I wojna światowaTannenberg - grób caratu na Mazurach. Tak rozpadła się potęga Rosji

Tannenberg - grób caratu na Mazurach. Tak rozpadła się potęga Rosji

Rosyjscy żołnierze w marszu
Rosyjscy żołnierze w marszu / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 3
Rosyjscy generałowie potrafili śmiertelnie zmęczyć i zdemoralizować własnych żołnierzy, zanim ci zobaczyli choć jednego Niemca.

Dokładnie miesiąc po zabójstwie arcyksięcia Franciszka Ferdynanda w Sarajewie Austro-Węgry wypowiedziały wojnę Serbii. Za Serbią ujęła się Rosja, więc przeciw niej wystąpiły Niemcy. Wtedy za Rosją opowiedziała się Francja, a kiedy niemiecka armia zaatakowała Francuzów, wtargnąwszy uprzednio na terytorium neutralnej Belgii, do wojny przystąpiła Wielka Brytania. I tak na początku 1914 r. niemal cały kontynent europejski – a także rozległe obszary na całym globie – ogarnęła wojenna zawierucha o skali nieznanej dotąd w dziejach.

Z marszu w okopy

I wojna światowa przeszła do historii jako wojna pozycyjna, prowadzona przez cztery lata w okopach, w których ludzie jedli, spali, chorowali i umierali rozrywani pociskami artyleryjskimi, a masowo ginęli, gdy je opuszczali, idąc do bezsensownych ataków pod ogień broni maszynowej, szrapneli, karabinów i granatów. Zapomina się czasem, że w ciągu pierwszych miesięcy tej wojny generałowie dowodzący wszystkimi armiami przeprowadzali natarcia na ogromną skalę, w których brały udział setki tysięcy żołnierzy. I tak Francuzi usiłowali wedrzeć się na tereny zagrabionych im w 1870 r. Alzacji i Lotaryngii, lecz do końca sierpnia zostali w tzw. bitwie granicznej odparci przez Niemców. Ci z kolei już 11 sierpnia stali pod belgijskim Liège, a na początku września ogromnymi siłami parli przez północno-wschodnią Francję, aby następnie skręcić na południe, zdobyć Paryż, otoczyć i zwinąć liczące ponad 1,5 mln żołnierzy siły francuskie.

Czytaj także:
Pruski walec na marne

Szef sztabu armii cesarskiej feldmarszałek Helmuth von Moltke wykonywał plan hr. Alfreda von Schlieffena, który jednak przewidywał użycie na północy sił jeszcze większych i nieuszczuplanie ich dopóty, dopóki Niemcy nie zwyciężą na zachodzie. Wtedy mieli obrócić się na wschód, przeciw Rosji. Zakładano, że zanim to nastąpi, ciężar walk z Rosjanami weźmie na siebie armia austro-węgierska, a Prus Wschodnich bronić będzie licząca około 200 tys. żołnierzy 8. Armia pod dowództwem gen. Hansa von Prittwitza. Z początku wszystko przebiegało zgodnie z tymi założeniami. Jednak Francuzi, w miarę niekorzystnego dla nich rozwoju sytuacji, zaczęli naciskać, aby Rosjanie czym prędzej zaatakowali właśnie Prusy, które będą wówczas zmuszone do przerzucenia części sił z frontu zachodniego.

Powiedzmy od razu, że Rosjanie niepotrzebnie ulegli żądaniom francuskim, atakując dwukrotnie mniej licznych, ale świetnie zorganizowanych i uzbrojonych Prusaków swoim zacofanym wojskiem – i to przed zakończeniem mobilizacji – już w połowie sierpnia. Z kolei Moltke też spanikował i wycofał znad Marny dwa korpusy. Zabrakło ich akurat wtedy, gdy ważyły się tam losy Francji, zaś nowy dowódca 8. Armii – gen. Paul von Hindenburg – z pomocą gen. Ericha Ludendorffa świetnie dawali sobie radę na wschodzie. Efekt był taki, że Francuzi pod wodzą gen. Josepha Joffre’a odparli Niemców od swej stolicy, wraz z Brytyjskim Korpusem Ekspedycyjnym gen. Johna Frencha znaleźli lukę między atakującymi armiami Rzeszy i wreszcie zmusili je do odwrotu. Następnie Niemcy i alianci zaczęli się ścigać ku wybrzeżu kanału La Manche, aby oskrzydlić przeciwnika, ale jedynym efektem było ustabilizowanie się frontu ciągnącego się na ziemiach zachodniej Belgii i wschodniej Francji od morza do granicy szwajcarskiej. W 1914 r. blitzkrieg Niemcom się nie udał i Moltke musiał ustąpić ze stanowiska. Natomiast na Prusach triumfowali. Oto jak do tego doszło...

Rosjanie i Prusacy

Głównodowodzący wojskiem carskim wielki książę Mikołaj Mikołajewicz Romanow (wnuk Mikołaja I) rzucił na Prusy dwie armie: 1. – zwaną Wileńską pod dowództwem gen. Paula Rennenkampfa, oraz 2. – zwaną Warszawską, dowodzoną przez gen. Aleksandra Samsonowa. Pomysł koncentrycznego uderzenia był logiczny. Pierwsza armia uderzyła od wschodu, z rejonu Kowna, aby związać siły niemieckie. Druga ruszyła z południa, znad Narwi, aby je otoczyć i rozbić. Każda liczyła 200 tys. żołnierzy. Wojska te jednak nie dysponowały taką siecią kolejową jak przeciwnik i dochodziły do pozycji wyjściowych pieszo (Samsonow mógł korzystać z jednej tylko linii, wiodącej z Warszawy do Mławy), co trwało długo i – przez nadmierny pośpiech nakazany przez dowódcę Frontu Północno-Zachodniego gen. Jakowa Żylińskiego oraz skandaliczną aprowizację – śmiertelnie znużyło żołnierzy.

Czytaj także:
Polskie Ypres. Niemcy zaatakowali bronią chemiczną niedaleko Warszawy

Miały też mniejszą siłę bojową. Rosyjska dywizja piechoty składała się z dwóch brygad, każda po dwa czterobatalionowe pułki, oraz z 48 armat polowych w sześciu bateriach. W korpusie były jeszcze 12 lekkich haubic (dwie baterie), batalion saperów i pułk kozaków. Niemiecka dywizja piechoty miała dwie brygady piechoty (każda po dwa trzybatalionowe pułki), 72 działa (12 baterii), batalion saperów i pułk kawalerii. W korpusie było ponadto 16 ciężkich haubic (dywizjon). Siła artylerii, lepsze wyszkolenie, dowodzenie, mobilność i łączność powodowały, że dwie niemieckie dywizje piechoty odpowiadały trzem rosyjskim. Taktyka walki różniła się przede wszystkim tym, że – jak powiedział z goryczą pewien oficer rosyjski – Niemcy nie żałowali pocisków, a Rosjanie... ludzi.

Żołnierze kajzera (na obu frontach) dysponowali ogromną artylerią polową, liczącą 5 tys. szybkostrzelnych armat wz. 1896 kalibru 77 mm oraz 1,5 tys. haubic kalibru 105 mm. Trzeba jednak stwierdzić, iż z podstawowych armat lepsza była słynna francuska „75”, a nawet rosyjska trzycalówka (wz. 1902, kaliber 76,2 mm) zwana putiłowką. Jej zasięg strzału granatem wynosił około 10 tys. metrów, a szrapnelem – 6,5 tys. metrów. Cóż z tego, kiedy wiele armat grzęznących w mazowieckich, a potem mazurskich piaskach nie dotarło na czas na pozycje.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 8/2014
Artykuł został opublikowany w 8/2014 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 3
  • Bronka IP
    "Natomiast na Prusach...", co to za język?
    Na Prusach, chyba, w Prusach? 😀 😋
    Dodaj odpowiedź 4 1
      Odpowiedzi: 0
    • Grzegorz IP
      Dla Rosjan operacja w Prusach wschodnich miała znaczenie poboczne ,chodziło o to ,aby pomóc Francji .Za głównego przeciwnika Rosja uważała Austro-Węgry i zdobycie Lwowa ,jako pierwszego etapu w drodze na Bałkany ,co zresztą nastąpiło w tym czasie .
      Dodaj odpowiedź 9 1
        Odpowiedzi: 0
      • aaaaaaaaaaaaaaa IP
        Jedna bitwa nic nie znaczy. Ulegacie propagandzie pruskiej nie faktom. Dopiero nieudana ofensywa zimowa zmieniła stosunek sił.
        Dodaj odpowiedź 8 1
          Odpowiedzi: 0