PRLZbrodnia lubińska. Tak komuna osłoniła morderców robotników

Zbrodnia lubińska. Tak komuna osłoniła morderców robotników

Krzyż ku pamięci Michała Adamowicza, który został zastrzelony na pobliskim mostku.
Krzyż ku pamięci Michała Adamowicza, który został zastrzelony na pobliskim mostku. / Źródło: Wikimedia Commons / Fot: Michał460
Dodano 1
Demonstracja odbywała się w pokojowej atmosferze. W pewnym momencie zaczęły jednak padać strzały. Osoby ponoszące odpowiedzialność za zbrodnię lubińską znalazły się za kratkami dopiero wiele lat po tych wydarzeniach. Sami zabójcy nie przesiedzieli jednak w więzieniu ani jednego dnia.

Adam Gaafar

Na czarno-białym zdjęciu autorstwa Krzysztofa Raczkowiaka został uwieczniony obraz ludzkiej tragedii. Fotografia jest pełna dynamiki. Pięciu mężczyzn biegnie przed siebie; na ich twarzach rysuje się niepokój. Czterech z nich niesie rannego kolegę… Michał Adamowicz, z zawodu elektryk, miał zaledwie 28 lat, gdy wziął udział w manifestacji w Lubinie (ówczesne woj. legnickie).

31 sierpnia 1982 roku, podczas tłumienia marszu przez milicję, został trafiony w głowę. Zmarł pięć dni później w szpitalu, osierocając dwójkę dzieci. Oprócz niego śmierć ponieśli 25-letni robotnik Mieczysław Poźniak oraz 31-letni mechanik Andrzej Trajkowski. Ponadto kilkadziesiąt osób zostało rannych.

Pokojowe demonstracje odbywały się w całym kraju na apel „Solidarności” w drugą rocznicę podpisania Porozumienia Gdańskiego. Początkowo działacze podziemia demokratycznego starali się unikać wzywania do tego typu akcji, jednak ze względu na niechęć peerelowskich dygnitarzy do rozmów, Tymczasowa Komisja Koordynacyjna postanowiła zmienić dotychczasowe stanowisko. Niezadowolona z takiego obrotu spraw władza uderzyła z całą swoją surowością. Wskutek brutalnych pacyfikacji, przeprowadzonych przez komunistycznych funkcjonariuszy w ostatnim dniu sierpnia, odnotowano ofiary śmiertelne w kilku miastach Polski. Ludzie ginęli w Gdańsku, Wrocławiu i Lubinie. W ostatnim z tych miast zomowcy zebrali najkrwawsze żniwo, zapisując jedną z najczarniejszych kart w historii stanu wojennego.

Krwawa pacyfikacja

Władze przystąpiły do działania jeszcze przed dniem planowanych demonstracji. W samym tylko województwie legnickim doszło do zatrzymania 43 osób, 65 rewizji i likwidacji czterech punktów powielania ulotek agitacyjnych. Internowano też 14 „podejrzanych”, a ze 129 przeprowadzono rozmowy o charakterze ostrzegawczym. Komunistom nie udało się jednak złamać zdeterminowanego do działania społeczeństwa. Produkcja ulotek trwała dalej, a na murach wypisywano wolnościowe hasła.

Czytaj także:
Zagadkowa śmierć na bruku

31 sierpnia 1982 r. o godzinie 15:00 na placu Wolności w Lubinie zgromadził się tłum, liczący – według raportu Milicji Obywatelskiej – ok. 5 tys. ludzi. Wielu szło z kwiatami na rękach. Kilka minut później na lubińskim rynku pojawiła się wyczekiwana karetka pogotowia, z której dano sygnał do rozpoczęcia demonstracji, poprzez odśpiewanie polskiego hymnu. Zgromadzeni zaczęli układać kwiaty na znak krzyża. Demonstranci nie przeczuwali tego, co się za chwilę wydarzy…

Po godzinie 15:30 z krążącego dookoła rynku samochodu milicyjnego zaczęto wzywać zgromadzonych, aby się rozeszli. Ci nie zamierzali jednak ustąpić ani na krok. Por. Jan Maj, zastępca komendanta MO w Lubinie, nie spodziewał się, że demonstracja przybierze tak duże rozmiary, dlatego wysłał w okolicę bardzo skromy oddział. Przewaga liczebna dodawała ludziom odwagi. Gdy jednak po raz kolejny odśpiewali hymn narodowy, pluton MO złożony z 35 funkcjonariuszy rzucił w ich stronę środki łzawiące. Atmosfera na placu gęstniała. Rozwścieczony tłum podnosił okrzyki „gestapo” i „mordercy”, w reakcji na co milicjanci zintensyfikowali swoje ataki. Kilka grantów odrzucono z powrotem w stronę atakujących. Wobec eskalacji konfliktu por. Maj poprosił o pomoc stacjonujący w Legnicy oddział ZOMO. Wkrótce na miejscu były już dwa plutony zaopatrzone w pistolety maszynowe oraz broń chemiczną.

Po pewnym czasie z tłumu dało się usłyszeć rozdzierające krzyki: „Strzelają z ostrych!”. Funkcjonariusze strzelali na przemian krótkimi i długimi seriami, a ich pociski trafiały w asfalt, pobliskie budynki oraz przypadkowe osoby. Na placu pojawiły się także wozy strażackie, które miały rozpędzać tłum strumieniami wody. Milicjanci poruszali się po mieście w grupach rajdujących, wskutek czego ich strzały trafiały nie tylko w demonstrantów, ale także przypadkowych przechodniów.

 1
  • romski IP
    jak dziś wiadomo przesiedział tylko 8 miesięcy. Jan Maj od marca 2018 jest na wolności
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0