Historia współczesnaŚwięte sprawy Zofii Kossak. Pisarka, która była natchnieniem Polskiego Państwa Podziemnego

Święte sprawy Zofii Kossak. Pisarka, która była natchnieniem Polskiego Państwa Podziemnego

Dodano 5

Zofia Kossak w Warszawie ukrywała się pod różnymi pseudonimami, używała fałszywych nazwisk. Musiała ukrywać tożsamość ze względu na pisane przed wojną książki o polskości Śląska. Restrykcje objęły jednak wszystkie jej dzieła, których w Generalnej Guberni nie wolno było ani sprzedawać, ani wypożyczać. Pisarka rozpoczęła działalność w warszawskich konspiracyjnych organizacjach, kontaktując się z Kierownictwem Walki Cywilnej i z Delegaturą Rządu na Kraj. To w jej mieszkaniu na Powiślu powielony został pierwszy numer „Biuletynu Informacyjnego”, do którego to tytułu Zofia Kossak napisała kilka artykułów. Publikowała też w piśmie Komendy Obrońców Polski „Polska Żyje” do wsypy tejże w 1941 r., kiedy to aresztowany został, a następnie rozstrzelany, Witold Hulewicz. To w „Kalendarzyku KOP-u” na 1941 r. wydrukowany został piękny „Dekalog Polaka” pióra autorki „Pożogi”. Oto on.

Jam jest Polska, ojczyzna twoja, ziemia Ojców, z której wzrosłeś. Wszystko, czymś jest, po Bogu mnie zawdzięczasz.

  1. Nie będziesz miał ukochania ziemskiego nade mnie.
  2. Nie będziesz wzywał imienia Polski dla własnej chwały, kariery albo nagrody.
  3. Pamiętaj, abyś Polsce oddał bez wahania majątek, szczęście osobiste i życie.
  4. Czcij Polskę, ojczyznę twoją, jak matkę rodzoną.
  5. Z wrogami Polski walcz wytrwale do ostatniego tchu, do ostatniej kropli krwi w żyłach twoich.
  6. Walcz z własnym wygodnictwem i tchórzostwem. Pamiętaj, że tchórz nie może być Polakiem.
  7. Bądź bez litości dla zdrajców imienia polskiego.
  8. Zawsze i wszędzie śmiało stwierdzaj, że jesteś Polakiem.
  9. Nie dopuść, by wątpiono w Polskę.
  10. Nie pozwól, by ubliżano Polsce, poniżając Jej wielkość i Jej zasługi, Jej Dorobek i Majestat.

Będziesz miłował Polskę pierwszą po Bogu miłością.

Będziesz Ją miłował więcej niż siebie samego”.

W 1941 r. była współzałożycielką katolickiego Frontu Odrodzenia Polski, który firmował jej ulotkę ze słynnym później „Protestem”:

„Wobec zbrodni nie wolno pozostawać biernym. Kto milczy w obliczu mordu – staje się wspólnikiem mordercy. Kto nie potępia – ten przyzwala. Zabieramy przeto głos my, katolicy – Polacy. Uczucia nasze względem Żydów nie uległy zmianie. Nie przestajemy uważać ich za politycznych, gospodarczych i ideowych wrogów Polski. Co więcej, zdajemy sobie sprawę z tego, że nienawidzą nas oni więcej niż Niemców, że czynią nas odpowiedzialnymi za swoje nieszczęście. Dlaczego, na jakiej podstawie – to pozostaje tajemnicą duszy żydowskiej, niemniej jest faktem nieustannie potwierdzalnym. Świadomość tych uczuć jednak nie zwalnia nas z o b o w i ą z k u p o t ę p i e n i a z b r o d n i”.

Czytaj także:
Wojna prewencyjna 1920. Dlaczego Polacy uderzyli jako pierwsi?

Ulotka z „Protestem” ukazała się w sierpniu 1942 r., a pisarka – jak pisał Jan Karski w „Tajnym Państwie” – „pozostawała natchnieniem Polski Podziemnej. Spod jej pióra wychodziła rzeka odezw, apeli, artykułów. Czytali je wszyscy”.

W tym samym roku wspólnie z Wandą Krahelską-Filipowiczową zainicjowała utworzenie Żegoty, Komitetu Pomocy Żydom, późniejszej Rady Pomocy Żydom. Ratując śmiertelnie zagrożonych współobywateli żydowskiego pochodzenia, narażała siebie i swoją rodzinę. Po latach, w 1963 r. odznaczona została za to Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata izraelski instytut Yad Vashem przyznał jej dopiero pośmiertnie, w 1985 r.

We wrześniu 1943 r. Zofia Kossak została, jak się zdaje przypadkowo, aresztowana na ulicy przez niemiecki patrol. Hitlerowcy nie wiedzieli, kto naprawdę wpadł im w ręce, ale pisarka miała w koszyku konspiracyjną „Prawdę”, a na domiar złego zapomniała swoich danych osobowych z fałszywej kenkarty. Została pobita, na skutek czego już do końca życia źle słyszała na prawe ucho, straciła też zęby. 3 października 1943 r. w transporcie ponad 200 kobiet przewieziono ją do Auschwitz-Birkenau. Otrzymała numer 64491.

W obozie, który zawsze nazywała Auschwitz, nigdy Oświęcim, cudem przeżyła tyfus. Nie wiedziała, że w tym samym miejscu więziono jej syna Tadeusza, który tam zmarł. Prawdy o jego śmierci nigdy nie poznała, akt zgonu w obozowym archiwum odnaleziono dopiero w 2001 r. Ona sama przebywała w Auschwitz do 12 kwietnia 1944 r., gdy nieoczekiwanie przewieziono ją do Warszawy. Niemcy znali już jej prawdziwe nazwisko, ale – według wspomnień córki – otrzymała propozycję uwolnienia w zamian za współpracę antysowiecką. Pisarka miała odmówić, skazano ją więc na śmierć. 28 lipca 1944 r. została wyprowadzona wraz z innymi osobami na dziedziniec Pawiaka i tam, decyzją sprawdzającego nazwiska Niemca, odłączono ją od grupy przeznaczonych do egzekucji i… wyprowadzono za bramę. Taki był efekt starań podjętych przez władze Polskiego Państwa Podziemnego.

W powstaniu warszawskim pisała do „Biuletynu Informacyjnego”, wznowiła pismo „Prawda”, współpracowała również z powstańczym radiem. Wypędzona, tak jak inni, ze stolicy, schroniła się w Krakowie, a następnie w Częstochowie. Tam, choć wciąż używała fałszywego nazwiska, znalazł ją list od… Jakuba Bermana, jak widać dobrze poinformowanego o sytuacji Zofii Kossak. Wezwał ją do Warszawy, gdzie zasugerował pisarce wyjazd z kraju, zapewniając paszporty dla niej i dla córki w zamian za uratowanie dzieci żydowskich podczas okupacji. 15 sierpnia 1945 r. odleciały obie z Warszawy do Sztokholmu.

To, co najsłuszniejsze

Na emigracji Zofia Kossak przebywała do 1957 r. Nie był to dla niej czas łatwy, choć udało się jej połączyć z mężem i synem Witoldem, którzy znaleźli się w armii Andersa. „Polski Londyn” przywitał za to pisarkę jak najgorzej. Pod artykułem pomieszczonym w „Dzienniku Polskim i Dzienniku Żołnierza” wydrukowano przypis o tym, że była osobistą sekretarką Bolesława Bieruta. Zofia Kossak nie prostowała tego kłamstwa, ufając, że nikt o zdrowych zmysłach w nie nie uwierzy. Myliła się. Pomówienie to wracało do niej jak bumerang, zrażając do środowiska emigracyjnego. Ponieważ dzięki zagranicznym edycjom jej książek otrzymała dużą, jak na tamte warunki, sumę pieniędzy, wraz z mężem weszli do spółki, która zakupiła w Kornwalii farmę hodowlaną Trossel Cottage. Sami zamieszkali tam, ciężko pracując fizycznie. Po latach czytelnikom „Dziennika Polskiego” opowie: „Oporządzałam świnie, mąż doił krowy”. W 1951 r. wspólnicy wycofali się z interesu; Szatkowscy zmuszeni zostali do sprzedaży większej części farmy, gospodarując odtąd na 40 akrach i pracując po 16 godzin dziennie. Z najwyższą trudnością Zofia Kossak znajdowała czas, by pisać artykuły do londyńskiego tygodnika religijno-kulturalnego „Życie” oraz słuchowiska i pogadanki dla Radia Wolna Europa.

Czytaj także:
Tajemnica zamachu na Bieruta. Kogo naprawdę zabił fałszywy enkawudzista?

W kraju tymczasem z furią zaatakował jej wspomnienia z Auschwitz („Z otchłani”) Tadeusz Borowski, twierdząc, że zafałszowała rzeczywistość obozową, a to dlatego, że za drutami należała do uprzywilejowanej kasty. A po tym, gdy odmówiła zmiany swoich zeznań na temat więźnia Auschwitz, lekarza Władysława Deringa, oskarżonego o współpracę z Niemcami, pozbawiono ją praw obywatelskich. A jej książki, jak za hitlerowskiej okupacji, znów wycofano z księgarń i bibliotek. I pomyśleć, że w październiku 1945 r. Polska Akademia Umiejętności w Krakowie przygotowywała wniosek o wysunięcie kandydatury Zofii Kossak do Literackiej Nagrody Nobla.

Pisarka zachowała głęboki żal do emigracji, niektóre z jej poczynań uważając za głęboko niesłuszne, choćby uchwałę Związku Polskich Pisarzy na Obczyźnie zalecającą żyjącym na uchodźstwie ludziom pióra nieogłaszanie w krajowych wydawnictwach swoich utworów, dawnych i nowych. Bardzo tęskniła do Polski, ale oburzały ją działania władz komunistycznych, szczególnie represje wobec hierarchów Kościoła i w ogóle ludzi wierzących.

Niemniej po Październiku ’56 odliczali już Szatkowscy dni do wyjazdu; jeszcze tylko sprzedali ziemię, inwentarz, pożegnali się z pozostającymi za granicą krewnymi oraz znajomymi i z radością powrócili do kraju... gdzie 21 lutego 1957 r. już na początek zetknęli się z murem. Oto udzielając na lotnisku pierwszego wywiadu dla Polskiego Radia, wzruszona Zofia Kossak zwróciła się do słuchaczy „z tysiącletnim polskim pozdrowieniem: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. Zdanie to zostało wycięte przez cenzurę.

Reemigranci postanowili zamieszkać w rodzinnym gnieździe, w Górkach. Zofia Kossak wydawała książki w PAX, głównie wznawiając dawne tytuły. Miała wiernych przyjaciół, sama też dochowywała im wierności, tak jak niezmienne było jej przywiązanie do wybranych księży, biskupów, a i prymasa Wyszyńskiego, którego uważała za idealnego na ciężkie dla Polski czasy.

Kiedy uważała to za istotne, zabierała głos w sprawach publicznych. Zażądała sprostowania podanej przez PAX-owską prasę kłamliwej informacji o rzekomym poparciu przez nią polityki PZPR. Toczyła regularne boje z cenzurą, kwestionującą całe fragmenty jej utworów. Kwestie wolności słowa i nieskrępowanego rozwoju kultury były jej szczególnie bliskie, nic też dziwnego, że w 1964 r. podpis jej znalazł się pod listem sygnowanym przez 34 najwybitniejszych pisarzy i naukowców.

Dwa lata po Liście 34 otrzymała wiadomość o przyznaniu jej, z okazji święta 22 Lipca, Nagrody Państwowej I stopnia „za wybitne osiągnięcia w dziedzinie powieści historycznej”. Pisarka odmówiła jej przyjęcia, w swoim wyjaśnieniu pisząc: „Nie mogę przyjąć nagrody od Władz Państwowych, wprawdzie własnych i prawowitych, lecz odnoszących się wrogo do spraw dla mnie świętych”. Komuniści toczyli akurat wojnę z Kościołem, „aresztując” pielgrzymującą po kraju kopię obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej i organizując konkurencyjne wobec kościelnych uroczystości tysiąclecia państwowości polskiej. „Przy okazji” obrzucano obelgami biskupów i prymasa Wyszyńskiego, odsądzając Episkopat Polski za list do biskupów niemieckich ze słynnym sformułowaniem „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Władze za karę nie wydały jej paszportu na wyjazd do Rzymu, a czytelnicy byli z niej, po prostu, dumni, wiedząc poza wszystkim innym, że znacząca kwota łącząca się z Nagrodą Państwową pozwoliłaby Szatkowskim na odbudowę góreckiego dworu.

W sierpniu 1967 r. Zofia Kossak uczestniczyła w uroczystościach odbywających się na terenie obozu w Auschwitz. Zasłabła tam, a po powrocie do domu przeszła poważny atak serca. Od tego czasu będzie oswajać się z tym, co nieuchronne i ostateczne. W sierpniu 1968 r. miała skończyć 79 lat. Umrze wcześniej, 9 kwietnia w szpitalu w Bielsku-Białej.

Pogrzeb Zofii Kossak odbył się na góreckim cmentarzu w Wielki Czwartek 1968 r. Po poświęceniu trumny i odmówieniu modlitwy przez biskupa katowickiego Herberta Bednorza w imieniu pisarzy zabrał głos Wojciech Żukrowski, zaczynając od pytania: „Ludzie, czy wiecie, kogo żegnamy?”.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 6/2017
Artykuł został opublikowany w 6/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 5
  • xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx IP
    Z tekstu protestu wynika że miała poglądy klasycznie antysemickie a nie rasistowsko antysemickie, pierwsi zazwyczaj chcieli usunięcia Żydów z Europy drudzy ich eksterminacji, stąd w śród tych pierwszych były osoby pomagające.

    Co do Żegoty to wielką rolę w jej tworzeniu odegrali socjaliści, zapomniana postać, niezwykła, to ona jako bojowiec Organizacji Bojowej Polskiej Partii Socjalistycznej była uczestniczką zamachu na carskiego generał-gubernatora Skałona, odznaczona Krzyżem Niepodległości z Mieczami oto Wanda Krahelska
    Dodaj odpowiedź 4 0
      Odpowiedzi: 0
    • Szacki IP
      Jak to możliwe, żeby nie znać twórczości Zofii Kossak - Szczuckiej? "Krzyżowcy", "Pożoga", czy choćby zbiór opowiadań "Bursztyny, to klasyki. Te pozycje są podstawą literatury polskiej. Tylko umysłowy tępak tego nie zna.
      Dodaj odpowiedź 2 2
        Odpowiedzi: 1
      • obserwator IP
        Bardzo polecam wszystkim przeczytanie powieści "Pożoga". Jest to niezwykle cenny dokument burzliwej historii Kresów od roku 1917 po pózne lata dwudzieste, oraz tragedii Polakow, którzy tam wówczas mieszkali. To cud, że pisarce udało się ujsc z życiem w tym pogromie. Jest to również bardzo dobrze napisane dzielo, biorac pod uwage fakt, ze był to debiut literacki pisarki. Czyta się jednym tchem. Mysle, ze powinna to być obowiązkowa lektura, i to właśnie na dzisiejsze czasy i spory polityczne.
        Dodaj odpowiedź 7 1
          Odpowiedzi: 0
        • stasiu IP
          Czytam wreszcie ostatnią część trylogii, "Bez oręża". Dziękuję za przypominanie tej wspaniałej postaci.
          Dodaj odpowiedź 5 0
            Odpowiedzi: 0