Miesięcznik „Historia Do Rzeczy”Zamoyski: legendarny kanclerz i hetman w jednym

Zamoyski: legendarny kanclerz i hetman w jednym

Dodano 18

Zwycięstwo pod Byczyną, leżącą na północno-wschodnim krańcu Opolszczyzny, stało się najgłośniejszym bodaj osiągnięciem militarnym Jana Zamoyskiego. Jego istotne znaczenie jest natury politycznej. Udaremniło bowiem obcą interwencję w wewnętrzne sprawy Rzeczypospolitej, zapobiegło wojnie domowej, umocniło ład prawno-ustrojowy państwa. Otóż na elekcji po śmierci Batorego większość szlachty obwołała nowym królem Polski 21-letniego królewicza szwedzkiego Zygmunta Wazę. Zamoyski wspierał tę popularną wśród narodu szlacheckiego kandydaturę, gdyż był on – jako urodzony przez Katarzynę Jagiellonkę w związku z Janem III Wazą – po kądzieli Jagiellonem, a sojusz ze Szwecją wydawał się korzystny ze względu na ciągłe zagrożenie północno-wschodnich kresów ze strony Rosji. 19 sierpnia 1587 r. prymas Stanisław Karnkowski ogłosił Zygmunta królem Polski.

Godzina pod Byczyną

Tymczasem prohabsburski obóz opozycyjny pozostał na polu elekcyjnym i pod przewodem Andrzeja, Jana i Krzysztofa Zborowskich obwołał królem Maksymiliana Habsburga, piątego syna cesarza Maksymiliana II i Marii Hiszpańskiej. 22 sierpnia 1587 r. ogłosił ten wybór biskup kijowski Jakub Woroniecki. W następnym miesiącu Maksymilian zaprzysiągł pacta conventa w Ołomuńcu, a już w październiku zbrojnie przekroczył w Bytomiu polską granicę i ruszył na Kraków. Zdobycie stolicy udaremnił hetman wielki koronny i Habsburg cofnął się na Śląsk, by zebrać siły wystarczające do pokonania Zamoyskiego. Ów jednak długo nie zwlekał i po koronacji Zygmunta ruszył na spotkanie z Maksymilianem. Do bitwy obu wojsk doszło 24 stycznia 1588 r. pod Byczyną.

Ciekawy jest skład obu armii. Otóż Habsburg wiódł siedem rot rajtarii z Niemiec, ze Śląska i z Moraw, liczących 1,8 tys. jeźdźców oraz cztery roty arkebuzerów niemieckich i morawskich; łącznie – 630 tych konnych strzelców. Cztery chorągwie lekkiej jazdy polskiej (w tym jedna węgierska) liczyły 230 kawalerzystów, a cztery chorągwie husarii – 900. Dodajmy jednak, że z trzech polskich chorągwi husarskich najliczniejsza była Stanisława Stadnickiego (200 husarzy), ale gros ich sił (500) stanowiła węgierska chorągiew Walentyna Prepostvarego. W sześciu rotach piechoty (w tym jedna polska) maszerowało 3290 ludzi, z których 1,5 tys. stanowili strzelcy, a 1790 – pikinierzy. Artyleria miała cztery działa ciężkie i kilkanaście falkonetów – lekkich działek polowych o kalibrze kilku centymetrów. Godzi się zauważyć, że Habsburg prowadził łącznie niemal 7 tys. zbrojnych, ale – co istotne – we wszystkich oddziałach pod jego rozkazami było tylko 800 Polaków.

Husaria stanowiła uderzeniową siłę wojsk polskich. W 17 chorągwiach zgromadzono 1950 jeźdźców. Oto ci, którzy je wiedli: Urowiecki, Łaszcz, Bykowski, Grudziński, Kazimierski, Koniecpolski, Maciejowski, Myszkowski, Osiecki, Pękosławski, Pieniążek, Sobocki, Stanisławski, Broniowski, Karnkowski, Ligęza, Dulski. Poza husarzami kawaleria składała się z dwóch rot rajtarów (200 jeźdźców), jednej Siedmiogrodzian (100), 12 chorągwi kozackich (1470) oraz trzech tatarskich (500). Piechota liczyła łącznie 2,3 tys. ludzi; mniej więcej po połowie – polskiej i węgierskiej. O działach nic źródła nie wspominają. Jak widać, siły polskie były minimalnie szczuplejsze od wojsk najeźdźców. Przewaga Maksymiliana tkwiła w piechocie i artylerii, natomiast Zamoyski dysponował liczniejszą i skuteczniejszą jazdą.

Przyroda sprzyjała tego ranka Polakom, bo gęsta mgła pozwoliła niepostrzeżenie oskrzydlić wroga. Po opadnięciu mgły atakowali jedni i drudzy. Z początku habsburscy rajtarzy rzucili się na nasze chorągwie kozackie i po zaciętej walce wyparli je z pola. O postawie Kozaków świadczy przykład setnika Hawryła Hołubka. Ten weteran wojen z Iwanem Groźnym, wierny żołnierz polskiego hetmana toczył z Maksymilianem od paru miesięcy wojnę podjazdową. Kuszony przez Habsburga licznymi korzyściami w razie przejścia na jego stronę, odpowiedział: „Więcej zdradziec w Polsce już nie ma, wszyscy u ciebie!”. Ów, jak go nazwano, „Słowiański Scewola” zginął pod Byczyną od strzału w głowę.

Rajtarzy cieszyli się niedługo z powodzenia w boju z lekką jazdą. Rychło nie wytrzymali husarskiej szarży i pękły ich szeregi. Gdy Maksymilian rzucił im na pomoc węgierskich husarzy, Zamoyski uderzył ze skrzydła potężnym, liczącym 1,2 tys. husarzy odwodem. Kiedy skruszono kopie, szable oraz koncerze zaczęły dzwonić o półpancerze i szyszaki. Polscy skrzydlaci jeźdźcy, już wtedy będący najskuteczniejszą kawalerią ówczesnych pól bitewnych, szybko jednak uzyskali przewagę. W zażartej walce ranny został Stanisław Żółkiewski, który zdobył chorągiew arcyksięcia…

Siła polskiej szarży, jak również zamieszanie i sprzeczne rozkazy wywołały panikę wśród habsburskich jeźdźców i odwrót z pola walki, który szybko przerodził się w ucieczkę. Za jazdą węgierską pierzchły kolejne oddziały. I tak w ciągu godziny, jak wspominali świadkowie, bitwa została wygrana przez polskiego hetmana. Bój był krótki, ale nadzwyczaj zacięty, o czym świadczą 3 tys. poległych żołnierzy; w tym dwa razy więcej po stronie wroga. Uciekający schronili się wraz z księciem w Byczynie, ale – zdruzgotani klęską – rychło poddali się Polakom, zwycięskim i mającym zdobyte na nich działa. Maksymilian stał się jeńcem samego hetmana. Najpierw goszczono go w Zamościu, ale po próbie ucieczki osadzono na zamku w Krasnymstawie. Na mocy układu bytomsko-będzińskiego z marca 1589 r. odzyskał wolność i w lipcu tego samego roku opuścił Rzeczpospolitą. Pomimo przyrzeczenia nie zrzekł się tytułu króla polskiego i używał go do 1598 r.

Na zakończenie dodajmy, że Jan Zamoyski okazał się też znakomitym gospodarzem, który dzięki nadaniom królewskim, korzystnym mariażom, łupom wojennym i umiejętnemu scalaniu dóbr niebywale pomnożył posiadłości, wyprowadzając swój ród ze zwykłej szlachty i wprowadzając go do grona pierwszych w kraju magnatów. Swemu spadkobiercy pozostawił 11 miast (w tym perłę renesansu – Zamość) i ponad 200 wsi (ponadto dzierżawił królewszczyzny – 12 miast i 612 wiosek). Aby następcy nie roztrwonili tak wielkiej fortuny, ustanowił w 1589 r. Ordynację Zamojską. Po rok 1944 dziedziczyło ją po nim kolejno 15 ordynatów.

I wśród nich, jak również w liniach bocznych, byli wybitni Zamoyscy, którzy dobrze przysłużyli się ojczyźnie, że wymienię Andrzeja Hieronima – kanclerza wielkiego koronnego i reformatora z XVIII w., czy Władysława – fundatora Zakładów Kórnickich, który też ocalił Tatry dla Polski na początku XX w. A wnuk hetmana, Jan Sobiepan, nie tylko w „Potopie” odprawił króla Szwedów spod murów Zamościa (z kwitkiem bez pokrycia – Niderlandami pana Zagłoby!), lecz także naprawdę wytrzymał kilkudniowe oblężenie (luty/marzec 1656), a po miesiącu skutecznie dowodził dragonami i husarzami pod Warką. „O, polska krwi!” – chciałoby się zakrzyknąć za Mickiewiczem…

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 7/2019
Artykuł został opublikowany w 7/2019 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 18