NowożytnośćTajemnica Marcina Lutra. Dzięki temu udało mu się rozbić jedność Kościoła

Tajemnica Marcina Lutra. Dzięki temu udało mu się rozbić jedność Kościoła

Dodano 8

Jego przeciwnicy na początku nie rozumieli, jaką siłą są prasa i masowe media. Nie mieli świadomości, że ważniejsze od debat akademickich są propagandowe kampanie. Liczyła się nie precyzja i subtelność rozumowania, ale dosadność, siła wyrazu, zręczność. Przeciwnika należało zrugać i oczernić, zohydzić i zdemonizować, a nie przekonać. Publiczność olśnić, zaszokować, brutalnie nią wstrząsnąć. „Rewolucjoniści wszystkich czasów mają wspólny język: język prosty, jasny, popularny, dosadny” – doskonale tłumaczy ten mechanizm Pellicciari. Język, który odpowiada wymaganiom propagandy, łatwy do powtarzania, który dokonuje przełomu i narzuca się mocą obrazów. Język, który trafia bardziej do serca niż do intelektu i do bebechów bardziej niż do serca. Język, który odwołując się do emocji, rodzi oburzenie i pogardę, rozpętuje nienawiść. Luter, wielki rewolucjonista epoki nowożytnej, nie był wyjątkiem”.

Nie był, to prawda, po nim tą samą techniką doskonale posługiwali się filozofowie oświecenia i radykałowie rewolucji francuskiej. Wszyscy pojmowali świetnie, że kluczem do sukcesu jest narzucenie tłumom swojej opowieści o tym, kto jest dobry, a kto zły. Żadnego niuansowania. Księża mieli być chciwcami, krwiopijcami, tyranami, biskupi pasibrzuchami. Im mocniej wbiło się masom w głowę negatywy obraz przeciwnika, tym większa była gwarancja zwycięstwa. Powtarzać to samo ile wlezie, znajdując tylko najbardziej chwytliwe określenia; powtarzać na masową skalę, aby słuchacz sądził, że styka się z opinią powszechną – to była droga do zwycięstwa.

Druk, wynaleziony kilka dziesiątków lat wcześniej przez Gutenberga, odegrał kluczową rolę dla powodzenia rewolucji protestanckiej. Dzięki niemu pierwszy raz w dziejach można było użyć na wielką skalę środków masowej propagandy. Szybkość publikowania ulotek i broszur, skuteczny czarny PR, uderzenie za uderzeniem – Rzym był kompletnie zaskoczony. Papiescy teologowie zachowywali się jak ogłuszeni. Przywykli do tego, że decyzja rzymska zostaje przyjęta bez dyskusji, tymczasem Luter i jego zwolennicy nie tylko, że się z nią kompletnie nie liczyli, lecz także od razu odwoływali się do opinii publicznej. Mieli poparcie księcia, ale tak naprawdę ich siłą był rosnący entuzjazm tłumów. Do tych zaś przez lata docierała tylko jedna opowieść, tylko jeden przekaz. Luter wyprzedzał działania władz. Każdą kolejną akcją rozkręcał konflikt z Rzymem. W genialny sposób używał druku: doskonale umiał ominąć cenzurę i chronił swoje idee, rozprzestrzeniając je tak szeroko, jak to było możliwe; każda nowa praca przesuwała jeszcze granice, trafiając do wygłodniałej publiczności. Logika rynku i pragnienie nowości sprawiały, że sprawa Lutra zdobywała nowych popleczników. „Nikt wcześniej nie umiał używać druku w tak niszczący sposób” – pisze Roper.

Między rokiem 1518 a 1525 niemieckie publikacje Lutra sprzedawały się lepiej niż 17 innych razem wziętych autorów – 20 proc. całej produkcji drukowanej w Niemczech w latach 1500–1530 stanowiła twórczość reformatora. Rynek książki wręcz eksplodował. Powstawały nowe drukarnie, a produkcja książek rosła w oszałamiającym tempie. Liczba wydanych publikacji wzrosła z 200 do 900 rocznie. Jeśli tylko jakiś wydawca dostawał do ręki jego dzieła, to natychmiast starał się puścić je w obieg. Johnnes Froben, bazylejski wydawca Erazma z Rotterdamu, już w 1519 r. pisał do Wittenbergi: „600 egzemplarzy wysłaliśmy do Hiszpanii i do Frankfurtu. Teraz są sprzedawane w Paryżu”. Kiedy książę w Lipsku opowiedział się przeciw reformacji i zabronił druku dzieł Lutra, liczba publikowanych tam dzieł drastycznie spadła z przeciętnie 140 do 43 ku konsternacji lipskich drukarzy. Katolickie książki się nie sprzedawały. Były pisane gorszym językiem, nazbyt uczone i akademickie. Ich autorom brakowało siły wyrazu i barwności.

W całym pierwszym okresie rewolucji Rzym działał jak sparaliżowany. Papież wierzył, że sprawę uda się załatwić niejako ponad głową zakonnika, porozumiewając się ze wspierającym go księciem Fryderykiem. Ani nie rozumiał nastrojów panujących w Niemczech, ani nie wiedział, jak na nie wpłynąć. Tak działo się przez całe życie reformatora.

Lepsze karty niż legaci

Odpowiedzią Rzymu na broszury, plakaty, ulotki i książki Lutra było wysyłanie do Niemiec kolejnych legatów i nuncjuszy, którzy mieli przekonać do działania coraz bardziej opornych panów. Genialnym odkryciem reformatora były też, pierwszy raz zastosowane na masową skalę, media wizualne. To drzeworyty, ulotki z obrazkami, karykaturami i komiksami wygrały dla niego bitwę o świadomość Niemców. A także powielona w dziesiątkach, a potem setkach tysięcy egzemplarzy ulotka z jego własnym konterfektem, sporządzonym ze znawstwem i z kunsztem przez nie byle kogo, bo wielkiego Cranacha. Skądinąd to prawdziwa ironia losu: grzmiąc wraz z Lutrem tak bardzo przeciw kościelnemu bogactwu i chciwości, Cranach szybko, dzięki masowej produkcji ulotek i karykatur, stał się najbogatszym obywatelem Wittenbergi. Także na tym polu druga strona działała niemrawo, z opóźnieniem, bez energii. W 1520 r. całe Niemcy były wręcz zarzucone stosami ulotek, pism, broszur, plakatów i karykatur antypapieskich i broniących Lutra. „Spór Wittenbergi z Rzymem toczył się nie tylko za pośrednictwem tekstów, ale także obrazów – to opinia Reinhardta. – Na tym polu górą byli […] Luter i jego poplecznicy. Bez przerwy wypuszczali oni na rynek w wielkich nakładach broszury i pamflety, które przedstawiały papieża jako wyrzutka piekieł i wzywały do jego zniszczenia”. Przeciwnie w Rzymie „bardzo rzadko spotyka się obrazy Lutra”. „Również w Niemczech antyluterańska propaganda obrazkowa pozostawała daleko w tyle w stosunku do kampanii zwolenników reformacji”.

Czytaj także:
Krzywda Dziewicy Orleańskiej. Jak laicka Francja wstydzi się własnej historii

Rozszerzając po 1517 r. cele ataku, Luter znakomicie trafiał w oczekiwania społeczne. Cały czas nie został potępiony i formalnie nie był heretykiem. Szybko opowiedział się za przyjmowaniem komunii pod dwiema postaciami. „To postulat komunii pod dwiema postaciami spopularyzował wczesną reformację, kiedy to parafia za parafią domagała się udzielania wina i chleba. Był to także frontalny atak na status kleru jako osobnego stanu duchownego, który miał prawo do całego sakramentu, a nie tylko do chleba”. Luter atakuje także bractwa, podstawową organizację religijną średniowiecza. Wybiera kolejne cele, przygotowuje się do natarcia, a następnie, gdy jest gotowy, pozwala ruszyć całej propagandowej machinie.

Szybko, bo już od 1520 r., głównym celem ataku stają się katolickie zakony. Żeby je skutecznie rozbić, Luter uczestniczy, wraz ze swoimi zwolennikami, w wielkiej kampanii oczerniającej. Jak pisał jego zwolennik Johannes Oecolampadus, szwajcarski teolog i humanista, „od początku brudni papiści muszą być pokazywani ludowi we właściwy sposób, tak aby nikt im już więcej nie uwierzył”. Tak jak w przypadku kampanii antyodpustowej, także teraz używa się wszystkich dostępnych wówczas środków propagandowych: pamfletów, karykatur, komiksów, broszur, ulotek. Po kilku latach kanonady medialnej Luter w 1525 r. może napisać do elektora z Moguncji, że zwykli ludzie coraz wyraźniej gardzą stanem duchownym. Dowodzą tego piosenki, hasła, żarty. Karykatury wyszydzające mnichów wiszą na miejskich murach. Powszechne jest obrzydzenie i niechęć do ubranych w habity mnichów. W ciągu kilku lat, dzięki zastosowaniu pierwszy raz na taką skalę środków masowej propagandy, można było całkowicie zmienić świadomość społeczną. O ile jeszcze przed 1520 r. strój zakonnika należał do naturalnego krajobrazu Moguncji, o tyle po medialnym ataku Lutra niemal zniknął. Pojawiło się też całkiem nowe, radykalnie antyzakonne nastawienie. Do wyśmiewania zakonników i księży służyły nawet karty do gry.

Są to fragmenty książki „Luter. Ciemna strona rewolucji”, Fronda 2017

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 11/2017
Artykuł został opublikowany w 11/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 8
  • Wojtek IP
    Jeśli to ma być tekst historyczny, to warto krytyczniej odnieść się do historyjki Melanchthona o przybiciu tez. Co do propagandy to Luter nie musiał się wysilać, wystarczyły fakty: papież Leon nie miał święceń a więc i sukcesji, Rzym był stolicą prostytucji, córki papieskie np. Lukrecja i papieże np. Aleksander organizowali orgie, stolec Piotrowy był kupowany za łapówki, komunia pod jedną postacią jest wbrew słowom Jezusa, celibat wbrew słowom św. Apostoła Pawła, Tetzel sprzedawał herezję o odpustach by zbudować Kaplicę Sykstyńską. A Biblia na indeksie ksiąg zakazanych (nota bene do 1937 roku) to dowód dla najbardziej ślepych na prawdziwe intencje rodu Borgia. Kościół to nie było już ciało Chrystusa tylko zdemoralizowane księstwo ze swoimi interesami. Reformacja to nie była rewolucja bo była bez większych ofiar, dopiero katolicki cesarz wiele lat później rozpęta piekło wojny domowej na tle religijnym. Dzisiejszy Kościół nawet ze skandalami to wciąż świętość w stosunku do tego 500 lat temu. Luter był zimnym prysznicem na to piekło.
    Dodaj odpowiedź 7 3
      Odpowiedzi: 3
    • xxxxxx IP
      Papiestwo, zły Luter ... Autor być moze jest jednym z bardzo wielu powierzchownie traktujących wiarę chrześcijańską, nie rozumiejacych , że centralna osoba w Chrześcijaństwie jest Jezus Chrystus - jedyny Bóg. I najważniejszym jest relacja pomiędzy konkretnym człowiekiem a Bogiem, że Zbawienie zależy od tego czy dana osoba jak to pisal święty Paweł, przyjęła Jezusa za Boga. I dąży jego Drogą. Historie papiestwa czy historia Lutra są bez wplywu na Zbawienie konkretnego człowieka. Liczyy się tylko jego osobista relacja z Panem Jezusem.
      Dodaj odpowiedź 14 4
        Odpowiedzi: 1
      • historyk niezależny IP
        Za reformacje odpowiada ród Borgia, gdyby nie tacy niegodni ludzie reprezentujący kościół Luter nawet gdyby był największym ekwilibrystą słowa nie osiągnął by wiele, może by stworzył jakąś kilkutysięczną sektę
        Dodaj odpowiedź 14 4
          Odpowiedzi: 0