Historia współczesnaMudżahedini znad Wisły. Polacy przeciw Sowietom w Afganistanie

Mudżahedini znad Wisły. Polacy przeciw Sowietom w Afganistanie

Mudżahedini walczący z wojskami sowieckimi, 1985 r.
Mudżahedini walczący z wojskami sowieckimi, 1985 r. / Źródło: Wikimedia Commons / Erwin Lux
Dodano 14
Sowiecka interwencja w Afganistanie wywołała reakcję wielu antykomunistów z całego świata, którzy na ochotnika pojechali do tego niedostępnego kraju, by bić się z Sowietami. Wśród nich znaleźli się również Polacy.

Tymoteusz Pawłowski

Pod koniec lat 70. XX w. rosyjskie wpływy w Afganistanie były bardzo duże, a rząd w Kabulu był niemal całkowicie skomunizowany. W 1979 r. lokalne władze popełniły jednak błąd: najpierw przyspieszyły „postępowe zmiany”, a gdy spotkały się z oporem społecznym – bardzo brutalnie stłumionym – zaczęły poszukiwać „afgańskiej drogi do socjalizmu”. Próby porozumienia z państwami Zachodu spowodowały – w ostatnich dniach roku – „bratnią pomoc” Związku Sowieckiego. Operacja „Sztorm-333” doprowadziła do odzyskania władzy przez twardogłowych i fizyczną likwidację przeciwników, ale nie zakończyła konfliktu, a wprost przeciwnie – zintensyfikowała go.

„Radziecka interwencja w Afganistanie” – nazwę tę ukuto w Moskwie, żeby nie używać słowa „wojna” – zaczęła się jako lokalna operacja, lecz po kilku miesiącach przemieniła się w ciężkie walki. Prosowiecki rząd w Kabulu nie był w stanie kontrolować prowincji, więc do jej spacyfikowania użyto wojsk sowieckich. To wówczas do Afganistanu przybyli pierwsi Polacy. Niestety, był to kolejny już konflikt w Azji Środkowej, w którym udział – najczęściej przymusowy – brali nasi rodacy, znajdujący się pod władzą Rosjan. W ówczesnym Związku Sowieckim zasadnicza służba wojskowa trwała co najmniej trzy lata, a mniejszości narodowe – tak jak Polacy z Wilna, Grodna i ze Lwowa – byli wysyłani do garnizonów na drugim krańcu imperium. Także do Afganistanu. W wojnie mogło brać udział nawet kilka tysięcy poborowych o polskich korzeniach. Wśród 9057 poległych w Afganistanie czerwonoarmistów było co najmniej 22 „obywateli ZSRR narodowości polskiej”. Co najmniej – nie wszyscy bowiem figurują w sowieckich dokumentach jako Polacy...

Jednak sympatia Polaków była po stronie afgańskiego ruchu oporu. Okazywano ją na wiele sposobów: publikowano artykuły w prasie podziemnej, Solidarność wydała upamiętniające znaczki pocztowe, na ulicach rozrzucano ulotki, na murach rozlepiano plakaty „Czerwonym wstęp wzbroniony”, „Afganistan – Polska. Wspólna sprawa. Jeden wróg”. Starano się również wykpić i ośmieszyć wspólnego wroga. W „Życiu Warszawy” pojawiło się ogłoszenie: „Skóry Afganów sprzedam”, a gdy telefonowało się do rzekomego handlarza, odzywała się recepcja ambasady Związku Sowieckiego. W 1982 r. na szczycie Mont Blanc zatknięto dwie flagi: jedna nosiła napis „NSZZ »Solidarność«”, a druga „Solidarność z walką ludu afgańskiego”.

Autorem tej oryginalnej manifestacji był Jacek Winkler, polski alpinista i taternik. To on kilka lat później został jednym z pierwszych polskich mudżahedinów w Afganistanie. Oprócz niego do ogarniętego wojną kraju trafiło jeszcze czworo Polaków, w tym jedna kobieta – Stasia Zedziełko, która przybyła do Afganistanu ze Stanów Zjednoczonych. Jej rolą była praca w szpitalu polowym w obozach mudżahedinów Ahmada Szaha Masuda i niesienie pomocy rannym partyzantom. Czy – skoro nie brała bezpośredniego udziału w walkach – można nazwać ją mudżahedinem? Trudne pytanie, szczególnie że tylko jeden z Polaków faktycznie walczył w Afganistanie przeciwko Sowietom.

Lech Zondek

Jako młody chłopak Lech Zondek dał się wmanewrować we współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa (szerzej pisaliśmy o tym w „HDR” 8/2014) – lecz zerwał ją i w 1981 r. w Wiedniu poprosił o azyl. Wyjechał następnie do Australii, w której przez trzy lata szykował się do walki przeciwko Sowietom: ciężko pracował, przeszedł szkolenie strzeleckie i survivalowe. Nawiązał również kontakty ze środowiskiem afgańskich emigrantów. Po trzech latach otrzymał australijski paszport i wiosną 1984 r. wyjechał do Pakistanu, do przygranicznego Peszawaru.

Peszawar leży kilkadziesiąt kilometrów od granicy i był wówczas najważniejszym punktem pomocy dla mudżahedinów. Wokół miasta były obozy dla uchodźców, bazy szkoleniowe i magazyny. Miasto stanowiło również bazę dla Lecha Zondka. Kilkakrotnie przechodził przez granicę i brał udział w akcjach przeciw Armii Sowieckiej. Do boju szedł w kapeluszu z przedwojennym orłem w koronie. Był kilka razy raniony, wreszcie mudżahedini odsunęli go od działań bojowych – dużo cenniejszy był dla nich jako instruktor walki i korespondent zachodnich mediów. Fotografował, a zdjęcia wysyłał za granicę, jego relacje wielokrotnie gościły na falach radiowych Głosu Ameryki i Wolnej Europy.

„W osadzie w Nuristanie usiłował nauczyć mieszkańców walki wręcz. Gdy chwytem dżudo rozbroił pozorującego atak Afgańczyka, ten – publicznie upokorzony – zranił go nożem w rękę. To doprowadziło do katastrofy. W czasie wspinaczki przez góry Zondek nie zdołał utrzymać się na chorej ręce i odpadł od skały. Zginął na miejscu. Koledzy znaleźli jego ciało 5 lipca 1985 roku w dolinie Borgi Matal. Na grobie postawili krzyż z napisem »Lech Zondek, polski żołnierz, 1952–1985«. Krzyż później wieśniacy zużyli na opał” – opisywał jego śmierć Radosław Sikorski.

Skrzypkowiak i Winkler

W chwili śmierci Lecha Zondka wojna w Afganistanie wkraczała w swoją najbardziej krwawą fazę. Liczba żołnierzy sowieckich przekroczyła 100 tys., a wraz z formacjami podporządkowanymi KGB oraz innymi „doradcami” i „instruktorami” sięgnęła 150 tys. Komunistyczny rząd w Kabulu dysponował podobnymi siłami. Mudżahedini byli powoli wypierani w góry, coraz bardziej cierpiała ludność cywilna. Ostatecznie w czasie wojny śmierć poniosło nawet 2 mln Afgańczyków, głównie cywili.

Czytaj także:
Polak próbował uciec do Afganistanu. Oto, co go spotkało

W tej najsmutniejszej i najbardziej krwawej fazie wojny brał udział Andrzej Skrzypkowiak. Jego matką była wdowa po oficerze zamordowanym w Katyniu, a ojcem – żołnierz gen. Andersa, wywieziony wcześniej przez Rosjan na Syberię. Nazywano go „Andy”, urodził się bowiem i wychował na obczyźnie, w Anglii. Do Afganistanu dotarł jako reporter brytyjskiej telewizji BBC, ale jego materiały publikowały również amerykańskie stacje telewizyjne.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 2/2017
Artykuł został opublikowany w 2/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 14
  • vvvvv IP
    sikorski haha agent kgb a nie żaden reporter.
    Dodaj odpowiedź 4 2
      Odpowiedzi: 0
    • norek IP
      "Krzyż użyto na opal" To jest cała kwintesencja .
      Dodaj odpowiedź 11 1
        Odpowiedzi: 0
      • Asdfgh IP
        Śmigła wzbijają piasek pustyni
        Myśli się pietrzą w mej głowie
        Karetki gnają w stronę szpitala
        W okopie umiera człowiek

        Z dala od bliskich, w palącym słońcu
        W nieznośnych tumanach kurzu
        Strzępy obrazów, strzały, krzyk tłumu,
        Śmierć czychajaca na wzgórzu

        Kończy się lato w Afganistanie
        Chłopaki wracajcie do domów
        Wielu z was tam na zawsze zostanie
        Śmierć nie potrzebna nikomu...
        Dodaj odpowiedź 13 0
          Odpowiedzi: 0
        • IIIII IP
          Był też jeden muchadżedin, Radek Sikorski, do dzisiaj nie wiadomo po której stronie walczył...
          Dodaj odpowiedź 39 10
            Odpowiedzi: 2
          • jac silesia IP
            Moja ojczyzna walczy o pokój. Wysyła swoje wojska do innych krajów gdzie "nasi" waleczni żołnierze zabijają "terrorystów" i dzięki temu zapewniają "pokój" w okupowanych krajach. Dziadkowie mi opowiadali jak o pokój walczyły na naszych ziemiach oddziały SS, żandarmerii, wermachtu później NKWD i KBW. Wszyscy walczyli z bandytami zagrażającymi pokojowi i życiu. Dziś historia zatoczyła koło i my Polacy tak bardzo doświadczeni przez sąsiadów i historię bierzemy czynny udział w zbrodniach na wolności innych krajów.
            Dodaj odpowiedź 19 5
              Odpowiedzi: 1