Historia współczesnaPolak, który niemal wywołał wojnę domową w RPA

Polak, który niemal wywołał wojnę domową w RPA

Janusz Waluś
Janusz Waluś / Źródło: Archiwum HDR
Dodano 5
Waluś został skazany na dożywocie za zabójstwo komunistycznego zbrodniarza. A murzyńscy sprawcy masakry w kościele uniewinnieni.

Arkadiusz Karbowiak

30 stycznia 2015 r. minister sprawiedliwości Republiki Południowej Afryki Michael Masutha ogłosił decyzję o warunkowym zwolnieniu z więzienia w Pretorii przebywającego tam od 20 lat płk. Eugene’a de Kocka – byłego dowódcy rządowego południowo-afrykańskiego szwadronu śmierci nazywanego potocznie komandem Vlakplaas. W tym samym więzieniu 22 lata temu osadzono skazanych na dożywocie za likwidację przywódcy południowo-afrykańskiej partii komunistycznej Chrisa Haniego: Clive Derby-Lewis oraz nasz rodak Janusz Waluś.

Obowiązujący od 1948 r. w Związku Południowej Afryki (dominium brytyjskie do 1961 r., potem RPA) system apartheidu, czyli segregacji rasowej, od momentu jego wprowadzenia kontestowany był przez zamieszkującą ten kraj afrykańską większość. Ów sprzeciw z biegiem lat nabierał coraz bardziej radykalnego charakteru. Pierwszym dostrzegalnym tego symptomem był rozłam, jaki nastąpił w 1959 r. w Afrykańskim Kongresie Narodowym (ANC) reprezentującym interesy murzyńskiej społeczności w ZPA/RPA. Przeciwnicy dotychczasowej umiarkowanej polityki ANC powołali Kongres Panafrykański (PAC). Na jej czele stanął Robert Mangaliso Sobukwe. PAC, wspierany przez maoistowskie Chiny, był ekstremistyczną organizacją, której cele programowe skupiały się w haśle: „Afryka dla Afrykanów”, wskazującym na chęć wprowadzenia w RPA systemu politycznego opartego na ideologii czarnego rasizmu.

Masakra w Sharpeville

Zdobyciu „serc i umysłów” Afrykanów przez ekstremistów miała służyć pięciodniowa kampania protestu przeciwko wprowadzeniu tzw. Pass-Law, czyli konieczności posiadania przez czarnych obywateli specjalnych przepustek uprawniających do poruszania się poza ich obszarem zamieszkania. 21 marca 1960 r. w kilku miastach ZPA podburzeni przez agitatorów murzyńscy demonstranci pojawili się pod posterunkami policji bez owych wymaganych prawem dokumentów, dobrowolnie chcąc się oddać w ręce służb porządkowych. W miasteczku Evaton demonstrantów rozpędziły nisko latające samoloty typu Sabre. W Vanderbijlpark użyto pałek i gazów łzawiących (zginął tam jeden z demonstrantów rzucających w policję kamieniami).

Najtragiczniejsze wydarzenia rozegrały się w Sharpeville, jednej z biednych dzielnic Johannesburga. Na dzień przed demonstracją działacze PAC przecięli kable telefoniczne. Bojówkarzom udało się też zatrzymać autobusy wiozące ludzi do pracy i zmusić jadących nimi do przymusowego uczestnictwa w proteście. Rankiem przed posterunkiem policji pojawił się gęstniejący z godzinę na godzinę kilkunastotysięczny tłum. Początkowo był on nastawiony pokojowo, ale nastroje ulegały stopniowej radykalizacji. Na posterunku tego dnia było zaledwie 12 funkcjonariuszy. Dopiero później ich liczba wzrosła do prawie 300 uzbrojonych w karabiny typu Lee-Enfield i pistolety maszynowe typu Sten. Próby rozpędzenia demonstrantów za pomocą nisko latających samolotów nie przyniosły rezultatu. Policja wezwała protestujących do odsunięcia się od ogrodzenia. Znacząca większość to uczyniła, choć nie wszyscy.

Czytaj także:
Gan-Ganowicz - dowódca „Czerwonych Diabłów”. Najsłynniejszy polski najemnik

W stronę policjantów poleciały kamienie, co spowodowało, że funkcjonariusze w obawie o swe życie i zdrowie zaczęli zachowywać się coraz bardziej nerwowo. Stres dawał o sobie znać tym bardziej, że zapewne w pamięci policjantów zapisały się wydarzenia z 23 stycznia 1960 r. z Cato Manor (przedmieścia Durbanu), gdzie doszło do ukamienowania przez tłum dziewięciu policjantów (pięciu czarnych i czterech białych). O godz. 13.15 padły pierwsze strzały. Nie wiadomo, który ze stróżów porządku je oddał i dlaczego, ale faktem jest, że policjanci w jakimś amoku zaczęli strzelać bez opamiętania do tłumu, zabijając nawet uciekających. Gdy przerwali ogień, na ziemi leżały ciała 69 zabitych i 180 rannych demonstrantów. Wydarzenia z Sharpeville spowodowały podjęcie przez ANC decyzji o rozpoczęciu walki zbrojnej (faktycznie o konieczności podjęcia walki niektórzy przywódcy ANC mówili już wcześniej). 16 grudnia 1961 r. powołano do życia organizację Umkhonto we Sizwe (Włócznia Narodu, MK), będącą zbrojnym ramieniem ANC, która rozpoczęła ataki na ważne obiekty infrastruktury gospodarczej i militarnej państwa. Policji szybko udało się przerwać te działania poprzez aresztowanie przywódców Włóczni Narodu z Nelsonem Mandelą na czele. Stanął on potem wraz kilkoma swoimi współpracownikami przed sądem i skazany został na karę dożywotniego więzienia (podczas zamachów nie było ofiar śmiertelnych, co sąd wziął pod uwagę, wymierzając karę). Represje, jakie spadły na kierownictwo MK, ale też Poqo (zbrojne ramię PAC), zmusiły ich członków do przeniesienia się na emigrację. Tam trafiali do tworzonych na terenie Tanzanii i Zambii obozów szkoleniowych.

Czarny oprawca

Jednym z ochotników, który w 1962 r. swe kroki skierował do MK, był Chris Hani, zresztą syn członka ANC. W wieku 18 lat został on członkiem współpracującej ściśle z ANC Południowoafrykańskiej Partii Komunistycznej (SACP). Po odbyciu szkolenia wojskowego w jednym z tanzańskich obozów Chris wyjechał do ZSRS, a następnie trafił do NRD, by przejść tam szkolenie wojskowe pod czujnym okiem oficerów wschodnioniemieckiej armii. Po powrocie do Afryki w 1967 r. wziął udział w wyprawie do Rodezji, gdzie liczni członkowie MK postanowili uczestniczyć w wywołaniu rewolucyjnej guerilli. 31 lipca 1967 r. oddział „Lutuli”, składający się z 79 partyzantów z MK i Ludowo-Rewolucyjnej Armii Zimbabwe (ZIPRA) będącej zbrojnym ramieniem wspieranego przez Chiny Afrykańskiego Ludowego Związku Zimbabwe (ZAPU) Joshuy Nkomo, przekroczył rzekę Zambezi i od strony Zambii wkroczył na terytorium rodezyjskie. Grupą MK dowodził Lennox Lagu, a Chris Hani pełnił funkcję jego zastępcy.

„Wycieczka” do Rodezji trwała dość krótko. Tamtejsi mieszkańcy, jak na praworządnych obywateli przystało, przekazali informacje o pojawieniu się partyzantów rodezyjskim siłom bezpieczeństwa. Te rozbiły rebeliancki oddział, który stracił 25 ludzi. Haniego wraz z kilkoma towarzyszami ujęto w Botswanie i spędził 18 miesięcy w tamtejszym więzieniu. Potem był w Angoli, gdzie od 1975 r. toczyła się zacięta wojna domowa pomiędzy wspieranymi przez Kubę i ZSRS marksistami z Ludowego Ruchu Wyzwolenia Angoli (MPLA) a wspomaganym przez Pretorię i USA Narodowym Związkiem na rzecz Całkowitej Niepodległości Angoli (UNITA) Jonasa Savimbiego. W Angoli powstała też sieć obozów szkoleniowych dla bojowników MK. Ponieważ jednak wielu z nich protestowało przeciw warunkom tam panującym, przywódcy stworzyli w Quatro obóz karny nazywany potocznie Buchenwaldem. Przeszkoleni przez KGB i NRD-owską Stasi „rzeźnicy” z ANC torturowali, mordowali i głodzili więźniów. Zbrodniczym praktykom patronował Chris Hani pełniący funkcję szefa sztabu MK.

Bojówkarz z MK Mwezi Twala na swoje nieszczęście zainteresował się tym, gdzie wędrują przekazywane dla ANC z zagranicy pieniądze. Trafił do Quatro. Śmierć w nim na skutek tortur poniosło jego sześciu kolegów, a on sam został na rozkaz Haniego postrzelony przez funkcjonariuszy. Twala swoje obozowe przeżycia opisał w opublikowanej potem wraz z Edem Bernardem książce. Przesłuchiwany przed Komisją Prawdy i Pojednania (TRC) jeden z liderów ANC Thabo Mbeki przyznał, że w okresie kiedy Chris Hani miał znaczący wpływ na kierowanie MK, śmierć z rąk tej organizacji poniosły 34 osoby.

Płonące „naszyjniki”

W czerwcu 1976 r. wybuchły z niespotykaną siłą zamieszki w Soweto, spowodowane niechęcią czarnych uczniów do nauki w języku afrikaans (języku Burów). Policja użyła broni palnej, w wyniku czego śmierć poniosły 23 osoby. Ofiarami byli głównie kilkunastoletni uczniowie. Wykorzystując narastający po zamieszkach napływ nowych adeptów, na teren RPA przeniosły swą działalność bojówki Włóczni Narodu. Policyjne statystyki z lat 1976–1986 odnotowały, że na skutek ataków MK zginęło 130 osób. Z tego tylko 30 było funkcjonariuszami różnego rodzaju struktur sił bezpieczeństwa państwa, a pozostałe 100 stanowili cywile (40 białych i 60 czarnych). Część z nich poniosła śmierć w wyniku kampanii bombowej.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 5/2016
Artykuł został opublikowany w 5/2016 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 5
  • Alles vir God IP
    Suid-Afrika vir Afrikaners!!!
    Fok jou kaffer "pnddd"!!!
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • pnddd IP
      Brakuje też w tym propagandowym tekście faktu, że Waluś należał do organizacji neonazistowskiej
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Afrikaner_Weerstandsbeweging
      Dodaj odpowiedź 1 6
        Odpowiedzi: 0
      • pnddd IP
        Miejsce mordercy jest w więzieniu. Jestem przeciwnikiem kary śmierci dla każdego, w tym dla Walusia.

        Czy ten portal to skrajnie prawicowa propaganda ubrana w płaszczyk historii?
        Dodaj odpowiedź 2 7
          Odpowiedzi: 0
        • Hipokryci daremnie ukryci IP
          Dla czarnoskórych ideologia była pochodną miejsca z którego otrzymywali kasę i broń, w walce o władzę. Gdy szła z ZSRR & co. to byli czerwoni, gdy od kapitalistów to byli " prawicowi". Więc nie ma co się podniecać, tym że " nasi" dostali w tyłek czy byli cool. Nie, nie byli nasi ani dobrzy. To były krwawe wojny o władzę i kasę, i nie było tam naszych, dobrych czarnoskórych
          Dodaj odpowiedź 2 0
            Odpowiedzi: 0
          • realizm IP
            Wojna w Angoli była brutalna, zarówno MPLA jak UNITA mają wiele na sumieniu, żołnierzy UNITA oskarżano o kanibalizm. Niezależnie od sympatii ważny jest historyczny obiektywizm
            Dodaj odpowiedź 13 0
              Odpowiedzi: 0