PRLMój tata wytrwał w „Wujku” do końca - do śmierci

Mój tata wytrwał w „Wujku” do końca - do śmierci

Bogusław Kopczak podczas chrztu córki Katarzyny. Fot. Tablica poświęcona Bogusławowi Kopczakowi z wystawy
Bogusław Kopczak podczas chrztu córki Katarzyny. Fot. Tablica poświęcona Bogusławowi Kopczakowi z wystawy "Kopalnia strajkuje..." Śląskiego Centrum Wolności i Solidarności
Dodano 3
– Jako nastolatka miałam mu za złe, że wybrał strajk, zamiast być z nami. Oczywiście przeszło mi to, potem w to miejsce wszedł smutek i żal, że nie ma go w ważnych dla mnie momentach. Teraz jestem z niego bardzo dumna, że nie zostawił kopalni, że wytrwał tam do końca – mówi Katarzyna Kopczak, córka Bogusława Kopczaka, górnika zamordowanego 16 grudnia 1981 roku w kopalni „Wujek”.

PIOTR WŁOCZYK: Co pani wie na temat ostatnich dni życia swojego taty?

KATARZYNA KOPCZAK: Moja nieżyjąca już mama opowiadała mi o strajku w „Wujku”. Mama pojechała do kopalni z żurem dla taty. Próbowała go namówić, żeby wrócił do domu. Tata odpowiedział jej na to słowami: „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”... Mama musiała się z tym pogodzić. Z opowieści ludzi, którzy znali mojego tatę wiem, że był to bardzo honorowy człowiek, więc nie było takiej możliwości, żeby wyszedł z kopalni przed zakończeniem protestu. Poza tym podczas tamtego strajku na kopalni byli też bracia mojej mamy. Wszyscy oni tworzyli wspólny front oporu, więc nikt nie myślał o wyłamywaniu się.

Czytałam w IPN-ie dokumenty na temat tej zbrodni. To wstrząsająca lektura. Na teren kopalni wkroczyła specjalna grupa, która od początku miała zabić. Świadczą o tym rany zamordowanych – zomowcy strzelali w korpus i w głowę. Było to pomyślane jako pokazówka, żeby w innych zakładach pracy strajkujący przestraszyli się i zakończyli protesty.

Pani tata został postrzelony w wątrobę...

Tak. Nawet nie dowieźli go do szpitala. Z tego, co wiem zmarł w stacji ratownictwa górniczego na terenie kopalni. Moi wujkowie bali się powiedzieć o tym mamie. Ta informacja szybko jednak do niej dotarła. Mama zemdlała i przez długi czas nie chciała tej informacji dopuścić do siebie.

Pamięta pani pogrzeb?

Miałam wtedy 2,5 roku. To moje pierwsze wspomnienie w życiu: jestem u mamy na rękach i widzę tatę w trumnie. Tata ma włosy zaczesane na nie tę stronę, co zawsze. Ten szczegół bardzo rzucił mi się w oczy i podobno głośno o tym powiedziałam, przez co ludzie jeszcze bardziej zaczęli płakać…

Z dokumentów SB wynika, że pogrzeb obstawiony był przez 80 milicjantów i esbeków oraz... batalion ZOMO.

Wszystkie pogrzeby zamordowanych górników były tak zabezpieczone. Chodziło o to, żeby nie zbierały się tam tłumy i żeby nie przerodziło się to w manifestację. W IPN-ie trafiłam nawet na dokument w którym pojawił się pomysł pochowania zabitych we wspólnej mogile, ale później z tego zrezygnowano. Władze chciały, żeby na pogrzebach obecne były same rodziny, stąd zmieniano w ostatniej chwili godziny pochówków, jednak koledzy pomordowanych i tak pojawiali się na cmentarzach.

Jak wyglądał wasz dom po tej tragedii?

Rodzice bardzo się kochali i mama nie mogła dojść do siebie po śmierć taty. To cierpienie odbiło się wręcz na niej w sposób fizyczny – mama bardzo podupadła na zdrowiu. Po jakimś czasie dostałyśmy mieszkanie na parterze w bloku niedaleko kopalni i pamiętam, że przez długi czas esbecy chodzili pod naszą klatką, stukali w nasze okna. Nieraz bałyśmy się wyjść z domu. Chcieli nas po prostu zastraszyć.

U mnie w rodzinie cały czas się o tym mówiło, przychodzili do nas często ludzie ze wsparciem, dostawałyśmy paczki z Kościoła. Co roku spotykaliśmy się z rodzinami górników. Stąd to stałe zainteresowanie ze strony SB.

Ten temat istniał w pani szkole?

Nie było z tym problemu. Mam nawet wrażenie, że nauczyciele bardziej się mną z tego względu opiekowali. Mało przyjemne historie spotykały mnie raczej ze strony dzieci. Pamiętam, że kiedy na wyjeździe kolonijnym mówiłam innym dzieciakom, że mój tata został zastrzelony w kopalni, że wtedy czołgi tam wjechały, to nikt mi nie wierzył. Patrzyli na mnie jak na ufoludka. To się dzieciom nie mieściło w głowie.

Potem w technikum miałam trudną sytuację, gdy jeden z moich kolegów – jego tata pracował w milicji, a potem w policji – powiedział publicznie, że ci, którzy protestowali wtedy w kopalni byli terrorystami. Nie wiedział o historii mojej rodziny. Oczywiście nie wytrzymałam i odezwałam się. Ten chłopak szybko mnie przeprosił i było mu potem bardzo głupio z tego powodu.

Jak wyglądało u pani to poszukiwanie śladów po tacie?

Wciąż próbuję poskładać w swojej głowie jak najpełniejszy obraz taty, ale to oczywiście bardzo trudne zadanie. Jestem głodna każdego wspomnienia o moim tacie. Od mamy usłyszałam kiedyś wzruszającą historię, o tym, jak tata malował kiedyś basen w Katowicach i napisał tam wielkimi literami: „Kocham Tereskę”. Ten napis był widoczny przez kilka lat.

Tata pracował w kopalni niecały rok. Odkąd skończył szkołę zatrudniony był jako malarz pokojowy. W końcu zdecydował się poszukać pracy w kopalni, ponieważ można tam było więcej zarobić. Moja mama była krawcową i świetnie zarabiała, więc tata chciał ją chyba dogonić (śmiech).

Tata dużo czytał i interesował się historią. Zbierał też kapsle po piwie. Kiedyś moja babcia wyrzuciła te kapsle, a ja nie mogłam tego przeżyć, bo tak niewiele mi po tacie zostało. Podobno tata trafił do aresztu za wykrzykiwanie – razem z moimi wujkami – haseł przeciw komunie.

Jako nastolatka przeżywałam okres buntu i pomyślałam sobie, że nie będę chodzić na te wszystkie uroczystości. Miałam mu za złe, że wybrał strajk, zamiast być z nami. Oczywiście przeszło mi to, potem w to miejsce wszedł smutek i żal, że nie ma go w ważnych dla mnie momentach. Teraz jestem z niego bardzo dumna, że nie zostawił kopalni, że wytrwał tam do końca. Im więcej czasu mija, tym bardziej tęsknię za tatą.

Wymierzenie sprawiedliwości za morderstwa na górnikach zajęło trzy dekady, ale i tak ciężko tu mówić o pełnej sprawiedliwości. Ci, którzy strzelali dostali względnie niskie wyroki, natomiast komunistyczni generałowie w ogóle uniknęli kary za tę zbrodnię.

Przypatrywałam się procesom zomowców, słuchałam zeznań. Okazało się, że mąż jednej z opiekunek z przedszkola mojego dziecka był jednym z tych skazanych zomowców. Ta sytuacja była dla mnie dosyć stresująca, ale napisałam do niej list. Wiedziałam, że jej rodzina nie miała w związku z tym łatwo – ludzie z osiedla wytykali ich palcami. Myślę, że karanie dzieci za czyny ich rodziców nie jest niczym dobrym. Staram się utrzymywać dialog między dwoma stronami. Niestety nigdy nie dostałam odpowiedzi na mój list.

Czytaj także:
Szukamy najciekawszych wspomnień ze stanu wojennego

Spotkałam się za to z Moniką Jaruzelską. Monika chciała tego spotkania. Długo rozmawiałyśmy na te tematy. Powiedziałam jej, że jej ojciec nadużył swojej władzy, a jego tłumaczenie, że o niczym nie wiedział, jest po prostu niewiarygodne.

I co pani usłyszała od córki gen. Jaruzelskiego?

Monika bronił swojego ojca i ma oczywiście do tego prawo. Mimo sporu w tej kwestii, okazało się, że wiele nas łączy choćby pod kątem zawodowym. Monika popłakała się na tym spotkaniu. Zresztą było to poruszające dla obu stron. Nie musimy się nienawidzić za to, że nasi ojcowie byli w stanie wojennym po przeciwnych stronach. Wierzę, że Bóg osądzi tych, którzy za to odpowiadają, bo na ziemi nie udało się nam do tego doprowadzić.

Cieszę się z wyroku skazującego zomowców, którzy strzelali. W ten sposób cała Polska dowiedziała się, że to było czyste zło. Dlatego tak boli mnie, gdy jeszcze dziś słyszę z ust wykształconych osób, że wtedy nie było innego wyjścia i „stan wojenny uratował Polskę przed interwencją Moskwy”.

To, że ja oraz inne dzieci z „Wujka”, wychowywaliśmy się bez ojców miało naprawdę wielki wpływ na nasze życie. Ile już razy zastanawiałam się, jak to wszystko mogłoby wyglądać, gdyby mój tata był przy mnie?

Zapraszamy do przesyłania wspomnień ze stanu wojennego. Najciekawsze teksty i zdjęcia opublikujemy w naszym portalu. Wspomnienia można przesyłać na adres: muzeumwspomnien@superhistoria.pl.

 3
  • iannn IP
    klamiecie zeby zbydlecic caly PRL ANI KISZCZAK ANI JARUZELSKI NIE WYDALI ROZKAZU STRZELANIA . ROZKAZ WYDAL MLODSZY CHORAZY KTORY SPANIKOWAL KIEDY GRUPA GORNIKOW Z LANCUCHAMI , SIEKIERAMI DRAGAMI RZUCILA SIE NA MILICJANTOW ! TEN MLODSZY CHORAZY DOSTAL 25 LAT WIEZIENIA !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! I TYLE KLAMCY JEDNI W TEMACIE. W PL NIGDY NIE BYLO KOMUNIZMU BYL BARDZO MARNY SOCJALIZM .
    Dodaj odpowiedź 0 1
      Odpowiedzi: 0
    • esbek IP
      Nie moja wina że miałaś ojca zapijaczone debila i podaj mnie do sądu idiotko
      Dodaj odpowiedź 0 1
        Odpowiedzi: 0
      • Rada wam IP
        i dlatego kierownictwu i sitwom o wiele fajniej się rozkradało nasz majątek, bo jesteśmy dla nich ich bydłem tubylczym a oni są bezkarni wg ich lewego prawa okupanta.
        Dodaj odpowiedź 5 0
          Odpowiedzi: 0

        Więcej historii