Historia współczesnaUratowani spod topora. Komuniści ponieśli w tym kraju klęskę

Uratowani spod topora. Komuniści ponieśli w tym kraju klęskę

Portugalscy żołnierze podczas wojny w Angoli.
Portugalscy żołnierze podczas wojny w Angoli. / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 7
Álvaro Cunhal zapowiadał, że wprowadzi w Portugalii komunizm w jego najbardziej skrajnej, leninowskiej wersji.

Anna Gwozdowska: Portugalska Partia Komunistyczna (port. PCP) do dziś regularnie zdobywa kilkanaście mandatów w parlamencie. Najwyraźniej komunizm nie kojarzy się w Portugalii z krwawym totalitaryzmem. Nawet znakomity pisarz José Saramago, portugalski noblista, pozostał do końca życia wierny fascynacji marksizmem. Dlaczego więc napisał pan powieść, w której straszy pan rodaków komunistycznym zagrożeniem?

Filipe Verde: Widziałem kiedyś w telewizji wywiad z Pol Potem, dyktatorem komunistycznej Kambodży. Był już wtedy człowiekiem sędziwym. Z siwymi włosami wyglądał wręcz dobrotliwie. I słuchając go, zrozumiałem, że ten zbrodniarz, winny śmierci ponad 2 mln rodaków, nie widział w tym, co zrobił, nic złego. Nie miał żadnych wyrzutów sumienia. Odniosłem nawet wrażenie, że gdyby mógł, zrobiłby jeszcze raz to samo. I wtedy skojarzyłem go sobie z dziś już nieżyjącym Álvaro Cunhalem, liderem niezwykle radykalnych portugalskich komunistów. Zdałem sobie wówczas sprawę z tego, że gdyby Cunhal wprowadził w Portugalii komunizm, skończyłoby się to dla mojego kraju tragedią.

W kwietniu 1974 r. w Portugalii wybuchła tzw. rewolucja goździków, którą zaczęli wojskowi o lewicowych poglądach, skończyła się ponad 40-letnia epoka autorytarnych rządów Antόnio Salazara i jego następcy Marcelo Caetano. Zrobiło się naprawdę rewolucyjnie. Jednak czy rzeczywiście realne było przejęcie władzy przez wspieranych przez Moskwę komunistów?

„1974” to opowieść z gatunku historii alternatywnej, ale niewiele brakowało, a to, co opisałem, wydarzyłoby się naprawdę. Wystarczy sięgnąć do słynnego wywiadu, którego w czerwcu 1975 r. Álvaro Cunhal udzielił Orianie Falacci, żeby się o tym przekonać. W rozmowie z włoską dziennikarką Cunhal nie ukrywał, że władza wpadła mu już praktycznie w ręce. Zapomina o autocenzurze i wprost przyznaje, że wprowadzi w Portugalii komunizm w jego najbardziej skrajnej, leninowskiej wersji. Zresztą trudno się dziwić, bo PCP była wówczas najbardziej ortodoksyjną partią komunistyczną w Europie Zachodniej.

Jak reagowali wtedy Portugalczycy?

Ludzie dostrzegali wpływy komunistów. Pamiętam, choć byłem nastolatkiem, że wszyscy dokoła zdawali sobie wtedy sprawę z zagrożenia. W każdej chwili mogła wybuchnąć wojna domowa, a przejęcie władzy przez komunistów wydawało się w jej następstwie oczywiste. Zaprowadzenie systemu demokratycznego było wtedy najmniej prawdopodobną opcją.

Zbrojną interwencję w Portugalii rozważała nawet frankistowska Hiszpania.

Sytuacja była naprawdę poważna, tym bardziej że pieniądze na działalność PCP pochodziły z ZSRS.

Dawni działacze PCP temu zaprzeczają.

Jednak są też tacy jak Zita Seabra, która przyznała, że portugalskich komunistów finansowała Moskwa. Seabra działała w PCP już przed rewolucją 1974 r., wtedy jeszcze w podziemiu. Była typową ortodoksyjną komunistką. Jednak w latach 80. odsunęła się od PCP, założyła wydawnictwo i napisała książkę „Foi assim” („Tak było”), w której bez ogródek, prawie tonem oskarżenia, opisuje działalność partii komunistycznej. Seabra wspomina na przykład, że w dzienniku „Avante!”, wydawanym przez PCP, już na długo przed rewolucją goździków regularnie pojawiały się ogłoszenia, w których wymieniano spore sumy wpłacane jakoby przez działaczy na partyjny fundusz. Członkowie partii i cała opinia publiczna mieli oczywiście myśleć, że Portugalczycy utrzymują swoją partię sami, bez pomocy Związku Sowieckiego. W rzeczywistości te pieniądze pochodziły, jak pisze Seabra, z Moskwy. Co ciekawe, po rewolucji goździków PCP miała kupić za sowieckie pieniądze sporą liczbę nieruchomości: placów, kamienic, a nawet pałac. Zresztą właśnie w tym pałacu, w lizbońskiej dzielnicy Lumiar, umieściłem w powieści siedzibę policji politycznej SSE (port. Serviço de Segurança do Estado), którą stworzyli na zamówienie portugalskich komunistów specjaliści ze Stasi.

Czy Zita Seabra, która jeszcze w 1983 r. należała przecież do Komitetu Centralnego PCP, jest pierwowzorem powieściowej Marii, która jako jedyna kobieta wchodzi w skład ścisłego kierownictwa nowej władzy?

Z pewnością istnieje między nimi jakaś więź. Maria nie ma jednak cech osobowościowych Zity, choć jej kariera przypomina losy Zity. Gdyby Portugalią rzeczywiście rządzili komuniści, Zita mogłaby awansować w hierarchii PCP, tak jak Maria.

Dlaczego właściwie Portugalia uniknęła losu Kuby i Rosjanom nie udała się dogrywka po porażce w Hiszpanii w latach 30.?

Mieliśmy sporo szczęścia. Sądzę, że rewolucjami rządzi do pewnego stopnia przypadek. Najważniejsze było jednak to, że większość Portugalczyków nigdy nie sympatyzowała z komunistami. Potwierdziły to wybory z kwietnia 1975 r., pierwsze po rewolucji goździków, w których większość zdobyły partie umiarkowane. PCP dostała wtedy 15 proc. głosów.

Bohaterowie pana powieści liczą przez jakiś czas na reakcję ze strony NATO, ale w końcu dochodzą do wniosku, że Amerykanie ich zdradzili. W rzeczywistości Portugalii pomogło wówczas wsparcie Zachodu?

Rzeczywiście partie demokratyczne – takie jak Partia Socjalistyczna pod wodzą Mário Soaresa, Partia Chrześcijańsko-Demokratyczna (dzisiejsze CDS) czy Partia Socjalistyczno-Demokratyczna (dzisiejsza partia rządząca PSD) – uzyskały olbrzymie poparcie Europy. Myślę, że właśnie działalność rewolucjonistów o poglądach umiarkowanych, takich jak Soares, przesądziła o ostatecznej klęsce komunistów. Zresztą Álvaro Cunhal na tle Soaresa wypadał bardzo słabo.

Dlaczego więc w „1974” uczynił pan z Cunhala komunistycznego przywódcę na wzór Breżniewa czy Honeckera?

W sytuacji, kiedy stała za nim Moskwa, rzeczywiście mógł zrobić karierę, mimo że był właściwie pozbawionym charyzmy aparatczykiem. Wybory z 1975 r. poprzedziła debata między Mário Soaresem i Álvaro Cunhalem, w której przywódca komunistów został dosłownie zmiażdżony. We mnie Cunhal wywoływał zawsze podobną odrazę jak Pol Pot. Mimo to wielu Portugalczyków, z niezrozumiałych dla mnie względów, darzy Cunhala szacunkiem, człowieka, który mógł zostać bezwzględnym dyktatorem! Niektórzy go wręcz uwielbiają. Nie rozumiem, dlaczego Portugalczycy w tak nieodpowiedzialny sposób oceniają politykę i historię. Na pogrzeb Cunhala przyszło 100 tys. osób. Wszystkie gazety, od prawa do lewa, oddawały mu hołd, jak gdyby chowano jakiegoś romantycznego bohatera.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 8/2015
Artykuł został opublikowany w 8/2015 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 7
  • Ty246 IP
    To tak jak teraz. Jeden wódz, jedna wiara (ateizm to też wiara), jeden naród. Chamska hołota za Bug.
    Dodaj odpowiedź 1 0
      Odpowiedzi: 0
    • -JMS- IP
      90 procent europejczyków zapytanych o zdefiniowanie komunizmu odpowie, że to terror, brak wolności itd. Tylko tyle. Tylko narzędzia ideologii. Dlatego dziś, po wymordowaniu przeciwników, ta system tryumfuje. Nie ma masowego terroru, bo przeciwnik został zmarginalizowany. Wszyscy klaszczą. No, może prawie wszyscy..
      Dodaj odpowiedź 7 0
        Odpowiedzi: 0
      • aj-waj IP
        "nie wierzę, że komunizm w Portugalii mógłby przetrwać nawet upadek żelaznej kurtyny"

        Niby czemu nie? A Kuba? A Wenezuela? A Chiny?
        Dodaj odpowiedź 6 0
          Odpowiedzi: 0
        • Porucznik Borewitch IP
          No właśnie znowu to samo, albo tłumaczymy całą nazwę wtedy Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich w skrócie ZSRR albo nie tlumaczymy wtedy Sojuz Socjalisticieskich Sowieckich Respublik wtedy skrót SSSR, nasi autorzy to ignoranci
          Dodaj odpowiedź 3 4
            Odpowiedzi: 1
          • A co to takiego IP
            ZSRS?
            Dodaj odpowiedź 10 10
              Odpowiedzi: 1