I wojna światowaBomby na katedrę. Jak Niemcy z zemsty zniszczyli symbol Francji

Bomby na katedrę. Jak Niemcy z zemsty zniszczyli symbol Francji

Dodano 3

W odwecie za porażkę „skoku na Paryż” niemiecka artyleria rozpoczęła 17 września brutalny i bezwzględny ostrzał miasta. Pretekstem było przekonanie Niemców, że wieże katedry służą za punkt koordynowania ognia armii francuskiej. Tyle że Niemcy byli w lepszej sytuacji – ostrzeliwali miasto z góry. Gdy pierwsze pociski dosięgły świątyni, proboszcz wywiesił na wieżach białe flagi na znak neutralności domu Bożego, ale nie zrobiło to na niemieckich dowódcach żadnego wrażenia.

Katedra najbardziej ucierpiała 19 września. Niemiecki ostrzał zaczął się od godz. 15 i spowodował pożar wież i drewnianej więźby dachowej katedry. Historycy szacują, że świątynia otrzymała ok. 300 trafień z niezwykle celnych armat Kruppa. Szczególnie gwałtowny pożar objął północną wieżę. Około godz. 20 dach świątyni płonął jak pochodnia. Spadające ma dół płonące belki spowodowały przeniesienie się ognia do wnętrza świątyni. Zniszczeniu uległy bezcenne witraże katedry oraz całe wyposażenie: ołtarze, figury, konfesjonały.

Ogromny pożar wywołany ostrzałem szybko objął pałac arcybiskupi i centrum miasta. Spłonęły ratusz, barokowe pałace wokół Place Royal. Wiele domów w historycznym centrum miasta miało konstrukcję z belek drewnianych i całe ulice płonęły jak zapałki, a pożar błyskawicznie przechodził z jednego domu na drugi. Strażacy byli bezradni – było ich po prostu za mało jak na ogniowe inferno, które rozpętało się w mieście. Trzy tragiczne dni bombardowań spowodowały śmierć ok. 5 tys. mieszkańców.

Francuzi uznali, że – po zaborze 40 lat wcześniej Alzacji i Lotaryngii – kajzer postanowił ugodzić ich jeszcze dotkliwiej, niszcząc katedrę koronacyjną jako symbol ich narodowej tożsamości. Najboleśniej odebrano rozbicie głowy „śmiejącego się anioła” – najsłynniejszej rzeźby katedry. Księża parafii katedralnej z narażeniem życia próbowali ratować z płonącej katedry co tylko się dało. Zarządca diecezji, kard. Louis-Joseph Luçon, w chwili niemieckiego ataku pozostawał jeszcze w Rzymie, gdzie 4 września uczestniczył w konklawe, które wybrało papieża Benedykta XV. Na wieść o tragedii natychmiast powrócił do Francji. Gdy 22 września 1914 r. przybył do swej stolicy biskupiej, z przerażeniem odkrył, że jego świątynia to dymiąca ruina.

Niesłychaną popularność zrobiły w czasie wojny pocztówki ukazujące dostojnego kapłana klęczącego parę dni po pożarze w pełnej rozpaczy długiej modlitwie we wnętrzu sprofanowanej katedry. Bombardowanie Reims wywołało oburzenie Francuzów, ale też cudzoziemcy – szczególnie Brytyjczycy – zaszokowani byli skalą niemieckiego barbarzyństwa. Spalone Reims i jego katedra, znana w całej Europie jako perła średniowiecznego gotyku, stały się symbolem bezwzględności „Hunów” (jak nazywano Niemców w propagandzie wojennej Zjednoczonego Królestwa), obok równie bezwzględnie zniszczonych sukiennic w Ypres i spalonej biblioteki w Louven w Belgii. W Polsce te informacje nikogo nie zdziwiły – zbyt dobrze pamiętano tu spalenie przez Prusaków Kalisza między 9 a 22 września 1914 r., niemal w dokładnie tym samym czasie co zniszczenie stolicy Szampanii.

Alfred Baudrillart, szef Instytutu Katolickiego w Paryżu, notował w swym dzienniku: „Podpalenie z premedytacją katedry w Reims wprawiło mnie w rozpacz. Rzadko widuje się przykłady tak skondensowanej furii i brutalnej zemsty”. Kolejne miesiące i lata przyniosły kolejne ataki artyleryjskie na miasto, choć pod wpływem oburzenia na całym świecie samą katedrę starano się oszczędzać. Większość mieszkańców Reims musiała szukać azylu w jaskiniach słynnych przed wojną ze składowania tu win musujących – szampanów. W grotach zbierała się rada miejska i odbywała się tu nauka dzieci.

Kolejny zmasowany atak artyleryjski na Reims odbył się 7 kwietnia 1917 r. O jego skali świadczy liczba ofiar – ok. 20 tys. W okolicy katedry pochowano niemal 330 osób. 17 czerwca 1917 r. prezydent Francji Raymond Poincaré uznał, że trzeba publicznie uczcić męczeństwo miasta i odznaczył je Orderem Narodowym Legii Honorowej. Ataki pruskiej artylerii trwały do jesieni 1918 r., gdy Prusacy musieli w końcu opuścić forty zdobyte w pierwszym miesiącu wojny.

Znak pokoju

Podczas I wojny światowej zburzono 60 proc. miasta. Między innymi pamięć o tym usztywniała postawę Francuzów w negocjacjach z Niemcami w Wersalu. Kardynał Luçon był współinicjatorem wielkiej zbiórki pieniędzy na odbudowę katedry i miasta. Wsparli go duchowni innych wyznań: pastor Gonin i rabin Hermann, liczni senatorzy i politycy z wszystkich stron francuskiej sceny politycznej. Do odbudowy katedry został zatrudniony architekt Henri Deneux, który przez kolejne dwie dekady z benedyktyńską cierpliwością przywracał zniszczone piękno świątyni. Najwięcej uwagi poświęcono odtworzeniu zniszczonej głowy „śmiejącego się anioła”. Wyczerpany wojennymi przejściami i gorzką pracą przy odbudowie swej świątyni kard. Luçon zmarł w 1930 r. Jego pogrzeb był ogromną demonstracją patriotyczną. A opracowanie planu odbudowy miasta powierzono architektowi Johnowi Fordowi z Nowego Jorku. Zrezygnowano z odtwarzania sięgającej swym schematem jeszcze średniowiecza plątaniny uliczek w centrum. Ford wytyczył na miejscu ciasnej zabudowy szerokie ulice i parki oraz zadbał o czytelny układ ulic. Znaczącą pomoc finansową przy odbudowie miasta zapewniła rodzina Rockefellerów, amerykańskich milionerów.

Gdy wybuchła II wojna światowa i Niemcy znów napadli na Francję w 1940 r., tym razem już pilnowali, by katedrze nic się nie stało. Nastroje antyniemieckie w Reims były jednak nadal mocne. Być może echo wojennych cierpień miasta spowodowało, że po wyzwoleniu Reims w 1944 r. przez US Army tu właśnie założył kwaterę główną aliantów gen. Dwight Eisenhower. To tu gen. Alfred Jodl podpisał 7 maja bezwarunkową kapitulację III Rzeszy (wchodzącą w życie 8 maja 1945 r.).

A gdy w czerwcu 1962 r. kanclerz RFN Konrad Adenauer przybył z wizytą pojednania do prezydenta Francji – Charles’a de Gaulle’a – na miejsce uroczystej mszy świętej wybrano katedrę w Reims. Scena liturgii, a potem znaku pokoju obu mężów stanu stojących w surowym średniowiecznym wnętrzu obiegła wówczas cały świat.

Dzisiaj o zbombardowaniu Reims oficjalnie pamięta się już jakby nieco mniej. Tylko tablica w katedrze przypomina straszny dzień 19 września 1914 r., gdy niebo nad katedrą było czerwone od ogniowej łuny. Druga tablica stanowi zaś hołd złożony mądrości Adenauera i de Gaulle’a, którzy przekazali sobie znak pokoju. Reims zapamiętało to, co złe, ale i to, co dobre.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 3/2017
Artykuł został opublikowany w 3/2017 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 3
  • Swigo IP
    Kogo jak kogo, ale francuzów to mi w ogóle nie żal. Ani kiedy bombardują ich niemcy, ani wtedy, kiedy ich własna policja pałuje ich na ulicach Paryża. To jeden z najbardziej lewackich, kosmopolitycznych, zakłamanych, zdradzieckich i zdemoralizowanych narodów świata. Niech dalej głosują sobie na lewicę, tchórzą we wszystkich konfliktach i zdradzają każdego sojusznika. Ja nie będę się użalał nad ich losem.
    Dodaj odpowiedź 1 1
      Odpowiedzi: 0
    • qaduq IP
      Jechałem przez urocze niemieckie miasteczko na południu Turyngii. Na pytanie do dwóch mężczyzn, siedzących przy piwie, od jak dawna znają się ich rodziny, mieli problemy. Jeden podał, siedemset, a drugi osiemset lat. Wypiłem piwo, ale nie złożyłem wyrazów ubolewania, że Ami nie podali swoim lotnikom namiarów. Choć na górze stoi pałac ostatnich cesarzy Niemiec. Widać mam zanik zamiłowania do tradycji architektury.
      Dodaj odpowiedź 1 5
        Odpowiedzi: 0
      • dzwonnik IP
        A jak Francuzi z miłości spalili katedrę Notre Dame ?
        Dodaj odpowiedź 9 1
          Odpowiedzi: 0