjskiej literaturze.Spróbujmy zatem przyjrzeć się bliżej człowiekowi odpowiedzialnemu za porwanie przywódców Podziemia.

Gorliwy komunista

Konstantin Tierentiewicz Pimienow urodził się 19 marca 1911 r. w krymskiej Teodozji, w rodzinie rosyjskiego robotnika. Pracował od czternastego roku życia, m.in. jako doker w miejscowym porcie, kierowca i brygadzista brygady remontowej. Wchodząc w dorosłe życie, w sowieckiej rzeczywistości nie miał wielkiego wyboru, specjalnie zatem nie dziwi, że przystał do bolszewików. Przełomem dla aktywnego komsomolca stało się przyjęcie do partii w 1932 r. Ta, po ukończeniu przez niego rabfaku (fakultetu robotniczego – nie miał średniego wykształcenia), wysłała go na naukę do Leningradu. W sierpniu następnego roku powołano go do Armii Czerwonej, po czym ostatecznie skierowano do Akademii Sił Powietrznych im. Żukowskiego.

Komunistą musiał być gorliwym, o czym świadczyć może wybór na odpowiedzialnego redaktora gazetki ściennej roku. Czytając powieść Rybakowa „Dzieci Arbatu”, można się przekonać, co w tym czasie groziło za jakiekolwiek odstępstwo, czy choćby niewinny żart umieszczony w takiej gazetce, na przykładzie losów Saszy Pankratowa (rocznik 1911 r., jak Pimienow!). Tymczasem w tym samym Leningradzie w 1934 r. zginął w zamachu jeden z bossów bolszewickich Siergiej Kirow. Wydarzenie to posłużyło Stalinowi do wywołania w następnych latach ogromnej czystki, obejmującej partię, wojsko, i służby specjalne, pochłaniając setki tysięcy ofiar. Ten moment historii Związku Sowieckiego stał się znowu przełomem w życiu Pimienowa, bowiem po zakończeniu „Wielkiego Terroru”, w obliczu ogromnych braków kadrowych, sięgano po nowych ludzi: etniczny Rosjanin, o rodowodzie robotniczym, wychowany w kulcie Stalina, pasował wręcz idealnie.

Nie dane mu jednak było kontynuowanie kariery w siłach powietrznych, gdyż w styczniu 1939 r., nie ukończywszy „żukówki”, został skierowany przez KC WKP(b) do pracy w kontrwywiadzie wojskowym (wówczas w NKWD). Przydział dostał w ważnym strategicznie Białoruskim Specjalnym Okręgu Wojskowym, na stanowisko naczelnika kontrwywiadu Bobrujskiej Grupy Armijnej. Przed agresją na Polskę przekształcono ją w 4. Armię. „Wyzwalając” tzw. Zachodnią Białoruś Pimienow zetknął się po raz pierwszy z Polakami. Możliwe, że w celu ich
represjonowania kontrwywiad 4. Armii werbował do pracy polskich komunistów, m.in. Juliusza Burgina.

Atak niemiecki zastał go w Kobryniu. Gdy wczesnym rankiem 22 czerwca dojeżdżał do obozu wojskowego, w pobliżu miała eksplodować bomba, a samochód został ostrzelany przez dywersantów. Pimienowowi z tej opresji udało się wyjść bez szwanku. Sytuacja na froncie szybko stała się dla Armii Czerwonej katastrofalna. Klęska goniła klęskę. Jakby tego było mało, Stalin postanowił przykładnie ukarać niektórych dowódców, m.in. gen. Korobkowa, dowódcę 4. Armii, którego po krótkim procesie rozstrzelano. Musiało to zmobilizować Pimienowa do jeszcze gorliwszego wykrywania i karania w wojsku – często domniemanych – szpiegów, zdrajców, dezerterów, tchórzy i panikarzy. Kontrwywiadowcy zasłynęli w czasie wojny z bezwzględnego okrucieństwa i nie wahali się osobiście rozstrzeliwać żołnierzy.

Po rozformowaniu 4. Armii Pimienow na krótko został zastępcą naczelnika kontrwywiadu Frontu Centralnego, a po jego rychłym zniszczeniu, przydzielono go we wrześniu do stacjonującej na rodzinnym Krymie 51. Armii. Będąc na półwyspie oskarżał o nienależyte wykonywanie niesławnego rozkazu nr 270 (o karaniu dezerterów, poddających się i ich rodzin) w jednej z dywizji. Po wyparciu z Krymu, uczestniczył w desancie na Kercz, ale i to zakończyło się ostatecznie pogromem.

Później brał udział w bitwie stalingradzkiej, jako naczelnik kontrwywiadu 2. Armii Gwardii (stąd zapewne „pułkownik gwardii”). Tuż przed niemiecką próbą odblokowania kotła stalingradzkiego miał zostać wysłany do dobrze mu znanej 51. Armii. Po krótkiej rozmowie z jej dowódcą, gen. Trufanowem (niedoszłym celem rozmowy miało być dostanie się syna dowódcy do niewoli, co oczywiście interesowało kontrwywiad) doszło do kluczowego ataku niemieckich sił pancernych. W trakcie wycofywania samochód Pimienowa uległ wypadkowi wskutek ataku nieprzyjacielskiego samolotu. Doszło do potyczki z Niemcami, w której dowodzący nią Pimienow miał osobiście wykazać się bohaterstwem, wynosząc z pola boju ciężko rannego zastępcę dowódcy (w tej opowieści pojawia się wiele znaków zapytania i wymaga ona dalszej weryfikacji).

Od lutego 1943 r., jako pułkownik, kierował kontrwywiadem w 48. Armii, walczącej w lipcu na Łuku Kurskim. Odtąd Armia Czerwona rozpoczęła marsz na zachód, a Pimienow wyszukiwał teraz szpiegów i zdrajców wśród rekrutów ze świeżo odbitych terenów. Osiągał na tym polu sukcesy, skoro w sierpniu 1943 r. wnioskowano o odznaczenie go Orderem Czerwonego Sztandaru.

W tym samym czasie na obrazie sumiennego czekisty zaczęły się jednak pojawiać rysy. Okazało się bowiem, że dopuszczał się czynów zabronionych, m.in. pijaństwa i współżycia z podległymi pracownicami. Zwolniony za to ze stanowiska, po wyrażeniu skruchy powrócił w październiku w struktury polowego „Smiersza” (w 1943 r. kontrwywiad wojskowy wyjęto spod kontroli NKWD, tworząc podległy Stalinowi jako komisarzowi obrony „Smiersz”), ale na niższe stanowisko, zastępcy naczelnika „Smiersza” 69. Armii.

W jej szeregach dotrwał do 1945 r. Dodajmy, że brała ona udział w operacji brzesko-lubelskiej, a jej dowódca, gen. Władimir Kołpakczij zmusił płk. Kazimierza Tumidajskiego, komendanta Okręgu Lublin AK do rozbrojenia oddziałów. W Lublinie miała też funkcjonować sowiecka komisja badająca działalność antysowiecką. W jej składzie znalazł się niejaki płk Stroiłow, który nazywał się identycznie jak przełożony Pimienowa ze „Smiersza”. Jeśli chodziło o tę samą osobę, to można przypuszczać, że i Pimienow parał się represjami na terenie tzw. Polski Lubelskiej.

Kat podziemia

Gdy wojska sowieckie przygotowywały się do nowej ofensywy, w styczniu 1945 r. Pimienow, jak wiemy, pracował dla Sierowa. Trudno powiedzieć czemu ten akurat jemu powierzył zadanie schwytania przywódców Podziemia. Być może zadecydował przypadek, ponieważ Sierow niespodziewanie na początku lutego znalazł się w Radomiu. Tam też wspominany Róg-Mazurek z PAL szukał pierwszych kontaktów z kierownictwem AK. Dodajmy, że Sierow miał o Pimienowie dobre zdanie.
Działalność Pimienowa nie redukowała się do „operacji pruszkowskiej". W źródłach można natrafić na ślad jego grupy w rozpracowywaniu Narodowych Sił Zbrojnych, czy wspominanej PAL (wiele wskazuje, że maczał palce w aresztowaniu jej komendanta Henryka Boruckiego). Od maja 1945 r. pracował już w Niemczech, jako naczelnik grupy operacyjnej w Poczdamie. Zgłosił się wtedy do niego Wielki Admirał Erich Reader. Pimienow w czerwcu wysłał go na rzekomą rozmowę z sowieckim generałem, z której Reader oczywiście nie wrócił i w lipcu został wysłany do Moskwy (potem osądzony w Norymberdze).

Sam Pimienow, pomimo wykrycia kolejnych nadużyć, a także niewłaściwego zachowania teścia w czasie okupacji, przez kilka lat piął się w hierarchii NKWD-MGB w Niemczech, dochodząc do stanowiska naczelnika sektora operacyjnego MGB Saksonii. W 1952 r. rekomendowano go na zastępcę pełnomocnika MGB w Niemczech, ale ostatecznie w tym samym roku powrócił do kraju, gdzie do 1960 r. pracował w kontrwywiadzie wojskowym w Odessie i Moskwie. Zmarł w 1978 r.

Tak oto wyglądała kariera wojskowego czekisty, długo ukrywającego się w mrokach historii, któremu mirażem udała się naraz dekapitacja największego ruchu podziemnego Europy. Mieczysław Pałłucha z PAL, jedna z jego ofiar, scharakteryzował go po latach następująco: był chytrzejszy od lisa, wyzuty z wszelkich zasad moralnych, dawanie i łamanie słowa honoru nie miało dla niego większego znaczenia, jak wypicie kieliszka wódki z jego przyszłymi ofiarami. I właśnie te, iście archetypiczne sowieckie cechy, nie po raz pierwszy i ostatni skutecznie uśpiły polską czujność.

Mało wiadomo o fizjonomii Pimienowa (według podziemnego wywiadu: „wzrost wyżej średni, tęgi, twarz nalana, oczy szare, bystre. Chodzi w czapce generalskiej, w kurtce skórzanej bez dystynkcji. Jeździ srebrną limuzyną”).

Tymczasem ostatnio w Rosji niezwykłą popularnością cieszy się inicjatywa „nieśmiertelny pułk”. Co roku, 9 maja tysiące Rosjan czci swoich przodków, żołnierzy II wojny światowej. W Moskwie do pochodu przyłącza się sam Władimir Putin. Pokłosiem tej akcji jest zapewne strona internetowa www.polkmoskva.ru, na której można obejrzeć zdjęcie Konstantina Pimienowa, urodzonego – jak bohater tego tekstu – w Teodozji, w 1911 r. Po weryfikacji okazuje się, że chodzi o jedną i tę samą osobę, sfotografowaną w 1972 r.!

Artur Zybrant

 3
  • Czytelnik IP
    Rosyjska przewrotność i wiarołomstwo są od zawsze przysłowiowe. Im, nie tyle nie można, co nie wolno wierzyć
    Dodaj odpowiedź 2 0
      Odpowiedzi: 0
    • Szacki IP
      Proces szesnastu był skutkiem polskiej naiwności i rosyjskiego fałszu. Dlaczego po tym wszystkim co nas złego od strony bolszewików spotkało, przywódcy polskiego podziemia im zaufali? Bo niejaki "Iwanow", a właściwie Iwan Sierow dał im "słowo honoru"? Zamiast zostać w konspiracji, to oni się Sowietom ujawnili, a potem zdziwienie, że trafili na Łubiankę. To było do przewidzenia. Dotyczy to zwłaszcza generała Leopolda Okulickiego, byłego komendanta głównego AK. Otrzymał on kategoryczny rozkaz od p. o. Naczelnego Wodza, generała Władysława Andersa, żeby się nie ujawniać, tylko pozostać w podziemiu, bo żadnych rozmów nie będzie. Generał "Niedźwiadek" znał na tyle Sowietów, żeby się domyślić, że to podstęp. Niemniej jednak jeden z polityków, którzy mieli z nim jechać oskarżył go o tchórzostwo i komendant uległ.
      Dodaj odpowiedź 11 1
        Odpowiedzi: 0
      • emili IP
        Super tekst!!! Od Rosjan spotykają nas same złe rzeczy. Parszywi i obłudni do szpiku kości. Słowa uczciwość i honor nie istnieją dla nich . aAta kurew tusk, zdrajca żółwiki przybijał z rozkazodawcą mordu na 96 osobach i przytulanki odstawiał.
        Dodaj odpowiedź 16 2
          Odpowiedzi: 0

        Więcej historii