I wojna światowaChoroba legionistów

Choroba legionistów

Przemarsz Pierwszej Kompanii Kadrowej przez Kielce, 12 sierpnia 1914 r.
Przemarsz Pierwszej Kompanii Kadrowej przez Kielce, 12 sierpnia 1914 r. / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano 19
Gorycz wygwizdanych Strzelców uzbroiła ich w pogardę dla reszty Polaków: „j… was pies”, jak śpiewali...

Świętuje się wymarsz Pierwszej Kadrowej, nie świętuje się żadnych innych jej dokonań, i słusznie, bo niczego do świętowania nie ma. Wbrew legendzie straceńcza impreza, która dawała i do dziś daje natchnienie do romantycznych pieśni, okazała się kompletnym niewypałem. Zamiast antyrosyjskiego powstania, które Piłsudski obiecał wywołać, zobaczyli Austriacy, że pies z kulawą nogą na jego Strzelców w Polsce nie oczekuje, że Polacy z Kongresówki przed niosącymi im „słowo-rozkaz” rodakami z Galicji zatrzaskują okiennice i uciekają z dobytkiem do lasu.

Wkurzone cesarsko-królewskie dowództwo postanowiło więc Drużyny Strzeleckie rozwiązać, wcielić wszystkich do armii Austro-Węgier i tak eksperyment z Piłsudskim zakończyłby się niechybnie – stosowne rozkazy zostały już wydane – gdyby nie liczni w państwie Franciszka Józefa i wpływowi lojaliści, głównie konserwatyści. To oni wylobbowali u dworu i w rządzie, w którym mieli spore wpływy, aby pomimo fiaska złożonych przez radykała obietnic powołać jednak Legiony jako polską siłę zbrojną, odrębną, choć podporządkowaną operacyjnie czarno-żółtemu dowództwu.

Przez lata prostowano legendę z taką siłą, że dziś każdy Polak spytany o to, kto był dowódcą Legionów, odpowiada bez chwili namysłu: Piłsudski! Otóż nie, był tylko dowódcą I Brygady, strasznie zresztą wściekłym, że musi znosić nad sobą Naczelną Komendę Legionów – potem, gdy uzyskał władzę dyktatorską, wielu jej oficerów dosięgła pomsta.

Epizod Pierwszej Kadrowej można uznać za akt założycielski II RP nie z powodu militarnego, gdyż w sytuacji na froncie nic nie zmieniła. Znaczenie jej polegało na tym, że wokół Piłsudskiego wytworzyła ścisły, karny dwór oddanych mu fanatycznie wojskowych, w przyszłości wpływowych, połączonych wspólnym poczuciem odrzucenia przez głupie, niedojrzałe do niepodległości społeczeństwo. Gorycz wygwizdanych przez zastrachane podkieleckie chłopstwo i wyganianych przez mieszczan Strzelców uzbroiła ich w pogardę dla reszty Polaków – „j… was pies”, wystarczy przypomnieć sobie sławną w późniejszych latach pieśń. Pierwsza Kadrowa nie porwała Polaków do powstania, niepodległość przyszła inną drogą, ale stała się – w dużym stopniu dzięki decyzji podjętej w porę przez Niemców, by Piłsudskiego wysłać do Warszawy, nim władzę w niej obejmie ktoś im wrogi – zakonem Komendanta, zaczątkiem kadr rządzących II Rzeczypospolitej. Kadr, które za gwizdy w 1914 r. zemściły się dwie dekady później procesem brzeskim, Berezą Kartuską i krwawą pacyfikacją strajków chłopskich.

Doświadczenie legionistów Piłsudskiego nie było w naszej historii unikalne. Radykalni bojownicy, którzy poświęcają się Sprawie, zawsze zagrożeni są popadnięciem w pogardę dla „człowieka prostego”, który czy to ze strachu, czy z wygodnictwa, czy z nieuświadomienia nie jest gotów go wspierać, ukrywać czy w inny sposób ryzykować. Dlatego potem, jeśli ich walka uwieńczona zostanie sukcesem, łatwo popadają w skłonność do lekceważącego, a nawet brutalnego traktowania tych, w imieniu i dla dobra których, teoretycznie, o Sprawę walczyli. Można ten sam mechanizm zobaczyć w biografiach tych działaczy przedwojennej lewicy, którzy zaangażowali się w budowę „sprawiedliwości społecznej” w PRL, a potem sporej części PRL-owskich dysydentów, którzy z pogardą dla „nieradzących sobie w warunkach transformacji” „starszych, gorzej wykształconych i z małych ośrodków” postanowiły uszczęśliwić ich „terapią szokową”, nie pytając o zdanie, dla ich własnego dobra.

Czytaj też:
Cesarsko-królewska Polsko-Rosja

 19