Renesans„Otrucie królowej Bony” - obraz Jana Matejki przedstawia tajemniczą śmierć

„Otrucie królowej Bony” - obraz Jana Matejki przedstawia tajemniczą śmierć

Fragment obrazu Jana Matejki „Otrucie królowej Bony”
Fragment obrazu Jana Matejki „Otrucie królowej Bony” / Źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie
Dodano
Osamotniona i oszukana Bona w ostatniej chwili, już po zażyciu pierwszej dawki trucizny, ocaliła prawo do dziedziczenia dla Zygmunta Augusta. Równie burzliwy los spotkał obraz Jana Matejki przedstawiający scenę otrucia królowej. Zaginął po II wojnie światowej, a gdy pojawił się na aukcji, okazało się, że skradziono go z prywatnej kolekcji.

Mistrz Jan malowanie tego obrazu rozpoczął jeszcze w czasie studiów w Monachium. Zaprosił do swojej pracowni kolegę z akademii. Powiedział ponoć do niego - prawda, że podobna do Bony? Na co przyjaciel miał odpowiedzieć - A skąd ja mam wiedzieć jak wyglądała Bona?

Racja, co za różnica, czyją twarz przedstawił malarz, ważne natomiast, jak ją przedstawił. Do postaci Bony pozowała lokatorka domu, w którym Matejko mieszkał. Jednak już wtedy młody adept sztuk plastycznych, świadomy natomiast jako malarz historii wiedział, jak pisze Maria Poprzęcka, że „obraz historyczny musi być przede wszystkim komunikatywny w sferze emocji”. To, co koncentruje uwagę widza, to kielich z trucizną podany z niezwykłą uniżonością królowej przez jej doktora. Akcja została przez artystę zawieszona właśnie przed momentem kulminacyjnym.

Obraz z kradzieży

Płótno to jest pierwszą dojrzałą historyczną kompozycją Matejki. Od czasu II wojny światowej było uważane za zaginione. Wypłynęło niespodziewanie na publicznej aukcji w 1996 roku. Wtedy zostało zakupione do Muzeum Narodowego w Krakowie. Zaraz jednak okazało się, że pochodzi z kradzieży. Obraz był własnością kolekcjonerki z Krakowa. Informacja ta wyszła od rodziny, która znała jej zbiory. Natomiast owa kobieta kradzieży nie zauważyła i nie zgłosiła, miała bowiem zaniki pamięci.

Po trzech latach złodziei zatrzymano i skazano. Zgodnie z prawem obraz winien wrócić do jego prawowitych właścicieli, jednakże uznali oni, że skoro płótno jest już w muzeum, to niech tam pozostanie. Rodzina nieżyjącej już właścicielki uszanowała jej wyrażoną wcześniej wolę o chęci podarowania swoich zbiorów muzeum. Dzięki temu obraz można teraz oglądać w Domu Matejki w Krakowie.

Królowa Polski

Po śmierci pierwszej żony Zygmunta I Starego, należało monarchę ponownie ożenić. Wybór padł na włoską księżniczkę. Była nią Bona Sforza d’Aragona, młodsza od króla o 27 lat. Do koronacji na królową Polski doszło w kwietniu 1518 roku. Jej imię bardzo utrwaliło się w naszej tradycji, być może także dzięki serialowi, jaki był prezentowany w telewizji kilkadziesiąt lat temu, z wybitną rolą Aleksandry Śląskiej w roli tytułowej.

Do dzisiaj rola, jakie odegrała w naszych dziejach, jest oceniana niejednoznacznie, jednak często negatywnie. Uważa się, że była wybuchowa, zbyt ambitna, żądna władzy, a nade wszystko zachłanna. Zgromadziła w czasie pobytu w Polsce wielki majątek, niespotykany u innych władczyń ówczesnej Europy. Posądzano ją nawet o trucicielstwo. Zapewne w niektórych z tych ocen jest i część prawdy, niemniej trzeba zwrócić uwagę także i na pozytywy. Dbała przede wszystkim o dobro dynastii. Dzięki niej nastąpił w Polsce przełom kulturowy, zawitał do kraju nad Wisłą włoski renesans. Doprowadziła jeszcze za życia Zygmunta Starego do koronacji ich syna Zygmunta Augusta na króla Polski, unikając tym samym późniejszych komplikacji w zakresie sukcesji po zmarłym władcy.

W ogrodach kazała sadzić warzywa, stąd różne ich odmiany w jednym opakowaniu nazywamy powszechnie włoszczyzną. Biografowie królowej zwracają uwagę, że na krzywdzące oceny miała wpływ XIX-wieczna literatura, która ją zdemonizowała. Gdy jednak historycy zaczęli baczniej badać źródła, „Bona stała się znów wielką, mądrą i zasłużoną dla państwa królową polską”.

Otrucie królowej Bony

Dwanaście lat po śmierci swego męża, w roku 1556 królowa, Bona opuszcza Polskę. Nie może porozumieć się z Zygmuntem Augustem w żadnej sprawie. Stosunki między matką a synem są, delikatnie mówiąc, oziębłe. Dodatkowo utrata wpływów w Polsce bardzo ją drażni, ma jeszcze nadzieję na odegranie poważnej roli we Włoszech. Król podejrzewa matkę, czynił zresztą to jeszcze za życia Zygmunta Starego, że opuszczając Polskę wywiezie przy tym zgromadzone kosztowności o wielkiej wartości. Wydał wtedy zarządzenie, aby pod groźbą utraty czci bądź nawet śmierci, nikt nie ważył się jej pomagać w wyjeździe. Stało się to niezwykle przykre dla każdej ze stron, więc po pewnym czasie syn zakaz cofnął. Królowa matka wyrusza do rodzinnej Italii zabierając ze sobą 24 wozy wyładowane srebrem i złotem oraz znacznej wartości klejnotami. Osiada na zamku w Bari.

Na obrazie Jana Matejki obserwujemy wręcz drobiazgowo dopracowane postacie, a także i detale, które być może odwracają uwagę od punktu kulminacyjnego, jednak Mistrz Jan był znany z tego, że nigdy nie lekceważył nawet najmniej ważnych części kompozycji, ot choćby widoczną zasłonę czy klejnoty. Jednak najważniejsi są tu ludzie i kielich z trucizną.

Dlaczego jej ten kielich podano? Powód jest prosty i stary jak świat. Z zachłanności. Uważa się, że spisek ten uknuł zaufany dworzanin królowej, Włoch, niejaki Pappacoda. Wcześniej pertraktował on u Bony, z namowy Habsburgów, zaciągnięcie pożyczki opiewającej na wielką kwotę dla króla Filipa II Hiszpańskiego, znanej w historii jako „sumy neapolitańskie”.

Pappacoda licząc na nagrodę od cesarza, którą później notabene otrzymał, wraz z lekarzem królowej przygotował truciznę zwaną we Włoszech proszkiem lub balsamem św. Mikołaja. Medyk, Włoch di Matera, podaje jej napój, twierdząc, że to lekarstwo, jednak Bona jest nieufna, każe mu wcześniej część wypić. On wychyla truciznę, po nim ona resztę. On umiera natychmiast, ponieważ chytry Pappacoda nie pozwala wypić mu przygotowanej wcześniej odtrutki. Bona jednak przeżyła. Choć bardzo cierpiąca i słaba, przypomina sobie, że zaraz po napiciu się „lekarstwa” podpisała testament, oczywiście sporządzony przez Pappacodę, w którym wydziedziczała Zygmunta Augusta.

Zmienia go natychmiast w obecności świadków, a dziedzictwo swoje, wraz z prawem do odebrania udzielonej Habsburgom pożyczki, zapisuje synowi. Uważa się również, że podano jej później drugą część trucizny, a miał to uczynić kucharz królowej, który także natychmiast zmarł. Nagle odeszli również z tego świata paź królowej, majordom oraz pisarz z pierwszej wersji testamentu. Pappacoda świadków nie zostawiał. Pisarz sporządzający drugą wersję testamentu zdążył zbiec z jego oryginałem. Potem przez kilka wieków polscy dyplomaci usiłowali odebrać ową pożyczkę.

Matejko, choć jest na początku działalności artystycznej, dobrze już przyswoił sobie zasady kompozycji historycznej. Skupia się na tym, co kluczowe dla opisania sposobu, w jaki uśmiercono królową - podaniu kielicha z trucizną, zbyt usłużnym ukłonie lekarza i podejrzliwości królowej. Jest tu także dwórka z niespokojnymi oczami i stający za kotarą dworzanie, którzy przyglądają się temu wydarzeniu. Czyżby wszyscy wiedzieli co się dzieje? Gdy patrzymy na ten obraz, może nam się wydawać, że jesteśmy w teatrze i oglądamy jedną ze scen. I jeszcze scenografia. Artysta nie zaniedbuje form zewnętrznych ówczesnego życia. Odmalował dokładnie wszystkie meble, szaty i kosztowności, by odpowiadały realiom epoki. Starał się być już od początku swojej twórczości doskonały.

Bona umiera następnego dnia po podaniu trucizny, o godzinie czwartej rano, 19 listopada 1557 roku. Królowa jednego z najpotężniejszych krajów ówczesnej Europy odchodzi w straszliwych bólach, w samotności. Czuwa przy niej tylko jedna osoba, spowiednik. Służba w tym czasie rabuje co się da. Jej ciało zostaje złożone do prostej, sosnowej trumny i pochowane w zakrystii katedry w Bari. Dopiero wiele lat później, dzięki córce Annie Jagiellonce, wzniesiono sarkofag i ostatecznie królowa Bona spoczęła w grobowcu w bazylice św. Mikołaja w Bari.

„Bona zmarła (...) otruta przez zausznika Habsburgów. Generalnym spadkobiercą uczyniła Zygmunta Augusta, który poprzednio działał przeciwko matce, uważał ją za osobistość zdolną do wszystkiego, nawet do zadawania jadu, i głośno o tym rozprawiał. (...) Niewdzięczność i potwarze - oto nagrody za usługi, które znakomita Włoszka świadczyła Polsce przez lat czterdzieści” - pisał Paweł Jasienica.


Jan Matejko: Otrucie królowej Bony, 1859 rok
technika/materiał: olej, płótno
wymiary: 78 x 63 cm
Muzeum Narodowe w Krakowie

 0