Dwudziestolecie międzywojenneSołówki - wynalazek diabła

Sołówki - wynalazek diabła

Więźniowie na Wyspach Sołowieckich.
Więźniowie na Wyspach Sołowieckich. / Źródło: Archiwum Historii Do Rzeczy
Dodano 6
Karcer, głodzenie, bicie, polewanie wodą na mrozie, szczucie psami. Tak wyglądała codzienność więźniów pierwszych bolszewickich łagrów.

Wyspy Sołowieckie – ta budząca grozę w starszych pokoleniach obywateli ZSRS nazwa dziś mówi coś głównie specjalistom. Nie ma w zbiorowej pamięci świata podobnego statusu co nazwy Auschwitz i Treblinka. Obozu na Sołówkach nikt nie wyzwolił. Zamknęły go w 1939 r. same władze sowieckie, gdy już pełną parą działała maszyneria tysięcy obozów pracy i wyniszczenia nazywana archipelagiem GUŁag. Auschwitz istniał niemal pięć lat; Sołówki – 19. I to obóz sołowiecki był pierwszy.

W powieści Michaiła Bułhakowa „Mistrz i Małgorzata”, która powstawała w Moskwie na przełomie lat 20. i 30., znalazła się znamienna scena. Oto pisarz Michał Aleksandrowicz Berlioz tłumaczy młodszemu koledze, Iwanowi Bezdomnemu, że sowiecka literatura nie powinna skupiać się na oczernianiu Jezusa Chrystusa, ale raczej udowadniać, że nigdy nie istniał. Do rozmowy wtrąca się jakiś obcy mężczyzna, który wskazuje, że Kant napisał parę dowodów na istnienie Jezusa. Młody aktywista reaguje na to wybuchem: „Tego Kanta należałoby wysłać na trzy lata na Sołówki”.

W dużej części wydań „Mistrza i Małgorzaty” albo ten wtręt nie jest opatrywany przypisem, albo informacja, czym były Sołówki, sprowadza się do paru słów. To, że Bułhakow uznał za stosowne wtrącić nazwę obozu do narracji, wiele pokazuje. Łagier na dalekich, północnych wyspach nie był bynajmniej pilnie strzeżoną tajemnicą. Był raczej powszechnie znaną groźbą wiszącą nad głową każdego, kto odważyłby się sprzeciwić ideologii marksistowskiej lub uczynić coś przeciw komunistycznej władzy.

Wyspy, których posępną sławę uwiecznił Bułhakow, znajdują się na Morzu Białym. Do najbliższego dużego miasta – Archangielska – jest ponad 230 km. Północne odludzie przyciągało od początku XVI w. mnichów prawosławnych szukających samotności do rozwoju swojej duchowości lub zsyłano ich tu karnie.

Potęga i zamożność klasztoru wzrastały powoli od XVI do XVII w. W latach 1668–1676 monastyr wystąpił przeciw narzuconej przez carat reformie prawosławia. Jego potężne mury stawiały opór oblegającym go wojskom cara Aleksego I Michajłowicza przez długie osiem dni, by paść dopiero wskutek zdrady jednego z mnichów.

Kolejny raz monastyr stał się obiektem oblężenia blisko dwieście lat później, w 1855 r., gdy podczas wojny krymskiej trzy brytyjskie okręty bez sukcesów próbowały zająć ten odległy północny zakątek. Po wybuchu rewolucji Lenina zaczęły się represje bolszewików wobec klasztoru. Mnichów wygnano lub aresztowano, a klasztor zamieniono w więzienie dla przeciwników Sowietów.

Terror na oślep

Kiedy na wyspy trafili pierwsi więźniowie? Profesor Wojciech Śleszyński, polski badacz GUŁagu, pisze: „Pierwszy obóz dla przeciwników politycznych utworzono w 1920 roku właśnie na Wyspach Sołowieckich. W tym czasie pracowała na wyspach komisja przysłana z Moskwy, której celem była konfiskata majątku należącego do klasztoru. Tylko w maju 1922 r. wysłano do Moskwy 19 skrzyń z drogocenną zawartością: złotem, srebrem, szlachetnymi kamieniami”.

Wśród zsyłanych byli z jednej strony konkurenci bolszewików z lewicy – socjalrewolucjoniści (tzw. eserowcy), mienszewicy i anarchiści. Z drugiej kontra, czyli byli oficerowie carscy, aresztowani dygnitarze carscy, mnisi oraz kapłani prawosławni. W latach 20. była jeszcze różnica w traktowaniu kontry i nielegalnych marksistów. Profesor Śleszyński wskazuje: „W pierwszym okresie funkcjonowania państwa bolszewickiego [lewicowcom – przyp. P.S.] przysługiwały przywileje […] wynikające z posiadania statusu więźnia politycznego. Nie musieli pracować i niejednokrotnie mieli dostęp do gazet i książek. Byli dobrze zorganizowani. Prowadzili akcje protestacyjne i głodówki”.

Niektórym z eserowców czy mienszewików po pobycie na Sołówkach uda się wskutek niekonsekwentnej polityki epoki NEP-u wyjechać lub uciec przez zieloną granicę na zachód. To oni pierwsi przekażą światu prawdę o systemie łagrów. Ich książki wydawano jednak na Zachodzie w niewielkich nakładach, zazwyczaj po rosyjsku, w emigracyjnej niszy. Skąd taka obojętność wobec tych pierwszych świadectw piekła sowieckich obozów?

Czytaj też:
Dla Lenina zabił własnego ojca. W nagrodę został władcą łagrów

Jedni uznawali, że to nic nowego wobec wstrząsającej wiedzy o innych zbrodniach rewolucji, drudzy byli zdania, że Sołówki to szczegół na tle pozytywów gigantycznej przebudowy społecznej. „Nie można zrobić omletu, nie rozbijając jaj” – to była najczęstsza odpowiedź na pytania o pierwsze relacje dotyczące Sołówek.

Zysk zamiast reedukacji

W 1923 r. zakończyła się dość chaotyczna i przypadkowa pierwsza faza polityki karnej władz sowieckich wobec więźniów politycznych. Z racji wiary w reedukację socjalistyczną stworzono nowego typu pierwszy łagier eksperymentalny Sołowieckij Łagier Osobiennogo Naznaczenija (sowiecki łagier specjalnego przeznaczenia) – w skrócie SŁON. Korzystanie z zaplanowanej pracy więźniów miało być elementem wzmocnienia gospodarski komunistycznej, ale praca nie miała być jedynym sensem pobytu więźnia w obozie. Jeszcze wierzono we wpływ edukacji i pracy wychowawczej. Dbano o dostęp więźniów do literatury propagandowej, o czytelnie, o tworzenie gazetek obozowych. W obozie istniały orkiestra symfoniczna i teatr obozowy. Siłą rzeczy musiało powodować to ograniczenie czasu pracy.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 3/2020
Artykuł został opublikowany w 3/2020 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 6