Historia współczesnaTajemnica metresy z kamiennej wieży. Tak August II potraktował kochankę

Tajemnica metresy z kamiennej wieży. Tak August II potraktował kochankę

Zamek Stolpen, fot. Leszek Lubicki
Zamek Stolpen, fot. Leszek Lubicki
Dodano
Anna Konstancja hrabina Cosel w samotności trwającej prawie pół stulecia dożyła sędziwego wieku. Wielokrotnie błagała Opatrzność o wybawienie jej z tej opresji przez wcześniejszą śmierć.

W samym centrum Drezna, tuż obok słynnych zabudowań Zwingera, gdzie obecnie mieści się słynne muzeum, znajduje się luksusowy hotel o swojsko brzmiącej nazwie Kempinski. Na początku XVIII w. nie był to jednak hotel tylko pałac, a gdzieś tutaj zamieszkiwał saski minister Adolf Magnus Hoym.

Jest rok 1704. W pałacu wybucha pożar. Zaniepokojony tym zdarzeniem saski elektor i jednocześnie król Polski August II zwany Mocnym przybywa na miejsce, żeby okiem władcy ocenić, czy wypadek ten nie będzie zagrażał miastu. Zauważa od razu kobietę, która wydaje rozkazy i zarządza gaszeniem ognia. Spotkał ją już kilka miesięcy wcześniej na balu i dobrze zapamiętał.

Zainteresowanie Jego Królewskiej Mości momentalnie przenosi się na tę uroczą osóbkę, a pożar ma już dla niego drugorzędne znaczenie. Ta kobieta to Anna Konstancja von Brockdorff, w chwili pożaru żona wspomnianego ministra Hoyma. Przez kolejnych dziesięć lat będzie pełnić rolę ważniejszą niż legalna żona Augusta II. Zostanie oficjalną faworytą królewską. Obecnie znana jest nam jako hrabina Cosel. Musiała mieć duży wpływ na historię naszego kraju, bo inaczej nie zaprzątałby sobie nią głowy najpłodniejszy polski powieściopisarz, Józef Ignacy Kraszewski. W okresie, w którym mieszkał w Saksonii, napisał o niej powieść. Za naszych czasów Jerzy Antczak nakręcił na jej podstawie film z Jadwigą Barańską w tytułowej roli. Te dwie pozycje zwalniają mnie z obowiązku szczegółowego opisywania jej losów. Można sobie przeczytać książkę Hrabina Cosel lub obejrzeć film. Ja natomiast zajrzę tylko do miejsc, które mniej lub więcej są związane z jej saksońskim życiem. Szczególnie zaś do tych ostatnich.

Król Mocny także inaczej mocny

W samym Dreźnie próżno szukać śladów Anny Konstancji, więc nic tu po mnie. No, może jednak nie tak do końca. Idąc wzdłuż nabrzeża Łaby (niem. Elbe), koło przystani dla statków spacerowych, spostrzegam jeden z nich, znacznie piękniejszy od pozostałych. Na rufie odczytuję jego nazwę: Grafin Cosel. I chyba tylko tyle zostało w tym mieście z uwielbianej przez króla, ale nie przez jego dworzan, kobiety. Miała za dużą władzę w elektorskiej stolicy, władzę większą niż najważniejsi ministrowie Saksonii, a to zazwyczaj przysparza wielu wrogów. Tak też było w tym przypadku. Gdy August II Mocny powrócił do Polski, by ponownie objąć królewski stolec po detronizacji Stanisława Leszczyńskiego, na miejscu podsunięto mu inną piękność, aby tylko zapomniał o pozostawionej w Dreźnie metresie. Przydomek Mocny nie odnosił się bowiem tylko do tego, że Jego Wysokość potrafił rękoma łamać podkowy, ale przede wszystkim w jego stosunku do kobiet. Teraz byśmy powiedzieli, że był do nich luzacki, a one mu się nie opierały. Uważa się, że pozostawił po sobie około trzystu dzieci. Szybko więc zapomina o Annie Konstancji, spędzając czas z panią Marianną Denhoffową. Ze stolicy Saksonii docierają do niego rożne wieści o niecnych czynach hrabiny Cosel. Prawdziwe czy też nie, dla króla w sumie mało było to ważne. Stracił już nią zainteresowanie.

Krótka chwila w Pillnitz

Losy faworyt królewskich nie są lekkie, szczególnie wtedy, gdy przestają być faworytami. Dlatego władca każe usunąć ją z elektorskiego dworu i póki co na mieszkanie wskazuje pałac w Pillnitz. Kupił go dla niej jeszcze w okresie płomiennej miłości. W tamtych czasach była to podstołeczna miejscowość, obecnie jest to jedna z dzielnic Drezna, gdzie można dojechać miejskim autobusem. Piękny park, na środku fontanna, a po trzech stronach cały kompleks pałacowych budynków. Teraz jest tu muzeum. Gdy tylko staję w jego progu rzuca mi się w oczy ustawiony przy drzwiach znak zakazu fotografowania. Zdecydowanie, aczkolwiek kulturalnie, jestem proszony o schowanie mojego dużego aparatu. Strażniczki muzeum ubrane w ciemne, długie spodnie, kamizelki w tym samym smutnym kolorze i pomarańczowe koszule, z przypiętymi do paska krótkofalówkami, patrzą na mnie podejrzliwie i śledzą każdy mój ruch.

Obejrzałem, co miałem obejrzeć i pośród wielu eksponatów, w sumie tradycyjnych dla każdej muzealnej ekspozycji, śladów Anny Cosel nie dojrzałem. Panie z personelu potwierdzają moje wątpliwości. Niestety, nie ma tu nic, co odnosi się do jej osoby. A czy zdjęcie, choć „eine”, mogę zrobić? – szczerzę zęby. Pierwsza nieufność zostaje przełamana. W końcu dostaję zgodę na dwie fotki. Potem jeszcze jest do obejrzenia kolejny, prawie bliźniaczy pałac, którego budowę tak jak i tego, w którym już byłem, inspirowała sztuka Dalekiego Wschodu. No i ogromny park z labiryntami krzewów i setkami gatunków roślin, alejkami do spaceru i wypoczynku. A wszystko to położone nad rzeką. W pobliżu pływa prom, którym można przeprawić się na drugi brzeg. Ludzi tutaj spacerujących i zwiedzających widzę setki. Myślę, że cały dzień by mi nie starczył, żeby wszystkiemu się przyjrzeć. Ale czego się miałem dowiedzieć, to i tak już się dowiedziałem; panie zapytane o ślady hrabiny Cosel powiedziały krótko – Burg Stolpen.

Pół wieku w zamczysku na bazaltowej skale

Jak wyżej wspomniałem, nie będę tu opisywać szczegółowo historii Anny von Cosel. Niemniej jakiś czas po epizodzie zamieszkiwania w Pillnitz, król każe zesłać ją do średniowiecznego saksońskiego zamku Stolpen. Oznajmiono mu bowiem, że brała udział w spisku przeciwko królewskiej władzy. Prawda to czy nie, tego do końca nie wiadomo. A i król chyba zbytnio tego nie roztrząsał, bo miał milsze rzeczy do roboty. Bez sądu więc czy udowadniania winy, osadzają piękną hrabinę w owalnej wieży tej kamienistej twierdzy.

Jest wtedy rok 1716. Anna Konstancja umiera tu w roku 1765. Jakby więc nie liczyć, to spędzi prawie pół wieku w zamknięciu. Ponoć miejsce to jest celem „pielgrzymek” osób, które widzą w niej „saksońską męczennicę”. Sam zamek pochodzi z 1222 roku i zbudowany został na bazaltowych skałach. Z jego wyglądu można się domyślić, że raczej roli rezydencji, gdzie hulanki i swawole się odbywały, nie pełnił. Jeśli jeszcze przejdziemy się podziemnymi, wykutymi w skałach lochami, czy odwiedzimy salę tortur, to nasze wrażenia będą się kłócić z tym, co prezentują kolorowe przewodniki. Naprawdę jest dużo straszniej. Ale również i zgoła inna będzie wiedza o tym, w jakich warunkach Anna Konstancja Cosel spędziła tu 49 lat. Zazwyczaj pisze się, że przebywała w zimnej wieży. Wtedy od razu człowiek ma w oczach kamieniste, ciasne i bez okien, straszne pomieszczenie, znane nam z bajek o uwięzionych księżniczkach.

Życie w zamkowej wieży

Owalną Wieżę Jana widać od razu po wejściu na zamkowy dziedziniec. Jest naprawdę wysoka. Kilka kondygnacji. Teraz na potrzeby turystów zrobiono tu również pomosty widokowe. Moje wyobrażenie o warunkach, w jakich przyszło żyć w tym swoistym więzieniu hrabinie Cosel, ulega metamorfozie. Zajmowała ona bowiem dwa pomieszczenia położone na różnych piętrach wieży. W tym niższym, miała do dyspozycji niejako salon, w którym mogła oddawać się pracy intelektualnej, rozmyślaniom jak i wypoczynkowi. Teraz wiszą tu także jej portrety, portret Augusta II, a także stoją - najprawdopodobniej - oryginalne meble, z których korzystała. Piętro wyżej miała do dyspozycji pomieszczenie przeznaczone na sypialnię. Tam widać duże łoże z baldachimem, w tamtych czasach specjalnie podgrzewane. Przylegała do niej osobista toaleta, która przetrwała do naszych czasów. Raczej są to wygodne pokoje, niczym nie przypominające więziennej celi. Warunki całkiem znośne jak na uwięzienie. Do tego miała jeszcze osobistą służbę.

Anna Konstancja hrabina Cosel w samotności trwającej prawie pół stulecia dożyła sędziwego wieku 85 lat. Choć, jak mówią przekazy, wielokrotnie błagała Opatrzność o wybawienie jej z tej opresji przez wcześniejszą śmierć. Zostaje pochowana ponoć w wielkiej tajemnicy przed światem, w zamkowej kaplicy. Dzisiaj z tej budowli sakralnej pozostały tylko około 2 metrowe ściany i otwór po drzwiach. Gdy stoję na środku byłego kościółka, dokładnie widzę płytę betonową, a na niej napis, który nie pozostawia cienia wątpliwości. To tutaj spoczywa metresa polskiego króla Augusta II Mocnego, hrabina Cosel. Na ścianach kaplicy oglądam jeszcze płytę z kamienia z jej nazwiskiem, tablicę z historią życia Anny Konstancji oraz podobną tablicę opisującą ołtarz, który drzewiej się tutaj znajdował.

Gdy ostatni raz przyglądam się murom kamiennej wieży, zastanawiam się, jak jej tam faktycznie było, uwięzionej samowolą królewską. Tego zapewne nigdy się tak naprawdę do końca nie dowiemy. Pewne jest natomiast, że kilkakrotnie podejmowała nieudane zresztą próby uwolnienia się. Żeby jednak było bardziej niejasno i tajemniczo, to faktem jest, że następca tronu na elektorskim i polskim tronie August III Sas, postanowił po śmierci swego ojca i objęciu władzy, hrabinę ułaskawić i puścić wolno. Ale ona nie wiedzieć czemu, odmówiła zdecydowanie i pozostała w tej owalnej, kamiennej wieży, do końca swojego długiego, owianego legendą życia.

 0

Więcej historii