Miesięcznik „Historia Do Rzeczy”Europa zatapia muzułmanów. Ostatnia taka bitwa

Europa zatapia muzułmanów. Ostatnia taka bitwa

„Bitwa pod Navarino – starcie rosyjskiego liniowca »Azowa« z okrętami tureckimi”, mal. Iwan Ajwazowski, 1846 r.
„Bitwa pod Navarino – starcie rosyjskiego liniowca »Azowa« z okrętami tureckimi”, mal. Iwan Ajwazowski, 1846 r. / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano
Okręty otomańskie płonęły, tonęły lub wybuchały. Te, które uchroniły się przed zagładą, wyrzucano na brzeg...

Włoska nazwa – Navarino – pochodzi ze średniowiecza, kiedy Wenecjanie rozbudowali port znajdujący się w zatoce na zachodnim wybrzeżu Peloponezu. Jego grecka nazwa brzmi: Pylos. Już kilkanaście wieków przed naszą erą znajdował się w pobliżu, ale nieco dalej w głębi lądu pałac Nestora, znany pod tą nazwą z „Iliady” Homera (a w XX w. n.e. z odkryć archeologów). Tysiąc lat mijało od czasów mykeńskich, a Pylos powraca w „Wojnie peloponeskiej” Tukidydesa. Opisał on klęskę Spartan w walce z desantem Ateńczyków na wyspie Sfakterii u wyjścia z zatoki (425 r. p.n.e.) i umocnienie się najeźdźców na przeciwległym cyplu skalistego półwyspu – właśnie w Pylos. Do tego to właśnie akwenu, po dwudziestu kilku wiekach, jakie minęły od klasycznego okresu starożytnej Grecji, wpłynęły 20 października 1827 r. połączone eskadry okrętów brytyjskich, francuskich i rosyjskich. Ich celem było udaremnienie stojącej tu na kotwicy flocie sułtana dalszej agresji wobec powstańców greckich.

Już od sześciu lat trwało powstanie Greków pragnących nareszcie zrzucić jarzmo panowania tureckiego. Z początku mocarstwa europejskie były mocno zakłopotane tym, bądź co bądź, buntem poddanych przeciw władzy monarszej. Od 1815 r. trwały one przecież w Świętym Przymierzu, którego głównym celem było zwalczanie wszelkich ruchów wywrotowych, w tym narodowowyzwoleńczych, które mogłyby zakłócić ustalony na kongresie wiedeńskim porządek. Dopiero co (1820) burbońska Francja z błogosławieństwem innych monarchów zdążyła spacyfikować Hiszpanów i Portugalczyków dążących do obalenia swych władców, a Austria – Włochów mających dość habsburskich rządów. Wcześniej państwa europejskie pozwoliły Turkom na rozprawienie się z powstaniem Serbów, choć sułtan nawet nie przystąpił do Świętego Przymierza.

Z Grekami jednak stało się inaczej. Brutalność, z jaką tłumiono ich rewolucję, wzbudziła tak wielkie oburzenie zachodnioeuropejskiej opinii publicznej i tak wielką chęć udzielenia im pomocy, że zwłaszcza Londyn i Paryż nie mogły pozostać obojętne. Do powstańców przyłączyli się ochotnicy, i to tak znani jak angielski poeta George Byron, który przybył do Grecji w końcu grudnia 1823 r. Stanął na czele sformowanego za jego pieniądze oddziału w armii jednego z wodzów powstańczych – księcia Aleksandrosa Mawrokordatosa – i szykował się do ataku na twierdzę Lepanto u wejścia do Zatoki Korynckiej (gdzie w 1571 r. chrześcijanie zatopili flotę turecką – patrz: poprzedni numer „HDR”). Niestety, Byron zmarł 19 kwietnia 1924 r. na malarię. Jego rodak, lord Thomas Cochrane, został dowódcą floty – opartej na setkach greckich statków handlowych – a gen. Richard Churchill stanął na czele oddziałów lądowych. Rząd brytyjski wspierał powstańców znaczącymi subsydiami, a od 1823 r. faktycznie uznawał ich prawo do niepodległości.

Czytaj także:
Waterloo. Bitwa, w której zginęli wszyscy

Z kolei wpływowe koła w Rosji naciskały na interwencję zarówno ze względu na prawosławne wyznanie uciśnionych, jak i ze względu na politykę Porty Otomańskiej, blokującej Bosfor i Dardanele przed flotą rosyjską, a także zajmującej nadal wysunięte pozycje nad Dunajem. Do konfliktu z Turcją przystąpił jednak dopiero w 1825 r. następca zmarłego wtedy cara Aleksandra I – Mikołaj I, który zresztą działania orężne mógł podjąć po dwóch latach wojny z Persją.

Burty pełne dział

I tak latem 1827 r. trzy państwa europejskie postanowiły wysłać ku greckim wybrzeżom okręty wojenne. Główną siłę ówczesnej marynarki wojennej stanowiły największe i najsilniej uzbrojone okręty artyleryjskie, zwane od sposobu walki liniowcami. Ich wyporność dochodziła do 2,5 tys. ton, załoga liczyła 600–900 ludzi, a liczba dział wahała się od kilkudziesięciu do ponad stu. Od czasów wspomnianej wyżej bitwy pod Lepanto – kiedy armaty okrętów Świętej Ligi chrześcijańskiej zatopiły większość floty tureckiej, zanim jej galerom udało się zbliżyć do europejskich jednostek, sczepić z nimi i dokonać abordażu – taktyka bitwy morskiej polegała na rozrywaniu kulami armatnimi masztów i kadłubów jednostek wroga. Aby ogień był jak najbardziej skuteczny, wielkie żaglowce wojenne miały nawet pięć poziomów rozmieszczenia armat – do trzech pod pokładem i dwóch odkrytych. Działa umieszczano na burtach, a największe okręty płynęły jeden za drugim w linii (stąd liniowce) i oddawały salwę za salwą.

Koszt budowy takiego żaglowego liniowca był – uwzględniwszy różnicę epok i możliwości finansowe państw – wcale nie mniejszy niż koszt budowy największych pancerników, które wzięły udział w II wojnie światowej. Dlatego sprzymierzeni wysłali przeciw Turkom i ich egipskim sojusznikom łącznie 10 liniowców, co znacznie przekraczało możliwości przeciwnika, który pod Navarino zgromadził ich tylko trzy. Wprawdzie muzułmanie mieli ok. 80 mniejszych okrętów (w tym 17 fregat), a chrześcijanie tylko 17 (w tym 10 fregat), ale to potęga ognia liniowców podczas bitwy okazywała się decydująca.

Niemniej istotne okazało się fachowe wyszkolenie marynarzy i artylerzystów europejskich, zdecydowanie górujących nad Turkami i Egipcjanami będącymi cieniami strasznych i nader skutecznych w walce korsarzy Hajraddina Barbarossy – admirała z czasów Sulejmana Wspaniałego...

Fregata miała dwukrotnie mniejszą wyporność od liniowca, trzykrotnie mniej liczną załogę i tylko jeden poziom działowy pod pokładem. Na pokładzie zaś ustawiano mniejsze działka i karonady – wprawdzie dużego kalibru, lecz strzelające na małą odległość. Fregata była za to szybsza i bardziej zwrotna, idealnie nadawała się do zwiadu, pościgu lub np. zwalczania piratów. Inne okręty – korwety, szkunery, brygi, w dość dużej liczbie występujące we flocie turecko-egipskiej – nie liczyły się w starciu z kolosami liniowymi. Niebezpieczne mogły okazać się za to brandery, jednostki wypełnione materiałami łatwopalnymi. Jedynym zadaniem obsługi było skierować tę pływającą żagiew do burty wrogiego okrętu i spalić go wraz z nią. Flotą muzułmanów dowodzili: turecki adm. Tahur Pasza (znajdujący się na „Ghuh Rewan”) oraz Egipcjanin Muharrem Bej (na „Guerrière”).

Flota europejska znajdowała się pod dowództwem brytyjskiego wiceadmirała Edwarda Condringtona, którego okrętem flagowym był 84-działowy liniowiec HMS „Asia”. Eskadra brytyjska złożona była z trzech okrętów liniowych, czterech fregat i pięciu mniejszych jednostek. Eskadrą rosyjską – skierowaną na południe z Bałtyku – dowodził na 74-działowym „Azowie” kadm. Ludwig Heiden. Ten doświadczony oficer marynarki na śródziemnomorskich akwenach walczył już w końcu XVIII w. pod dowództwem znakomitego adm. Fiodora Uszakowa. Miał pod komendą cztery liniowce i cztery fregaty. Wreszcie trzema liniowcami, dwiema fregatami i dwoma szkunerami francuskimi dowodził z 58-działowej fregaty „Siréne” kadm. Henri Gauthier de Rigny.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 11/2017
Artykuł został opublikowany w 11/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0