Miesięcznik „Historia Do Rzeczy”Kto zabił Świerczewskiego. Kulisy śmierci gen. „Waltera"

Kto zabił Świerczewskiego. Kulisy śmierci gen. „Waltera"

Ciało gen. Karola Świerczewskiego
Ciało gen. Karola Świerczewskiego / Źródło: Archiwum
Dodano 21
Po jego śmierci komunistyczna prasa zaczęła nawoływać do „ostatecznej rozprawy z faszystami”

Jakub Ostromęcki

Chorąży Stepan „Chrin” Stebelskyj pędził swoich partyzantów przez porośnięte bukami grzbiety. Już o godz. 4 rano 28 marca dotarli do szerokiej doliny ciągnącej się z północy na południe. Jej środkiem biegła droga, przecinając w jednym miejscu spaloną wioskę. Ledwo „Chrin” dotarł do górującego nad drogą grzbietu, siarczyście zaklął. Drogą od Baligrodu jechały dwie ciężarówki. Był to łakomy kąsek, jednak jego chłopcy dopiero zajmowali pozycje. Jednym z pasażerów mniejszego pojazdu był gen. Karol Świerczewski. Dojeżdżając do ruin wsi Jabłonki, nie zdawał sobie sprawy, że pozostała mu raptem godzina życia.

Generał – skaza

Życiorys Świerczewskiego dzięki publikacjom IPN oraz „Długiemu ramieniu Moskwy” Sławomira Cenckiewicza jest powszechnie znany. Dziecko warszawskiej Woli. W 1915 r. jako dobrze zapowiadający się robotnik specjalista został wywieziony przez uciekających z Warszawy Rosjan. W 1917 r. przystał do bolszewików. W 1920 r. walczył przeciwko odradzającej się Polsce i od polskich kul został dwukrotnie ranny. Wiernie służył potem „ojczyźnie robotników i chłopów”, masakrując tych ostatnich w czasie głodowej rebelii w Tambowie. Oficer GRU, który przetrwał wielką czystkę.

Marny dowódca. W 1941 r. w bitwie pod Wiaźmą powierzona mu 248. Dywizja Piechoty została całkowicie rozbita. Bitwę zaczynał z 10 tys. żołnierzy. Do sowieckich pozycji doprowadził oprócz siebie zaledwie cztery! (Inne dane mówią o ponad 600, którzy przeżyli – ci jednak, mając dość swojego przełożonego i jako że rekrutowali się z okolicznych wsi, zwyczajnie zdezerterowali). Od grudnia 1944 r. dowódca 2. Armii LWP. Najbardziej „wsławił” się podczas operacji forsowania Nysy. Nie dbając o rozpoznanie ani o koordynację oddziałów, nie zostawiwszy sobie odwodów, doprowadził do powstania luk na północy i na południu swojego ugrupowania, które wykorzystali Niemcy, zadając armii olbrzymie straty (60 proc. zniszczonych czołgów!). W rezultacie 9. DP niemal przestała istnieć. Alkoholik reprezentujący typowo sowiecki sposób dowodzenia, charakteryzujący się chamstwem wobec podwładnych i nieliczeniem się z życiem ludzkim.

Jednym podpisem mordował swoich żołnierzy za to, że wywodzili się z AK. Takich wyroków wydał kilkadziesiąt. „Obejdziemy się bez tego gnoju, który by nam w kraju siał zamęt” – powiedział po tym, gdy nie udało się przejąć kontroli nad żołnierzami PSZ, którzy pozostali na Zachodzie. Po wojnie wiceminister obrony narodowej. Nawet dowodząc jednostkami polskimi, Świerczewski nie przestał być generałem sowieckim. Mówiły o tym wyraźnie dyrektywy Stalina i opracowany na ich podstawie tajny rozkaz naczelnego dowódcy WP o trybie odbywania służby wojskowej generałów i oficerów Armii Czerwonej odkomenderowanych do Wojska Polskiego z 15 stycznia 1945.

Ku Bieszczadom

W marcu 1947 r. Świerczewski przybył do Krakowa. Miał zamiar wizytować jednostki rozlokowane wzdłuż południowo-wschodniej granicy Polski, włącznie z wciśniętymi w głuszę strażnicami WOP. W komunistycznej propagandzie bieszczadzki epizod w życiu Świerczewskiego urósł do rangi bohaterskiej epopei równej forsowaniu Nysy. Prawda jest dużo bardziej prozaiczna – Świerczewski był tu na inspekcji, zbyt krótkiej, by choćby poprowadzić jeden patrol. O wizycie „Waltera” (pseudonim z wojny domowej w Hiszpanii) oficerowie stacjonującej w Bieszczadach 8. DP informowali się otwartym tekstem przez telefon. Jako że upowcy regularnie podpinali się pod owe linie, była to rzecz skandaliczna. Według zeznań ubowców „Chrin” wiedział o jakiejś inspekcji i zachodził tylko w głowę, kto konkretnie będzie wizytował i kogo.

Dalsze losy wiceministra można opisać według kilku scenariuszy. Zacznijmy od tego najbardziej znanego, opisanego przed naukowców – Grzegorza Motykę i Szymona Nowaka.

Zasadzkę zorganizowano we wsi Jabłonki leżącej w biegnącej południkowo dolinie rzeki o tej samej nazwie. W 1947 r. Jabłonki były kupą zgliszczy. Greckokatolicką w większości ludność wysiedlono bowiem przymusowo do Sowietów. Na południe od osady droga przecina rzeczkę, która przez kilkaset metrów płynie niemal równolegle. Od zachodu również równolegle do szosy biegnie długi niski grzbiet – jego szczyt jest mocno zalesiony. Sama droga, dziś gęsto obrośnięta samosiejkami, wtedy była jednak odkryta. Jedyną osłonę stanowiły okoliczne doły i bruzdy. To właśnie na pobliskim grzbiecie ulokowali się „Chrin” i jego oddział.

O godz. 19.30 w dniu 27 marca Świerczewski zawitał do Sanoka. W czasie odprawy burknął coś o wizytowaniu WOP-istów i poszedł spać. Rano ruszył wraz z oficerami 8. DP do Leska i Baligrodu. Wygłosił mowę do mieszkańców i polityczną pogadankę dla wojska, zwiedził cmentarz i zaczął zastanawiać się nad następnym punktem marszruty. Oficer odpowiedzialny za ruch kolumny samochodów wojskowych przekonany, że bardziej na południe nikt normalny nie będzie się wyprawiał bez solidnego wsparcia, zaparkował samochody tak, by łatwiej im było ruszyć na północ z powrotem do Leska.

„Gdzie jest najbliższa jednostka WOP?” – zapytał „Walter”. „W Cisnej” – odpowiedzieli półgębkiem pułkownicy Bielecki i Gerhard. „Jedziemy!” – despotycznie warknął Świerczewski. Obaj oficerowie zaczęli przestrzegać, że niebezpieczny teren, że po okolicy kręci się UPA, że są dobrzy w organizowaniu zasadzek. „Ach i w Warszawie można otrzymać cegłą po głowie. Do nich i tak nikt nie przyjeżdża, będą chłopcy zadowoleni” – zadecydował Świerczewski. Zaskoczeni kierowcy wykręcili na miejskim placu i ruszyli na południe.

Kolumna składała się z trzech wozów. Dwóch lekkich ciężarówek Dodge WC oraz ciężkiego zaisa z plutonem eskorty (oficjalny komunikat mówił początkowo o trzech zisach i jednym dodge'u). Zaraz za Baligrodem jeden z dodge'ów zepsuł się i zawrócił. Gdy samochody minęły zgliszcza Jabłonek, upowcy otworzyli ogień z rkm. Samochody przejechały kilkaset metrów ku pobliskiemu mostkowi. Dodge Świerczewskiego zatrzymał się za mostkiem, zis przed nim (według Nowaka oba wozy stanęły przed przeprawą). Świerczewski skryty za swoim samochodem kazał żołnierzom eskorty uderzyć na UPA, pod górę, na zachód. Kontratak załamał się. Dodge próbował zawrócić, kierowca dostał jednak śmiertelną serię z rkm. Co gorsza, UPA zaczęła obchodzić pozycje wojska, dochodząc do unieruchomionych wozów. Świerczewski kazał zatem bronić się w korycie rzeczki. Gdy ruszył ku niej, dostał w brzuch.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 5/2017
Artykuł został opublikowany w 5/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 21
  • Naoczny świadek IP
    Świerczewski zdychał w męczarniach, miotając przekleństwa i buźniąc. Tylko pod koniec się rozpłakał i mamrotał o tym jak nie chce umierać.
    Dodaj odpowiedź 2 1
      Odpowiedzi: 0
    • Janusz IP
      Nawet tak słynny pisarz jak Ernest Hemingway poświęcił kilka stron Świerczewskiemu ps. Walter, w powieści " Komu bije dzwon".
      Dodaj odpowiedź 3 3
        Odpowiedzi: 0
      • IRON MAN IP
        Pamiętajmy że Generał Swierczewski walczył w Hiszpanii z faszystami hiszpańskimi oraz włoskimi i nazistami z Niemiec. Dowodził oddziałami w XIII Brygadzie Międzynarodowej im. Jarosława Dąbrowskiego.
        "Trzeba zwrócić uwagę, że Świerczewski pisząc, starał się (jak na stalinowskie standardy) być krytyczny wobec patologicznych zdarzeń, których był bezpośrednim lub pośrednim świadkiem. Potępiał nadużycia członków Brygad (w tym radzieckich doradców) oraz konflikty z miejscową ludnością. Działania tych, co „wybawiali Hiszpanię ze szponów faszyzmu”, określał mianem „sadystyczno-faryzejskich” prześladowań.

        W raportach całkiem sporo uwagi poświęca Polakom. Jednym ciekawszych poglądów jest opinia na temat polskich ochotników, „dąbrowszczaków”, walczących w imię Republiki: „dzielni rewolucjoniści, ale niezdyscyplinowani jako żołnierze”. Natomiast mając na względzie podjętą z niezadowalającym efektem indoktrynację, pisał: „Polacy nie rozumieją do końca, że każde z ich zwycięstw jest bezpośrednim uderzeniem w bandę Piłsudskiego, który zmienił ich kraj w więzienie dla ludu. Nie rozumieją, że likwidacja Franco jest najbardziej praktycznym sposobem, aby osiągnąć prawdziwe wyzwolenie ich kraju”. - jak widać Dąbroszczacy jako polscy komuniści często walczący przeciwko oddziałom ZSRR w 1920 nie poddawali się indoktrynacji ze wschodu.

        Przed wojną komuniści w większości byli w Polsce zupełnie innego wyznania niż po wojnie gdzie za ich karierę odpowiadało KGB i UB.

        Warto przeczytać artykuł: Militaria: "Hiszpańska przygoda generała „Waltera” - rzuca światło na zachowanie apodyktycznego generała alkocholika, którego w końcu prawdopodobnie zabił...ryzykancki styl dowodzenia.
        Dodaj odpowiedź 5 14
          Odpowiedzi: 1
        • xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx IP
          Kto zabił Waltera, odpowiedź jest oczywista i oparta na faktach UPA. i to jest fakt historyczny, reszta to plotki,insynuacje, brednie jedna baba powiedziała drugiej babie a ta trzeciej
          Dodaj odpowiedź 14 0
            Odpowiedzi: 0
          • Matrioszka IP
            Jest jeszcze teoria ujawniona przez premiera Jaroszewicza. Świerczewski podczas wojny dowiedział się o planie "Matrioszek", czyli o wstawieniu do polskiego rządu super tajnych przeszkolonych agentów, którzy pokazywali się pod prawdziwe tożsamości. Świerczewski mimo iż z wywiadu radzieckiego nie miał wystarczających uprawnień by o tym oficjalnie wiedzieć. Tajemnicę i nazwiska agentów podczas popijawy zdradził mu Rokossowski. Jednym z nazwisk ujawnionych przez Jaroszewicza był Bierut. Wędlug wielu osób które znały Bieruta przed wojną, ten powojenny Bierut był trochę inny, nie znał wszystkich szczegółów, nie poznała osób, które powinien pamiętać sprzed wojny (te osoby oczywiście później znikały...). Ale na Bierucie się nie skończyło. Kolejnym podstawionym agentem, który miał grać Polaka, był późniejszy generał Wojciech O.... Innych nazwisk Jaroszewicz nie zdążył zdradzić. Według niektórych historyków, ta wiedza była przyczyną śmierci Jaroszewicza i jego małżonki. W tym samym bowiem czasie w innych "zaprzyjaźnionych" krajach zginęło kilku dygnitarzy z podobną wiedzą o podstawionych agentach GRU w swoich krajach.
            Różnica między tymi agentami, a agentami typu Świerczewski, była taka, że oni zostali przeszkoleni do swojej roli i i mieli udawać Polaków.
            Ten typ agentów opisał Severski w swojej książce "Nielegalni". On jednak nie zdawał sobie chyba sprawy z faktu, że podczas pracy wywiadowczej miał takich nielegałów jako swoich szefów...
            Dodaj odpowiedź 22 3
              Odpowiedzi: 0