Drugi Mieszko II

Marszałek Edward Rydz-Śmigły przyjmuje defiladę w Bydgoszczy, we wrześniu 1937 r.
Marszałek Edward Rydz-Śmigły przyjmuje defiladę w Bydgoszczy, we wrześniu 1937 r. / Źródło: NAC
Dodano 8
Mieszkowi II czyniono przez wieki straszną krzywdę. W istocie niczym nie ustępował on ojcu, nie miał tylko jego szczęścia. Ta historia w znacznym stopniu powtórzyła się w międzywojniu.

Wszyscy podziwiają Bolesława Chrobrego, bo lał Niemców i Ruskich, wbijał słupy graniczne na Odrze, wyszczerbił miecz w Kijowie i postąpił po swej woli z tamtejszą księżniczką – jakże się takim nie zachwycać, zwłaszcza mając w pamięci klęski następującego po nim tysiąclecia. Żeby jednak ten podziw był pełny i żeby nic go nie mąciło, trzeba było z syna i następcy Chrobrego, Mieszka, zrobić „Mieszka Gnuśnego”. To nic, że wielki Bolesław ze swych synów właśnie tego wybrał i namaścił na następcę, że zresztą Mieszko wiele lat przyuczał się, dowodząc i współrządząc u boku ojca. Legenda wymagała, żeby zaprzepaszczenie dorobku Chrobrego nie było w najmniejszym stopniu winą jego samego. Po prostu, niestety, po wielkim wodzu i królu trafił się leń i nieudacznik, który wszystko zmarnował.

Bodaj dopiero Jasienica zauważył, że w ten sposób Mieszkowi II czyniono przez wieki straszną krzywdę. W istocie niczym nie ustępował on ojcu, nie miał tylko jego szczęścia. A może, rzecz do dyskusji, nie ma po prostu w przyrodzie szczęścia tak wielkiego, by wystarczyło do utrzymania dziedzictwa króla awanturnika, który zadarł absolutnie ze wszystkimi i doprowadził do powstania potężnej antypiastowskiej koalicji, a potem w porę umarł, tak że nieuchronna katastrofa spadła już na jego następcę.

Pisząc książkę, która właśnie do państwa dociera, uświadomiłem sobie, że ta historia w znacznym stopniu powtórzyła się w międzywojniu. Piłsudski, sprawując po maju 1926 r., niczym nieograniczoną władzę nad Polską, nie wykazał się w najmniejszym stopniu geniuszem, jaki mu z różnych przyczyn legenda przypisała. W istocie bilans jego dyktatury jest fatalny. Gospodarka, w 1926 r. akurat rozpędzona międzynarodową koniunkturą, upadła (COP, z którego tak dumni są admiratorzy sanacji, mógł zacząć powstawać dopiero po śmierci Marszałka, bo ten Kwiatkowskiego nie lubił ani mu nie ufał), wojsko – sam Śmigły-Rydz mówił, że odziedziczył je w stanie fatalnym, a do tego rozmnożyły pomajowe rządy do niemożności niszczące państwo kolesiostwo, nepotyzm i protekcje.

Czytaj także:
„Za Tisa pełna misa”, czyli jak Słowacy wyszli na kolaboracji z Hitlerem

Największe szczęście miał jednak Marszałek w dziedzinie polityki zagranicznej. I Hitler, i Stalin szykowali się do wielkiego skoku, więc przed skokiem musieli się przyczaić. Jeden zajęty był remilitaryzacją, drugi kolektywizacją i industrializacją, obaj więc chwilowo Polsce odpuścili. Hitler zakończył wojnę celną i zerwał współpracę militarną z Sowietami, Stalin zlikwidował KPP, i obaj chętnie podpisali z Polską pakty o nieagresji. Pakty nic niewarte, ale to się okazało dopiero po śmierci Piłsudskiego. Na razie pozwalano nam żyć mocarstwowymi urojeniami i doktryną, by z tego, co się Polsce słusznie należy, nie pozwolić nikomu ruszyć nic.

Śmigły-Rydz był wiernym uczniem swego Komendanta i patrzył na wszystko jego oczami. Chciał robić taką politykę jak on, tak dowodzić wojskiem jak on i poprowadzić wojnę tak jak on, identycznie manewrując masami piechoty jak w 1920 r. pod Warszawą. I tak właśnie robił. W sumie wcale nie gorzej. Tylko nie miał szczęścia jak on trafić dokładnie w ten moment, kiedy wojny wygrywało się jeszcze, jak za czasów napoleońskich, piechotą i kiedy chwilowe międzynarodowe koniunktury pozwalały się bezkarnie na zewnątrz mocarstwowo puszyć, a w kraju zajmować walką z „prywaciarzami” i „paskarzami”.

Morał z tego wynika, jaki kto chce. Że nie warto być „drugim” – czy to Mieszkiem, czy Marszałkiem. Albo po prostu że jedni mają fart, a innym wiatr w oczy, i nic się na to nie poradzi.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 4/2017
Artykuł został opublikowany w 4/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 8
  • AntoniK IP
    Fatalnie autor ocenia polityke "zadzierania" ze wszyskimi naokolo prowadzona przez Chrobrego i przez sanacje w okresie miedzywojennym. By ocena byla pelna powinien odniesc sie do wspolczesnej polityki miedzynarodowej Polski polegajacej na "zadzieraniu" ze wszyskimi naokolo a zwlaszcza z jedynym panstwem, ktoremu naprawde zalezy na dobrych relacjach z Polska.
    Dodaj odpowiedź 0 1
      Odpowiedzi: 0
    • Jarema IP
      Umówmy się że Piłsudski nie był wybitnym wodzem ale za to niemal na pewno postąpiłby podobnie jak przywódca Finlandii- Mannerheim, czyli grał na zwłokę i wyłożył karty na stół pod koniec wojny a nie pchał się na chama do wojny i roztrwonił cały potencjał od razu. Ale ogólnie zgadzam się z autorem Ziemkiewiczem że tak jak w życiu prywatnym tak i różne postacie historyczne jak i całe narody mogą mieć raz farta a innym pecha.
      Dodaj odpowiedź 6 1
        Odpowiedzi: 0
      • Szacki IP
        Mieszko II nie miał po prostu szczęścia, Rydz - Śmigły był nie tylko bufonem, ale też dezerterem. Mógł powstrzymać katastrofę Polski, nie zrobił nic.
        Dodaj odpowiedź 7 4
          Odpowiedzi: 0
        • Szwejk XXI IP
          Na wyrażonym przez Autora poziomie ogólności, mim zdaniem, jałowym jest próba rzeczowego komentarza. Chyba prawdziwe jest stwierdzenie, że generałowie (przywódcy) wygrywają poprzednie
          batalie. W ówczesnych realiach spełnienie zaistniałych scenariuszy osiągnęło prawdopodobieństwo "1". Wszystkie inne, w okolicznościach i ludziach którzy w nich uczestniczyli mogą być co najwyżej literacką fikcją. Może "mądrzy przeszłością" zaprojektujmy najbliższą przyszłość. Mamy trochę większą szachownicę, wystarczy spojrzeć na mapę bliskiej i dalszej zagranicy. Jakoś wyjątkowo mało widać Mieszków, Bolesławów, Józefów... no niech będzie Jadwiga, może w tym zakątku "ruch skrzydła motyla" zmieni rzekę HISTORII".
          Dodaj odpowiedź 6 0
            Odpowiedzi: 0
          • Jacek IP
            Trochę Pan sobie zaprzeczył - dobranie sposobu prowadzenia wojny do jej realiów jest jak najbardziej umiejętnością wymaganą od naczelnego wodza armii (jak by go nie zwać). Piłsudski zrobił to dobrze (albo miał szczęście i akurat dobrze wyszło :) ), zaś Rydz (wg Pana) postanowił zawalczyć "tak samo jak Piłsudski" w zupełnie innej wojnie, 20 lat później z kompletnie odmiennym przeciwnikiem. No jeśli tak, to zupełnie nie to samo. Bycie godnym następcą to wykazanie się podobnymi talentami, a nie ślepe kopiowanie mentora pomimo zmienionych warunków. Poza tym Marszałek dosyć wyraźnie mówił o nie wojowaniu na dwa fronty i późnym wejściu do ewentualnej wojny, co Beck i Rydz dosyć lekko sobie wzięli.
            Dodaj odpowiedź 16 1
              Odpowiedzi: 0