Dwudziestolecie międzywojenneBigamia po polsku, czyli kto w II RP brał dwie żony

Bigamia po polsku, czyli kto w II RP brał dwie żony

Dodano 1

Z kolei na ziemiach zaboru pruskiego, Bürgerliches Gesetzbuch obowiązujący od 1900 roku, wprowadzał jednakowe przepisy małżeńskie bez względu na wyznanie. Instytucja małżeństwa była przede wszystkim świecka. Jurysdykcję sprawowały sądy świeckie, zaś procedura, która obowiązywała, była procedurą cywilną.

Pomimo opracowanego w 1929 roku przez komisję Karola Lutostańskiego projektu uregulowania polskiego prawa małżeńskiego, nigdy nie wszedł on w życie. Po II wojnie światowej prace ekspertów doprowadziły do powstania aż 7 projektów osobowego prawa małżeńskiego. Już 25 września 1945 roku opublikowano dekret Prawo małżeńskie, który obowiązywał przez 5 lat, a 27 czerwca 1950 roku wydano Kodeks Rodzinny.

Zginął na wojnie

W polskiej prasie odnotowano nierzadkie przypadki bigamii. Szczególnie okres wojen przyczynił się do znacznego wzrostu liczby przypadku dwużeństwa z punktu widzenia prawa. A sytuacja była niezwykle prosta. Mąż wyruszył na front. Nie wracał po zakończeniu działań wojennych do domu. Po poszukiwaniach mężczyzny okazało się, że walczył w bitwie, w której zginęło mnóstwo wojskowych. Żona uznała więc, że wybranek zmarł. Na tej podstawie wyszła za mąż po raz drugi. Dopiero po wielu latach okazywało się, że mężczyzna jednak przeżył.

Taka sytuacja miała związek z Gdańskiem. W 1914 roku, tuż przed wybuchem I wojny światowej, w Gdańsku kupiec angielski poślubił mieszkankę miasta. Rozstał się z nią jeszcze w tym samym roku, ponieważ został powołany do służby w wojsku brytyjskim. Małżonkowie co prawda korespondowali ze sobą jeszcze jakiś czas, ale w pewnym momencie kontakt się urwał. Żona wystąpiła do Czerwonego Krzyża z prośbą o ustalenie, co dzieje się z mężem. Ten dowiedział się o tym, lecz w tym samym czasie w prasie pojawiła się informacja, że cały personel oddziału instytucji, do którego zwróciła się żona, zginął w czasie jeden z bitew. Uznał więc, że i ona poległa w czasie działań wojennych. Po wojnie zamieszkał w Palestynie i wziął ślub po raz drugi. A jak wyszło na jaw, że gdańszczanka jednak przeżyła? Kiedy po wielu latach kupiec się rozchorował i trafił do szpitala w Jerozolimie, w pielęgniarce, która się nim opiekowała, rozpoznał swoją dawną żonę. Miłość odżyła i w zamian za plantację drzew oliwkowych, druga żona zgodziła się na rozwód.

Zdarzało się też, że ślub wzięto w stanie nie do końca „jasnej percepcji”. A przynajmniej tak tłumaczył się Eliasz ze Lwowa, który, jak sam mówił, „wziął ślub po pijanemu”. W 1920 roku jego pierwsza żona – Karolina – nakazała policji aresztować swojego męża, bowiem ten dopuścił się bigamii. Jak się okazuje, w 1915 roku ten stolarz wyjechał do Kijowa i tam się ożenił po raz drugi. Przez cały czas poszukiwała go Malewska ze Lwowa. Kiedy w końcu „zguba” się odnalazła, mężczyzna trafił za kratki. Do aresztu przybyła nawet druga żona, razem z dzieckiem, pytając się, co ma zrobić w tej sytuacji, bowiem nie była świadoma, że jej wybranek był już raz ożeniony. Lecz pomocy żadnej nie uzyskała. A jak się skończyła cała sprawa, nie wiadomo.

Galeria:
Plaże II RP

Sześć miesięcy kary więzienia za dwużeństwo otrzymał dozorca z Toszku niedaleko Opola. W roku 1919 ożenił się na Litwie, żonę zabrał do Niemiec. Po krótkim czasie odesłał ją na Litwę, a sam w Opolu ożenił się po raz drugi, nie mając rozwodu. Sąd uwzględnił sytuację wojenną i sprytny bigamista otrzymał najniższą możliwą karę.

W 1934 roku Sąd Konsystorski Ewangelicko-Augsburski w Warszawie z winy męża zaocznie rozwiązał małżeństwo. Jak się okazało, w 1919 roku w Jasienicy niedaleko Bielska Józef poślubił katoliczkę Stefanię. Po sześciu latach okazało się, że w 1912 roku w kościele ewangelickim Sosnowcu mężczyzna wstąpił w związek małżeński z Wandą. Żyli ze sobą tylko kilka tygodni, bo jak tłumaczył Józef, „rozszedł się z nią z powodu ciągłych nieporozumień na tle spadkowym, nie troszcząc się o nic”. Porzuciwszy Wandę, wyjechał do Jasienicy, żeniąc się po raz drugi. Sprawa wyszła na jaw dopiero po kilku latach.

Jedna ze spraw dotyczących bigamii znalazła swój finał w bytomskiej prokuraturze dopiero po ponad 30 latach, w 1961 roku! Historia 63-letniego Józefa B. – emerytowanego górnika, urodzonego na Pomorzu – zaczyna się w latach 20. XX wieku. Mężczyzna pracował wówczas jako rolnik w jednej z pomorskich wsi. Tam poznał swoją pierwszą żonę – Władysławę. Razem przeżyli tylko 2 lata. W 1926 roku Józef zdecydował się na wyjazd do Francji – za chlebem. Moment ten wykorzystał rządca wsi, a prosty chłop nie mógł się z nim przecież równać. Kiedy Pomorzanin, wraz z tysiącami innych Polaków, wyruszał do Francji, Władysława dostała zakaz kontaktowania się z mężem, a szlachcic postanowił spędzić z nią resztę życia. Nie wiedziała, co się z mężem dzieje, jak żyje. Ani on, ani ona nie dawali znaku życia.

Po ponad 30 latach, w całkiem nowej rzeczywistości, kobieta, być może chcąc uregulować sprawy z przeszłości, podjęła się poszukiwań męża. Zwróciła z wnioskiem do Polskiego Czerwonego Krzyża. Po długim oczekiwaniu otrzymała odpowiedź. Józef B. został odnaleziony nie w jednym z francuskich miasteczek, lecz… w Bytomiu! Wrócił do Polski zaraz po zakończeniu II wojny światowej. Ale nie to najbardziej zaszokowało kobietę. Okazało się, że w listopadzie 1959 roku Józef ponownie się ożenił. Kobieta nadal żyła nadzieją na wspólne i szczęśliwie życie. W oburzeniu i rozczarowaniu o fakcie bigamii powiadomiła prokuraturę, a o sprawie informowały ogólnopolskie gazety. Na pewno nie uczyniła tego z przypływu miłości…

Alan Jakman

Autor jest założycielem miesięcznika genealogicznego „More Maiorum”. Zajmuje się genealogią i historią swojego rodzinnego miasta - Bielska-Białej.

Czytaj także

 1
  • Bumar SA IP
    Ujednolicanie prawa w odrodzonej Rzeczypospolitej szło powoli.
    Jednolity dla całej Polski Kodeks Karny zaczął obowiązywać dopiero w roku 1932.
    Kodeks Handlowy (normujący reguły życia gospodarczego - zresztą znakomicie napisany: nie przez żadną tam komisję, lecz przez jednego mądrego profesora, za niebagatelne honorarium) - został podpisany przez Prezydenta Mościckiego dopiero w roku 1934.
    Prawa cywilnego (w tym małżeńskiego) nie skodyfikowano aż do samego końca II RP.
    Lecz ja się pytam: czy rzeczywiście taki to wielki powód do utyskiwań? Moim zdaniem - to tylko taka sobie ciekawostka.
    ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
    Kiedy sławny tenor Jan Kiepura wchodził w związek małżeński z ukochaną Márthą Eggerth - nie czynił tego w rodzinnym Sosnowcu, lecz w odległych o ok. 10 km Katowicach. Dlaczego? Bo Sosnowiec to byłe Królestwo Kongresowe, gdzie z nadania cara obowiązywał Kodeks Cywilny Królestwa Polskiego (w istocie będący przepisanym Kodeksem Napoleona). Na jego mocy, w Królestwie uznawano wyłącznie małżeństwa wyznaniowe. Tymczasem narzeczeni byli odmiennego wyznania. Kiepura był katolikiem (acz z matki żydówki), zaś piękna Eggerth była ewangeliczką. Dziś nam się to może wydawać różnicą bez znaczenia, ale wtedy antagonizm katolicko-protestancki był o wiele ostrzejszy. Któreś z narzeczonych musiałoby się złamać i udać się do nieswojej świątyni. Tymczasem w Katowicach, stolicy autonomicznego Województwa Śląskiego - obowiązywał pruski kodeks cywilny, uznający małżeństwo zawarte w magistracie (późniejsze, PRL-owskie regulacje małżeńskie były ewidentnie wzorowane na tym prawie pruskim).

    No i co z tego, że ówczesna prasa sensacyjna miała o czym pisać?
    Dodaj odpowiedź 5 4
      Odpowiedzi: 0