Tiso i cień kolaboracji

Jozef Tiso i Adolf Hitler, 1941 rok
Jozef Tiso i Adolf Hitler, 1941 rok / Źródło: Wikipedia
Dodano 5
Kiedy prezydent dusił się na szubienicy, z rąk wypadł mu srebrny krzyż...

W kaplicy elitarnej wiedeńskiej uczelni teologicznej Pazmaneum koszycki bp Augustyn Fischer-Calbri wyświęcił 14 czerwca 1910 r. na księdza „Jozsefa Tiszo”. Ówczesny zapis nazwiska wskazywałby na węgierskie korzenie jego posiadacza. W rzeczywistości Jozef Tiso był z pochodzenia Słowakiem, choć nigdy swej słowackości w sposób nadmierny nie manifestował. Sympatie do słowackiego ruchu narodowego ujawnił, gdy wiatr historii „zdmuchnął” katolicką monarchię austro-węgierską. Wtedy na jej gruzach powstała m.in. Czechosłowacja. Słowacy byli przekonani, że nowe państwo zgodnie z umową pittsburską, zawartą 31 maja 1918 r., zagwarantuje własną administrację, własny parlament oraz szkolnictwo i sądownictwo. W rzeczywistości nic się takiego nie stało. Spowodowało to narastanie wśród Słowaków poczucia rozgoryczenia. Tiso podczas jednego z przemówień powiedział: „Głosimy autonomię terytorialną, a nie narodową, aby podkreślić suwerenność narodu słowackiego na niepodzielnym terenie Kraju Słowackiego… Z pogardą odrzucamy podejrzenia, że wysuwając postulat autonomii, intrygujemy przeciw jedności państwa czechosłowackiego”.

Na czele frontu walki o słowackie interesy narodowe stanęła katolicka, chłopska, konserwatywna i antykomunistyczna Słowacka Partia Ludowa (SL’S, od roku 1925 HSL’S, czyli Słowacka Partia Ludowa Hlinki). Jej przywódcą został charyzmatyczny działacz narodowy ks. Andrej Hlinka. Ksiądz Tiso poznał go w trakcie odbywającego się 19 grudnia 1918 r. w Żylinie zjazdu partii. Od razu przypadli sobie do gustu – spokojny, koncyliacyjny pragmatyk i radykalny wiecowy mówca nawiązali trwającą latami współpracę. W 1925 r. banowicki proboszcz (Jozef Tiso parafię w Banowicach objął w 1913 r.) wybrany został na posła do parlamentu czechosłowackiego. Rok wcześniej na krótko trafił do więzienia za rozniecanie niepokojów społecznych. Niedługo po jego opuszczeniu zaangażował się w walkę z ustanowionym przez władze czeskie świętem upamiętniającym spalenie na stosie heretyka Jana Husa. Tiso uważał, że Słowacy jako naród katolicki powinni obchodzić jako święto Dzień Cyryla i Metodego. Tak argumentował konieczność jego wprowadzenia: „Nigdy nie staniemy się Czechami, nigdy nie wyrzekniemy się Kościoła katolickiego”. Pomimo dystansu wobec praskich władz 15 stycznia 1927 r. ludacy znaleźli się w składzie nowo utworzonego rządu. O wejściu do koalicji zdecydowały namowy papieża Piusa XI, który chciał poprzez ich obecność rozmiękczyć antykatolickie stanowisko Pragi.

Jozef Tiso otrzymał nominację na ministra zdrowia i pełnił to stanowisko ponad dwa lata. Gdy je obejmował, miał 39 lat i był nie tylko najmłodszym, lecz także jednym z najbardziej pracowitych ministrów. Za jego urzędowania powstało 29 projektów legislacyjnych. Kres jego pracy nadszedł w momencie aresztowania i skazania na karę pozbawienia wolności bardzo popularnego działacza HSL’S Vojtecha Tuki. Ksiądz Hlinka zadecydował o opuszczeniu koalicji. HSL’S znalazła się w zdecydowanej opozycji, co pozwoliło na ugruntowanie ideowych pryncypiów. Wyrazem przywiązania do nich było oddanie przez przywódców partii podczas wizyty w Austrii hołdu bliskiemu ideowo, a zamordowanemu przez austriackich narodowych socjalistów kanclerzowi Engelbertowi Dollfusowi. W drugiej połowie lat 30. Słowacka Partia Ludowa stała się języczkiem u wagi podczas toczącej się rywalizacji dwóch głównych pretendentów pragnących przejąć schedę po Tomášu Masaryku. Jozef Tiso opowiedział się wówczas po stronie swego późniejszego prześladowcy Edvarda Beneša. Dzięki jego namowom sceptyczny wobec tej kandydatury Hlinka zdecydował się udzielić mu swego poparcia, co doprowadziło do objęcia przez Beneša prezydenckiego fotela.

Droga ku niepodległości

Krótko potem nad Republiką Czechosłowacji zaczęły gromadzić się czerwono-biało-czarne chmury. Polityka III Rzeszy mająca na celu zdobycie hegemonii na kontynencie europejskim zmierzała ku rozbiciu tego państwa, będącego ważnym elementem utworzonego przez Francję porządku wersalskiego. Na podstawie ustaleń monachijskich Czechosłowację zmuszono do zrzeczenia się części terytoriów tzw. Sudetenlandu. Wykorzystując tę sytuację, kierownictwo HSL’S (było to niespełna dwa miesiące po śmierci Hlinki) wystąpiło do praskiego rządu z ultimatum wzywającym do przekazania władzy na obszarach Słowacji. Zadość tym postulatom uczyniono 7 października 1938 r. Premierem słowackich władz autonomicznych został ks. Jozef Tiso. 22 listopada parlament uchwalił nową konstytucję zatwierdzającą federalistyczny kształt państwa. W ten sposób powstała republika czesko-słowacka. Sukces w postaci uzyskania autonomii zbiegł się z utratą na rzecz Węgier i Polski należących do Słowacji terytoriów.

Tymczasem Hitler podjął ostateczną decyzję o całkowitej likwidacji Czechosłowacji. Po lutowym spotkaniu z wypuszczonym niedawno z więzienia słowackim separatystą Vojtechem Tuką postanowił, że Słowacja odegra w tych planach istotną rolę. Od tego momentu Berlin rozpoczął wywierać presję na słowackich polityków, by ogłosili niepodległość swego kraju. Tiso uważał taki krok za niepotrzebny. Ostatecznie decyzję o powstaniu niepodległej Słowacji podjął 14 marca 1939 r. parlament. Pavol Čarnogurský tak zapamietał tamte wydarzenia: „Po otwarciu obrad sejmu zapanowała w ławach poselskich ciężka, aż dusząca atmosfera”. Ponieważ nie było chętnych do złożenia wniosku o ogłoszenie niezależności, uczynił to przewodniczący parlamentu Martin Sokol. Kiedy przewodniczący poprosił o powstanie posłów chcących zagłosować za niepodległością Słowacji, wstali wszyscy (57 osób). O godz. 12.07 ogłoszono powstanie niepodległej I Republiki Słowacji.

Wojna z Polską

W sierpniu 1939 r. Wehrmacht kończył przygotowania do wojny z Polską. Słowacja stała się bazą wypadową ataku na Rzeczpospolitą dla oddziałów niemieckiej 14. Armii gen. Wilhelma Lista. Tiso, poza użyczeniem swego terytorium, wyraził zgodę na propozycję wzięcia udziału w zbrojnej inwazji przeciw II RP w celu odzyskania anektowanych przez Polskę skrawków Spisza i Orawy. 1 września 1939 r. na terytorium Rzeczypospolitej wkroczyła ponad 12-tysięczna Armia Polowa „Bernolák”. Wrześniowe walki polsko-słowackie nie były zbyt intensywne. Zginęło w nich zaledwie 18 słowackich żołnierzy, 41 było rannych, a 11 zaginęło. Armia słowacka wzięła do niewoli 1350 polskich jeńców. Powrót utraconych ziem wywołał w kraju wybuch nieco reżyserowanego przez władze entuzjazmu. Hitler zadowolony z udziału Słowaków w wojnie zaproponował przyłączenie do Słowacji obszarów wokół Zakopanego, gdzie Słowacy nigdy nie zamieszkiwali i wobec których nie wysuwali żadnych roszczeń. Tiso grzecznie odrzucił tę sugestię.

Paradoksalnie, w miarę jak pogłębiał się konflikt militarny w Europie, sytuacja gospodarcza na Słowacji ulegała systematycznej poprawie. Następował wzrost poziomu zamożności społeczeństwa, które w przytłaczającej większości identyfikowało się z własnym państwem, choć autorytarny system społeczno-polityczny nie dawał możliwości legalnego działania skrajnie lewicowym ugrupowaniom politycznym. Skala represji była na Słowacji niewielka. Jeden ze słowackich sygnatariuszy Karty 77 Miroslav Kusý pisał: „Dyktatura nie była tu tak twarda, a represje polityczne miały miejsce w o wiele słabszej formie. Tzw. klerofaszyści nie wykonali ani jednego wyroku śmierci na komunistach, będących ich głównymi wrogami (a wydali, jak myślę, jeden taki wyrok), o innej opozycji już nie mówiąc. Prześladowania miały tu zakres, który dziś z wielu punktów widzenia wydaje się nieprawdopodobny. W państwie będącym w stanie wojny mój ojciec, komunista, ukarany został rokiem więzienia za rozlepianie przed 1 maja ulotek wzywających Słowaków do oporu wobec reżimu. Ile dostałby wtedy w Protektoracie albo dziś […]”.

Liberalnie podchodzono również do żołnierzy. Świadczy o tym przypadek jednego z rezerwistów, który za namawianie swych towarzyszy broni do niepodejmowania walki z Sowietami otrzymał wyrok ośmiu miesięcy więzienia. Nie ulega wątpliwości, że ów żołnierz w innej armii zostałby skazany na karę śmierci. Należy nadmienić, że armia słowacka była chyba jedyną armią na świecie, w której wyroki śmierci za dezercję z pola walki nie były wykonywane.

Deportacja Żydów

Ten daleko idący umiar nie odnosił się jedynie do ludności pochodzenia żydowskiego. Ludacy byli organizacją o zdecydowanie antysemickim charakterze. Tiso postrzegał Żydów jako egzystencjalne zagrożenie dla narodu słowackiego i akceptował wszelkie działania mające na celu ekspulsję poza terytorium Słowacji. Zanim do tego doszło, przez legislatywę I Republiki przewinęło się kilka ustaw dyskryminujących tę grupę narodowościową. Żydzi zostali pozbawieni praw politycznych, publicznych i własności. Podstawowym dokumentem regulującym ich status w państwie był wprowadzony we wrześniu 1941 r. tzw. kodeks żydowski. Na skutek sugestii prezydenta udało się doń wprowadzić zapisy dające możliwość zachowania pełni praw obywatelskich przez niektóre osoby w drodze zastosowania tzw. wyjątków. Udzielać ich mogły (oprócz prezydenta) ważne osoby w państwie, np. przewodniczący parlamentu i ministrowie. Generalnie polityka antyżydowska realizowana na terytorium Słowacji, choć bezwzględna i brutalna, poza pojedynczymi przypadkami nie objawiała się aktami fizycznej przemocy.

Zmieniło się to, kiedy rząd Tuki podjął decyzję o deportacji ponad 57 tys. Żydów, których przekazano stronie niemieckiej. Trafili oni w większości do obozów zagłady i obozów koncentracyjnych. Tiso najprawdopodobniej nie wiedział, że ludzie ci jadą na pewną śmierć. Machinę zagłady w obozach uruchomiono równolegle z pierwszymi marcowymi deportacjami. Trudno jednak uwierzyć, że prawda o brutalnych zachowaniach Niemców wobec Żydów była dla kierownictwa słowackiego jakąś tajemnicą. Na biurko prezydenta trafiały raporty kapelana armii słowackiej na froncie wschodnim opisujące masakry dokonywane przez Einsatzgruppen, choć być może nie do końca był w stanie ocenić ich skalę, bo Słowacy znajdowali się tylko na południowym odcinku frontu. Jest jednak faktem, że z uwagi na niechęć do Żydów specjalną zapobiegliwością się w tej kwestii nie wykazał.

Nie oznacza to całkowitego braku zainteresowania losem żydowskich obywateli. Zeznania podkomendnego Adolfa Eichmanna, SS-Hauptsturmführera Dietera Wislicenego, wskazują, że słowackie władze wysyłały monity w tej sprawie do władz niemieckich, lecz były one zupełnie ignorowane. W październiku 1942 r. akcja deportacyjna ustała. Część spośród pozostałych na Słowacji Żydów objęły „wyjątki”, a niewielka grupa pozostała w obozach internowania (około 4 tys.). „Wyjątki” wydane przez samego prezydenta objęły około 5 tys. osób. Tiso, pomimo zdecydowanych nacisków z Berlina, nie pozwolił wiosną 1943 r. wznowić akcji deportacyjnej, co zirytowało premiera Vojtecha Tukę oraz szefa MSW Aleksandra Macha. Nieukrywaną niechęć do Tisy wyrażali także niemieccy dyplomaci. Konsul generalny Walther Wüster pisał o nim: „Prezydent Tiso, którego naród słowacki bezdyskusyjnie wysoko ceni i szanuje, nie stoi jeszcze na pozycji narodowosocjalistycznej. U Tisy widać wpływ kręgów watykańskich (jezuici) i kliki Duračinskýego. Sądzimy tak, bo prezydent Tiso stale sprawia rządowi problemy”. Pomimo tych krytycznych uwag Berlin nigdy nie poważył się na otwarte wystąpienie przeciw prezydentowi.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 12/2016
Artykuł został opublikowany w 12/2016 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 5
  • asdfg IP
    Przynajmniej na Orawie i Spiszu dobrze żyło podczas panowania Słowacji bo w II RP to chceli Polskę przeklnąć taka bieda była
    Dodaj odpowiedź 1 0
      Odpowiedzi: 0
    • XYZZYX IP
      Jakie tereny utraciła niby Słowacja na rzecz Polski ? Węgrzy zabrali im Zakarpacie i Słowację Południową z Koszycami, ale Polska nic nie zyskała.
      Dodaj odpowiedź 3 5
        Odpowiedzi: 0
      • sceptyk IP
        Ten żarliwy patriota też nic a nic nie kolaborował z hitlerowcami? I nie wiedział nic a nic że Żydzi jadą na śmierć. Prawda? IPN może zaświadczyć.
        W 2016 oglądałem dzieło IPNu i TVPIS o Ogniu. Oparto się o relacjach dwóch jego jeszcze żyjących podwładnych i historyków IPNu apologetów Ognia . Wykazano w ten sposób, "porażający i bezstronny" że Ogień nie był żadnym bandytą. On nigdy nikogo przecież nie zamordował. A jakiś Słowacki IPN oskarżający go o wszystko co najgorsze to sPISek na Ognia zorganizował
        Dodaj odpowiedź 8 6
          Odpowiedzi: 0
        • Czas prawdy IP
          Wszystko zle przyszlo of komunistow.
          Dodaj odpowiedź 17 8
            Odpowiedzi: 1

          Więcej historii