Miesięcznik „Historia Do Rzeczy”Jeden z nich sam zabił 10 tys. ludzi. Kim byli mordercy z Katynia

Jeden z nich sam zabił 10 tys. ludzi. Kim byli mordercy z Katynia

Rys. Krzysztof Wyrzykowski
Rys. Krzysztof Wyrzykowski
Dodano
Odurzeni wódką sadyści, zawodowi egzekutorzy NKWD, strażnicy więzienni i zwykli kierowcy. Za strzelanie w tył głowy Polakom dostali pochwałę i po 800 rubli.

Komando zabójców przyjechało z Moskwy do Kalinina – przed rewolucją noszącego nazwę Tweru – specjalną salonką. Na czele grupy stał Wasilij Błochin, najsłynniejszy kat w historii Związku Sowieckiego. Oprócz niego Nikołaj Siniegubow i Michaił Kriwienko. Przywieźli ze sobą walizkę pełną pistoletów Walther, amunicję i kilka skrzynek wódki. Praca, którą mieli wykonać, wymagała bowiem wypicia dużej ilości alkoholu. Pracą tą było zamordowanie 6,3 tys. ludzi.

„Na mnie zrobiło niesamowite wrażenie, gdy po raz pierwszy weszli do mnie do gabinetu. Błochin, Siniegubow i Kriwienko. »No chodźmy, zaczniemy, idziemy!« – zeznał w 1991 r. Dmitrij Tokariew, szef NKWD w Kalininie. – Tak więc poszliśmy. I wówczas zobaczyłem całą tę grozę. Błochin włożył swoją odzież specjalną: brązową skórzaną czapkę, długi skórzany brązowy fartuch, skórzane brązowe rękawice z mankietami powyżej łokci. Na mnie wywarło to olbrzymie wrażenie. Zobaczyłem kata”.

Tej nocy, był kwiecień 1940 r., w budynku NKWD na ulicy Sowieckiej 6 rozpoczął się mord. Zabójcy działali w sposób metodyczny, spokojny, niczym na taśmie produkcyjnej. Polacy, żołnierze KOP, policjanci i żandarmi, byli pojedynczo wywoływani z cel i przyprowadzani do tzw. świetlicy leninowskiej. Było to miejsce, w którym na ścianie wisiała sowiecka gazetka ścienna, znajdowało się popiersie pierwszego wodza rewolucji i komunistyczna literatura.

Tam nieszczęśników pytano o nazwisko, imię ojca i datę urodzenia. Następnie strażnik zakuwał ich ręce w kajdanki. Pojedynczo wyprowadzano ich do sąsiedniej celi, gdzie czekał kat. Po przekroczeniu drzwi morderca przystawiał ofierze lufę do potylicy i naciskał spust. Polak padał na ziemię, a w tym czasie do świetlicy leninowskiej prowadzono już następnego skazańca. Aby nie było słychać strzałów, Błochin kazał wyłożyć drzwi i ściany katowni grubą warstwą wojłoku.

Mordy w Kalininie odbywały się nocą, jednorazowo zabijano około 250 ludzi.

Pierwszej nocy pod lufy dostarczono 343 Polaków, ale okazało się, iż było to za dużo. Ostatnich ludzi kaci musieli mordować w pośpiechu już przy świetle dziennym. Obniżono więc „dzienną normę” o 100. Cała operacja trwała około miesiąca. W sumie w Kalininie za spust naciskało około 30 ludzi. Wspomniana trójka zawodowych zabójców z NKWD – Błochin, Siniegubow i Kriwienko – oraz pracownicy miejscowego NKWD. W większości oficerowie śledczy, strażnicy więzienni i kierowcy, ale również zwykli pracownicy biurowi. Zostali oni wytypowani przez szefa kadr NKWD w Kalininie – Borisowa.

Choć formalnie mordowanie ludzi nie należało do obowiązków tych funkcjonariuszy, zdaniem Tokariewa odmówić nie było można. „Nie powinno być ani jednego żywego świadka [taką instrukcję dostałem w Moskwie]. I oto jeden z kierowców, nie pamiętam jego nazwiska – odmówił. Bałem się, aby nie wydano rozkazu rozstrzelania go jako świadka. Wezwałem więc go do siebie i mówię: »Misza, ty jesteś komunistą...«. Wziąłem grzech na swoją duszę, lecz po to, by uchronić go [przed śmiercią] jako człowieka” – opowiadał Tokariew.

Bankiet w salonce

Jeżeli historia ta jest prawdziwa, to taka postawa była ewenementem. Większość pracowników kalinińskiego NKWD nie miała bowiem – przynajmniej w trakcie popełniania zbrodni – większych oporów przed mordowaniem Polaków. Powodem mogły być fanatyczny komunizm i wrodzony sadyzm, ale przede wszystkim obietnica gratyfikacji finansowej oraz odbywające się po wymordowaniu każdej partii jeńców libacje.

Na krótko przed świtaniem, gdy zamordowano ostatniego Polaka, Błochin zbierał od zabójców pistolety i sprawdzał ich stan techniczny. Broń szybko się zużywała, dlatego właśnie oprawcy przywieźli całą walizkę waltherów. Następnie – jako nagrodę za dobrze wykonane zadanie – Błochin rozdawał wódkę i luksusową zakąskę. Najprawdopodobniej pito jednak również przed zabijaniem, jak i w jego trakcie. Alkohol dawał niezbędne znieczulenie i pozwalał stłumić grozę dokonywanego w piwnicach strasznego mordu. Nad ranem wszyscy biorący udział w mordach brali się za usuwanie ciał.

Były one wynoszone na podwórze więzienne, gdzie czekało już pięć–sześć ciężarówek krytych brezentem (brezent ten później Błochin kazał spalić, a paki ciężarówek starannie wyszorować z krwi i fragmentów mózgów). Ciała wywożono do podmiejskiego letniska Miednoje. Tam zwalano je do masowego grobu, wykopanego wcześniej przez koparkę Komsomolec.

Dwóch operatorów koparki przywiózł ze sobą z Moskwy Błochin. Po zakończeniu operacji ludzie ci zasypali doły i ubili ziemię. Następnie na miejscu straceń NKWD stworzyło fałszywą stację zagłuszającą, aby mieć pretekst do niedopuszczania w pobliże ludzi. Znajdowały się tam również letniskowe dacze funkcjonariuszy bezpieki. Gdy jeden z nich po latach chciał wykopać piwnicę na kartofle, otrzymał surowy zakaz. Powód był zrozumiały...

Warto jeszcze odnotować, że Błochin i pozostali przybyli z Moskwy egzekutorzy po zakończeniu mordów na Polakach urządzili w swojej – stojącej na ślepym torze na stacji w Kalininie – salonce wystawny bankiet. Pito zimną wódkę, jedzono kawior.

Jak potoczyły się losy zabójców z Kalinina? A więc najsłynniejszy z nich: Wasilij Błochin. Był to człowiek, który własnoręcznie zamordował co najmniej 10–15 tys. ludzi. Najprawdopodobniej jest to do dzisiaj przez nikogo niepobity światowy rekord.

Oprócz setek polskich jeńców Błochin podczas wewnętrznych sowieckich czystek zastrzelił m.in.: Lwa Kamieniewa, Grigorija Zinowjewa, Michaiła Tuchaczewskiego, Nikołaja Jeżowa czy pisarza Izaaka Babla. W dowód uznania za 20-lecie służby dostał samochód osobowy M-20 Pobieda. Po śmierci Józefa Stalina Błochin przeszedł na emeryturę. Zmarł w 1955 r. na atak serca.

Jego dwaj pomocnicy zrobili zawrotną karierę. Nikołaj Siniegubow został wiceministrem kolejnictwa Związku Sowieckiego, a Michaił Kriwienko pełnił funkcję naczelnika sztabu Wojsk Konwojowych NKWD i szefa Głównego Zarządu ds. Jeńców Wojennych i Internowanych NKWD. Dmitrij Tokariew pełnił kolejno funkcje ministra bezpieczeństwa w sowieckich republikach tadżyckiej i tatarskiej.

Nie wszyscy mordercy mogli jednak spać spokojnie. Kierowca Tokariewa Nikołaj Suchariew w nagrodę za udział w mordowaniu Polaków otrzymał pistolet TT. Z tej broni wkrótce się zastrzelił. Samobójstwo popełnił również zastępca szefa kalinińskiego NKWD Wasilij Pawłow, a inny wysoki funkcjonariusz Andriej Rubanow postradał zmysły. Wielu zabójców popadło w ciężką chorobę alkoholową, która zakończyła się wydaleniem z „organów” i zgonem.

Tożsamość zbrodniarzy

Znamy tożsamość niemal wszystkich ofiar zbrodni katyńskiej. Oficerów, policjantów, urzędników i innych przedstawicieli elit II RP. Wiemy niemal wszystko o zleceniodawcach mordu – Józefie Stalinie, Ławrentiju Berii, Wiaczesławie Mołotowie, Klimencie Woroszyłowie, Łazarze Kaganowiczu, Michaile Kalininie i Anastasie Mikojanie. Ludziach, którzy podpisali się pod złowieszczym rozkazem wymordowania Polaków z 5 marca 1940 r.

Czytaj także:
„Ruskie jadą!”. Największa zbrodnia na Polakach po II wojnie światowej

Nadal jednak posiadamy niewiele informacji o katach. Czyli ludziach, którzy wykonali wyrok wydany przez Stalina i innych członków sowieckiego politbiura.

Do niedawna znaliśmy właściwie tylko nazwiska części z nich. Badacze dotarli bowiem do rozkazu numer 001365 wydanego przez Berię po zakończeniu operacji katyńskiej, na mocy którego 125 funkcjonariuszy NKWD zostało nagrodzonych „za pomyślne wykonanie zadań specjalnych”.

Znakomity historyk rosyjski, pracownik organizacji Memoriał, wykonał mrówczą pracę i zidentyfikował niemal wszystkich wymienionych. Krótkie, opracowane przez Pietrowa biogramy znalazły się w znakomitej – wydanej niedawno w Polsce – książce „Psy Stalina” (wyd. Dematr 2012). Przeglądając je, można stwierdzić, że nie ma żadnej prawidłowości. Część katów po 1940 r. pięła się po szczeblach kariery w sowieckim aparacie przemocy, część wprost przeciwnie. Wegetowała na poślednich stanowiskach lub po śmierci Stalina została poddana represjom przez nową sowiecką ekipę rządzącą.

Wśród morderców są ludzie rozmaitego wykształcenia, rozmaitej pozycji zawodowej, rozmaitych narodowości – Rosjanie, Ukraińcy, Białorusini, Żydzi, Polacy, przedstawiciele narodów wschodnich ZSRS – i rozmaitego wieku. Najstarszy na liście to Iwan Stelmach, komendant więzienia NKWD w Smoleńsku, który w momencie mordów miał 58 lat. Dowodził rozstrzeliwaniami w Katyniu. Według niesprawdzonej informacji zmarł w męczarniach z powodu „straszliwego bólu, który przeżerał mu wnętrzności”.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 2/2013
Artykuł został opublikowany w 2/2013 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

O północy z piątku na sobotę (25 na 26 maja) rozpoczyna się cisza wyborcza
[Ustawa z dnia 5 stycznia 2011 r. – Kodeks wyborczy (Dz. U. z 2017 r. poz. 15)], która potrwa do końca głosowania w niedzielę (26 maja). Zakaz obowiązuje także w internecie, w związku z czym, w trakcie ciszy wyborczej w portalu DoRzeczy.pl wyłączona zostanie możliwość dodawania komentarzy.