PRLDo chorej matki bez przepustki. „Modliłem się, żeby nie zażądali dokumentów”

Do chorej matki bez przepustki. „Modliłem się, żeby nie zażądali dokumentów”

Dworzec PKS, l. 70-te. Zdjęcie ilustracyjne
Dworzec PKS, l. 70-te. Zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Wikimedia Commons
Dodano
Poczułem się wtedy tak, jakby nasza Polska była okupowana przez kogoś obcego.

W roku 1981 miałem 34 lata. Wraz z żoną Lucyną mieszkaliśmy na osiedlu Słonecznym w Ostrowcu Świętokrzyskim. O stanie wojennym dowiedziałem się w godzinach porannych 13 grudnia 1981 r. Był to dla mnie, jak i dla większości społeczeństwa, prawdziwy szok. W telewizji na okrągło przemawiał towarzysz generał Wojciech Jaruzelski informując nas – Polaków – o powstaniu Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego - bezprawnego tworu, który w wolnej już Polsce sądy określą jako zorganizowaną grupę przestępczą o charakterze zbrojnym. Kilka dni później w rozgłośni polskiej „Radio Wolna Europa” nadawanej z wolnego świata dowiedziałem się o masakrze górników z kopalni „Wujek", dokonanej przez oddziały ZOMO. Wówczas popłynęły mi łzy.

Czytaj także:
„Bezpieka przeoczyła radio”. Tak kobiety z Gołdapi ograły SB

Łzy wściekłości i bezsilności zarazem. Oni mieli wszystko - karabiny, czołgi, helikoptery. A co mieliśmy my? Byliśmy dla nich jedynie tarczkami, do których strzelali jak do kaczek. Ci co pacyfikowali kopalnię „Wujek” chwalili się później podczas libacji w jednym z ośrodków szkoleniowych (co wykazał przeprowadzony kilkanaście lat później proces sądowy), że zabijanie górników było dla nich świetną zabawą, rozrywką. Życie drugiego człowieka nie stanowiło dla tych bandytów żadnej wartości. Takimi „stróżami prawa” otaczała się wtedy tamta władza.

Podczas świąt bożonarodzeniowych dotarła do mnie informacja o chorobie mojej matki mieszkającej w Opatowie. Nie mając czasu na załatwianie wymaganej wówczas przepustki, niezbędnej do poruszania się poza obręb miasta, wsiadłem do pierwszego możliwego autobusu ruszającego z Ostrowca Świętokrzyskiego w kierunku Opatowa. Podczas podróży co chwilę mijaliśmy patrole milicji „obywatelskiej” uzbrojonej w karabiny maszynowe. Na jednym ze skrzyżowań autobus zatrzymał się. Wówczas wsiadło do niego dwóch uzbrojonych po zęby funkcjonariuszy. Przechadzając się butnie po autobusie, bacznie przyglądali się każdemu z pasażerów. Jednemu sprawdzili dokumenty, innemu wywrócili do góry nogami zawartość torby podróżnej. Modliłem się, żeby nie zażądali dokumentów ode mnie, gdyż wtedy niechybnie wylądowałbym w więzieniu. A moja chora matka? Tu nie miałem żadnych złudzeń - to akurat obchodziłoby ich najmniej. Poczułem się wtedy tak, jakby nasza Polska była okupowana przez kogoś obcego. Nie chciało mi się wierzyć, że ci ludzie z nienawiścią przyglądający się nam, zwykłym Polakom, byli naszymi rodakami.

Ludwik Błaszczak

Pomóż nam stworzyć wirtualne Muzeum Wspomnień Stanu Wojennego! Nie każdy był wówczas internowany i prześladowany, ale stan wojenny - w mniejszym lub większym stopniu - dotknął niemal wszystkich. Wspólnie możemy pokazać, jak tamten okres wpłynął na życie Polaków. Prześlij swoje wspomnienia ze stanu wojennego na adres: muzeumwspomnien@superhistoria.pl

 0

Więcej historii