NowożytnośćZachód Króla Słońce. Ta bitwa złamała Francję

Zachód Króla Słońce. Ta bitwa złamała Francję

Bitwa pod Blenheim na obrazie Johna Woottona.
Bitwa pod Blenheim na obrazie Johna Woottona. / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano
Przodek Churchilla złamał 13 sierpnia 1704 r. pod Blenheim hegemonię Francji w Europie.

Tę bitwę XIX-wieczny historyk angielski Edward Creasy – a w ślad za nim Edgar d'Abernon w międzywojniu i Joseph Mitchell po II wojnie światowej – uznali za jedną z decydujących o losach świata. Wszyscy trzej Anglosasi takie miano nadali też, znacznie lepiej nam znanej, bitwie pod Połtawą z 1709 r. Obie batalie rozegrano w pierwszej dekadzie XVIII w. i obie zmieniły diametralnie układ sił w Europie. Pod bawarskim Blenheim koalicyjna armia angielsko-austriacka rozbiła Francuzów i Bawarów w pierwszej wielkiej bitwie wojny o sukcesję hiszpańską, dzięki czemu ocaliła przed zajęciem stolicę Austrii. Jeden z najwybitniejszych wodzów w dziejach – angielski książę John Churchill książę Marlborough, z pomocą księcia austriackiego Eugeniusza Sabaudzkiego, obalił przy tym mit niezwyciężonej armii Ludwika XIV i w ogóle niezwyciężonego od 40 lat wojska francuskiego. Podobnie pod Połtawą upadł pięć lat później mit potęgi Szwecji i jej króla Karola XII.

Konflikt hien

Od 1702 r. niemal cała Europa znajdowała się w toku dwóch wojen. Formalnie toczyły się one niezależnie od siebie, ale faktycznie były sprzęgnięte zabiegami dyplomatycznymi oraz zbieżnością bądź rozdźwiękiem między stronami konfliktów. Oto Szwecja rozpoczęła bój z koalicją rosyjsko-duńsko-saską, a Francja, Hiszpania i Bawaria z aliansem angielsko-austriacko-holendersko-pruskim, żeby wymienić tylko głównych adwersarzy. Pierwsza z wojen, zwana wielką wojną północną, była spowodowana głównie mocarstwowymi poczynaniami szwedzkiego króla, które zderzyły się z nie mniej agresywną polityką cara Piotra I w basenie Morza Bałtyckiego. W drugiej chodziło o przejęcie tronu hiszpańskiego po śmierci bezdzietnego króla Karola II Habsburga w 1700 r.

Czytaj także:
Waterloo. Bitwa, w której zginęli wszyscy

Podupadłe już, ale nadal ogromne imperium hiszpańskie w Europie obejmowało (poza obecną Hiszpanią) Niderlandy Południowe (dziś tereny Belgii i Luksemburga), Mediolan, Neapol, Sycylię i Sardynię. W Ameryce Północnej i Południowej były to terytoria wielkości kontynentu – od Kalifornii i Teksasu na północy do Ziemi Ognistej na południu. Królowie w Madrycie władali też częścią Karaibów i Filipinami.

Francuskim kandydatem do tronu hiszpańskiego był ks. Filip Andegaweński, wnuk Ludwika XIV, a austriackim – arcyksiążę Karol Habsburg, przy tym syn cesarza Leopolda I. Wynikiem konkurencji żywotnie zainteresowana była potężna Anglia, już wtedy dbająca o to, by nikt nie zdominował kontynentu. Król angielski Wilhelm Orański uzgodnił więc z Ludwikiem XIV podział sukcesji: Filip miał objąć hiszpańskie posiadłości w Europie, a arcyksiążę tron Hiszpanii i jej zamorskie kolonie. Nie liczyli się przy tym z testamentem Karola II, który zapisał tron Filipowi, ale pod warunkiem niepodzielności państwa. Kiedy Ludwik XIV zerwał umowę z Anglią i zgodnie z testamentem wysłał wnuka na tron hiszpański, cesarz Leopold I wszczął w 1701 r. wojnę przeciw Francji, ale już także przeciw Hiszpanii. Wkrótce do wojujących stron jak hieny dołączali następni zainteresowani spadkiem i w 1702 r., jak wcześniej północ i wschód, tak teraz cały zachód i południe Europy – ale i morza oraz oceany! – ogarnął płomień wojny. Rzeczpospolita formalnie udziału w niej nie wzięła, ale faktycznie łupiona była bezwzględnie i bezkarnie przez Szwedów i Rosjan.

Wielki Sojusz dysponował pół milionem żołnierzy: 60 tys. wojsk angielskich, 100 tys. holenderskich, 100 tys. austriackich, 50 tys. sabaudzkich, 50 tys. portugalskich i około 150 tys. z Prus i kilku krajów niemieckich. Anglia i Holandia miały wielkie floty (200 okrętów liniowych) i duże możliwości finansowe. Natomiast Francja miała 300-tysięczną armię, najlepiej w Europie wyszkoloną, uzbrojoną i zaopatrzoną, opłacaną z kasy państwowej, z doświadczonymi dowódcami. Francuzi jako pierwsi wprowadzili karabiny skałkowe zamiast muszkietów, bagnety nasadzane na karabinowe lufy, które pozwoliły piechocie pozbyć się podziału na pikinierów i muszkieterów, dragonię, czyli strzelców na koniach. Działa miały określone wagomiary, co ułatwiało zaopatrzenie i kierowanie ogniem. Francuzów wspierało 50 tys. Bawarczyków, 50 tys. Hiszpanów oraz 15 tys. wojska z arcybiskupiej Kolonii.

Czym Anglicy przewyższali przeciwników? Otóż wodzem naczelnym. Zanim został on księciem Marlborough, zwał się Johnem Churchillem, któremu w karierze pomógł szczęśliwy splot okoliczności, gdyż jego żona Sara była przyjaciółką angielskiej królowej Anny. Najważniejsze jednak okazało się doświadczenie nabyte znacznie wcześniej w szeregach znakomitej armii francuskiej pod dowództwem wielkiego marszałka de Turenne (po kampanii 1674 r. zwrócił na Anglika uwagę sam Ludwik XIV) oraz podczas walk w Afryce Północnej. I wreszcie talent wojenny, z którym po prostu przyszedł na świat. Jego potomkiem był Winston Churchill, który urodził się wprawdzie we wspaniałym Blenheim Palace (zbudowanym ku chwale zwycięzcy w latach 1705–1724), ale nie odziedziczył ani tytułu książęcego, ani majątku.

Właśnie książę Marlborough, gdy zorientował się, że Francuzi zdobywają przewagę na frontach włoskim, niemieckim oraz niderlandzkim i zamierzają z trzech stron ruszyć na Wiedeń, zdobyć go, wyeliminować z wojny Austrię i rozprawić się z pozostałymi aliantami, przeprowadził latem 1704 r. niezwykle śmiałe przedsięwzięcie. Oto z 40-tysięczną armią ruszył z Flandrii w 400-kilometrowy marsz na południe Niemiec. Zdezorientował tym wroga i odebrał mu inicjatywę strategiczną. 101 lat później manewr ten powtórzy Napoleon, maszerując pod Austerlitz. Anglicy z Austriakami zdobyli bawarską twierdzę Schellenberg i spustoszyli wielką połać Bawarii.

Nad rzeczką Nebel

Połączone armie księcia Marlborough i księcia Eugeniusza Sabaudzkiego wtargnęły do Bawarii, aby pobić wojska bawarskiego elektora księcia Maksymiliana II Emanuela oraz dwie armie francuskie – marszałków Tallarda i Marsina. Stanęły one w okolicach miasteczek Blenheim i Höchstädt za niewielką, ale płynącą przez podmokły teren rzeczką Nebel, mając z prawej strony Dunaj, a z lewej lasy. Front od Dunaju do lasu liczył tylko 7 km. Francuzom i Bawarczykom, liczącym łącznie 56 tys. i dysponującym 90 działami, wydawało się, że są w bardzo dogodnej sytuacji, mając przed sobą mniej, bo 52 tys. wrogów z 66 działami. Maksymilian Emanuel oraz Marsin chcieli bronić linii rzeki Nebel i jak najbardziej wykrwawić atakujących przed ewentualnym zadaniem im decydującego ciosu. Natomiast Camille d'Hostun Tallard pragnął wygrać w wielkim stylu: przepuścić jak najwięcej Anglików przez rzeczkę, wybić ilu się da ogniem z armat i karabinów piechoty, a następnie potężnym uderzeniem jazdy rozbić i zepchnąć z powrotem na mokradła.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 7/2016
Artykuł został opublikowany w 7/2016 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0