Kampania wrześniowaZajęcie Zaolzia - czeski błąd II RP

Zajęcie Zaolzia - czeski błąd II RP

Czołg lekki 7TP podczas defilady w czeskim Cieszynie
Czołg lekki 7TP podczas defilady w czeskim Cieszynie / Źródło: NAC
Dodano 18
Wbrew stereotypowi, o wybuchu II wojny światowej nie zadecydowało polskie „nie”, tylko czeskie „tak”. Wystarczą liczby: 800 czołgów, 2 tys. dział (drugie tyle, ile miał do tej chwili), 57 tys. karabinów maszynowych, 750 tys. karabinów... O tyle powiększył swe zasoby Wehrmacht, z dnia na dzień stając się tą potęgą, która miała nas zmiażdżyć we wrześniu 1939 r.

Jednocześnie przecież dostał Hitler wszystkie zakłady zbrojeniowe państwa, które do roku 1938 było czwartym światowym eksporterem broni. W ten prosty i szybki sposób zaczął dysponować drugim w całym świecie zachodnim potencjałem zbrojeniowym, po USA. O wydłużeniu granicy z Polską, pozwalającym na strategiczne obejście naszej obrony, nie warto nawet wspominać.

Trudno mieć do Czechów pretensje, że wszystko to oddali Hitlerowi bez jednego strzału. Można nawet machnąć ręką na beztroskę Anglików i Francuzów, którzy w Monachium jakby w ogóle nie pomyśleli, do jakiego stopnia pozwalają się wzmocnić Hitlerowi. Ten ostatni zresztą wyciągnął z ich bierności wniosek niezwykle logiczny – skoro zachodnie mocarstwa pozwoliły mu na to, to zajęcie Polski doprawdy nie będzie ich już w najmniejszym stopniu gniewać; najwyraźniej są już całkowicie zdecydowane do wojny nie przystępować.

Jak tu się jednak nie zastanawiać, dlaczego przełomowego znaczenia zajęcia przez Niemcy Czech i Słowacji nie pojął Beck oraz inni sternicy sanacyjnej polityki? To był właśnie moment do podjęcia decyzji − walczyć z Hitlerem albo z nim trzymać. Zachowanie Polski, która skwapliwie skorzystała z rozbioru i odebrała Zaolzie oraz jako jedyna w świecie, obok Włoch, uznała nowo utworzone państwo słowackie, też odczytał Hitler logicznie jako decyzji tej podjęcie, zgodnie z jego planem.

Do zbrojnego wystąpienia w obronie Czechosłowacji popychała nas wtedy Francja, obiecując sojusznicze wsparcie w wojnie. Odrzuciliśmy te awanse, trzeźwo oceniając − wprost ujął to Rydz-Śmigły − że obietnice Paryża są bez pokrycia, że Francja nie wystąpi czynnie. Dlaczego w takim razie rok później, dysponując dokładnie tyle samo wartymi zapewnieniami, zdecydowaliśmy się na wojnę? Wyjaśnienie tej zagadki jest kluczem do zrozumienia istoty popełnionego wtedy, tragicznego w skutkach błędu.

Decyzję rządu RP o wkroczeniu na Zaolzie krytykowano wielokrotnie, wielokrotnie też jej broniono, wskazując, że nie była w żaden sposób uzgadniana z Niemcami i uprzedzała zajęcie przez nich ważnych węzłów komunikacyjnych. Dokumenty wskazują, że porozumienia faktycznie nie było, ale nasuwa się pytanie − jakoś przez nikogo dotychczas nie zadane − dlaczego w takim razie nie przyszło Polakom do głowy, iż w wypadku konfliktu z Niemcami Rosjanie mogą zrobić dokładnie to samo nam?

Usilność i przebiegłość sowieckiej dezinformacji pozwala usprawiedliwić pewność Becka, że Niemcy z Rosją się nie porozumieją, choć trwanie w niej już po pakcie Ribbentrop-Mołotow zadziwia. Jednak przecież należało się spodziewać, że nawet bez żadnego porozumienia bolszewicy wykorzystają nadarzającą się okazję, by wzniecić na polskich kresach rewoltę i przyjść jej „z bratnią pomocą”.

Tutaj w tłumaczeniach przedwojennych przywódców zieje sprzeczność. Z jednej strony twierdzili potem, iż zdawali sobie sprawę, że Polska może tylko powstrzymywać niemiecką ofensywę, a rozstrzygnięcie zależy od uderzenia aliantów. Z drugiej − wkroczenie Sowietów kompletnie ich zaskoczyło.

Wicemarszałek Senatu, płk Wenda (morderca gen. Zagórskiego, wyjątkowo nikczemna i bardzo wpływowa postać sanacyjnego reżimu), już w trakcie wrześniowych walk wyjaśniał butnie, że nie sformowano rządu jedności narodowej, bo „zwycięstwem nad Niemcami nie będziemy się z nikim dzielić”. Wskazuje to, że niepewna społecznego poparcia, za to ufna w naszą potęgę sanacja widziała w skazanej na wygraną wojence z „tekturowymi czołgami” Hitlera okazję do umocnienia swej władzy. Wrzesień miał być takim drugim, większym Zaolziem, po którym nikt już prawa dzieci Piłsudskiego do wyłącznej władzy nie śmiałby zakwestionować.

Czytaj także:
Świat ustawia nas na pozycji sojuszników Hitlera

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 7/2013
Artykuł został opublikowany w 7/2013 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 18
  • Zbigi IP
    www.zaolzie.xf.cz
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • histeryk IP
      Kłamstwa i jeszcze raz kłamstwa,Polacy nigdy na nikogo nie napadali.W genach mamy miłowanie pokoju z bronią w rękach.Co do II wojny w Berlinie byliśmy owszem ale z wycieczką krajoznawczą z koła turystycznego WP,podobnie jak na Litwie Środkowej itp.
      Dodaj odpowiedź 1 0
        Odpowiedzi: 0
      • szary starzec IP
        Nademocjonalne jak zawsze opinie p. Ziemkiewicza o II RP są bez znaczenia, najważniejsze jest to co mu umknęło, i co umyka wielu innym. Polska zajęła Zaolzie w konsekwencji swego wyboru z 1918r (pokłosie słynnej mapy Dmowskiego), chapiąc kawałki terytoriów naszych wszystkich sąsiadów, m.in. ówczesnych Czech/Czechosłowacji. W skrócie: skoro mieliśmy "uzasadnione" pretensje do Księstwa Cieszyńskiego, to w latach 1918/20 je wzieliśmy (na ile mogliśmy), a gdy była szansa na wzięcie jeszcze kawałka, to stało się to w 1938r. To się nazywa konsekwencja, hm... A wracając do autora, to ów widzi tylko zło w sanacji a dobro w endecji, a niech się zastanowi czy jego idol nie jest genialnym ojcem duchowym owego wzięcia Zaolzia. Bo trzeba być naprawdę geniuszem by w czasach IWŚ planować odradzającą się Polskę na terytorium sąsiednich państw, nie zastanawiając się nad negatywnymi konsekwencjami tego (skłócenia się ze wszystkimi i beztroskim pozostawieniem historycznych i w dużej mierze etnicznych wschodnich ziem polskich na pastwę Rosji/Bolszewii.
        Dodaj odpowiedź 0 2
          Odpowiedzi: 1
        • Andrzej Tym IP
          Sowieci nie zaczęli wojny z Polską przez amnalogię do "zajęcia Zaolzia". Zajęcie Zaolzia a właściwie jego odebranie nastąpiło po proteście dyplomatycznym przeciwko oddaniu wszystkiego Niemcom i zapowiedzi zajęciu siłą Zaolzia w wypadku zgody Czech na jego oddanie Reichowi Hitlera. Minister Czeski zdążył wysłać do polskiego rżądu notę ze zgodą.
          Dodaj odpowiedź 5 1
            Odpowiedzi: 0
          • Jakub IP
            4. Kwestia ewentualnego porozumienia (sojuszu) z Czechosłowacją - żeby nie umknęło, bo to też ważne. To się często przewija w dyskusjach, z reguły jako kolejny kamyczek do ogródka naszego, nieudolnej sanacji (bo miernoty, głównie za zasługi, "kapciowi marszałka", byli legioniści o ograniczonych horyzontach itp. itd.). I wszystko pięknie, tylko umyka fakt, że w latach 1919-1938 nie było w Europie drugiego tak antypolsko nastawionego rządu (obok tego w Moskwie), jak rząd w Pradze. I to nie z winy sanacji, bo tę linię Czesi obrali jeszcze przed zamachem majowym. Kto szkolił i finansował ukraiński terroryzm OUN-UPA na terenie II RP? To przecież głównie za czeskie pieniądze.

            Owszem, w Czechosłowacji było wielu polityków i dowódców, którzy realnie kalkulując, uważali, że bez pojednania z Polską (nawet za cenę zwrotu Polakom tego nieszczęsnego Zaolzia lub jego części), CS nie obroni się sama... niestety, ofucjalna linia rządu w Pradze była taka jak wyżej. Trudno z takim partnerem rozmawiać.
            Dodaj odpowiedź 10 0
              Odpowiedzi: 0