PRL„Ubecy zaprosili mnie na występ”. Jan Pietrzak o kulisach bojów z bezpieką

„Ubecy zaprosili mnie na występ”. Jan Pietrzak o kulisach bojów z bezpieką

Jan Pietrzak
Jan Pietrzak
Dodano 3
- Nie było we mnie straszliwego lęku. Raczej potrzeba wykiwania, przechytrzenia komuny. Byłem odważny dzięki doświadczeniom z okresu wojny, młodości spędzonej w koszarach - mówi Jan Pietrzak w wywiadzie dla Muzeum Wspomnień Stanu Wojennego.

MICHAŁ FABISIAK: Kiedy w Polsce ogłoszono stan wojenny przebywał pan za granicą. Większość osób na pana miejscu zostałaby na obczyźnie, a pan wrócił. Nie tylko sąsiadka mogła pomyśleć, że panu odbiło.

JAN PIETRZAK: Kiedy wróciłem do kraju, sąsiadka na mój widok powiedziała: „a ja miałam pana za inteligenta”. Wtedy rzeczywiście było tak, że osoby, które w dniu ogłoszenia stanu wojennego przebywały za granicą nie wracały do Polski. Sytuacja w kraju wydawała się straszna. Uważałem zresztą podobnie.

Dlaczego w takim razie zamiast grać dla Polonii, zarabiać przyzwoite pieniądze i cieszyć się wolnością, wybrał pan życie w biednej i zniewolonej ojczyźnie?

Wie pan, bardzo emocjonalnie przeżyłem karnawał Solidarności podczas którego przez 16 miesięcy byłem noszony na rękach. Poczułem się odpowiedzialny za słowa pieśni, którą wówczas śpiewałem, a która stała się hymnem buntu i oporu („Żeby Polska była Polską” – przyp. red.). Pomyślałem sobie, że w takim momencie nie wolno mi stchórzyć. Nadszedł czas próby charakterów! Po tym co widziałem przed wyjazdem z kraju, byłem głęboko przekonany, że jesteśmy na dobrej drodze do wyrwania Polaków z sowieckiego jarzma. Uważałem, że zwycięstwo będzie po naszej stronie, tylko musimy nad nim popracować. Dlatego wróciłem do kraju, żeby pisać nowe teksty, śpiewać, być ze społeczeństwem w tym trudnym okresie.

W stanie wojennym przedstawienia kabaretowe zostały zakazane. Czy wracając do kraju miał pan plan jak wybrnąć z tej sytuacji?

Zakazy obowiązywały mnie przez większość PRL-u. Od zawsze żyłem w podwójnej, schizofrenicznej rzeczywistości, dlatego jechałem do domu z myślą, że pewnie sobie poradzę. Po przyjeździe do Polski okazało się, że po wprowadzeniu stanu wojennego strefa zakazów rzeczywiście została zagęszczona, były większe represje. Istota systemu pozostała jednak taka sama. Pozwalano mówić jedynie to, co było na rękę władzy, a ludzi niepokornych szykanowano. Zdawałem sobie sprawę, że będzie trudno, że będę prześladowany i zmuszony do grania w ukryciu - moje przypuszczenia szybko się sprawdziły. Formalnie mogłem grać tylko na dancingu do tańca.

Czytaj także:
Esbecy zabili 16-latka, bo ujawnił wstrząsającą prawdę

Stan wojenny zmusił was do grania po domach. Jak to się zaczęło w pana przypadku?

Występy domowe zainicjowała Ewa Dałkowska. Wspólnie z Emilianem Kamińskim, Maciejem Szarym, Andrzejem Piszczatowskim prowadziła teatrzyk domowy. Poszedłem na kilka występów i przekonałem się, że jest to fantastyczny pomysł. Wkrótce napisałem dla nich kilka piosenek, a z czasem sam zacząłem chodzić po domach z gitarą i występować. I tak zostało do końca stanu wojennego - graliśmy jako prywatni ludzie, nie aktywując kabaretu jako grupy.

Jestem ciekaw jak pan zdobywał zlecenia i kto był odpowiedzialny za organizację tych spotkań, bo domyślam się, że nie miał pan menedżera i nie odbywały się one w pańskim domu.

W tym czasie miałem duże znajomości wśród ludzi Solidarności w całej Polsce, dzięki czemu moje występy odbywały się w najróżniejszych zakątkach kraju. Wyglądało to tak, że ktoś zapraszał mnie do swojego mieszkania, tam schodzili się ludzie, np. pod pretekstem imienin. Dalsza część „imienin” przebiegała w ten sposób, że stawałem z gitarą na środku pokoju, opowiadałem szyderstwa i złośliwości. Trwało to godzinę, dwie, a czasem i do rana.

Jakim zainteresowaniem Polaków cieszyły się pańskie domowe występy?

Grałem od Szczecina, do Przemyśla. W stanie wojennym wieść o tym, że Pietrzak występuje rozchodziła się szybko, więc miałem od cholery zgłoszeń. W spotkaniach ze mną uczestniczyło najczęściej kilkadziesiąt osób. Niestety, do mieszkań więcej nie mogło się zmieścić. Ale czasami występy odbywały się w willi kogoś zamożnego i wtedy liczba widzów przekraczała setkę.

 3
  • posiadacz pamięci IP
    nie róbcie z tego pajaca bohatera. Ten typ podlizywał i podlizuje się każdej władzy i od każdej dostaje swoje nędzne srebrniki. Wstyd, że taki ktoś ma możliwość publicznego głoszenie swoich obrzydliwych opinii i pomówień. Ale co się dziwić, obecna partia władzy bardzo foruje byłych komuchów, byle gadali co im każą. Wstyd, po stokroć wstyd...
    Dodaj odpowiedź 0 2
      Odpowiedzi: 0
    • antykomuna IP
      wrócił do swych kumpli z ,którymi razem uczył się w Moskwie likwidować polskich Patriotów.
      Dodaj odpowiedź 6 5
        Odpowiedzi: 1