PRLMłodzieżowa bojówka ORMO - sposób komuny na patriotyczne demonstracje

Młodzieżowa bojówka ORMO - sposób komuny na patriotyczne demonstracje

"Budy" ZOMO w centrum Warszawy, l. 80-te / Źródło: Wikimedia Commons / Jarek TuszyńskiPaulina Hallala Kiedy ogłoszono stan wojenny
Dodano 5
Gdy podkomendni dr. Adama Hempla wychodzili z domów na zbiórki, ich rodzice myśleli pewnie, że idą pograć na gitarach i nauczyć się rozpalać ognisko. Wyselekcjonowani harcerze żoliborskich szkół wraz z kolegami z ciemnych zaułków stolicy zainteresowani byli jednak ideami dalekimi od statutu grzecznych organizacji.

Sławomir Cedzyński

Oficjalna nazwa ich grupy nie budziła złych skojarzeń. Przyjęte z powodów taktycznych określenie „Patrol Szkolny” nie brzmiało szczególnie drapieżnie. Jednak w nieoficjalnych rozmowach dowódcy i podkomendni chętniej używali terminu „Patrol Szturmowy”, a to przenosiło ich formację do zupełnie innej ligi.

W końcu, gdy zaczęli siać grozę na Mokotowie, zaczęło się ich określać mianem „Batalionu SS Hempel”. To nazwa sformułowanego pośpiesznie niemieckiego oddziału pod dowództwem oficera rezerwy Alfreda Hempla. Jednostka słynęła ze swojego poświęcenia, ale i brutalności.

Sława pracownika dydaktycznego Akademii Medycznej, socjologa dr. Adama Hempla, przekazywana z ust do ust, odżyła w formie pisemnej, ale stało się to już w czasach, w których sam „bohater” chciałby zapomnieć o swoich wyczynach sprzed kilku lat.

Ormowiec socjaldemokratą

Wiosną 1990 roku Hempel starał się o posadę. Jak większość działaczy PZPR przeszedł błyskawiczną metamorfozę z utrwalacza władzy ludowej na europejskiego socjaldemokratę. Swoją wiedzą na tyle oczarował Krzysztofa Kozłowskiego, ówczesnego ministra spraw wewnętrznych, by ten wciągnął go do swojego zespołu. Dr Hempel przedstawił siebie jako naukowca zgłębiającego pracę policji. Zapomniał przy tym powiedzieć o swojej przeszłości i bieżącej działalności, tj. prowadzeniu firmy ochroniarskiej, gdzie znalazło zatrudnienie wielu jego kolegów z SB i ORMO.


We wrześniu był już zastępcą komendanta policji w Warszawie. Jednak jeszcze w tym samy miesiącu pojawiły się kłopoty. Przypomniano sobie bowiem o jego przeszłości szczególnie zaangażowanego ormowca z lat 80.

Czytaj także:
Szukamy najciekawszych wspomnień ze stanu wojennego

Pierwszy pisał o nim wówczas Jerzy Jachowicz. Ze śledztwa dziennikarza „Gazety Wyborczej” wynikało, że dr. Adam Hempel jako komendant ORMO na Mokotowie od 1983 r. do 1989 r. organizował patrole złożone z harcerzy starszych z żoliborskich szkół i młodych mężczyzn werbowanych nierzadko z szemranych środowisk. Charakterystyka członków grupy była niepokojąco prosta: wiek od lat szesnastu do dwudziestu paru. Grunt, by umiał i chciał przyłożyć. Ewentualne wyrzuty sumienia miała zagłuszyć ideologia.

Do ich zadań należało między innymi prowokowanie demonstrantów podczas antykomunistycznych demonstracji. Podkomendni Hempla mieli swoje sposoby, a dokładnie rzecz biorąc - przynęty. Na manifestacje zabierali na przykład transparenty KPN, wokół których gromadzili się co bardziej radykalni przeciwnicy panującego ustroju. „Szkolny Patrol” zachęcał ich do zdecydowanego atakowania zomowców, co oczywiście było pretekstem do brutalnego rozbijania całej demonstracji. Sami członkowie patrolu w zamieszaniu wyprowadzali pojedyncze osoby z tłumu i bili je lub wskazywali zomowcom.

Użycie przemocy poza demonstracjami też nie należało do rzadkości. Pretekstem mogło być niegroźne nawet przewinienie. Członkowie plutonu wspominali pobicie pałką żołnierza wracającego z przepustki, który nie miał w kolejce podmiejskiej biletu, czy też pobicie młodego człowieka za kradzież żarówki. Pobiciem ukarano również pijanego mężczyznę jadącego pociągiem, przy czym sami ormowcy, wymierzający karę, jak sami przyznawali, delikatnie mówiąc, też nie stronili od alkoholu.

Tajne hasło na jeden dzień

Jachowicz dotarł do członków grupy Hempla. Jeden z nich potwierdził, że na Mokotowie, w ramach jednostki ORMO utworzono tzw. grupę interwencyjną.

„Instruktorzy ubezpieczali się formalnie, biorąc od rodziców nieletnich chłopców zezwolenia na treningi i dodatkowe zajęcia. W większości była to jednak młodzież pełnoletnia. Kuratelę polityczną i organizacyjną sprawował nad grupą komendant dr Hempel, który jednak osobiście na akcje nie chodził. Przed 1 i 3 maja, 31 sierpnia i 11 listopada (...) przekazywali nam zadania i podawali tajne hasło. Obowiązywało ono danego dnia i znane było wszystkim osobom biorącym udział w demonstracji po stronie resortu spraw wewnętrznych” - tak w 1990 w artykule Jerzego Jachowicza opisywał działalność formacji jeden z jej członków.

Idea wsparcia przez młodych bojówkarzy była popularna niemal do końca lat 80. W połowie dekady w jednym z klubów osiedlowych powstał tzw. Klub Młodego Pronowca. Nazwa nawiązuje do skrótu PRON czyli Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego. Organizacja założona została podczas stanu wojennego przez struktury PZPR i jej działalność tylko pozornie nawiązywała do szczytnej skądinąd nazwy. W rzeczywistości PRON miał wykazać wsparcie różnych środowisk, w tym katolickich, dla idei Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego wprowadzającej stan wojenny.

Klub Młodego Pronowca na Mokotowie miał zajmować się chłopcami pochodzącymi często z rodzin z marginesu społecznego, czyli tzw. trudną młodzieżą. Później klub coraz chętniej przyjmował młodych ludzi trenujących karate. A tych nie brakowało po polskiej premierze „Wejścia Smoka”. Każdy chciał być jak Bruce Lee. Klub załatwiał salę do ćwiczeń i siłownię. Jak twierdził jeden z szefów klubu, wielu z jego wychowanków trafiło potem do ORMO.

Czytaj także:
Orzech: kapelan Solidarności, który psuł komunie krew

Ten sam działacz opowiadał też o działalności w organizacji i swoim zetknięciu z dr. Hemplem. „Gdy wychodziliśmy na nocne akcje, przypominał, że w pierwszym rzędzie należy łapać politycznych, którzy rozlepiają ulotki i malują hasła na murach. Na akcje część z nas chodziła po cywilnemu, część w mundurach szturmowych” - opowiadał

Z Klubu Młodego Pronowca do jednostki Hempela został też zwerbowany inny młody mężczyzna, który opowiadał Jerzemu Jachowiczowi o swojej działalności. „Znalazłem się w ORMO, bo jako cywil nie mogłem prowadzić z chłopakami zajęć z dżudżitsu” - mówił o swojej motywacji.

„Na każdych wyborach jednostka przez 24 godziny czuwała w punktach wyborczych. Natomiast 1 maja zwykle obstawiała ulice Królewską, od pl. Zwycięstwa do pl. Grzybowskiego. Każdy był wyposażony w pałkę, niektórzy w miotacze gazu. W uzbrojenie każdy zaopatrywał się we własnym zakresie” - wspominał. Inny dodał: „Od zomowców wszystko to można było kupić za grosze”.

„Adam Hempel wielokrotnie podkreślał, że „Pluton Szkolny” musi być jednostką wzorcową dla innych dzielnicowych komend ORMO” - wspominał jego uczeń. „Miał koncepcję stworzenia, najpierw w Warszawie, potem w całym kraju, młodzieżowych brygad. Wszechstronnie wyszkolonych silnych grup bojowych, mających wszędzie swoich instruktorów i organizatorów. Mówił otwarcie, że ma to być doskonała organizacja, na zewnątrz ORMO, ale gdy trzeba będzie - zostaną wprowadzone struktury mafijne” - opisywał.

Dr Hempel z czasem awansował i został komendantem ORMO w Śródmieściu. Zabrał przy tym najlepszych swoich ludzi ze sobą. Do plutonu należało 25 osób, w tym 4 dziewczyny. Jedną z nich była nawet przedszkolanka. Z ankiety, jaką wypełnili wynikało, że kilkoro z nich jest wierzących. Tych nie zabierano potem na żadne akcje.

„To się może przydać narodowi”

Komendant nie zrezygnował ze swojej idei nawet po rozwiązaniu struktur ORMO. Niemal jednocześnie z delegalizacją Ochotniczych Rezerw Milicji Obywatelskiej zarejestrował spółkę detektywistyczną mogącą handlować także bronią gazową. Jak przyznał na łamach „GW” pracownik zajmujący się rekrutacją, dr. Hemplowi zależało na zatrudnianiu przede wszystkim ludzi związanych wcześniej z ORMO, SB i innymi strukturami milicyjnymi. Według jego współpracowników, Adam Hempel chciał, by w różnych częściach kraju powstawały grupy obeznane z bronią i potrafiące skrzyknąć się w szybkim czasie, co, jak uważał, „mogło przydać się narodowi”.

Po publikacji w „GW” Adam Hempel wysłał list z zawiadomieniem, że skieruje sprawę do sądu. Uznał również, że zastosowano wobec niego metody stalinowskie. Według autora listu polegały one m.in. na „prześladowaniu fachowców starej szkoły, przy pomocy przylepiania im etykiety ludzi związanych ze starym systemem. Skutki odsunięcia fachowców od wpływu i zastąpienia ich ignorantami «pewnymi politycznie» odczuwamy do dziś” - czytamy w liście. Cały artykuł nazwał paszkwilem i polowaniem na czarownice.

Dochodzenie prowadzone przez prokuraturę na początku lat 90. zostało umorzone. W późniejszych latach Adam Hempel nie zrezygnował z kariery na wysokich szczeblach urzędniczych. W roku 2004 r. jego nazwisko znowu wróciło, tym razem w kontekście konkursu na dyrektora Biura Międzynarodowych Relacji Skarbowych odpowiadającego za wydatkowanie miliardów pomocy unijnej. Były ormowiec pełnił już tę funkcję jako p.o. i był faworytem w konkursie na stanowisko. Wówczas jednak Puls Biznesu przypomniał sprawę Hempla. Konkurs powtarzano trzykrotnie i za każdym razem startował w nim Adam Hempel. Ostatecznie skreślono go z listy kandydatów. W 2007 r. dziennik „Polska” ujawnił, że doktor znalazł jednak posadę jako audytor w Ministerstwie Nauki. A po godzinach pracował dla niemieckiej agencji detektywistycznej KDM, która specjalizuje się m.in. w wywiadzie gospodarczym.

 5
  • zenek IP
    Najpierw ORMO potem BND. A może odwrotnie? Piękna kariera. Godna III i IV RP.
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0
    • Feluś IP
      "Skutki odsunięcia fachowców od wpływu i zastąpienia ich ignorantami «pewnymi politycznie» odczuwamy do dziś”".
      I to w zasadzie jest prawda.
      Dodaj odpowiedź 0 0
        Odpowiedzi: 0
      • Felix Maciuniek IP
        Patriotami byli co, co na Polskę mowili "ten kraj". Slowo "Polska" nie przechodziło im przez gardło. Nic dziwnego, to obca narodowość, ta która zagarnęła Polskę przy pomocy Stalina, Berii, NKWD i UB i rządziła w Polsce do roku 1956. Narodowość ta odzyskała "wolność" dla siebie po roku 1989,po zwycięstwie "S" nad Polakami.
        Dodaj odpowiedź 1 0
          Odpowiedzi: 0
        • AntykomunistaXXI IP
          P.S. Oczywiście mówię tylko o domach należączych do Spółdzielni MSW Puławska, a nie o wszystkich domach na Puławskiej oczywiście :)
          Dodaj odpowiedź 2 2
            Odpowiedzi: 0
          • AntykomunistaXXI IP
            Na mokotowie UB-kowo. Sielce, SBM MSW „Puławska” stąd „Puławianie”, a nie z Puław.
            Im niższy numer domu na Puławskiej, tym wyższa szarża resortowa.
            Dodaj odpowiedź 3 3
              Odpowiedzi: 0

            Więcej historii