WołyńZychowicz pisze o zdradzie na Wołyniu. To wstrząsająca książka

Zychowicz pisze o zdradzie na Wołyniu. To wstrząsająca książka

Piotr Zychowicz, redaktor naczelny magazynu
Piotr Zychowicz, redaktor naczelny magazynu "Historia Do Rzeczy" / Źródło: PAP / Rafał Guz
Dodano 211
Dlaczego nikt nie bronił tych Polaków? Gdzie była Armia Krajowa? To pytania, które nie dawały mi spokoju – mówi nam Piotr Zychowicz, autor książki "Wołyń zdradzony".

Damian Cygan: Dlaczego napisałeś książkę o zbrodni wołyńskiej?

Piotr Zychowicz: Bo sam jestem człowiekiem wywodzącym się z ziem wschodnich Rzeczypospolitej. Moja rodzina nie pochodzi co prawda z Wołynia, lecz z Laudy, ale czuję się emocjonalnie związany z całością terytoriów, które nasi przodkowie określali mianem ziem litewsko-ruskich. Mam równocześnie poczucie, że wielu Polaków z centrum kraju nigdy tych ziem nie ceniło. Uważało je za mniej ważne od centralnych i zachodnich prowincji Rzeczypospolitej. Nie miało serca ani do tych ziem, ani do ich mieszańców. Polaków ze wschodu uważało za Polaków gorszej kategorii. To nastawienie doskonale widać na przykładzie reakcji, a raczej braku reakcji, Polskiego Państwa Podziemnego na ludobójstwo na Wołyniu.

"Polskie władze tylko wtedy interesują się mordowaniem Polaków, jeśli mordercami są Niemcy" – to fragment raportu podziemia z ziem wschodnich RP, który cytujesz na samym początku książki. Naszych władz naprawdę nie interesował los Wołyniaków?

Nasze władze uważały, że koszmar, który rozgrywa się na Wołyniu, ma drugorzędne czy wręcz trzeciorzędne znaczenie. Dla Armii Krajowej priorytetem była akcja "Burza" i powstanie. Czyli walka przeciwko Niemcom. Większość wysiłków organizacyjnych była skupiona na szykowaniu się do tych działań. Władze Polskiego Państwa Podziemnego nie chciały dzielić swoich sił, nie chciały "marnować" broni potrzebnej im do przyszłej walki z Niemcami. Zamiast wystąpić zdecydowanie przeciwko ukraińskim nacjonalistom, toczyły z nimi pozbawione sensu negocjacje, wierząc naiwnie, że z banderowcami uda się jakoś dogadać. To były oczywiście mrzonki.W efekcie wojskowe struktury AK powstały na Wołyniu zbyt późno. Mimo licznych ostrzeżeń podziemie zbagatelizowało zagrożenie banderowskie. Nie stworzyło na Wołyniu oddziałów partyzanckich, które mogłyby bronić Polaków. Nie przysłało odsieczy z centrum kraju. Nie przysłało broni. A było przecież mnóstwo czasu na reakcję. Do pierwszej masowej zbrodni UPA na Polakach doszło w Parośli 9 lutego 1943 r., a do apogeum mordów w krwawą niedzielę – 11 lipca 1943 r. Co AK zrobiła przez ten czas? Niemal nic. Uzbrojone w noże i siekiery watahy banderowców i zwykłych chłopów bezkarnie wyżynały polskie wsie, nie napotykając nigdzie na opór AK. Walkę podjęły tylko stworzone spontanicznie ośrodki polskiej samoobrony i utworzone przez Niemców posterunki polskiej policji. Tak zwani "zieloni".

W książce przytaczasz relację Aleksandra Praduna, który w sierpniu 1943 r. przeżył napad banderowców na wieś Ostrówki. Piszesz, że rozmowa z nim była najbardziej wstrząsająca ze wszystkich, jakie przeprowadziłeś w swojej dziennikarskiej pracy. Co widział ten człowiek?

Pan Aleksander Pradun w 1943 r. był jeszcze dzieckiem. Razem z innymi dziećmi i kobietami z Ostrówek został popędzony przez banderowców na świeżo zżęte pole. Tam oprawcy kazali się im kłaść na ziemię. A następnie strzałami w tył głowy uśmiercali ich jednego po drugim. Przypominam – mówimy o kobietach i dzieciach! Pan Pradun przeżył cudem. Kula banderowca ominęła jego głowę i zaryła w ziemię. Obok niego leżała jego mama. Nie miała tyle szczęścia. Pocisk roztrzaskał jej czaszkę, a krew i fragmenty mózgu ochlapały twarz Praduna. Gdy mi o tym opowiadał, płakał. A ja słuchałem, wstrząśnięty. Nigdy nie zapomnę tej rozmowy. Ostrówki zostały spacyfikowane kilka tygodni po krwawej wołyńskiej niedzieli. Mało tego, wieś leżała niemal nad samym Bugiem, tuż przy granicy z Lubelszczyzną. Dlaczego nikt nie bronił tych Polaków? Gdzie była AK? To pytania, które nie dawały mi spokoju.

Podtytuł książki brzmi: "Jak dowództwo AK porzuciło Polaków na pastwę UPA". Wygląda na to, że uderzasz w świętość Armii Krajowej. No to gdzie było Polskie Państwo Podziemne, kiedy na Wołyniu trwało ludobójstwo?

Dla mnie święci są żołnierze Armii Krajowej. Czyli dzielni chłopcy i dzielne dziewczęta, którzy z heroizmem i poświęceniem walczyli o wolność Polski. To moi bohaterowie. Natomiast do kierownictwa AK mam stosunek krytyczny. Moim zdaniem popełniało ono fatalne błędy. Wystarczy wspomnieć współpracę z bolszewikami w ramach akcji "Burza" czy wywołanie katastrofalnego w skutkach powstania warszawskiego. Wołyń to kolejny błąd Komendy Głównej AK. Gdy w lipcu 1943 r. banderowcy przystąpili do wielkiej rzezi Polaków, Armia Krajowa – tak jak wspominałem – była zupełnie nieprzygotowana. W terenie nie było naszej partyzantki. Miejscowy dowódca AK, płk. Kazimierz Bąbiński, rozkaz o stworzeniu oddziałów partyzanckich wydał dopiero 20 lipca 1943 roku! A więc dziewięć dni po apogeum rzezi, gdy olbrzymia część ofiar ludobójstwa została już zgładzona. Była to więc decyzja słuszna, ale tragicznie spóźniona. Niestety powołane oddziały były zbyt słabe. Znalazło się w nich zaledwie 1,3 tysiąca ludzi. Tylu żołnierzy wołyńska AK rzuciła do pomocy rąbanym siekierami rodakom. Reszta pozostała w konspiracji. Rozkaz mobilizacyjny wołyńskich struktur Armii Krajowej został zaś wydany dopiero… w styczniu 1944 r. Pół roku po rzezi! AK dopiero wówczas wyszła z podziemia całością sił i wyciągnęła broń z magazynów. Udało się wówczas zmobilizować 6,5 tysiąca żołnierzy, którzy utworzyli słynną 27. Dywizję AK. Celem powołania tej jednostki był oczywiście udział w "Burzy". Czyli walka z Niemcami i współpraca z bolszewikami. Podstawowe pytanie brzmi: dlaczego tych ludzi nie zmobilizowano wcześniej? Gdyby w lipcu 1943 r. na Wołyniu znajdowały się tak potężne polskie siły, skalę ludobójstwa można by w znacznej mierze ograniczyć. Wielu Polaków można było uratować. Niestety – AK miała inne priorytety. Na tym właśnie polegał tragizm sytuacji. Wspaniali wołyńscy patrioci ginęli pod ciosami banderowskich noży, na próżno wyglądając ratunku ze strony ich ukochanej ojczyzny. To bardzo gorzka historia.

Okrucieństwo zbrodni wołyńskiej polega na tym, że Polacy byli mordowani w sposób niezwykle bestialski, ale jednocześnie prymitywny, przy użyciu siekier, wideł czy młotów do uboju bydła. Kończyny odcinano im piłami, ciała rozrywano końmi, topiono w studniach. Potrafisz wytłumaczyć ten sadyzm?

Przyczyny były dwie. Po pierwsze, oddziały banderowskie dysponowały niewielką ilością broni palnej i amunicji. Stąd do mordowania upowcy często używali tego co akurat mieli pod ręką. Po drugie, wołyńskie kierownictwo OUN/UPA próbowało zakamuflować prowadzoną przez siebie czystkę etniczną. Nadać jej charakter "spontanicznej chłopskiej rebelii". Dlatego właśnie wciągnęło do mordów rzesze zwykłych ukraińskich włościan. Jednych do udziału w "rzezaniu Lachów" zachęcono obietnicą łupów, innych zastraszono. Chłopi nie dysponowali zaś oczywiście karabinami i pistoletami. Szli na pogromy polskich wsi z prymitywnymi narzędziami rolniczymi w rękach. Często pod wpływem alkoholu. Przyniosło to przerażające skutki.

Zdradzisz na koniec, co będzie tematem twojej kolejnej książki?

Na razie nie myślę o nowej książce. Napisanie "Wołynia zdradzonego" kosztowało mnie wiele pracy i wysiłku. Szczególnie trudno czytało mi się wspomnienia ocalałych. A przeczytać ich musiałem setki. Te opisy rozpaczy, śmierci, okrucieństw… Coś strasznego. Potwornego. Każdy, kto zajmował się kiedykolwiek ludobójstwem na Wołyniu wie, o czym mówię. To nie spływa po człowieku jak po kaczce.

Nowa książka Piotra Zychowicza "Wołyń zdradzony, czyli jak dowództwo AK porzuciło Polaków na pastwę UPA" wchodzi do księgarń 1 lipca 2019 r.

/ Źródło: DoRzeczy.pl

Czytaj także

 211
  • Paweł IP
    Nie mogę zrozumieć naiwności autora książki, z kim AK, NSZ, BCh miały walczyć na Kresach, bo moi dziadkowie nie mieszkali na Wołyniu, a z mojej rodziny Ukraińcy zabili 5 osób. Z kim mieli walczyć autorze? Z sąsiadami Polaków?? Na obszarze 200x200 km??? Tam w nocy przychodził sąsiad do Polaka z siekierą, gwałcił mu córki i odrąbywał im głowy, kazał na to patrzęć, a później zabijał rodziców. Ile licząca maksymalnie 600 tys AK miałaby przerzucić żołnierzy na Kresy 200-300 tys?? Jak to zrobić w czasie okupacji i przesuwającym się froncie?? Mieli walczyć z wszystkimi Ukraińcami? Jak zorganizować taką akcję, aby Niemcy się o tym nie dowiedzieli?? Książka z założenia to dno bo każdy wojskowy uznałby to za niemożliwe do realizacji, jest cenna jako fantastyka.
    Dodaj odpowiedź 0 2
      Odpowiedzi: 0
    • Adamc IP
      Zanim Zychowicz to napisał sam do tego doszedłem na podstawie układanki - wspomnienia żołnierzy AK - rozkazy z dowództwa, z Londynu blokujące wiele akcji odbicia wiezieni ataków na obozy koncentracyjne (firmy Zacha chodnie biznes)
      Sprzedanie nas prze angoli
      Masoneria w rządzie Polskie oraz jego zażydzenie
      Nienawiść do Polaków, budowanie Judeopoloni w rejonach właśnie Wołynia
      Powstanie Warszawskie – czyli ludobójstwo, za które odpowiada dowództwo AK
      Te układanki wskazały na celowe przygotowanie podłoża dla UPA tak jak teraz mamy operacje porzez odpowiednie rozkazy. A teraz mamy Smoleńsk a wszystkich rozegrało się tu – hangar Okęcie oczywiście przy współudziale wszystkich. Zobaczcie już cisza w mediach plan zrealizowany czyli USA army w Polsce.

      Was Polaków nie będzie - you tube posłuchaj i rusz mózgiem !

      Moje przemyślenia nie musisz się z nimi zgadzać.
      Dodaj odpowiedź 1 1
        Odpowiedzi: 0
      • Annax IP
        Poniżej jest wypowiedź R.Teks.To co pisze ten pan który był w AK przemawia do mnie.To nie było takie proste jak pisze p.Zychowicz.
        Dodaj odpowiedź 1 1
          Odpowiedzi: 0
        • JAROLAWA-KRESOWIAK IP
          Czytając krytyczne uwagi dot. publikacji i książki P. Zychowicza, ukazujących brak pomocy ze strony dowództwa AK dla bezbronnej ludności Wołynia czy Podola, jest trudno być obojętnym. Bo niestety, nie trzeba być wybitnym historykiem by nie dostrzec, że niewiele rzeczywiście zrobiono by chociaż ograniczyć skalę ludobójstwa, które nie stało się z dnia na dzień. Nawet przy uwzględnieniu tamtejszych uwarunkowań o których piszą wspomniani krytycy (red. Szarwiło), nie wykazano większego zainteresowania by ratować tysiące mordowanych z rąk UPA rodaków na wschodzie.
          Dodaj odpowiedź 5 0
            Odpowiedzi: 0
          • R. Teks IP
            Ten Facet jest tak naiwny, ze az chory z urojenia. Niewyobr3aza sobie, po pierwsze, ze Polacy nie wyobrazali sobie wspolpracy z Niemcami a Hitlerem tym bardziej. Tymczasem poprzednia Zychowicz ksiazka na ten temat juz go kompromituje. A povdrugie nie eyobraza sobie realiow stworzonych przez Niemcow w Generalnyym Gubernatorstwie. Nasza , czyli AK-owska dzialalnosc i walka w partyzance mogla istniec tylko dzieki wsparciu miejscowej ludnosci mieszkajacej na wsiach, w miasteczkach, czy miastach. Ale przemarsz bez ciezkiej broni mogl sie odbywac w znanym terenie,, a nie na trasie z gora kilkuset kilometrow. Najlepszy dowod, ze w sierpniu 1944 r. w ramach akcji "Zemsta" to jest marszu na pomoc walczacego Powstania Warszawy zeszly nam, omijajac silne pukty oporu Niemcow , z obszaru Gor Swietokrzyski pod Pilice (ok.80 km.) prawie 2 tygodnie. I ciezka bron Niemcow po drugiej stronie Pilicy, uniemozliwila nam przedarcie do Warszawy. A przez Wisle czy Bug, na pomoc Wolyniowi, to wiekszosc z nas by polegla a idac rasami i wertepami przez ńieznany teren , bylo UTOPIA, p.Zychowicz. Tylko w panskiej glowie mogl sie taki oomysl zrodzic. Tym bardziej, ze na tamtym terenia dzialalo UPA w sojuszu ze spora grupa Niemcow, a nawet wsparcie stalinowski oddzialow polsko-bialorusko-rosyjski swietnie wyposazonych w bron, lepiej niz my. Nasze dwie dywizle przemieszczaly sie batalionami i po drodze czesto czas zabieraly nam potyczki z Niemcami (sledzili nasze poczynania samolotami). A przeciez do Warszawy bylo trzyjrotnie blizej, niz za Bug na Wolyn, czy jeszcze dalej na Podole. Toz to pomysl szalenca. Tym bardziej, ze nasze uzbrojenie bylo nie podobne co wroga. W naszym batalionie 4 pulku legionow AK mielismy 4 karabiny maszynowe, a w mym plutonie czesc nie miala nawek karabinow a tylko pistolety Steny i po kilka na partyzanta, granatow. Chory ten Zychowicz i moze ktos milosierny wysle go do psychiatryka. Panie Ziemkiewiczich, prosze ratowac swego przyjaciela. Z powazaniem...byly kpr.podchorazy...
            Dodaj odpowiedź 5 13
              Odpowiedzi: 1
            • Violinka IP
              Bardzo lubię książki Pana Zychowicza. Dziękuję i za tą.
              Dodaj odpowiedź 12 0
                Odpowiedzi: 0
              • cezaris IP
                A swoją drogą, większość czytelników Dorzeczy nawet nie wie gdzie jest Lauda.
                Dodaj odpowiedź 4 0
                  Odpowiedzi: 0
                • cezaris IP
                  Gdyby nie to, że Piotr Zychowicz pracuje w szczującej, kaczystowskiej, czyli antypolskiej prasie, to bym go polubił.
                  Dodaj odpowiedź 4 20
                    Odpowiedzi: 0
                  • asddsa IP
                    Wiem o czym mówi. Sam przeczytałem dziesiątki wspomnień. Musiałem się przemóc. Np Hurby. Ostrówki, Parośla, Ołyka, Buszcze, Zatyle/Lubyczy Królewskiej, Lipniki i inne z tych mniej znanych. Straszne rzeczy się działy. Bestialstwo, jakiego nie znała ziemia. Opowiadały to ówczesne dzieci, cudem ocalałe. Prawie zawsze płakałem. Większość z tych miejsc fizycznie ZNIKNĘŁO z powierzchni ziemi.
                    Dodaj odpowiedź 14 0
                      Odpowiedzi: 0
                    • wkurzony IP
                      Pracując bezmyślnie na materiałach UB wyjdą tylko takie paszkwile Zychowicz .
                      Dodaj odpowiedź 7 18
                        Odpowiedzi: 2
                      • to proste IP
                        Bo AK wolała pomagać żydom i ścigać antysemitów/szmalcowników.
                        Dodaj odpowiedź 11 29
                          Odpowiedzi: 0
                        • chlast IP
                          Można podsumować te wszystkie "intelektualne" podrygi: wg starszych i mądrzejszych jesteśmy winni/współwinni......no, wiadomo czego, a wg. młodszych i głupszych, także tego co opisuje ten ancymon..., no, no, niezłe z nas gagatki....
                          Dodaj odpowiedź 26 6
                            Odpowiedzi: 1
                          • zygzak IP
                            Protegowani Piłsudskiego, alkoholicy becki, malarze rydze śmigłe i cała masa oficerów i generałów legionistów zniszczyła Polskę i doprowadziła Ją do klęski 39 roku
                            Dodaj odpowiedź 22 33
                              Odpowiedzi: 1
                            • jajaraca IP
                              Prędzej czy później miliony ukraińców sprowadzonych do Polski uzyskają obywatelstwo czyli czynne i bierne wyborcze, prawo zawiązywania partii politycznych a co za tym idzie zostaną spełnione warunki do powstania najliczniejszej w Polsce partii politycznej z żelaznym, spójnym na tle etnicznym, kilkumilionowym elektoratem. Wtedy wypełzną ze swoich nor nienawidzący Polski pogrobowcy banderowskich ludobójców poskromionych dzięki Operacji Wisła, ujawnią się potomkowie banderowskich morderców po wojnie uchodzących za Polaków dzięki dokumentom zrabowanym swoim polskim ofiarom, obudzą się banderowskie "śpiochy" nasłane tu przez ukraińskie służby a cały ten majdan będzie dodatkowo sterowany, podjudzany i szczuty przez ukraińskie, rosyjskie, niemieckie i izraelskie służby. I dopiero wtedy Polacy zorientują się jaki los zgotowali sobie, swoim dzieciom i wnukom z głupoty i chciwości sprowadzając do Polski ukraińców,
                              Dodaj odpowiedź 73 11
                                Odpowiedzi: 1
                              • jaro7 IP
                                No i zdradzani są po raz kolejny,obecnie.Wspiera się obecną Ukraine pomimo ze kwitnie tam bandero-faszyzm i nie jest to margines jak rodzimi banderofile usiłują przedstawiać!!! DEPOLONIZUJE się Kresy z całą świadomością,na ukrainie poszło gładko ,na litwie PiS ma problemy,próbują zniszczyć Tomaszewskiego i jego partię w sposób tak haniebny że ......Promuje się takich renegatów jak Okińczyć czy Radczenko,a działalność "ambasador" Doroszewskiej przejdzie (jak Piekły na upainie) do historii jako synonim zdrady i zaprzaństwa.Razem z marszałkiem Karczewskim(pis) dostali medal od litwinów "za zasługi dla litwy".Co do historii ,całkowicie zgdzam się z oceną Zychowicza.
                                Dodaj odpowiedź 42 4
                                  Odpowiedzi: 1