Dwudziestolecie międzywojenneII RP bierna wobec piekła Polaków w Sowietach. Dlaczego ich opuściła? [NASZ WYWIAD]

II RP bierna wobec piekła Polaków w Sowietach. Dlaczego ich opuściła? [NASZ WYWIAD]

Polacy skazani na śmierć w czasie Operacji Polskiej, fotografie wykonane przez NKWD
Polacy skazani na śmierć w czasie Operacji Polskiej, fotografie wykonane przez NKWD / Źródło: Memoriał
Dodano
- Warszawa była niestety konsekwentna w swoim biernym podejściu do losu Polaków w ZSRS. Dla polskich władz byli to w pewnym sensie Polacy drugiej kategorii - mówi prof. Robert Kuśnierz, sowietolog, autor książki „Nas, Polaków, nie ma kto bronić”.

Piotr Włoczyk: Co II RP wiedziała o Operacji Polskiej NKWD?

Prof. Robert Kuśnierz: Przypomnijmy, że w wyniku Operacji polskiej, rozpoczętej przez NKWD 11 sierpnia 1937 roku, wymordowano 111 tys. Polaków zamieszkujących Związek Sowiecki.

Pracownicy naszych urzędów konsularnych oraz ambasady wiedzieli, że w Sowietach mają miejsce aresztowania na szeroką skalę, także ludności polskiej. Wiedzieli, że dotknięta jest nią społeczność polska zarówno w miastach, jak i na wsi. Wiadomo było, że nocą enkawudziści zabierają Polaków z domów, w raportach mowa też jest o kolejkach przed więzieniami – zazwyczaj kobiet, które starały się dowiedzieć czegokolwiek o losie aresztowanych członków swoich rodzin.

Czyli Warszawa rozumiała, że dzieje się coś bardzo niepokojącego.

Tak, ale trzeba tu wyraźnie podkreślić, że ani II RP, ani żaden inny krajnie wiedział wówczas, że przeprowadzane są ludobójcze operacje. Nikomu nie przychodziło wówczas do głowy, że Sowieci masowo mordują aresztowanych i to na taką skalę. Przypomnijmy, że mówimy o latach 1937-38, kiedy we wszystkich operacjach Wielkiego Terroru represjonowano ok. 1,5 mln ludzi, z czego prawie połowa została rozstrzelana. Władze II RP przypuszczały, że aresztowani Polacy są co najwyżej deportowani do Kazachstanu lub na Sybir.

Czytaj także:
NKWD ratuje Bieruta. Najtrudniejszy przeciwnik Żołnierzy Wyklętych

I takie informacje nie wzbudzały alarmu w Warszawie?

Warszawa niestety była konsekwentna w swoim biernym podejściu do losu Polaków w ZSRS. W pewnym sensie Warszawa przyzwyczaiła się, że Sowieci już tak rozwiązują „problem” z mniejszościami, które uznali za „element niepewny”. Przecież w l. 1935-36 ok. 100 tys. Polaków żyjących w ZSRS wysiedlono ze swoich małych ojczyzn (głównie z zachodniej części Ukrainy: obwody kijowski i winnicki) na wschód Ukrainy, rejon Kanału Białomorsko-Bałtyckiego oraz Kazachstanu. Zakładano więc, że podczas kolejnej już odsłony represji będzie podobnie.

Polacy byli wówczas masowo oskarżani o szpiegostwo. Wielu z nich „przyznawało się” do „winy”...

Podczas czerwcowego plenum KC WKP(b) w 1937 r. szef NKWD Nikołaj Jeżow przedstawił obraz państwa sowieckiego, które rzekomo miało być penetrowane przez różnego rodzaju wrogów, w tym przez „polskich szpiegów”. Według Jeżowa, polski wywiad przy pomocy POW umieścił swoich agentów będących osobami polskiego pochodzenia we wszystkich sowieckich służbach wywiadowczych i kontrwywiadowczych. „Polscy konfidenci” mieli działać w NKWD, Armii Czerwonej Razwieduprze [wywiad wojskowy], kominternie, Ludowym Komisariacie Spraw Zagranicznych, przemyśle obronnym i transporcie. Była to oczywiście wierutna bzdura, niepoparta żadnymi dowodami. Jednak słowa te stanowiły zapowiedź totalnej czystki ludności polskiej, która zaczęła się półtora miesiąca później. Podczas operacji polskiej aresztowanych Polaków zmuszano do „przyznawania się”, że są „polskimi szpiegami”, członkami POW.

Do kierownika placówki wywiadowczej X-37 w Moskwie, Jerzego Kamińskiego, dotarł list napisany przez obywatela polskiego Juliana Wesołego, mieszkającego w Sowietach. Został on aresztowany przez NKWD, zmuszony torturami do przyznania się do szpiegowania na rzecz Polski. Zastosowano wobec niego stójkę – trzy dni stał, został doprowadzony do skraju wytrzymałości, miał potwornie spuchnięte nogi, więc podpisał wszystko, co mu podsunęli, przyznał się do zarzutu szpiegostwa.

Informacje o brutalnych metodach NKWD docierały więc do polskich władz, ale nawet ludzie obeznani z systemem sowieckim nie mogli sobie jeszcze wówczas wyobrazić, że oto dochodzi do masowego ludobójstwa.

Jednym z nazwisk, które bardzo często przewija się w pańskiej książce jest Jan Karszo-Siedlewski. Był to właściwie jedyny polski dyplomata pracujący w Związku Sowieckim, który starał się cokolwiek zrobić dla rodaków represjonowanych przez reżim stalinowski.

Tak, Jan Karszo-Siedlewski, był jednym z najlepszych polskich dyplomatów i analityków pracujących w Związku Sowieckim. Podejmował działania mające na celu ujęcie się za Polakami represjonowanymi przez reżim sowiecki, ale jesienią 1937 roku został odwołany do Warszawy. Po jego odwołaniu nie było już w Związku Sowieckim nikogo, kto poważniej „drążyłby” ten temat.

Czy Warszawa jakkolwiek reagowała na potworne represje sowieckie wobec Polaków z l. 1937-38?

Nie, reakcji Warszawy nie było. Co najwyżej ambasada oraz placówki konsularne starały się interweniować w indywidualnych przypadkach, ale były to naprawdę wyjątkowe sytuacje. Takie podejście można próbować wytłumaczyć „wielką polityką”. Polskie władze nie chciały naciskać na Sowietów w sprawie losu Polaków (powołując się na traktat ryski z 1921 roku), ponieważ od 1932 roku obowiązywał pakt o nieagresji, który dwa lata później został przedłużony. Warszawa nie chciała zadrażniać stosunków z Moskwą „niewiele istotnymi kwestiami”.

Poza tym trzeba też podkreślić, że Warszawa traktowała tych Polaków, którzy zostali na terenach dawnej Rzeczypospolitej poza granicą ryską, jako „element zdemoralizowany komunizmem”, jako mogącą sprawiać problemy biedotę. W Instrukcji prawno-konsularnej dla urzędów konsularnych RP w ZSRS z 1936 roku podkreślano, że jakikolwiek przyjazd obywateli sowieckich do Polski na stałe, nawet narodowości polskiej, był niepożądany.

Dla polskich władz byli to w pewnym sensie Polacy drugiej kategorii. Było to bardzo krzywdzące uogólnienie wobec Polaków zamieszkujących ZSRS. Zostali oni w ten sposób pozostawieni sami sobie.

Prof. Robert Kuśnierz jest historykiem i sowietologiem, pracownikiem Instytutu Historii i Politologii Akademii Pomorskiej w Słupsku. Prof. Kuśnierz jest autorem wielu prac na temat stosunków polsko-sowieckich. Właśnie ukazała się jego najnowsza książka pt „»Nas, Polaków, nie ma kto bronić«. Represje wobec Polaków w Związku Sowieckim w latach 1935–1938 w materiałach MSZ i wywiadu wojskowego Drugiej Rzeczypospolitej”.

Czytaj także

Od północy z 10 na 11 lipca trwa cisza wyborcza [Ustawa z dnia 5 stycznia 2011 r. – Kodeks wyborczy (Dz. U. z 2017 r. poz. 15)], która potrwa do końca głosowania w niedzielę 12 lipca. Zakaz obowiązuje także w internecie, w związku z czym, w trakcie ciszy wyborczej w portalu DoRzeczy.pl wyłączona zostanie możliwość dodawania komentarzy.