Historia współczesnaPolak, który niemal wywołał wojnę domową w RPA

Polak, który niemal wywołał wojnę domową w RPA

Dodano 5

Do najdramatyczniejszego zamachu doszło 20 maja 1983 r. w stolicy kraju Pretorii. Na ulicy Church Street o godz. 16.30 w piątek przed weekendem, kiedy ludzie właśnie wychodzili z pracy, spiesząc się do domów, w zaparkowanym niebieskim alfa romeo wybuchła bomba, zabijając 21 osób (w tym dwóch zamachowców) i raniąc 217. Celem zamachu terrorystycznego komanda MK dowodzonego przez Iboobakera Ismaila była siedziba Południowoafrykańskich Sił Powietrznych (South African Air Forces). Następnym aktem terroru było zdetonowanie 14 czerwca 1986 r. bomby w znajdującym się na plaży w Durbanie barze Mangoo. Zginęły tam trzy kobiety, a 69 osób zostało rannych. MK minowała też drogi w północnych i wschodnich obszarach prowincji Transawal. W ciągu dwóch lat 1985–1987 zginęły tam 23 osoby (w tym troje kilkuletnich dzieci), a wiele zostało rannych.

Fala dzikiej przemocy rozlewała się także po zamieszkanych przez ludność afrykańską osiedlach, gdzie rozgrywały się makabryczne sceny pościgów bojówkarzy MK za prawdziwymi lub urojonymi czarnymi informatorami policji. Gdy zostali ujęci, zakładano im na szyję nasączone substancjami łatwopalnymi opony (nazywano je potocznie naszyjnikami), podpalano i patrzono, jak ponoszą śmierć w okrutnych męczarniach. Życia pozbawiano także w bardziej klasyczny sposób, używając noża. W ten sposób zamordowano 14-letniego Moeketsiego Stompiego, od najmłodszych lat biorącego udział w antyrządowych manifestacjach ulicznych. 29 grudnia 1988 r. wraz z trzema kolegami porwali go z plebanii kościoła metodystów w Soweto członkowie Mandela United Football Club. Pod tą nazwą klubu piłkarskiego prowadziła w rzeczywistości bandycką działalność bojówka kierowana przez żonę Nelsona Winnie Mandelę. W jej domu doszło do pobicia uprowadzonych młodzieńców. Stompiego oskarżono o współpracę z policją. Po torturach bezpośredni szef gangu Jerry Richardson poderżnął chłopcu gardło. Jego ciało, noszące ślady tortur, na początku stycznia 1989 r. zostało odnalezione w korycie rzeki na przedmieściu Soweto. Gang Winnie Mandeli zamordował jeszcze siedem innych osób, a porwał i torturował kolejne 10.

Rząd RPA Pietera Bothy musiał się zdecydowanie przeciwstawić przemocy. W South African Police znajdował się Wydział Bezpieczeństwa, którego Sekcja C zajmowała się działalnością antyterrorystyczną. Stojący na jej czele pułkownik, a potem generał Jan Victor w 1979 r. utworzył specjalną jednostkę C1, potocznie zwaną – od nazwy farmy, gdzie miała siedzibę – komando Vlakplaas. Jednym z jej pomysłów było przyjmowanie do oddziału „askarysów” (w języku suahili – bojowników), czyli ujętych przez siły bezpieczeństwa terrorystów, którzy zgodzili się podjąć współpracę z policją. W lipcu 1985 r. dowództwo Vlakplaas objął na osiem lat Eugene de Kock. W latach 1968–1973 zdobył cenne doświadczenie w Rodezji, gdzie walczył z rebeliantami. Od 1979 r. służył w jednym z najskuteczniejszych oddziałów specjalnych policji – South West Africa Police Counter-Insurgency Unit, zwanego w skrócie Koevoet (łom). Jednostka liczyła 250 białych oficerów i podoficerów oraz 2750 czarnych żołnierzy, wywodzących się głównie z dwóch namibijskich plemion: Owambo i Kavango. Oddziały Koevoet zlikwidowały lub ujęły 3681 partyzantów, co stanowiło 80 proc. strat, jakie poniósł przeciwnik na terenie Namibii.

Od maja 1983 r., gdy de Kock objął Vlakplaas, jego podkomendni zlikwidowali 24 osoby. Był to państwowy szwadron śmierci porywający, torturujący i likwidujący terrorystów z MK (niekiedy zabijano także działaczy antyapartheidowych). Jeden z kolegów de Kocka po latach powiedział o nim: „Myślę, że musimy zrozumieć, iż od początku Eugene był wojownikiem, nigdy nie policjantem”. Na konto jego osiągnięć należy zapisać likwidację 22 listopada 1983 r. szefa operacji specjalnych MK w Suazi Zwelibanziego Nyandę oraz zabicie w tymże państwie, 20 czerwca 1986 r., jednego z liderów MK Phillipa Nwanematsu. W 1993 r., w okresie transformacji ustrojowej, komando Vlakplaas zostało rozwiązane, a samego płk. Eugene’a de Kocka zmuszono do rezygnacji z pracy w policji. Rok później go aresztowano i wyrokiem sądu skazano na karę 212 lat pozbawienia wolności.

Więzienie dla Walusia

Cztery lata przed aresztowaniem Eugene’a de Kocka decyzją prezydenta Frederika de Klerka zwolniony został z więzienia przebywający w nim od 27 lat Nelson Mandela. Wraz z nim uwolniono także wielu innych uwięzionych działaczy ANC, PAC i innych ugrupowań. Do kraju mogli powrócić przebywający poza jego granicami emigranci. 28 kwietnia 1990 r. wrócił Chris Hani – szef sztabu MK. Zmierzająca w stronę demontażu apartheidu polityka władz nie znalazła powszechnej aprobaty Afrykanerów. Zdecydowanie przeciwne im były m.in. narodowo-radykalny Afrykanerski Ruch Oporu (AWB) i Partia Konserwatywna. Działaczem tej ostatniej był Clive Derby-Lewis. Postanowił on dokonać czynu, który mógłby proces owych zmian zatrzymać. Tak zrodził się plan zabicia Chrisa Haniego. Człowiekiem, który miał tego dokonać, był polski emigrant z Zakopanego, Janusz Waluś.

Wyemigrował on z Polski w roku 1981, tuż przed stanem wojennym, i osiedlił się w RPA. Razem z ojcem otworzyli szlifiernię kryształów, ale po pewnym czasie zakład zbankrutował. Waluś zatrudnił się wtedy w firmie spedycyjnej swego przyjaciela. Piotr Letow-Vorbek, działacz polonijny z RPA, tak go wspominał: „Wszyscy go znali… Bardzo fajny facet. Cichy, spokojny. Wysoki blondyn, okrągła twarz, niezbyt długa szyja. Wyglądał jak niewyróżniający się niczym afrykaner”. Waluś po kilku latach zamieszkiwania w RPA zainteresował się polityką, poznał Clive’a Derby’ego-Lewisa i za jego namową wstąpił do Partii Konserwatywnej, potem rozpoczął współpracę z Narodową Służbą Wywiadu RPA oraz poznał Terrego Blanche’a – przywódcę Afrykanerskiego Ruchu Oporu. Waluś uważał, że przejęcie władzy przez czarnych zburzy istniejący ład i doprowadzi do chaosu, a w konsekwencji upadku państwa.

Czytaj także:
Bomby na dżunglę. Niesamowite losy dowódcy Dywizjonu 303

W latach 1992–1993 w RPA toczyły się rozmowy na temat kalendarza zmian politycznych, a jednocześnie na ulicach szalała przemoc. Murzyni – i w nielicznych przypadkach biali – ginęli setkami, zabijani w toczących się nieustannie starciach pomiędzy zuluską Partią Wolności Inkatha a bojówkami ANC. Biali radykałowie uznali, że nie ma na co czekać. Clive Derby-Lewis, przy pomocy swej żony Gaye i dziennikarza Artura Kempa, zdobył adresy zamieszkania 19 znanych w kraju polityków i dziennikarzy. Listę tę pokazał Januszowi Walusiowi i obaj wytypowali osobę, na którą postanowili przeprowadzić zamach. Wybór padł na Chrisa Haniego, człowieka, który bezpardonowo odbierał życie innym.

Derby-Lewis przekazał Walusiowi broń Z88 kaliber 9 mm, pochodzącą z napadu na magazyny wojskowe w 1990 r. 10 kwietnia 1993 r. Polak podjechał do sklepu i zakupił naboje do posiadanego pistoletu. Następnie zaparkował czerwony ford laser nieopodal obserwowanego przezeń od pewnego czasu domu Haniego, położonego w eleganckiej dzielnicy Boksburg na przedmieściach Johannesburga. Dostrzegł Haniego wsiadającego do swego samochodu, pojechał za nim do centrum handlowego, a następnie wrócił pod jego dom. W momencie, kiedy Hani wysiadał z samochodu, Waluś podszedł do niego. Nie chcąc strzelać mu w plecy, zawołał do niego: „Mister Hani!” i w chwili gdy ten się obrócił, oddał cztery strzały: pierwszy w brzuch, drugi w głowę i dwa kolejne w skroń. Pomimo ucieczki z miejsca zdarzenia dzięki zeznaniom białej kobiety Waluś został szybko rozpoznany i aresztowany przez policję.

Stanął przed Sądem Najwyższym, który skazał go wraz Clive’em Derbym-Lewisem na karę śmierci zamienioną potem na dożywotnie więzienie. Trzy lata później, 21 sierpnia 1997 r., Janusz Waluś pojawił się przed obliczem Komisji Prawdy i Pojednania, kierowanej przez bp. Desmonda Tutu. Po prawie dwóch latach TRC mająca możliwość amnestionowania obu skazanych wydała werdykt negatywny. Zdaniem komisji sprawcy zamachu na Haniego nie ujawnili wszystkich jego szczegółów. Naturalnie był to akt politycznej zemsty.

Nie na wszystkich TRC chciała się mścić. Komisja nie miała wątpliwości co do amnestionowania rewolucyjnych terrorystów z Armii Wyzwolenia Ludów Azanii (APLA – zbrojne ramię PAC), którzy w lipcu 1993 r. dokonali masakry w kościele św. Jakuba w Kapsztadzie. Zamordowano wówczas 11 niewinnych osób, a 58 odniosło rany. Ewentualnymi protestami w tej sprawie postanowiono się nie przejmować…

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 5/2016
Artykuł został opublikowany w 5/2016 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 5
  • Alles vir God IP
    Suid-Afrika vir Afrikaners!!!
    Fok jou kaffer "pnddd"!!!
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • pnddd IP
      Brakuje też w tym propagandowym tekście faktu, że Waluś należał do organizacji neonazistowskiej
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Afrikaner_Weerstandsbeweging
      Dodaj odpowiedź 1 6
        Odpowiedzi: 0
      • pnddd IP
        Miejsce mordercy jest w więzieniu. Jestem przeciwnikiem kary śmierci dla każdego, w tym dla Walusia.

        Czy ten portal to skrajnie prawicowa propaganda ubrana w płaszczyk historii?
        Dodaj odpowiedź 2 6
          Odpowiedzi: 0
        • Hipokryci daremnie ukryci IP
          Dla czarnoskórych ideologia była pochodną miejsca z którego otrzymywali kasę i broń, w walce o władzę. Gdy szła z ZSRR & co. to byli czerwoni, gdy od kapitalistów to byli " prawicowi". Więc nie ma co się podniecać, tym że " nasi" dostali w tyłek czy byli cool. Nie, nie byli nasi ani dobrzy. To były krwawe wojny o władzę i kasę, i nie było tam naszych, dobrych czarnoskórych
          Dodaj odpowiedź 2 0
            Odpowiedzi: 0
          • realizm IP
            Wojna w Angoli była brutalna, zarówno MPLA jak UNITA mają wiele na sumieniu, żołnierzy UNITA oskarżano o kanibalizm. Niezależnie od sympatii ważny jest historyczny obiektywizm
            Dodaj odpowiedź 13 0
              Odpowiedzi: 0