Kampania wrześniowaBez „gdyby” ani rusz

Bez „gdyby” ani rusz

Wrzesień 1939, inwazja ZSRR na Polskę. Spotkanie rosyjskich i niemieckich żołnierzy
Wrzesień 1939, inwazja ZSRR na Polskę. Spotkanie rosyjskich i niemieckich żołnierzy / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano
Rozbawili mnie krytycy mej książki, oskarżając mnie o perfidne uchylanie się od wyraźnego napisania, jakie byłyby skutki przyjęcia przez II RP ultimatum Hitlera w 1939 r. A w ich przekonaniu byłoby jeszcze gorzej, bo znaleźlibyśmy się po stronie przegranej. Kiedy stwierdziłem, że równie dobrze Niemcy mogłyby przy innej postawie Polski wygrać, usłyszałem, że to jeszcze gorzej, bo zwyciężywszy nad aliantami, Hitler zniewoliłby Polskę.

Najśmieszniejsze, że z niezwykłą pewnością siebie wykładają te – we własnym przekonaniu – „oczywistości” ludzie, którzy przed wydaniem „Jakie piękne samobójstwo” szydzili z „gdybologii”, aby tymi szyderstwami pogrążyć tezy Piotra Zychowicza.

W istocie alternatywny przebieg wydarzeń to rzecz bardzo ciekawa intelektualnie – historyczne „gdybanie” zrodziło wiele znakomitych powieści – ale szalenie trudna. Oczywiście jeśli pytanie, jak potoczyłyby się wydarzenia w zmienionej sytuacji, traktujemy poważnie, a nie – jak wspomniani krytycy mojej książki – szukamy tylko kija.

Gdyby w 1939 r. Polska zgodziła się na „klauzulę konsultatywną” i inne elementy niemieckiej „propozycji nie do odrzucenia” (zakładając, że było to możliwe), na pewno wiadomo tylko jedno: nie uszczupliłoby to naszego potencjału, a dałoby nam czas, by przygotować się do wojny. Gdyby potem odstąpiono od obsesyjnej równowagi budżetowej i stabilności złotego, uruchomiono pełny potencjał rodzimego przemysłu oraz czyniono pewny wysiłek organizacyjny, bylibyśmy wiosną 1940 r. naprawdę „silni, zwarci i gotowi”.

Z jaką jednak sytuacją mielibyśmy wtedy do czynienia? Hitler niechybnie zaatakowałby w czerwcu–sierpniu Francję. Rutynowe myślenie każe przyjąć, że skoro zmiażdżył ją rok później, to tym bardziej udałoby mu się to w 1939 r. A skoro system radarowy Wielkiej Brytanii nie był wtedy jeszcze ukończony, a RAF wciąż jeszcze latał na przestarzałych dwupłatach, to i bitwa o Anglię skończyć by się musiała jej klęską.

Jednak przecież plan, który dał Niemcom zwycięstwo, z owym fenomenalnym uderzeniem Guderiana przez Ardeny, narodził się dopiero w początkach 1940 r., a przyjęto go jeszcze później. Jest więc równie możliwe, że poprowadzony bardziej szablonowo atak niemiecki po pierwszych sukcesach ugrzązłby tak jak w czasie I wojny. Tym bardziej że Niemcy byliby słabsi o całą tę pomoc surowcową, jaką przez następny rok otrzymali od ZSRS. I co wtedy?

Wtedy nasza wartość negocjacyjna dla Zachodu gwałtownie by wzrosła. Tym bardziej, że znając Hitlera, dałby nam powód zerwania w dowolnej chwili zawartych traktatów, nie wywiązując się ze zobowiązania uzgadniania swej polityki z Polską (tak jak nie wywiązał się wobec Włoch).

No tak, ale także cena sojuszu z ZSRS by wzrosła – i dla Zachodu, i dla Niemiec. Tylko że powód, dla którego Stalin nie chciał antyniemieckiego sojuszu z Zachodem w 1939 r., mimo obietnicy poświęcenia Polski, działałby i wtedy, gdyby walcząca ententa proponowała mu w 1940 r. sojusz przeciwko i Niemcom, i Polsce. Stalin potrzebował wojny, ale zwykł działać na pewniaka. Czekałby. A gdyby tak czekał, mogłoby się zdarzyć, że Hitler, nieopromieniony zwycięstwami, zostałby przez spisek oficerów odsunięty – bo taki spisek istniał i tylko czekał na klęskę Führera.

Czego to dowodzi? Tylko tego, że argument „gdyby” nie dowodzi niczego. Dlatego skupmy się na błędach realnie popełnionych, nie na ich relatywizowaniu frazesem: „Przecież i tak nie było innych możliwości”.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 12/2014
Artykuł został opublikowany w 12/2014 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

O północy z piątku na sobotę (25 na 26 maja) rozpoczyna się cisza wyborcza
[Ustawa z dnia 5 stycznia 2011 r. – Kodeks wyborczy (Dz. U. z 2017 r. poz. 15)], która potrwa do końca głosowania w niedzielę (26 maja). Zakaz obowiązuje także w internecie, w związku z czym, w trakcie ciszy wyborczej w portalu DoRzeczy.pl wyłączona zostanie możliwość dodawania komentarzy.