PRLZapiski „kata Polski”. Wstrząsające świadectwo sowieckiego zbrodniarza

Zapiski „kata Polski”. Wstrząsające świadectwo sowieckiego zbrodniarza

Iwan Sierow
Iwan Sierow / Źródło: Wikimedia Commons / Mil.ru
Dodano 2
Na daczy Iwana Sierowa znaleziono jego sensacyjne pamiętniki. Generał NKWD sporo pisał o Polsce.

Jan Różdżyński

Kiedy upewniłem się, że mamy już Okulickiego, posłałem grupę operacyjną, na czele z płk. Pimienowem, który przekazał ministrom, że otrzymaliśmy z Moskwy pilną depeszę, że rozmowy z nimi odbędą się w Moskwie. [...] wielu z nich było nawet zadowolonych takim obrotem spraw... – to o zebranych w marcu 1945 r. w Pruszkowie, oszukiwanych od początku przedstawicielach Polskiego Państwa Podziemnego, którzy, zamiast przy stole negocjacji, po kilku godzinach mieli znaleźć się w więzieniu na Łubiance.

[…] Gdy wszedłem do pokoju, chociaż byłem po cywilnemu, Okulicki rozpoznał mnie, wstał i blednąc, powiedział: »Wiedziałem, że te wieczne pióra mógł mi odebrać tylko pan, a nie generał Iwanow. Teraz wszystko jasne«” to o powtórnym aresztowaniu gen. Leopolda Okulickiego. Przy pierwszym aresztowaniu, zimą 1940 r., NKWD-ziści Sierowa znaleźli u płk. Okulickiego fiolkę z trucizną. Dlatego wiosną 1945 r. Sierow był pewien, że Okulicki też ma przy sobie truciznę, której w ostateczności nie zawaha się użyć. Ostatni komendant AK cyjanek potasu miał ukryty w jednym z dwóch wiecznych piór, z którymi się nie rozstawał…

Walizka na daczy

Przed paroma laty wnuczka Sierowa remontowała otrzymaną w spadku dziadkową daczę. Jakież było jej zdziwienie, gdy podczas robót w garażu odkryła parę miesięcy temu przemyślną skrytkę, a w niej dwie stare, zakurzone walizki pełne rękopisów i maszynopisów. Moskiewskie wydawnictwo Proswieszczenije zdecydowało się wydać je w nakładzie aż 25 tys. egzemplarzy. Nawet jak na Rosję to obecnie nakład poważny. Po raz pierwszy opublikowano setki stron tekstu pisanego przez człowieka, od którego w ZSRS i państwach satelickich zależał los i nierzadko życie setek tysięcy ludzi. Notatki urywają się w 1965 r., kiedy to Nikita Chruszczow, którego Sierow był niegdyś protegowanym, zdegradował go o kilka generalskich stopni, pozbawił wielu godności, orderów oraz zasług i wysłał na przymusową emeryturę. Sierow miał potem żyć jeszcze długo, rozpamiętując krzywdę, jaka w jego mniemaniu go spotkała. Zapewne również z tego powodu wprowadzał w pamiętnikach rozmaite poprawki. I w końcu ukrył owe papiery tak, żeby kiedyś zaświadczyły, jakim to był dobrym żołnierzem i funkcjonariuszem, oddanym partii oraz służbie i że przecież tylko wypełniał rozkazy.

Jakby chciał zaprzeczyć własnemu wizerunkowi wielu mu współczesnych funkcjonariuszy sowieckich na stanowiskach kierowniczych widziało w nim dosyć ograniczonego i schematycznego, grubiańskiego służbistę, bezdusznego fachowca od przesłuchań, wsadzania do więzień i rozstrzeliwania. Sporą część liczącej ponad 700 stron książki stanowią obszerne komentarze, liczne przypisy i odnośniki. Niektóre tłumaczą postępowanie autora.

15 września, przed wyjazdem w stronę granicy niemieckiej, zebraliśmy wszystkich czekistów i udzieliliśmy im instrukcji. Wielu z nich, kiedy tego słuchali, zrobiło wielkie oczy” – pisze Sierow o przygotowaniach NKWD poprzedzających zajęcie przez Armię Czerwoną polskich ziem wschodnich w 1939 r. i dodaje, że jemu, świeżo upieczonemu ludowemu komisarzowi spraw wewnętrznych Ukraińskiej SRS, początkowo też wydawało się to niesłychane.

Mimochodem w dalszej części pamiętników wspomina, że w okolicach Przemyśla pojmał wtedy gen. Władysława Andersa, który z zajmowanych przez ZSRS polskich ziem usiłował przedrzeć się do Generalnego Gubernatorstwa.

Za to dość szczegółowo opisuje swój udział w negocjacjach w sprawie kapitulacji Lwowa z polskim dowódcą obrony miasta, gen. Władysławem Langnerem. Generał wolał wówczas skapitulować przed Rosjanami niż przed atakującymi od zachodu Niemcami. Zgodnie z umową polscy żołnierze i oficerowie w sposób zorganizowany mieli, po oddaniu broni, opuścić miasto i rozjechać się do domów. Jednak „[…] wieczorem przyszedł rozkaz z Moskwy, żeby zatrzymać wszystkich oficerów i wysłać do punktów zbornych na Ukrainie. […] co prawda było to sprzeczne z naszą umową z Langnerem” – pisze, nie dodając nic więcej.

Ze zdziwieniem odnotowuje poświęcenie Polaków stawiających partyzancki opór Armii Czerwonej, którzy okazali się dobrymi konspiratorami. Przyznaje, że nawet ponaglany przez ówczesnego szefa partii na Ukrainie, Nikitę Chruszczowa, nie od razu potrafił sobie z nimi poradzić. Cynicznie stwierdza przy tym, że Polaków można oszukać za pomocą… ich religii katolickiej. Oto „umiejętnie” przesłuchując katolika, wystarczy bowiem kazać mu przysiąc na Matkę Boską. Jeśli będzie tym zmieszany, to znaczy, że wcześniej nie mówił prawdy.

Ujęcie „Mrówki”

Właśnie takie metody doprowadziły m.in. w styczniu 1941 r. do pierwszego aresztowania płk. Leopolda Okulickiego (ówczesny pseudonim: „Mrówka”). Kierował on strukturami Związku Walki Zbrojnej na terenach zajętych przez Armię Czerwoną i pozostawał dla NKWD nieuchwytny. Sierow charakteryzuje go jako doświadczonego oficera polskiej „Dwójki”, starannie zakonspirowanego i często zmieniającego kwatery. Opisuje kolejne fazy polowania na „Mrówkę”, w tym przesłuchanie i drobiazgową rewizję pani Bronisławy (nazwiska nie podaje) Wysłouchowej „Biruty”, aresztowanej łączniczki Okulickiego, która najpierw podała dwa lipne adresy. Dlatego, jak to enigmatycznie określa, jego ludzie „zmuszeni byli się z nią poważnie pokłócić” i zawstydzić ją, że „okłamuje Matkę Boską”. Łączniczka, po dręczeniu fizycznym i psychicznym, podała w końcu prawdziwy adres, pod którym ukrywał się Okulicki.

Czytaj także:
Tajemnica Rokossowskiego. Co ocaliło polsko-sowieckiego marszałka?

Szczegółowo opisuje Sierow ujęcie „Mrówki” poprzedzone misternym planem odwrócenia uwagi pułkownika i przekonania go, że był nierozpoznany i został zatrzymany przypadkowo. Sierow już wówczas był pewny, że gdy Okulicki zorientuje się, iż NKWD-ziści wiedzą, kogo złapali, natychmiast popełni samobójstwo. Dlatego zainscenizował operację z agentem udającym żydowskiego handlarza, który jakoby sprzedał „temu panu” pół kilograma poszukiwanej wówczas sacharyny, namiastki cukru, i nie otrzymał od niego zapłaty. Opisuje, jak przed świtem ten przebrany agent i dwóch milicjantów weszli do obserwowanego domu pod pozorem przeszukania. „Żyd” wszczął awanturę, a przestraszony gospodarz od razu zaprowadził ich do „pana”. Ten zaprzeczył oczywiście słowom agenta, ale został poproszony przez milicjantów, aby udał się z nimi na posterunek „celem wyjaśnienia”. Okulicki długo się wahał, wreszcie ubrał się i wsiadł do samochodu. „Kiedy przywieźli go na milicję, dokładnie go przeszukali i znaleźli przy nim fiolkę z trucizną. […] O siódmej rano przewieźli »pana« do mnie na przesłuchanie. […] Okulicki powiedział od razu: »Ja pana znam. Jest pan szefem wywiadu Ukrainy«. Potwierdziłem i dodałem: »A pan nie nazywa się Zarzewski, jak w dokumentach, tylko Okulicki, pseudo «Mrówka»«”.

Według Sierowa Okulicki nie był zaskoczony. Na przesłuchaniu stwierdził, że gdyby ten nalot odbył się godzinę później, nie zastaliby go już pod tym adresem. Sierow zażartował, że obaj są kolegami po fachu, zwiadowcami, z tą różnicą, że on jest jednocześnie śledczym, a Okulicki – aresztowanym. Okulicki zgodził się odpowiedzieć na niektóre pytania, ponieważ – jak powiedział – wie, że i tak już nie wyjdzie na wolność, ale uprzedził, że nazwisk swoich współtowarzyszy nie ujawni. Z przekąsem rzekł, że wielokrotnie obserwował za sobą „ogon” śledzących go agentów. Zawsze ich gubił, bo ludzi przybyłych na te tereny z ZSRS miejscowi, po ubraniu i sposobie zachowania, rozpoznają na kilometr. Nie było to przyjemne dla Sierowa, który postanowił wyciągnąć właściwe wnioski. Zanotował przy tym, że wydobył od „Mrówki” ważne informacje o strukturze ZWZ, a nazwiska najważniejszych osób i tak wcześniej były mu znane. Przesłuchanie trwało dziewięć godzin, Okulicki wypalił prawie 200 papierosów. Po dwóch dniach na rozkaz z Moskwy został wysłany w oddzielnym wagonie, pod silną strażą, do stolicy ZSRS.

Sierow pisze, że dopiero potem dowiedział się, iż w Moskwie na przesłuchaniach Okulickiego „śledczy krzyczał na niego i kilkakrotnie uderzył go w twarz. Okulicki zamknął się wtedy w sobie i przestał w ogóle zeznawać”.

Za zasługi podczas „wyzwalania” przez Armię Czerwoną zachodniej Ukrainy i wschodnich obszarów Rumunii (dziś Mołdawii), wysoko ocenione przez Stalina i Ławrentija Berię, Sierow otrzymał najwyższe sowieckie odznaczenie: Order Lenina i awansował w hierarchii partyjnej. Awansów, odznaczeń i zaszczytów uzbierał Sierow podczas swej długiej służby więcej niż inni, nawet frontowi, dowódcy. Niejednokrotnie też, w różnych okolicznościach, spotykał się ze swymi wrogami, którzy w pewnym momencie mogli okazać się… sojusznikami.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 10/2016
Artykuł został opublikowany w 10/2016 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 2
  • Na pohybel Stolzmanom IP
    Usteczka Leszka Millera. Cynizm ten sam. Wspólne, plugawe korzenie tej samej czerwonej bandy.
    Dodaj odpowiedź 1 0
      Odpowiedzi: 0
    • Porucznik Borewitch IP
      Co tu niby wstrzasajacego ?
      Dodaj odpowiedź 2 6
        Odpowiedzi: 0