NowożytnośćPorwanie króla Polski. Pozostał po nim tylko podziurawiony kulami powóz

Porwanie króla Polski. Pozostał po nim tylko podziurawiony kulami powóz

XVIII-wieczna rycina przedstawiająca porwanie Stanisława Augusta Poniatowskiego.
XVIII-wieczna rycina przedstawiająca porwanie Stanisława Augusta Poniatowskiego. / Źródło: Wikimedia Commons /
Dodano 18
Padło kilka strzałów, królewscy dworzanie rozbiegli się po ulicach, podziurawiony kulami powóz pozostał na ulicy pusty – król zniknął…

Tymoteusz Pawłowski

(...)

W niedzielę 3 listopada król postanowił odwiedzić i zapytać o zdrowie wiekowego kanclerza – czyli premiera – Michała Czartoryskiego. Na wizyty takie Stanisław August jeździł powozem w towarzystwie kilku sług i dworzan oraz eskorty wojskowej, z której tym razem zrezygnował, bo do przejechania miał dosłownie dwa skrzyżowania.

W drodze powrotnej do Zamku Królewskiego – na rogu Miodowej i Koźlej, nieopodal kolumny Zygmunta – królewska kolumna została zaatakowana przez nieznanych sprawców. Padło kilka strzałów, królewscy dworzanie rozbiegli się po ulicach, podziurawiony kulami powóz pozostał na ulicy pusty – król zniknął. Na Zamku Królewskim panowało przekonanie, że konfederaci od wyeliminowania króla rozpoczęli szturm na Warszawę. W tym przekonaniu utrzymała ich atmosfera panująca na ulicach: mieszczanie nie zamierzali pomagać w poszukiwaniu królewskiego ciała, większość z gapiów lżyła i szydziła z dworaków. Marszałek wielki koronny – czyli minister spraw wewnętrznych – Stanisław Lubomirski zaplombował kancelarię królewską, co jest zwyczajnym działaniem w chwili śmierci władcy. Wojska rosyjskie postawiono w stan gotowości, ale były one zbyt słabe i ograniczyły się do obrony swoich kwater.

Atak jednak nie nastąpił. Jeszcze przed świtem wyjaśniło się całe zamieszanie – do zamku dotarł bowiem parobek z listem od króla, w którym monarcha życzył sobie przysłania eskorty do jednego z podwarszawskich młynów. Gdy Stanisław August powrócił do Warszawy, zrelacjonował wydarzenia ostatniej nocy. Tuż po opuszczeniu pałacu kanclerza królewski powóz został otoczony przez kilkudziesięciu zbrojnych. Nie było eskorty wojskowej, a dworzanie nie kwapili się ryzykować w obronie króla – tylko dwaj wystrzelili z pistoletów, po czym błyskawicznie uciekli.

Porywacze również strzelali – ich ofiarą stał się królewski hajduk, Jerzy Butzau. Jedna z wystrzelonych kul przedziurawiła nawet królewskie futro! Stanisława Augusta otoczyli porywacze, w zamieszaniu raniąc go szablą w głowę – na szczęście niegroźnie. Większość zamachowców zniknęła w zaułkach Warszawy, a z monarchą pozostało tylko 10 ludzi, którzy ruszyli na północ.

(…)

Jak się zakończyło porwanie króla i jakie miało skutki dla monarchy i dla porywaczy? Cały tekst w najnowszym numerze miesięcznika „Historia Do Rzeczy”!

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 7/2020
Artykuł został opublikowany w 7/2020 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 18