NowożytnośćTajemnica Marcina Lutra. Dzięki temu udało mu się rozbić jedność Kościoła

Tajemnica Marcina Lutra. Dzięki temu udało mu się rozbić jedność Kościoła

Luter przed Kajetanem
Luter przed Kajetanem / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 7
Reformator przypisywał Kościołowi absurdalne sądy, a następnie je obalał, tym sposobem osiągając triumf.

Ignaz von Döllinger, niemiecki teolog i historyk, opisał Lutra jako „najpotężniejszego demagoga i najbardziej popularnego bohatera, jakiego kiedykolwiek miały Niemcy”. Do początku XX w., kiedy to pojawili się konkurenci dla reformatora, była to opinia słuszna. Nie da się zrozumieć fenomenu powodzenia augustianina, jeśli nie pozna się jego metody. To nie metafizyk, nie człowiek przenikający głębokości ducha. Nawet nie mistrz logicznego, poprawnego wnioskowania. Jest natomiast Luter prawdziwym wirtuozem języka i geniuszem politycznym.

Można wręcz powiedzieć, że to pierwszy nowożytny populista. Czuje emocje mas, rozumie ich potrzeby i tęsknoty, znajduje z nimi bezpośredni kontakt. Umie dobierać wyrażenia soczyste, mocne, zapierające dech w piersiach. Gra genialnie na uczuciach. Jednych poniża i depcze, innych wynosi pod niebiosa. Ktoś, kto próbuje znaleźć w pismach Lutra ład i nienaganne rozumowanie, będzie zaskoczony. Tych tam w ogóle nie ma. Co nie znaczy, że reformator nie potrafił przekonywać. I to jak! Nim słuchacz lub czytelnik zorientował się, co myśli i dlaczego, już był porywany przez żywioł słów, porównań, metafor, bezpardonowych ocen.

Koncentracja emocji

Tak jest od początku. Publikacja 95 tez to początek nagłej, niezwykłej, frenetycznej wręcz aktywności. W licznych pismach, jakie wychodzą spod jego pióra, postępuje podobnie. Metoda Lutra, tak jak każdego rewolucjonisty, polegała na tym, by maksymalnie skoncentrować emocje. Pozytywne na sobie, negatywne skierować przeciw wrogom. „Wszystkie twierdzenia [Lutra] są apodyktyczne: nie ma potrzeby ich dowiedzenia. […] Pamflet służy do rozpętania, w imię nienawiści, rewolucji, której celem jest obalenie struktury polityczno-kulturalno-ekonomicznej cesarstwa niemieckiego” – pisze trafnie Pellicciari. I dodaje: „W swoich pismach Luter bardzo często posługuje się antytezami, mieszając z dezynwolturą prawdę i kłamstwo: do buntu przeciw papieżowi, który jest przedstawicielem Boga, wzywa pomocy Boga. Dokładnie tak samo powołuje się na Słowo Boże, aby potwierdzić konieczność rebelii. Rebelii, którą Jezus, przyszedłszy pełnić wolę Ojca, sam kategorycznie odrzuca. Nie chce też, żeby dokonywali jej jego uczniowie”.

Kolejne cytaty z Lutra pokazują zawsze tę samą technikę postępowania niezależnie od czasu, z którego pochodzą. Zmieniał się przedmiot sporu – odpusty, władza papieska, sakramenty, kapłaństwo, śluby zakonne – metoda była zawsze ta sama. Reformator w kategoryczny sposób przypisuje swoim oponentom radykalne sądy, tak ostre i bezkompromisowe, że wręcz absurdalne. Następnie dokonuje ich szybkiego obalenia i tym samym osiąga triumf. W taki sposób rozprawił się z Tetzlem: przypisał mu twierdzenie, jakoby oferowany przez Tetzla odpust miał uwalniać od grzechu, choćby był to gwałt na Matce Bożej. Samo takie wyobrażenie już jest potwornym bluźnierstwem. Jednak Luter z miedzianym czołem, bez mrugnięcia okiem głoszenie takich właśnie porównań Tetzlowi zarzuca, wiedząc doskonale, że uderza w sam rdzeń pobożności ludowej i że zohydza w ten sposób biednego kaznodzieję. A oto inny przykład. Żeby pognębić w oczach ludu papiestwo, twierdzi, że papież i Kościół odrzucają stan małżeński. Z niezmąconą powagą mówi, że Kościół katolicki uczy, jakoby zbawienie można było osiągnąć jedynie w stanie zakonnym. Luter tłumaczy, że według katolików śluby zakonne były konieczne dla zbawienia, tym samym wszyscy świeccy, wszyscy, którzy trwali w związkach małżeńskich, mieli być, konsekwentnie, potępieni. I tak w 1527 r. pisał, że papiści „odstraszyli młodych ludzi od zawierania małżeństw tylko po to, by zatopić ich w kurestwie”. Nauka Kościoła, tak utrzymywał reformator, potępiała małżeństwo i życie seksualne, gdyby „Bóg nie przeszkodził, wszystkie kobiety przyjęłyby śluby, żeby ich synowie i córki mogli stać się »klerykami«”. Początkowo Luter twierdził, że papieże jedynie nie uznawali wartości małżeństwa, potem stopniowo mówił coraz wyraźniej, że papiści traktowali życie małżeńskie jako gorszą, bezwstydną formę egzystencji.

Po 1533 r. nauczał w jednym z kazań, że „papież gardził, nienawidził i nakazywał wystrzegać się stanu małżeńskiego”. Jeszcze dalej poszedł, pokazuje Denifle, w liście do księcia Jerzego z Saksonii, kiedy to utrzymywał, że składając ślub czystości, mnich odrzuca małżeństwo, widząc w nim grzech nieczystości. „Co ślubowałem, przyrzekając czystość? Wyparłem się małżeństwa. W klasztorze nie mogę wyrzec się tego, co poza małżeństwem jest nieczystością, jak cudzołóstwa, kurestwa, nieczystości itd. (tzn. nie mogę ślubować, że nie będę tego robił), gdyż Bóg uprzednio zakazał to dla mnie, tak dla mnicha, jak dla świeckiego. Faktycznie przez taki ślub wyrzekłem się czystości, gdyż Bóg sam nazywa stan małżeński czystym, uświęceniem i czystością (1 Tes 4,3, Hbr 13,4). Teraz mianowicie to uświęcenie, czystość i czcigodną miłość odrzuciłem, jakby to była próżna nieczystość […]. Zatem mnich, który w swej czystości nie może wyrzec się niczego innego niż tylko stanu małżeńskiego, musi wyrzec się małżeństwa jako nieczystości. Jak inaczej mógłby on ślubować czystość? Lecz ponieważ to robi, zadaje kłam Bogu i bluźni Mu, Jego stworzenie i Jego słowo. […] W ten sposób ojcostwo i macierzyństwo muszą być nazwane nieczystością, a wszystkie dzieci zrodzone w małżeństwie dziećmi nieczystości, tak jakby były dziećmi kurwy”.

To się nazywa dialektyka. Mnich ślubuje czystość, czyli odrzuca małżeństwo. Małżeństwo jest jednak czyste moralnie. Więc mnich odrzuca czystość moralną małżeństwa, jakby była nieczystością. Mnich ją odrzuca jako nieczystość. Małżeństwo jest nieczystością. Mąż i żona są jak dziwka i rajfur, bo w Kościele są mnisi.

Istotą błędu Lutra jest to, że według niego uznanie pewnego stanu życia za lepszy, wyższy, bardziej doskonały pociąga za sobą potępienie każdego innego stanu życia jako złego i godnego pogardy – pisze trafnie Denifle. Tak jak nie można stopniować doskonałości życia duchowego, jak nie można rozwijać się ani wzrastać w cnocie, tak też nie można wybierać między czymś dobrym a lepszym. Takie podejście wydaje się skutkiem przyjętego przez Lutra nominalizmu, przekonania, że pojęciom ogólnym nie odpowiada żadna rzeczywistość: odrzucenie idei, odrzucenie uczestnictwa poszczególnych bytów w ideach, Bożych myślach sprawia, że świat przestaje być ładem hierarchicznym bytów, ustopniowanym w stosunku do najwyższych idei, a jest chaotycznym zbiorem jednostek, które spaja wyłącznie moc Bożej woli. Bez uczestnictwa w ideach znikają stopnie doskonałości. Zostają tylko przeciwności.

Kłopot z faktami

Efekty tej dialektyki oszałamiają, pod warunkiem że nikt nie zada sobie trudu sprawdzenia faktów. Denifle przytacza wielu średniowiecznych teologów wychwalających wartość małżeństwa, pokazuje też, jaką rolę w popularnych kazaniach odgrywała choćby opowieść o cudzie w Kanie Galilejskiej. Co więcej, można znaleźć liczne przykłady kazań, w których wskazuje się na wyższość stanu małżeńskiego nad zakonnym!

Czytaj także:
Krucjaty - samoobrona Zachodu. Jak sfałszowano historię krzyżowców

Z wielu, które przytacza Denifle, warto zacytować słowa Bertolda z Regensburga z początku XIII w., popularnego kaznodziei ludowego: „Bóg bardziej uczcił święte małżeństwo niż jakikolwiek inny zakon, jaki otrzymał kiedykolwiek świat, bardziej niż bosych braci lub braci kaznodziejów lub szarych mnichów; pod jednym względem nie daje się porównać tych zakonów do świętego małżeństwa. Ponieważ bez tego zakonu nie można się obyć, Bóg nakazał, aby był, inne zaś zakony powstają wskutek rady”. I co z tego? Ogłuszony kanonadą tez Lutra słuchacz przyjmuje jego słowa za dobrą monetę. To, że przez lata był mnichem, wzmacnia jego wiarygodność. Wie, co mówi.

Potęga mediów

Warunkiem powodzenia takiej dialektyki musiała być jej masowość. Powszechność przekazu jest namiastką prawdy – i Luter był pierwszym w dziejach nowożytnej Europy, który to zrozumiał. Odkrył moc masowej propagandy. Na tym polegał jego prawdziwy geniusz: potrafił uruchomić na niespotykaną dotąd skalę masowe emocje, precyzyjnie trafiając w oczekiwania społeczne, a następnie umiał je kontrolować i wykorzystywać. Od chwili, kiedy przybił tezy na drzwiach kościoła w Wittenberdze, rozumiał, że aby wygrać spór o odpusty, musi przeorać świadomość tłumów.

Od 1517 r. teksty i broszury Lutra drukowano i sprzedawano we wręcz oszałamiających nakładach. Wytwory drukarskich pras mnożyły się, podwójnie, pięciokrotnie; były to głównie broszury, ulotne pisma, także plakaty – rozklejane i zdzierane z murów, karykatury, luźne kartki z wierszami polemicznymi, balladami, seriami obrazków: złośliwe, udatne i dowcipne, niezgrabne i ciężkie, ostre i podburzające, napominające i łagodne, różne. „Rysunek nabrał takiej skuteczności, jak niegdyś traktat; dialog przejęty od humanistów brzmiał teraz ludową tonacją i druzgotał wymianą słów i powiedzeń. Triumfalny pochód trwający do dzisiaj rozpoczęły slogany i hasła. […] Wyraźna przewaga w publikacjach była po stronie bojowników nowych nauk. Obrońcy Kościoła tradycyjnego gorzko narzekali, że z trudem znajdują drukarzy. Strona przeciwna, a był nią nie tylko sam Luter, pilnie przemawiała do prostego człowieka jego językiem. Dosadnie i dobitnie pisano i mówiono w kazaniach, a żywe słowo wciąż jeszcze miało przewagę nad pisanym. Śpiewano, a pieśni wiodły do ataku”. Pieśni luterańskie „brzmiały jak »Marsylianka« po niemiecku. Ich autorami rzadziej były bezimienne postacie z ludu, częściej tworzyli je studenci i literaci; nawet rycerz Ulrich von Hutten, tak dumny ze swojej wykwintnej, humanistycznej łaciny, teraz pisał po niemiecku” – Friedenthal plastycznie i jasno przedstawia prawdziwy powód sukcesu luterańskiej rewolucji.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 11/2017
Artykuł został opublikowany w 11/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 7
  • Wojtek IP
    Jeśli to ma być tekst historyczny, to warto krytyczniej odnieść się do historyjki Melanchthona o przybiciu tez. Co do propagandy to Luter nie musiał się wysilać, wystarczyły fakty: papież Leon nie miał święceń a więc i sukcesji, Rzym był stolicą prostytucji, córki papieskie np. Lukrecja i papieże np. Aleksander organizowali orgie, stolec Piotrowy był kupowany za łapówki, komunia pod jedną postacią jest wbrew słowom Jezusa, celibat wbrew słowom św. Apostoła Pawła, Tetzel sprzedawał herezję o odpustach by zbudować Kaplicę Sykstyńską. A Biblia na indeksie ksiąg zakazanych (nota bene do 1937 roku) to dowód dla najbardziej ślepych na prawdziwe intencje rodu Borgia. Kościół to nie było już ciało Chrystusa tylko zdemoralizowane księstwo ze swoimi interesami. Reformacja to nie była rewolucja bo była bez większych ofiar, dopiero katolicki cesarz wiele lat później rozpęta piekło wojny domowej na tle religijnym. Dzisiejszy Kościół nawet ze skandalami to wciąż świętość w stosunku do tego 500 lat temu. Luter był zimnym prysznicem na to piekło.
    Dodaj odpowiedź 5 2
      Odpowiedzi: 3
    • xxxxxx IP
      Papiestwo, zły Luter ... Autor być moze jest jednym z bardzo wielu powierzchownie traktujących wiarę chrześcijańską, nie rozumiejacych , że centralna osoba w Chrześcijaństwie jest Jezus Chrystus - jedyny Bóg. I najważniejszym jest relacja pomiędzy konkretnym człowiekiem a Bogiem, że Zbawienie zależy od tego czy dana osoba jak to pisal święty Paweł, przyjęła Jezusa za Boga. I dąży jego Drogą. Historie papiestwa czy historia Lutra są bez wplywu na Zbawienie konkretnego człowieka. Liczyy się tylko jego osobista relacja z Panem Jezusem.
      Dodaj odpowiedź 11 2
        Odpowiedzi: 1
      • historyk niezależny IP
        Za reformacje odpowiada ród Borgia, gdyby nie tacy niegodni ludzie reprezentujący kościół Luter nawet gdyby był największym ekwilibrystą słowa nie osiągnął by wiele, może by stworzył jakąś kilkutysięczną sektę
        Dodaj odpowiedź 11 3
          Odpowiedzi: 0