Historia współczesnaWojna Toyot. Jedyny taki konflikt w historii

Wojna Toyot. Jedyny taki konflikt w historii

Czadyjscy żołnierze na terenówce
Czadyjscy żołnierze na terenówce
Dodano 4
Muammar Kaddafi marzył o stworzeniu własnego imperium w Afryce północnej. Nie docenił jednak przeciwnika, który wykorzystał przeciw niemu bardzo prostą broń.

Kiedy dwudziestosiedmioletni Muammar Kaddafi przejmował władzę w Libii w roku 1969 był zadeklarowanym socjalistą, wielbicielem panafrykanizmu i panarabizmu oraz haseł głoszonych przez egipskiego prezydenta Gamala Nasera, którego przemówień uwielbiał słuchać. Wierzył, że północna Afryka mogłaby zjednoczyć się w jedno państwo, a na jego czele najchętniej widział samego siebie. Na kontynencie afrykańskim zyskał zarówno oddanych przyjaciół, jak zaciekłych wrogów – zwłaszcza w krajach, w których próbował bezpośrednio wpływać na przebieg wydarzeń. Ostatnia faza wojny na pograniczu z Czadem boleśnie uświadomiła mu, że marzenia o zjednoczeniu nie mają szansy się urzeczywistnić.

Ambicje Kaddafiego

Czad, jedno z najbiedniejszych państw Afryki, targany był konfliktem wewnętrznym od chwili ogłoszenia niepodległości w roku 1960. Główną linią podziału była wyznawana religia – na północy kraju dominował islam, zaś na południu chrześcijaństwo (katolicyzm i protestantyzm) oraz religie animistyczne. Libia zainteresowała się Czadem już w latach siedemdziesiątych, kiedy zdecydowano się udzielić wsparcia grupie FROLINAT, składającej się z islamskich rebeliantów, która wystąpiła przeciwko rządowi (za którym, z kolei, stała Francja, czyli niedawna metropolia).

Jak w swoim artykule pt. Wojna toyot w dyplomacji polskiej 1986-1987 pisze Konrad Banaś, jedynym twórcą polityki zagranicznej Trypolisu był sam Kaddafi. Dyplomacja libijska „cechowała się (…) niestabilnością oraz wykluczającymi się sprzecznościami. Wynikało to z dwutorowości roli, jaką miała odgrywać Libia. Z jednej strony kierowano się podstawowymi interesami państwowymi Libii. Z drugiej zaś M. Kaddafi podporządkowywał politykę zagraniczną tzw. trzeciej teorii światowej (dżamahirizmu), ujętej w „zielonej książce”, a zakładającą „bezpośrednią demokrację mas”. Na polu dyplomacji przejawiała się ona w hasłach jedności świata arabskiego z silnymi tendencjami nacjonalistycznymi. Libijski przywódca dążył do uczynienia swojego kraju głównym ośrodkiem krzewienia dżamahirizmu na państwa ościenne. Jego wizja zakładała w nowym porządku przywódczą rolę Libii w regionie”. Tym samym dominacja w Czadzie był pierwszym, lecz i podstawowym krokiem do dalszej ekspansji.


Chcąc ugody z Libią, czadyjski rząd zdecydował się odstąpić jej tzw. strefę Aouzou, graniczny pas o szerokości 100 kilometrów (ważną dla obydwu stron głównie ze względu na złoża uranu). W 1973 r. wojska libijskie wkroczyły do Aouzou, lecz względnie stabilna sytuacja trwała krótko, zarówno w kontaktach z Libią, jak w samym Czadzie, gdzie cały czas dochodziło do walk pomiędzy zwalczającymi się frakcjami. Dodatkowo, Przejściowy Rząd Jedności Narodowej (GUNT), sprawujący kontrolę nad północnym Czadem, z którym współpracowała Libia, sam był wewnętrznie podzielony. Ostatecznie animozje pomiędzy Goukounim Oueddei a Acheikhem ibn Oumarem doprowadziły niemal do rozpadu GUNT, kiedy frakcja Ouddeia zdecydowała się porzucić sojusz z Kaddafim na rzecz porozumienia z rządem.

Sytuacja w Czadzie była rozpaczliwa. Ndżamena, stolica Czadu, była miastem niemal opustoszałym. Większość mieszkańców uciekła na południe lub do sąsiedniego Kamerunu. Jej ulice patrolowali żołnierze należący do pięciu różnych armii. Można powiedzieć, że na szczeblu państwowym nie istniała wówczas żadna władza.

W 1978 r. premierem kraju został Hissène Habré, przeciwny porozumieniom z Libią, lecz na swoim stanowisku nie przetrwał on długo. Już dwa lata później walki wznowiono. Z jednej strony brały w nich udział wojska wspierane przez Libię, a z drugiej wspomagane przez Francję. Wówczas siły, którym poparcie udzielił Kaddafi zwyciężyły. Libijski przywódca zaczął więc coraz poważniej myśleć nad zjednoczeniem swojego kraju z Czadem. Wydawało się, że słaby i niezwykle wyniszczony długoletnią wojną kraj, nie będzie dłużej stawiał oporu. W grudniu 1980 r. wojska Kaddafiego wkroczyły do Ndżameny, a miesiąc później libijski przywódca ogłosił połączenie Czadu i Libii oraz utworzenie Muzułmańskiej Republiki Sahelu.

Niezrealizowane plany

Pomimo niewątpliwych sukcesów militarnych, Muammar Kaddafi nie cieszył się długo dobrą passą. Jego działania zmierzające do połączenia z Czadem, czyli, de facto, wchłonięcia słabszego sąsiada, spotkały się ze zdecydowaną reakcją międzynarodową, zwłaszcza państw afrykańskich, obawiających się rozszerzających wpływów Trypolisu. Senegal, Gambia, Mali, Mauretania, Niger, Ghana, Kamerun i Gwinea zerwały z Libią stosunki dyplomatyczne, a Nigeria zamknęła jej ambasadę domagając się międzynarodowych sankcji. Coraz częściej i głośniej powtarzano, że Kaddafi działa w Afryce jako sowiecki pełnomocnik, a to „oskarżenie” nie podobało się libijskiemu przywódcy. Choć utrzymywał z Moskwą dobre relacje i kupował od niej broń, to nie chciał uchodzić za protegowanego Kremla, preferując wizerunek panafrykańskiego przywódcy.

Czytaj także:
Gan-Ganowicz - dowódca „Czerwonych Diabłów”. Najsłynniejszy polski najemnik

Rok później wojska libijskie zostały wycofane z Ndżameny na rozkaz Kaddafiego. Po ich wyjściu, do kraju niemal natychmiast powrócił, na czele swoich oddziałów, Hissène Habré (ukrywający się w Sudanie) i zajął stolicę, a wkrótce został prezydentem. Trudno jednak powiedzieć, aby sprawował on kontrolę nad sytuacją w państwie. Na południu operowały bojówki wiceprezydenta Wadela Kamouguè oraz luźne grupy byłych żołnierzy różnych stronnictw, a na północy Libijczycy umacniali swoje bazy w strefie Aouzou, mając poparcie Goukouniego Oueddei.

Muammar Kaddafi chwilowo zrezygnował z dalszego interweniowania w Czadzie. Miał nadzieję, że na zbliżającym się szczycie Organizacji Jedności Afrykańskiej w Addis Abebie (czerwiec 1983) zostanie wybrany jej przewodniczącym. Tak się jednak nie stało – na to stanowisko wybrano przywódcę Etiopii, Mengistu Hajle Marjama.

Dla Trypolisu był to znak, że ofensywa w Czadzie może zostać wznowiona. Wojska libijskie ponownie ruszyły na południe, w stronę Ndżameny. Prezydent Habré wezwał wówczas na pomoc wojska francuskie, których zadaniem było utrzymanie porządku w strefie buforowej pomiędzy walczącymi stronami. Libia nie zamierzała się jednak poddać. W strefie Aouzou kontynuowano budowę baz wojskowych oraz zajęto strategiczne oazy na Saharze. Trypolis starał się również utrzymać swoje wpływy w GUNT poprzez udzielenie silnego wsparcia Oumarowi, uznając go za gwaranta libijskiej obecności w Czadzie.

Czytaj także

 4
  • zielona książeczka IP
    To przypomina obalenie Kadafiego, bez lotnictwa "zachodu" i pododdziałów sił specjalnych islamiści nie obalili by Kaddafiego, co w konsekwencji zapoczątkowało krwawy chaos, fale nielegalnej imigracji do Europy oraz nędze w Libii, kraju który za rządów Kaddafiego był jednym z bogatszych w Afryce.
    Wojna toyot to typowa wojna neokolonialna, Francuzi i Amerykanie chcieli dobrać się do ropy i uranu, Libia stała na przeszkodzie, dlatego cała ta interwencja.
    Dodaj odpowiedź 20 0
      Odpowiedzi: 0
    • Krzysztof muszka IP
      Zgdadzam sie z poniższym komentarzem.Toyoty,były bardzo pomocne,ale kluczowa role odegrało lotnictwo,gdzie zważywszy na krajobraz trudno było sie ukryć.To nie Afganistan czy Iran.
      W Syri rownież wewnetrzny konflikt w podtekscie ma zasoby naturalne.Zupełnie i chyba przypadkiem Amerykanie zajmują skrawek Syri odużych zasobach ropy naftowej.W Iraku rownież kontrolują roponośna Kurdyjską połnoc,gdzie koncerny Amerykanskie władowaly miliardy dolarow.
      Dodaj odpowiedź 13 1
        Odpowiedzi: 0
      • Czytelnik IP
        Francja powstrzymała agresora. Lotnictwo tego kraju a także jednostki specjalne używające pocisków MILAN rozbiły siły libijskie. Francuzi pokazali swoje męstwo chwała bohaterom.
        Dodaj odpowiedź 0 10
          Odpowiedzi: 1