Historia współczesna„Zabij księdza!”. Szwadrony śmierci przeciw czerwonym bojówkom

„Zabij księdza!”. Szwadrony śmierci przeciw czerwonym bojówkom

Bojownicy ERP w Perquín w Salwadorze (1990 r.)
Bojownicy ERP w Perquín w Salwadorze (1990 r.) / Źródło: Wikimedia Commons / Linda Hess Miller
Dodano
Wojna domowa w Salwadorze pochłonęła życie aż 75 tys. osób. Większość zabiły siły rządowe.

Arkadiusz Karbowiak

Lata 70. były szczególnie gorącym okresem zimnowojennej batalii pomiędzy krajami „wolnego świata” a blokiem komunistycznym. Obszarem, gdzie toczyła się ona szczególnie intensywnie, była Ameryka Środkowa. Przejęcie w 1979 r. władzy w Nikaragui przez wspieranych przez Kubę i kraje bloku komunistycznego sandinistów wskazywało, że podobny los może stać się udziałem pozostałych krajów leżących na tym kontynencie. Najbardziej zagrożonym realizacją podobnego scenariusza był Salwador – państwo o olbrzymich dysproporcjach społecznych. Przejęcie steru rządów w 1977 r. przez gen. Carlosa Humberta Romera, choć miało spowodować zahamowanie postępującego chaosu i anarchizacji życia wewnętrznego, doprowadziło w efekcie do zaostrzenia sytuacji.

Spirala terroru

Żyjąca w warunkach skrajnej biedy znacząca część społeczeństwa coraz jawniej sympatyzowała z prącym do ustanowienia totalitarnej dyktatury środowiskiem skrajnej lewicy i wspierała je. Na ulicach dochodziło do protestów, strajków i manifestacji, na które wojskowi odpowiadali masowymi represjami. Z kolei rewolucjoniści, dążąc do obalenia istniejącego porządku, stosowali sprawdzone metody terroru indywidualnego, kierując go przede wszystkim w przedstawicieli salwadorskich elit polityczno-gospodarczych.

Już 26 lutego 1977 r. członkowie Rewolucyjnej Armii Ludu (Ejercito Revolucionaro de Pueblo)poinformowali o zabiciu porwanego miesiąc wcześniej prezesa salwadorskiej izby turystycznej Roberta Pomy. Niedługo potem bojówkarze z Ludowych Siły Wyzwoleńczych (Fuerzas Populares de Liberation) zamordowali ministra spraw zagranicznych Salwadoru Mauricia Borgonovę. Po nim na liście ofiar znalazł się były prezydent Republiki Salwadoru, 87-letni Osmin Aguirre Salinas. We wrześniu 1977 r. na wjeździe do miasteczka uniwersyteckiego poniósł śmierć rektor uniwersytetu w San Salvador prof. Carlos Alfaro Castillo. Życia zostali pozbawiani przebywający w Salwadorze przedstawiciele placówek dyplomatycznych: ambasador RPA Archibald Dunn, chargé d’affaires Szwajcarii Hugo Wey.

15 października 1979 r. Romero został obalony, a władzę w Salwadorze przejęli młodsi oficerowie, ustanawiając centrolewicową juntę wojskową. Chociaż wprowadziła szereg reform gospodarczych, to nie udało jej się wygasić nakręcającej się spirali przemocy. Nowi włodarze nie posiadali kontroli nad siłami zbrojnymi, policją i służbami specjalnymi. Służący w tych strukturach żołnierze i funkcjonariusze mieli własną wizję walki z ruchem rewolucyjnym. Na wzór gwatemalski zaczęli więc tworzyć struktury popularnie nazywane szwadronami śmierci.

Ich geneza sięga jeszcze lat 60., kiedy to w obliczu pełzającej rewolucji w Gwatemali lider prawicowego MLN (Ruch Wyzwolenia Narodowego – Movimento de Liberacion de Nacional) Mario Sandoval Alarcon powołał w 1966 r. do życia organizację Mano Blanco „Biała Ręka”. Jej członkowie likwidowali działaczy bądź sympatyków terrorystycznych ugrupowań lewicowych. Podobne standardy postępowania wprowadzono w Salwadorze. Bazą członkowską dla salwadorskich szwadronów śmierci była organizacja ORDEN (Demokratyczna Organizacja Nacjonalistyczna – Organization Democratica Nacionalista). Utworzył ją jeszcze w 1966 r. stojący na czele Gwardii Narodowej Jose Antonio Mendrano „Chele”.

Organizacja liczyła ok. 100 tys. członków. Jej działalność oparta była na sieci szpiegów i informatorów. Do ich zadań należało monitorowanie sytuacji na obszarach wiejskich. Członkami ORDEN były na ogół osoby będące rezerwistami armii, policji, Gwardii Narodowej, służb specjalnych, ale także chłopi. W 1979 r. po wojskowym przewrocie ORDEN rozwiązano. To właśnie byli ordenowcy, a także członkowie Gwardii Narodowej, a w szczególności pionu wywiadowczego G-2, oraz funkcjonariusze powstałej w 1962 r. agencji wywiadu ANSESAL (Narodowa Agencja Bezpieczeństwa Salwadoru – Agencia Nacional de Seguridad Salvadorena stanowili trzon najbardziej znanego w Salwadorze szwadronu śmierci – Związku Białych Wojowników (UGB – Union Guerrera Blanca). Nieco mniej znanymi organizacjami były Komando im. Maximiliana Hernanda Martineza oraz Tajna Armia Antykomunistyczna (ESA – Ejército Secreto Anticommunista) traktowana jako przybudówka PCN – Partii Pojednania Narodowego (Partido Coalicion Nacional).

Zabij księdza!

Ofiarami szwadronów śmierci w Salwadorze padały także osoby duchowne. W szeregach tych formacji popularne stało się powiedzenie: „Bądź patriotą – zabij księdza!” albo „Zabij księdza – pomóż ojczyźnie!”. Niestety często kapłani, pracujący w środowiskach biedoty sympatyzującej z rewolucjonistami, identyfikowali się z poglądami swoich wiernych, a co gorsze umacniali ich w tych przekonaniach, propagując tzw. teologię wyzwolenia. Ta aktywność polityczna, a nie – jak się powszechnie się uważa – religijna, była właśnie powodem stosowanej wobec nich przemocy.

Pierwszym z 17-osobowej listy księży zabitych podczas salwadorskiego konfliktu w latach 1977–1989 był zastrzelony 12 marca 1977 r. o. Rutillio Grande. Jego śmierć zradykalizowała postawę arcybiskupa Salwadoru Oskara Romera, którego Grande był przyjacielem. Odtąd zaczął on coraz bardziej zdecydowanie występować przeciwko polityce władz nie tylko salwadorskich, lecz także amerykańskich.

Romero zdecydował się wysyłać list do prezydenta USA Jimmy’ego Cartera, w którym pisał m.in: „Mówi Pan, że jest chrześcijaninem. Jeśli naprawdę nim Pan jest, proszę zaprzestać udzielania pomocy wojskowej tutejszej armii, ponieważ jest ona używana, by zabijać moich ludzi”. Arcybiskup w swych kazaniach piętnował również stosowanie przez wojsko represji i wzywał żołnierzy do nieposłuszeństwa wobec przełożonych: „Bracia, pochodzicie z naszego ludu. Zabijacie własnych braci. Każdy ludzki rozkaz dotyczący zabicia musi podlegać prawu bożemu, które mówi »Nie zabijaj!«. Żaden żołnierz nie jest zobowiązany wypełniać jakiegokolwiek rozkazu sprzecznego z prawem boskim. [...] Najwyższy czas, byście słuchali własnego sumienia, a nie grzesznych rozkazów. Kościół nie może milczeć wobec takiej niesprawiedliwości. [...] W imieniu Boga, w imieniu cierpiących ludzi, których płacz codziennie coraz wyżej wznosi się ku niebu, proszę was, błagam, rozkazuję wam: zaprzestańcie represji”.

Trudno uwierzyć, że abp Romero nie rozumiał konsekwencji wypowiadanych słów. A stanowiły one wezwanie do buntu żołnierzy wobec władz państwowych i to w obliczu trwającej wojny domowej. Bardzo poważnie potraktowali je członkowie jednego ze szwadronów śmierci. Kazania arcybiskupa od dłuższego czasu przyciągały ich uwagę. A ponieważ uznali, że ich wydźwięk jest szkodliwy dla rządzących, a korzystny dla rewolucjonistów, postanowili opracować plan likwidacji kapłana. Przygotował go kpt. Alvaro Saravia. 24 marca 1980 r. pod kaplicę salwadorskiej katedry, gdzie odprawiane było nabożeństwo, podjechała furgonetka. Po chwili z samochodu padł strzał. Snajper Mario Samayoa Acosta rzadko kiedy pudłował. Kula przez niego wystrzelona trafiła arcybiskupa prosto w serce, co spowodowało prawie natychmiastową śmierć.

Człowiekiem, który bezpośrednio podjął decyzję o zabójstwie abp. Oscara Romera, był major Roberto D’Aubuisson. W 1963 r. wstąpił on do akademii obrony narodowej. Po jej ukończeniu został członkiem Gwardii Narodowej, a konkretnie departamentu G-2, czyli wywiadu. Odbył szkolenie w szkole FBI w Nowym Yorku oraz w sławnej SOA, Szkole Ameryk (School of the Americas), wtedy mieszczącej się w strefie Kanału Panamskiego, oraz we wspieranej przez prezydenta Czang Kaj-szeka tajwańskiej Political Warfare Acedemy. SOA była szkołą utworzoną w Fort Gulik w strefie kanału Panamskiego w 1946 r. W 1961 r. zmodyfikowano jej program, wprowadzając do nauczania problematykę zwalczania rebelii rewolucyjnych. W 1984 r. uczelnię przeniesiono do Fort Benning w Georgii, a w 2001 r. pod wpływem protestów dokonano zmiany nazwy.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 8/2018
Artykuł został opublikowany w 8/2018 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0