PRLPolski pisarz, który bronił Amerykanów przed zgubną fascynacją

Polski pisarz, który bronił Amerykanów przed zgubną fascynacją

Leopold Tyrmand
Leopold Tyrmand / Źródło: Wikimedia Commons / Adrian Grycuk
Dodano 2
Jedno z najsłynniejszych zdań Tyrmanda brzmi: „Przybyłem do Ameryki bronić jej przed nią samą” – i tak było w istocie. Pisarz, dzięki swym doświadczeniom i praktycznej znajomości państwa totalitarnego, pragnął przestrzec Amerykę przed zgubną fascynacją.

„Nasze życie, nasze krótkie, jedyne, bezcenne życie, upływa z dala, w separacji od tego wszystkiego, co materialnie połyskliwe a duchowo pasjonujące. Komuniści narzucili nam niezwykle upokarzający styl przemijania. Jedyną pociechą jest to chyba, że z pierwszych rzędów oglądamy największą pomyłkę ludzkości”. (Dziennik 1954)

25 kwietnia 2019 r. Sejm RP przyjął ustawę ustanawiającą rok 2020 Rokiem Leopolda Tyrmanda. U progu tego roku warto bliżej przyjrzeć się sylwetce tego wybitnego pisarza i publicysty.

Przemytnik

Leopold Tyrmand urodził się 16 maja 1920 r. w Warszawie w zasymilowanej rodzinie żydowskiej. Po ukończeniu gimnazjum im. Jana Kreczmara, w roku 1938 rozpoczął studia w Paryżu na Academie des Beaux-Arts, gdzie zresztą po raz pierwszy miał okazję słuchać jazzu, ukochanej przez siebie muzyki. Studia trwały krótko. Leopold wspomina je w swej późniejszej książce Dziennik 1954: „Po gimnazjum miałem zostać dobrze zarabiającym architektem i w tym celu udałem się do Paryża, by na tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych osiągnąć zawód i położyć podwaliny pod dorobek. Historia, już wspomniana tu niezbyt pochlebnie, chciała inaczej. Po pierwszym roku studiów, który klasycznie przegłodowałem, żywiąc się frytami i fasolą, moją pracą zarobkową stało się przemytnictwo. Jeśli nie liczyć korepetycji z polskiego udzielanych w gimnazjum zamożniejszym chłopcom, kandydatom na lekarzy i prawników, moim pierwszym znacznym zarobkiem okazało się honorarium za przeprowadzenie kobiety z dzieckiem i pakunkami ciemną nocą przez rzekę Bug, na linii Włodawa - Luboml, czyli od hitlerowców do bolszewików”.

II wojna światowa zastała go podczas wakacji w Warszawie. Po jej wybuchu uciekł ze stolicy do Wilna. Uciec nie udało się rodzicom pisarza, Mieczysławowi i Maryli, których Niemcy, wraz z innymi mieszkańcami Warszawy, wywieźli do obozu koncentracyjnego KL Lublin (Majdanek), gdzie zginął ojciec pisarza. Matka przeżyła wojnę, a po jej zakończeniu wyjechała do Izraela.

Leopold, mieszkając w Wilnie, które w 1940 r. zajęły wojska sowieckie, podjął pracę w gazecie „Prawda Komsomolska”, a następnie jako redaktor naczelny „Prawdy Pionierskiej”. Praca dla propagandowej prasy nie trwała długo – w 1941 r. Tyrmand nawiązał kontakt z działającymi w Wilnie komórkami Armii Krajowej. Po zdemaskowaniu przez sowieckie służby został skazany na 8 lat więzienia. Uwięzienia udało się uniknąć niemal cudem – w chwili, gdy wojska niemieckie bombardowały Wilno, Tyrmand wraz z kolegą uciekli z transportu kolejowego. W obawie przed rozpoznaniem jako Żyd i wywózce do obozu, Leopold, po wyrobieniu fałszywych dokumentów na francuskie nazwisko, sam zgłosił się na roboty do Niemiec, gdzie przez krótki czas pracował fizycznie w kilku miejscach. W tym czasie próbował przedostać się Szwecji – jednak bezskutecznie. W 1944 r. pracując jako marynarz na niemieckim statku został złapany na próbie ucieczki i osadzony w obozie Grini w pobliżu Oslo, gdzie przetrwał do końca wojny.

Kolejne miesiące spędził w Szwecji i Danii pracując w Międzynarodowym Czerwonym Krzyżu oraz dla polskich agencji prasowych. W kwietniu 1946 r. powrócił do Warszawy, gdzie znalazł zatrudnienie jako dziennikarz kolejno w kilku redakcjach, m.in. „Ekspresie Wieczornym”, „Rzeczpospolitej”, „Ruchu Muzycznym” i „Przekroju”, z którego został usunięty w 1950 r., kiedy w jednym z artykułów dotyczących turnieju bokserskiego skrytykował postawę sowieckiego sędziego. Po „Przekroju” przeniósł się do „Tygodnika Powszechnego”, do którego zarekomendował go Stefan Kisielewski. Tam pracował do marca 1953 roku, kiedy pismo (w dotychczasowym kształcie) zostało zamknięte.

Żył Warszawą

Wówczas Tyrmand rozpoczął pisanie świetnego Dziennika 1954, gdzie w barwny sposób, nie szczędząc pikantnych szczegółów, ukazał zarówno zdarzenia, jak postaci doby powojennych przemian w Polsce. Powieść ta nie została ukończona (kończy się na słowach „Niemniej jednak”), lecz często wymieniana jest jako najwybitniejsze dzieło pisarza. Znaleźć w niej można wyjątkowy obraz stalinowskiej rzeczywistości i odbudowującej się Warszawy. Autor Dziennika pamiętał o tym, jak stolica wyglądała przed wojną. Na kartach swego dzieła raz za razem zestawia jej powojenny wizerunek z tym, co pamiętał sprzed wojny. Tyrmand nie krył swego rozgoryczenia faktem, jak jego ukochana Warszawa zmieniła się pod władzą komunistów. Nieustannie z sentymentem, choć również krytycznie, wspominał stolicę, która zamieniła się w gruzy.

W roku 1955 Leopold otrzymał zamówienie na swą najsłynniejszą powieść: „Zły”. Jej wydanie było możliwe jedynie dzięki chwilowej „odwilży” po śmierci Stalina. Książka wielu zachwyciła, zdając się powiewem świeżego powietrza po dusznej atmosferze doby stalinizmu. Chwalili ją Witold Gombrowicz, Tadeusz Konwicki i Stefan Kisielewski, choć nie brakowało również głosów krytycznych, zarzucających książce Tyrmanda infantylizm i brak powagi. Ci drudzy stali jednak w mniejszości. Czytelnicy przyjęli dzieło z entuzjazmem, a Leopold stał się osobą powszechnie znaną i rozpoznawalną.

Fenomen pisarski oraz niezwykle trafne spostrzeżenia wynikające z wnikliwej obserwacji rzeczywistości były możliwe dzięki szczególnej znajomości środowiska, w jakim wychowywał się, mieszkał i pracował. Jak wspomina Andrzej Dobosz, Tyrmand „miał najgłębszą znajomość mieszkańców Warszawy ze wszystkich sfer: wyżsi urzędnicy ministerialni, koledzy z liceum Kreczmara, właściciele garaży, elektrotechnicy, dozorcy (…) Był to człowiek cywilizacji miejskiej, znający Warszawę przedwojenną i powojenną, po której chodził całymi godzinami. Znał wszelkie zaułki, dzielnicę zburzoną dla wybudowania Pałacu Kultury”. Z pewnością najważniejsze dzieła Tyrmanda nie miałby takiego kształtu, gdyby nie wyjątkowa więź ze stolicą. Pomimo niesłabnącej popularności, Tyrmand cieszył się sukcesami stosunkowo krótko.

W 1955 r. wziął ślub z Małgorzatą Rubel-Żurowską, lecz małżeństwo nie przetrwało. W 1957 r. drugą żoną pisarza została dziennikarka „Przekroju”, Barbara Hoff.

Czytaj także

 2
  • Sierzputowski IP
    Powiedzmy szczerze, że w porównaniu z Hłaską tyrmand był słabiutkim i żenującym pisarzem
    Dodaj odpowiedź 1 1
      Odpowiedzi: 0
    • Anonim IP
      Łał
      Dodaj odpowiedź 1 1
        Odpowiedzi: 0