Kampania wrześniowaZdrada generała Rómmla. Trzy kompromitacje byłego dowódcy Armii „Łódź”

Zdrada generała Rómmla. Trzy kompromitacje byłego dowódcy Armii „Łódź”

Gen. Juliusz Rómmel ze swoim sztabem we wrześniu 1933 r.
Gen. Juliusz Rómmel ze swoim sztabem we wrześniu 1933 r. / Źródło: NAC
Dodano 6
W 1939 r. uciekł z pola walki porzucając swoich żołnierzy i chciał stworzyć prosowiecki rząd. Po wojnie „oddał duszę Bierutowi”.

Kiedy w 1934 r. marszałek Józef Piłsudski zadał kilkunastu wyższym dowódcom Wojska Polskiego pytanie, który z dwóch wielkich sąsiadów Rzeczypospolitej w najbliższych latach zagrozi jej niepodległości, opinie były podzielone. Część wojskowych wskazywała na Niemcy, mniejsza grupa – na Rosję, jak w Polsce nadal nazywano Związek Sowiecki. Tylko jedna wypowiedź różniła się od pozostałych. Tylko jeden z generałów mówił wprost, że „Rosja nie jest naszym wrogiem naturalnym, a jest w razie zmiany koniunktury i wojny niezbyt groźna”. Opinia ta świadczyła o jakże częstym złudzeniu co do postawy wschodniego sąsiada wobec Polski.

W tym wypadku o tyle zaskakująca, że jej autorem był jeden z najwyższych stopniem polskich wojskowych – gen. Juliusz Rómmel. Niekwestionowany bohater nie tak dawnej wojny z bolszewikami, która omal nie pozbawiła Polski niepodległości, a we wrześniu 1939 r. dowódca broniącej stolicy Armii „Warszawa”, nie zmienił zdania wbrew wszystkim późniejszym wydarzeniom, w 1945 r. zaś był jednym z niewielu przedwojennych generałów, którzy swoim autorytetem starali się uwiarygodnić komunistyczny reżim w Polsce.

Z armii carskiej do polskiej

Bohater tego artykułu wywodził się ze szlachty kurlandzkiej. Jego ojciec był wyższym oficerem armii rosyjskiej i było naturalne, że najstarszy syn pójdzie w jego ślady. Po ukończeniu Korpusu Kadetów w Pskowie, już w stopniu oficerskim, Juliusz Rómmel wziął udział w wojnie z Japonią, a później w I wojnie światowej. Walczył na ziemiach dawnego Królestwa Polskiego, był dwukrotnie ranny, awansował do stopnia pułkownika. Czuł się niewątpliwie Polakiem, o czym świadczy wybranie go na delegata Zjazdu Wojskowych Polaków w Piotrogrodzie, a następnie jego akces do I Korpusu Polskiego gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego. Wkrótce widzimy Rómmla na południu – w Kijowie i Żytomierzu, gdzie odpowiadał za formowanie oddziałów żołnierzy z Polaków służących w armii rosyjskiej, a następnie jako inspektora artylerii nielicznego III Korpusu Polskiego. Po jego rozbrojeniu przez Austriaków Rómmel został internowany, udało mu się jednak zbiec i przedostać do Warszawy.

Czytaj także:
Wszystkie błędy Józefa Becka i Edwarda Śmigłego-Rydza

W odrodzonym Wojsku Polskim Rómmel służył początkowo w artylerii, bijąc się z bolszewikami na Łotwie, a potem w czasie ofensywy na Ukrainie. Wkrótce w budzący podziw sposób przekwalifikował się z artylerzysty na kawalerzystę. Zainicjował i zorganizował 1. Dywizję Kawalerii, na której czele walczył z Armią Konną Budionnego pod Lwowem i Zamościem, a wreszcie 31 sierpnia 1920 r. pod Komarowem – w ostatniej wielkiej bitwie kawaleryjskiej w dziejach świata. Polacy ustępowali liczebnie bolszewikom, walczyli jednak tak mężnie, że chociaż Budionny wyrwał się z okrążenia, to jego armia poniosła zbyt duże straty, by odegrać znaczącą rolę w dalszej fazie kampanii. Rómmel ścigał ją energicznie daleko za Bug, kilka dni przed zawieszeniem broni docierając aż do Korostenia. Kilkanaście lat później we wspomnieniach „Moje walki z Budiennym” z dumą opisywał pogrom bolszewików, dokonany przez podległych mu ułanów i szwoleżerów.

Nie odszedł ostatni

Po zakończeniu wojny Rómmel szybko uzyskał awans generalski. Odtąd służył na najwyższych stanowiskach wojskowych, m.in. jako inspektor jazdy i generał do prac w Generalnym Inspektoracie Sił Zbrojnych pod kierownictwem marsz. Józefa Piłsudskiego. Marszałek cenił go, mianując generałem dywizji, a w 1929 r. jednym z inspektorów armii. Dziesięć lat później, kilka miesięcy przed wybuchem wojny, Rómmel został dowódcą Armii „Łódź”.

Jako pierwsza odczuła ona skutki potężnego uderzenia niemieckiego 1 września 1939 r., w wyniku którego poniosła ciężkie straty i zaczęła się cofać. Dużą winę za ten stan ponosił Rómmel, który wbrew rozkazom naczelnego wodza kazał opuścić umocnione pozycje i wyjść do otwartego boju z oddziałami pancernymi wroga. „Prowadzona w ten sposób armia Łódź zostaje po prostu rozjechana przez dywizje pancerne, zmotoryzowane i lotnictwo nieprzyjaciela już na przedpolach swoich pozycji obronnych” – pisał dowódca Grupy Operacyjnej „Piotrków” tej armii gen. Wiktor Thommée.

Armii „Łódź” groziło całkowite zniszczenie, lecz to nie Rómmlowi przypadła zasługa wyprowadzenia jej z matni niemieckiego osaczenia. 6 września sztab generała, który od początku wojny znajdował się w pałacyku w Julianowie pod Łodzią, został obrzucony bombami przez niemieckie samoloty. Odłamek jednej z nich, jak po latach wspominał Rómmel, poszarpał mu nawet rękaw munduru. Wstrząśnięty nalotem dowódca Armii „Łódź” natychmiast rozkazał opuścić Julianów i w ciągu kilku godzin znalazł się w odległym o 100 km Mszczonowie. Tam okazało się, że kontakt z powierzoną mu armią został stracony.

W tej sytuacji generał uznał, że najlepszym rozwiązaniem będzie udanie się do Warszawy, co później tłumaczył wezwaniem go przez marsz. Edwarda Rydza-Śmigłego. Zdecydowanie zaprzeczył temu szef sztabu naczelnego wodza gen. Wacław Stachiewicz, zresztą odwoływanie z frontu dowódcy walczącej armii bez wyznaczania jego zastępcy było nieprawdopodobne i nie było takich sytuacji we wrześniu 1939 r. „Dopiero naocznie stwierdziłem, jakim żywiołem jest nieuregulowana ewakuacja” – ubolewał po wojnie, zgodnie z tezami komunistycznej propagandy, gen. Rómmel, chociaż istotniejsze byłoby wyjaśnienie, dlaczego poruszał się w kierunku odwrotnym niż linia frontu.

Zachowanie generała podziałało zaraźliwie na dowódców dwóch z trzech dywizji piechoty Armii „Łódź”, którzy podążyli śladem Rómmla, porzucając powierzone im jednostki. Resztki Armii „Łódź” zdołał wyprowadzić spod niemieckiego młota do twierdzy Modlin gen. Wiktor Thommée, broniąc jej następnie mężnie do ostatniego dnia września 1939 r.

Powitanie Sowietów

Tymczasem Rómmel rankiem 8 września dotarł do Warszawy. W przygotowującej się do walki stolicy, która właśnie odparła pierwszy szturm niemieckich oddziałów pancernych, spotkał się z gen. Stachiewiczem. Ten uwierzył w jego wyjaśnienia dotyczące powodów opuszczenia Armii „Łódź”, po latach tłumacząc to niezbyt przekonująco panującym wówczas ogólnym zamieszaniem, i powierzył mu dowództwo formowanej Armii „Warszawa”, mającej bronić stolicy. Dziewięć dni później od wschodu Polskę zaatakowali Sowieci.

Czytaj także:
Katastrofa polskiego lotnictwa rozpoczęła się wiele lat przed wojną

Wiadomość o agresji szybko dotarła do Warszawy, wywołując ogromne przygnębienie wśród broniących jej oficerów. Nie podzielał go jednak ich dowódca. Bezzwłocznie polecił ogłosić komunikat radiowy nakazujący traktowanie wojsk sowieckich jako sprzymierzonych. „Przez swoją deklarację o treści ściśle politycznej, wykraczającą poza zakres kompetencji dowódcy obrony Warszawy, gen. Juliusz Rómmel dopuścił się ogromnego występku przeciwko swoim obowiązkom żołnierza i obywatela RP, zasługując na stanięcie przed sądem wojskowym i najsurowszy wymiar kary”  oceniał postępowanie generała wybitny polski historyk Jerzy Łojek. A jeszcze siedem lat wcześniej Rómmel wspominał swoje refleksje w przededniu walki z konnicą Budionnego: „Co stanie się z temi ślicznymi, o czerwonych, ładnych dachach domkami, jeżeli hordy dzikusów ze Wschodu zdołają tu dotrzeć”.

Depesza gen. Rómmla najpewniej nie została jednak wysłana. Wstrzymał ją szef propagandy Dowództwa Obrony Warszawy, ppłk Wacław Lipiński, który następnie zadzwonił do sztabu Rómmla, pytając: „Co to ma znaczyć, od kiedy to dowódca armii decyduje o sprawach wojny i pokoju państwa polskiego. Dostaję na to odpowiedź, że ponieważ nie ma rządu, bo uciekł z kraju, a Moskale zajmują Wschód, trzeba stworzyć rząd, który by Polskę reprezentował i prowadził wojnę z jednym tylko przeciwnikiem”. Rząd taki miał tworzyć m.in. Zdzisław Lubomirski, były członek Rady Regencyjnej z 1918 r. W porozumieniu z nim Rómmel zamierzał wydać wspomnianą deklarację.

 6
  • Szacki IP
    Zdrajca. Co innego oficer, który po wojnie wrócił do kraju, służył w LWP, ale bez płaszczenia się przed agentami NKWD rządzącymi wtedy Polską, a co innego kiedy tenże sam oficer, który wie czego spodziewać się po wrogu, decyduje się na kolaborację z nim, ale nie z pragmatyzmu, tylko że tak powiem "ze szczerego serca". Żałosne...
    Dodaj odpowiedź 42 1
      Odpowiedzi: 1

    Więcej historii