PRLJak Fronczewski ograł SB

Jak Fronczewski ograł SB

Dodano 19

Obrana strategia rozmów z esbekiem okazała się skuteczna. Z jednej strony aktor nie ściągnął na siebie większych kłopotów. Z drugiej ani nie usiłowano go wplątać w działania propagandowe władz, ani werbować do współpracy z SB. Profilaktycznie, zapewne z inicjatywy Grabowskiego, zastrzeżono mu możliwość wyjazdu na zachód przez dwa lata. Jednak i ten problem przeskoczono. Fronczewskiemu zdarzało się w tym czasie podróżować m.in. do Berlina Zachodniego. Zgodnie ze złożoną deklaracją przez kolejne lata nie angażował się w działalność opozycyjną. Skupił się na karierze zawodowej i życiu rodzinnym. Aż do feralnej przejażdżki sześć lat później nie miał kontaktów z SB.

Werbunek (prawie) wzorcowy

Można się zastanawiać, w jakim celu SB zainteresowała się już rozpoznawalnym aktorem? Otóż Teatr Dramatyczny cieszył się „zainteresowaniem operacyjnym” stołecznej bezpieki. Na funkcjonariuszy zajmujących się ową „ochroną” nakładało to obowiązek pozyskiwania informatorów spośród osób tam pracujących. Musiano w końcu zdobywać wiedzę o panujących tam nastrojach, ewentualnych „zagrożeniach” itd. Często sprowadzało się to do zbierania środowiskowych plotek. Tak właśnie działała Służba Bezpieczeństwa w PRL – nawet placówka kulturalna musiała być pod kontrolą, by nie pojawiły się tam „antysocjalistyczne” nastroje. Inwigilacja środowisk twórczych zwiększyła się zwłaszcza po wprowadzeniu stanu wojennego. Władza nie mogła wybaczyć artystom, że w okresie 1980–1981 masowo poparli Solidarność, a i później wciąż sympatyzowali z opozycją. To dlatego Piotr Fronczewski był tak pożądanym informatorem w tym środowisku.

Dla funkcjonariusza SB próba werbunku Fronczewskiego była racjonalna. Kontrola milicyjna dostarczyła wszak narzędzi szantażu, a jego koncyliacyjne zachowanie podczas rozmowy w 1977 r. zdawało się stwarzać pole do werbunku. Kolejny agent wśród warszawskich aktorów byłby cenną zdobyczą, toteż gra toczyła się o wysoką stawkę. Szło nie tylko o karierę, lecz także o rodzinę. Los żony lub dwojga małych dzieci to także skuteczne elementy szantażu. Esbecy potrafili grozić „wypadkiem” kogoś z najbliższej rodziny w przypadku odmowy współpracy lub kontynuowania działalności opozycyjnej. Andrzej Sobieraj, przewodniczący radomskiej Solidarności, wspominał, że pewnego dnia jego syn wrócił z płaczem do domu, mówiąc, że zaczepił go „jakiś pan” i mu powiedział, że go zabije, jeżeli ojciec się nie uspokoi. Fronczewski zapewne słyszał o podobnych przypadkach.

Czytaj także:
Przyjaciele wyciągnęli uknuli spisek, żeby wyciągnąć mnie z internowania

Niekoniecznie wiedział natomiast, że angażując się w działalność Kabaretu pod Egidą, trafi w sferę zainteresowania jeszcze innej jednostki SB. W PRL nawet śmiech potrafił być „antysocjalistyczny”. Zwłaszcza ten w dobrym wydaniu, a przecież Kabaret pod Egidą skupił wokół siebie wielu wybitnych polskich aktorów i kabareciarzy. Poza Janem Pietrzakiem udzielali się tutaj m.in. Krystyna Janda, Jonasz Kofta, Kazimierz Kaczor, Wojciech Pszoniak i Anna Nehrebecka. Pomimo to w drugiej połowie lat 70. nikt nie podejmował próby werbunku Piotra Fronczewskiego. Widocznie uznano, że bez „kompmateriałów” się nie uda.

Porażka porucznika

Sytuacja zmieniła się w styczniu 1983 r. W tym przypadku por. Grabowski działał szybko. Milicjanci złapali Fronczewskiego 9 stycznia, dzień później informację dostała SB, a do spotkania doszło już 12 stycznia. Grabowski zaprosił Fronczewskiego do kawiarni Pod Kurantem. W ciągu dwugodzinnej rozmowy poruszali różne tematy. Najważniejszym był jednak bojkot radia i telewizji przez część środowiska aktorskiego, stanowiący formę protestu przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego. Następnie aktor poruszył temat odebranego prawa jazdy i opisania związanych z tym kłopotów. Podał wówczas znane mu przykłady odzyskania prawa jazdy przez Mariana Kociniaka, Janusza Gajosa i Bogdana Łazukę. Wszyscy mieli je utracić za prowadzenie samochodu w stanie nietrzeźwym. Widząc otwartość Fronczewskiego, Grabowski sugerował, że SB potrzebuje „konsultantów” w środowisku aktorskim, łechcąc przy okazji rozmówcę komplementami na temat jego uzdolnień aktorskich. Ten jednak zdecydowanie odmówił „konsultacji”. Sam zainteresowany wspominał po latach, że jego odmowa była dużo ostrzejsza: „Zbyszek! Ni chuja, będę jeździł rowerem”. Nie odmówił jednak wystarczająco stanowczo kolejnego spotkania, co stało się pretekstem do zarejestrowania go w kartotekach SB jako kandydata na tajnego współpracownika.

Do kolejnego spotkania doszło 9 lutego, w warszawskiej restauracji Kuźnia. Esbek na samym początku zwrócił Fronczewskiemu prawo jazdy i dowód rejestracyjny, co spowodowało dużą radość zainteresowanego. Następnie rozmawiano o sytuacji w Teatrze Dramatycznym i przyszłości rozwiązanego Związku Artystów Scen Polskich. „Informacje te pozbawione były jednak głębszej wartości operacyjnej” – zapisał po spotkaniu esbek. Fronczewski pokwitował także odbiór dokumentów. Przyznał również, że poprosił o pomoc w odzyskaniu prawa jazdy dyrektora teatru oraz zadeklarował, że fakt rozmowy z funkcjonariuszem zachowa w tajemnicy. Esbek takim stanem rzeczy był bardzo zadowolony i w notatce ze spotkania zapisał, że postawa aktora „rokuje nadzieję” na potencjalny werbunek.

Owe nadzieje prysły już po kilku dniach. Od połowy lutego do stołecznej SB napływać zaczęły meldunki, że aktor rozpowiada znajomym o spotkaniach z esbekiem. W notatce streszczającej sporządzonej w centrali MSW pisano, że „próbę pozyskania go do współpracy przedstawia w sposób nieprawdziwy i humorystyczny. Również okoliczności prowadzenia rozmów komentuje całkowicie niezgodnie z prawdą”. Szczery żal esbeków był widoczny nawet w dokumentach. Nie tylko bowiem zostali oszukani i oddali aktorowi prawo jazdy, to jeszcze stali się przedmiotem kpin w środowisku aktorskim.

Pułkownik Krzysztof Majchrowski, sam będący niespełnionym literatem, sugerował, by „przyszłe rozmowy z »artystami« były prowadzone po lepszym przygotowaniu, wnikliwiej i konsekwentniej. Tak by rozmówcy nie wpuszczali nas w »maliny«”. Wyzierała z tego ledwo skrywana chęć zemsty na sprytnym aktorze. Majchrowski sugerował, że stołeczni esbecy powinni się „zająć skuteczniej” Piotrem Fronczewskim. Padały sugestie o potrzebie jego kompromitacji w środowisku aktorskim oraz ewentualnym wykorzystaniu go jako kanału dezinformacyjnego.

Rok później, odtwarzając rolę Franka Kimono, mógł z dumą deklamować: „Nie ze mną te numery”. Zachował się w najlepszy z możliwych sposobów. Będąc szantażowanym bezpośrednio utratą prawa jazdy oraz mając świadomość możliwego blokowania przez SB jego kariery, zdecydował się ujawnić treść rozmów. W takim przypadku funkcjonariusz był skazany na porażkę. Co to za agent, skoro wszyscy wiedzą, że spotyka się z funkcjonariuszami SB? Szkoda jedynie, że była to w środowisku aktorskim postawa rzadko spotykana, wręcz wyjątkowa. Tym bardziej zasługuje na zapamiętanie.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 8/2016
Artykuł został opublikowany w 8/2016 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 19
  • Paweł IP
    Słabe to ogrywanie.
    A nie prościej było żyć uczciwie, nie jeździć po pijanemu, nie zdradzać własnych żon, nie kraść w pracy, nie oszukiwać, nie pedofilić i nie pier*dolić, że się ograło esbeka?
    Dodaj odpowiedź 5 2
      Odpowiedzi: 0
    • icalus IP
      Osławionych „Dziadów”? Słynnych, sławnych itp. "Osławiony" to mający złą sławę; ze wspomnianym spektaklem jest dokładnie odwrotnie.
      Dodaj odpowiedź 1 0
        Odpowiedzi: 0
      • cyrankiewicz IP
        te wszystkie dzisiejsze legendy sa funta klakow nie warte
        Dodaj odpowiedź 19 1
          Odpowiedzi: 0
        • Jajcarz IP
          Wspaniała postawa pana Piotra Fronczewskiego.
          Ale nasze obecne Wspólne Dobro Narodowe, czyli poseł Kaczyński był jeszcze sprytniejszy.
          Po wprowadzeniu stanu wojennego, bohatersko odmówił esbekom internowania.
          Dodaj odpowiedź 7 29
            Odpowiedzi: 0
          • sukorka bogatka IP
            a ja mam wryte w pamięć jak pan Piotruś machał łapkami do I sekretarza KC PZPR, z jaką gorliwością i oddaniem, łatwo być ogrywającym szczególnie z kręgosłupem z gó/wna
            Dodaj odpowiedź 19 10
              Odpowiedzi: 0