NowożytnośćDuch bushidō. To dlatego Japończycy byli takimi potworami w czasie wojny

Duch bushidō. To dlatego Japończycy byli takimi potworami w czasie wojny

XIX-wieczni samurajowie
XIX-wieczni samurajowie / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 2
Kiedy Japonia weszła na drogę modernizacji, duch bushidō znalazł nowe mieszkanie w szeregach jej wojska. W efekcie w czasie II wojny światowej armia japońska dała się poznać jako bezlitosna siła, której żołnierze dopuszczali się licznych zbrodni i woleli zginąć, niż się poddać.

Łukasz Czarnecki

Samuraje są najbardziej rozpoznawalnym na świecie symbolem Japonii. Ci dumni wojownicy władali swą ojczyzną, od XII stulecia aż do połowy XIX w. Ich postępowaniem kierował surowy kodeks etyczny – bushidō, czyli,,droga wojownika”. Kanony bushidō nie zostały nigdy jednoznacznie skodyfikowane. Nie istnieje żadna wielka księga zawierająca zasady, które obowiązywałyby wszystkich samurajów. W dawnej Japonii nie funkcjonował też jeden urząd wyznaczający reguły honorowego postępowania w całym archipelagu. Poszczególne klany wypracowywały własne kodeksy, których zasad przestrzegali ich członkowie.

Kiedy wraz z nadejściem XVII stulecia i supremacją szogunów z rodu Tokugawa zakończył się okres wojen domowych, pozbawieni zajęcia wojownicy chwycili za pędzelki i zaczęli przelewać swoje przemyślenia na papier. Zaroiło się w efekcie od rozpraw traktujących o tym, jak postępować winien idealny samuraj. Znudzeni szlachcice zaczytywali się więc w księgach, które uczyły ich zarówno codziennego postępowania, jak i odwagi na polach bitew. Problem polegał na tym, że w 90 proc. przypadków jedynymi starciami zbrojnymi, które dane było owym czytelnikom kiedykolwiek ujrzeć, były te przedstawiane na drzeworytach i parawanach.

Samurajowie na XIII-wiecznym rysunku

Porzućmy jednak smętnych japońskich donkiszotów w czasach pokoju śniących na jawie o wojennych przygodach i przyjrzymy się, jakie były wymagania stawiane samurajom przez bushidō. Chociaż nie istniał jeden uniwersalny samurajski kodeks, to liczne były punkty, co do których panował ogólny konsensus.

Tak jest, mój panie

Japoński bushi (wojownik) przede wszystkim musiał być wierny swemu seniorowi. Zasada ta była fundamentalna – w końcu cały ład społeczny cesarstwa opierał się na drabinie feudalnych zależności. Jeśli dajmio (książę) nie mógłby być pewny swoich lenników, to ten uporządkowany świat pogrążyłby się w chaosie.

Nie była to bynajmniej wyłącznie teoria: historia Japonii dostarczała licznych przykładów zamieszania wywołanego przez zdradę. Wystarczy wspomnieć o wydarzeniach, które rozegrały się w trakcie krwawej 10-letniej wojny Ōnin (1467–1477). Podczas gdy wielcy feudałowie przez dekadę wyrzynali się na ziemiach otaczających stolicę, pozostawieni w domu wasale wypowiedzieli im posłuszeństwo i rozerwali domeny nieobecnych magnatów na kawałki, tworząc własne księstwa. Zaowocowało to upadkiem wielu dawnych rodów i trwającą przez następne sto kilkadziesiąt lat wojną domową, w której każdy walczył z każdym.

Chcąc uniknąć w przyszłości podobnych perturbacji, samurajska społeczność wpajała swym członkom zasadę absolutnej wierności względem seniora. Jeśli dajmio kazał skakać, jego lennicy mogli co najwyżej pytać jak wysoko. Młodym samurajom bez końca opowiadano historie opiewające dawnych bohaterów, którzy ponosili śmierć w imię wierności suzerenowi.

Najsłynniejsza z owych opowieści była całkiem świeżej daty i dotyczyła zemsty 47 roninów (roninami nazywano samurajów, którzy utracili swego pana). W roku 1701 młody dajmio prowincji Akō skonfliktował się z marszałkiem dworu szoguna Kirą Yoshinaką. W czasie kłótni porywczy książę dobył miecza i zranił oponenta, za co został skazany na popełnienie seppuku, a jego włości podległy konfiskacie. Czterdziestu siedmiu spośród dawnych lenników upadłego feudała w konspiracji zaczęło przygotowania do zemsty. W grudniową noc 1702 r. wdarli się do posiadłości Kiry, zamordowali gospodarza, a jego odrąbaną głowę złożyli w darze przy grobie swego pana. Jako że ronini nie zgłosili wcześniej władzom chęci zemsty, do czego zobowiązywało ich japońskie prawo, sprawa znalazła finał w sądzie i zakończyła się skazaniem mścicieli na śmierć.

Fragment obrazu przedstawiającego bitwę pod Sekigaharą (1600 r.) Fot: The City of Gifu Museum of History

Co jednak miał począć bushi, jeśli rozkazy wydane przez dajmio kłóciły się z jego sumieniem lub narażały go na hańbę? Znawcy tematu byli co do tego zgodni: trzeba było spróbować łagodnie wyperswadować księciu jego kiepski pomysł. Jeśli magnat pozostawał głuchy na perswazję, to należało popełnić seppuku w nadziei, że samobójcza śmierć wasala zadziała na głowę klanu jak kubeł zimnej wody.

Trening czyni mistrza

Samuraj musiał być niesłychanie odważny; w końcu społeczeństwo wymagało od niego walki na polu bitwy i obojętności na odniesione obrażenia. Japońskie wojenne eposy opiewały niewzruszonych herosów, którzy, brocząc krwią z tuzina ran, nadal siali spustoszenie w szeregach wrogów. Do klasyki należy opowieść o samuraju, który trafiony strzałą w oko wyrwał ją sobie z oczodołu, nałożył na cięciwę i wypuścił z łuku ku nacierającej armii nieprzyjaciela. Historię tę możemy spokojnie włożyć między bajki, ale zarówno opowiadający ją starzy wojownicy, jak i słuchające ich,młode wilczki brali ją zupełnie serio. Jak widać, bushi stawiali młodzieży niezwykle wyśrubowane wymagania.

Odwaga potrzebna była nie tylko na polu bitwy. Jeśli samuraj w jakiś sposób splamił swój honor, to wymagano od niego popełnienia samobójstwa. Cały problem polegał na tym, że za jedyny honorowy sposób zakończenia własnego życia klasa wojowników uważała rozcięcie własnego brzucha, czyli osławione seppuku. Niestety, dla delikwentów otworzenie jamy brzusznej jest niesamowicie bolesne, a będąca wynikiem takiej operacji śmierć przychodzi bardzo powoli. Własnoręczne wbicie sztyletu we własne ciało i rozoranie go tak, by na zewnątrz wypadły wnętrzności, wymagało niezwykłej determinacji i samokontroli. Co gorsza, jeśli samuraj popełniający seppuku choć raz jęknął z bólu, uznawano go za skompromitowanego.

Czytaj też:
Zatrute strzały i latające sztylety. To były prawdziwe maszyny do zabijania

Istnieją ludzie heroiczni z natury, u większości jednak przedstawicieli naszego gatunku odwaga jest jak mięsień: by odznaczać się tą cechą, należy ją wytrenować. Jak zatem ćwiczyli hart ducha samurajowie? W czasach wojen domowych było to łatwe; prędzej czy później każdy młody bushi trafiał na pole bitwy i tam szybko stykał się z grozą wojny. Sprawa skomplikowała się w epoce Edo, kiedy w całym kraju panował pokój. Jak w takich warunkach trenowano odwagę młodego pokolenia? W sukurs przyszły... opowieści o duchach.

 2