Dwudziestolecie międzywojenneKara dla Romana Dmowskiego za realizm

Kara dla Romana Dmowskiego za realizm

Roman Dmowski
Roman Dmowski / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano
Mit o „prorosyjskości” endecji wraca czkawką, niekiedy przy dziwnych okazjach – jakiś czas temu stał się ulubionym orężem stronników Jarosława Kaczyńskiego przeciwko odradzającemu się Ruchowi Narodowemu. Zostawiając na boku bieżące przepychanki, pozwolę sobie skorzystać z okazji, by wyjaśnić, skąd się wziął.

Otóż z podziwu, który żywił Roman Dmowski dla polityki brytyjskiej. Cynicznej, podłej (kto jak kto, ale my – Polacy – dobrze o tym wiemy), lecz niestety skutecznej. Polityki, której jedną z żelaznych zasad było zdanie: „Wielka Brytania nie ma niezmiennych przyjaciół i wrogów, ma tylko niezmienne interesy”.

W czasach Dmowskiego nie były to tylko słowa – właśnie przełom XIX i XX wieku był czasem modelowej demonstracji, jak mocarstwo odsuwa na bok emocje i zadawnione urazy, jeśli przestały służyć jego interesom. Otóż niezmiennym interesem Wielkiej Brytanii było od zawsze utrzymanie skłócenia i względnej równowagi pomiędzy państwami kontynentalnymi. Z tej racji zawsze zwalczała najsilniejsze państwo kontynentu, wspierając jego naturalnych wrogów. Przez kilka stuleci hegemonem Europy była Francja, więc cała praktycznie brytyjska historia stała się historią zajadłych z nią wojen. W przymierzu z każdym jej wrogiem, więc i z Prusami, Austrią i innymi państwami niemieckimi.

I oto, za sprawą pruskiego triumfu w 1870 r. i zjednoczenia Niemiec, sytuacja zaczęła się zmieniać – na pierwszą potęgę kontynentu wyrastały szybko Niemcy, a Francja podupadała. Myliłby się, kto by sądził, że Anglicy ucieszyli się, iż ich odwieczny sojusznik bierze górę nad odwiecznym wrogiem. Wniosek, do jakiego doszli, był zupełnie inny – trzeba odwrócić wiekowe sojusze i znienawidzić Niemców, a ze znienawidzonymi „żabami” się zaprzyjaźnić.

Realizację tego wielkiego przełomu politycznego wziął na siebie następca tronu, późniejszy król Edward VII. Zaczął regularnie jeździć do Paryża, prawić Francuzom komplementy i zabiegać o ich względy, choć długo przyjmowano go tam wrogo. „Nie lubią nas tu” – miał szepnąć do niego sekretarz, gdy paryżanie wygwizdali jego powóz, na co Edward odpowiedział spokojnie: „A za co by mieli nas lubić?”. I udając, że nie nic słyszy, rozdawał na prawo i lewo ukłony oraz uśmiechy. Po kilkunastu latach jego starania zaowocowały „entente cordiale”, serdecznym przymierzem dawnych wrogów.

Niewątpliwie ten właśnie przykład rozbudził w ojcu polskiego nacjonalizmu nadzieję, że i my moglibyśmy w imię wspólnych interesów „zresetować” stosunki z Rosją. Bynajmniej nie była to żadna „rusofilia”, ale skutek trzeźwej i rzeczowej analizy geopolitycznej. W teorii zresztą była ona istotnie nie do obalenia – rozsądne zawieszenie broni, obmyślone przez Dmowskiego, posłużyłoby dobrze obu nacjom. Jednak Polacy i Rosjanie to nie Anglicy i Francuzi – do tanga trzeba dwojga, a tu nie było nawet jednego. Dość szybko musiał Dmowski uznać, że nic z tego nie będzie. Inna sprawa, że gdyby nie rosyjski paszport dyplomatyczny, który mu po tej próbie – jako deputowanemu do Dumy – pozostał, nie dotarłby pewnie w czasie wojny do Wersalu i nie mielibyśmy czego obchodzić 11 listopada.

Jednak ta próba taktycznego rozejmu z jednym z wrogów, w imię skupienia się na walce z drugim, groźniejszym, dała Piłsudskiemu i jego wychowankom asumpt do jakże skądinąd arcypolskiego szantażu, że kto nie jest gotów rzucić się na rozkaz wodza z motyką na słońce, ten jest zaprzańcem i zdrajcą narodowej sprawy. Szczególnie nasiliła się ta propaganda po śmierci Marszałka, gdy wciskające się w buty po nim miernoty musiały udowodnić swe wyłączne prawo do rządzenia Polską i udowadniały je tym, że niby tylko oni jedni zawsze walczyli o pełną niepodległość, gdy zdrajcy endecy („priwislancy” – jak mówił pogardliwie Piłsudski) chcieli tylko, żeby Polacy żyli dostatnio pod rosyjskim panowaniem.

To, niestety, fatalna i szkodliwa strona naszej chwalebnej tradycji walki o wolność – ta ciągła kretyńska licytacja na radykalizm, na „my jesteśmy lepszymi patriotami od was”. Jednak to temat na kiedy indziej.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 10/2013
Artykuł został opublikowany w 10/2013 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

O północy z piątku na sobotę (25 na 26 maja) rozpoczyna się cisza wyborcza
[Ustawa z dnia 5 stycznia 2011 r. – Kodeks wyborczy (Dz. U. z 2017 r. poz. 15)], która potrwa do końca głosowania w niedzielę (26 maja). Zakaz obowiązuje także w internecie, w związku z czym, w trakcie ciszy wyborczej w portalu DoRzeczy.pl wyłączona zostanie możliwość dodawania komentarzy.