I wojna światowaWalka do utraty sił

Walka do utraty sił

Amerykańscy żołnierze podczas bitwy w Lesie Aragońskim, w 1918 r.
Amerykańscy żołnierze podczas bitwy w Lesie Aragońskim, w 1918 r. / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 9
Legenda powstania styczniowego, ukuta w dwudziestoleciu, wpoiła nam przekonanie, że poniesiona ofiara uszlachetnia naród. Nic podobnego − wielki upływ krwi powoduje, że narody karleją i nikczemnieją. Giną, statystycznie, głównie najlepsi, najwięksi patrioci, najbardziej skłonni do czynów bohaterskich − przeżywają cwaniacy, dekownicy i obdzieracze trupów.

Historia wojen jest historią pomyłek i absurdów, może najlepiej dowodząc, że choć człowiek jest istotą rozumną, to jego postępowanie niekoniecznie bywa racjonalne. Jedną z moich ulubionych książek, która to doskonale pokazuje, są „Sierpniowe salwy” Barbary Tuchman. Amerykańska badaczka sucho i beznamiętnie opisuje początek I wojny światowej, wyobrażenia, przekonania oraz plany, z jakimi do niej przystępowano, i skutki ich konfrontacji z rzeczywistością. To doprawdy uczta dla Polaka, tresowanego przez tzw. autorytety do postawy klęczącej, i to najlepiej w kącie, na grochu, argumentem o rzekomych polskich skłonnościach do bezsensownej bohaterszczyzny.

Nie żeby Polakom się nie zdarzały głupie posunięcia, ale jeśli ktoś chce o tym coś powiedzieć, niech spojrzy z dystansu na ten splot absurdalnych pomyłek, wskutek których wojna, mająca w najgłębszym przekonaniu wszystkich stron zakończyć się, „zanim opadną liście z drzew”, przeciągnęła się na długie cztery lata, mieląc w krwawej maszynce do mięsa całe narody, a niektóre z nich odmieniając całkowicie.

Tym najbardziej odmienionym bez wątpienia byli Francuzi. Polak współczesny postrzega ich raczej przez pryzmat II wojny, w której nasz „odwieczny sojusznik” zachował się bardzo tchórzliwie. Nie pamiętamy natomiast, że to skundlenie było skutkiem potwornych strat w latach 1914–1918, przekraczających 6 mln zabitych i trwale okaleczonych − około trzy czwarte ogólnej liczby zmobilizowanych. A tak wielkie straty były powodem nieopisanej brawury, graniczącej z głupotą. A właściwie granicę tę przekraczającej.

Francuska myśl wojskowa owych czasów przypominała przypisywane Suworowowi „kula głupia, bagnet zuch” − duch bojowy, élan vital, cran i „offensive à outrance”, czyli atak bez wytchnienia, do ostatka, do wyczerpania. Faktu, że na polach bitwy pojawiła się broń maszynowa, a skuteczność artylerii zwiększyła się wielokrotnie, doktryna wojenna oparta na rzucaniu się falami na okopanego i wstrzelanego wroga nie dostrzegła.

Zawsze mnie przy lekturze Tuchman nurtowała myśl o przedziwnym podobieństwie postawy Francji w I wojnie do postawy Polski w II wojnie. Nasza wiara w to, że „duch zaczepny” zwycięży czołgi, wydaje się mieć korzenie właśnie w zachwycie wielkimi ofensywami frontu zachodniego sprzed dwóch dekad. Tym łatwiejszym, że znaliśmy je nie z autopsji, ale z budującej literatury. No i cóż, doprowadziły one przecież do zwycięstwa. O tym, jakie były jego koszty, dowiedzieć się mieliśmy dopiero później.

Legenda powstania styczniowego, ukuta w dwudziestoleciu, wpoiła nam przekonanie, że poniesiona ofiara uszlachetnia naród. Nic podobnego − wielki upływ krwi powoduje, że narody karleją i nikczemnieją. Giną, statystycznie, głównie najlepsi, najwięksi patrioci, najbardziej skłonni do czynów bohaterskich − przeżywają cwaniacy, dekownicy i obdzieracze trupów.

Ten sam los co Francuzów spotkał z dwudziestoletnim opóźnieniem i nas. To właśnie hekatomba II wojny światowej, w której nawet nie mając już zupełnie nic do wygrania, uparcie stosowaliśmy zasadę „walki do ostatniego tchu”, uczyniła z Polaków „peerelczyków”, czy – jak wolę mówić – polactwo mające się do tych przedwojennych podobnie jak ci Francuzi, którzy masowo odmawiali „umierania za Gdańsk” i kolaborowali z Hitlerem, mieli się do tych znad Marny i spod Verdun. Jeśli się nad tym chwilę zastanowić, cóż, rzecz jest zrozumiała. Naród osłabiony upustem krwi kieruje się przede wszystkim instynktem przetrwania, a ten nie skłania do zachowań pięknych i heroicznych.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 2/2014
Artykuł został opublikowany w 2/2014 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 9
  • Hrabina Marica IP
    Brzmi to logicznie, ale polska, emocjonalna część mojej natury jakoś nie chce się z tym pogodzić.
    Dodaj odpowiedź 19 5
      Odpowiedzi: 2
    • emili IP
      Ziemkiewicz, blokowanie polskich wpisów nie zrobi cie mniej folksdojczowatym i lewackim oszołomem. Odwal się chamie od Polski.
      Dodaj odpowiedź 3 39
        Odpowiedzi: 0
      • Mrs Remmoz IP
        Takie wywody nie muszą być słuszne. To nie jednoznaczna matematyka.
        Dłuższa perspektywa historyczna może kiedyś da odpowiedź.
        Takie mędrkowanie to przy piwie, żeby o czymś z kumplami pogadać, ale nie nadaje się na poważniejszy artykuł.
        Dodaj odpowiedź 4 24
          Odpowiedzi: 0
        • aras39@tlen.pl IP
          Nie wiem czy w Polsce zwyciężyło " polactwo ". Wiem tylko, że żaden kraj nie zbuduje swej siły i sprawności na nawet największym stosie " słusznych " trupów oraz pięknej historii...
          Bądźmy Francuzami. Bądźmy Czechami.
          Upływ czasu pokazuje że ich podejście dało pozytywne rezultaty.
          Dodaj odpowiedź 39 10
            Odpowiedzi: 2