Żołnierze wyklęciWierzchowiny – historia do rewizji

Wierzchowiny – historia do rewizji

Dodano 13

Inaczej wygląda sprawa z raportem „Romana”. Został on zakwestionowany podczas procesu wierzchowińskiego przez jednego z oskarżonych oficerów NSZ (kpt. Władysława Żwirka „Wysokiego”) czym wprawił w osłupienie skład sędziowski. Padły wówczas słowa, które mogą dziś stanowić klucz do zrozumienia manipulacji dokonanej przez komunistów. Podczas identyfikacji dowodów procesowych „Wysoki”, oglądając meldunek „Romana”, stwierdził, że dokument ten spisano na innym papierze niż znane mu pismo z czerwca 1945 r. Naciskany przez przewodniczącego składu sędziowskiego miał dodać, że treść przedstawionego mu wówczas dokumentu jest co prawda zbliżona, lecz jego „początek i koniec jest inny”. Dokument zawierał sporo błędów stylistycznych, interpunkcyjnych i ortograficznych, podkreślonych czerwonym ołówkiem. Okazany mu przez bezpiekę raport „Romana” różnił się więc od tego zapamiętanego przez oficera: „Bezwzględnie zaprzeczam, żeby to był autentyczny meldunek zarówno co do treści jak i formy”.

Warto pamiętać, że Jaroszyński był szantażowany przez bezpiekę. W rękach komunistów była jego żona będąca w stanie błogosławionym, a na wolności zostało dwóch synów. Walczył o życie nie tylko swoje ale przede wszystkim najbliższych. Zresztą uznany przez innych oskarżonych za osobę złamaną w trakcie śledztwa został ostatecznie skazany na karę śmierci i zamordowany.

W jeszcze gorszym stanie do archiwaliów NSZ przedstawia się sprawa dokumentów podziemia poakowskiego z Chełmskiego. Do interesującego nas okresu, do czerwca 1945 r. nie dysponujemy żadnymi oryginałami czy nawet odpisami raportów AK-DSZ, które mogłyby nam pomóc w rozwikłaniu założeń współpracy polskiego podziemia przeciw Wierzchowinom. Takowe są znane dopiero do okresu późniejszego.

Mając na względzie te ograniczenia źródłowe – można uznać, że nadal jesteśmy krok, a może nawet kilka, przed pełniejszym zrozumieniem tła i mechanizmu wydarzeń, które rozegrały się w środę, 6 czerwca 1945 r., w Wierzchowinach, wsi położonej między Krasnymstawem a Chełmem w województwie lubelskim.

„Mała Moskwa”

W czasie okupacji niemieckiej Wierzchowiny w gminie Siennica Różana w oczach polskiego podziemia były uznawane za społeczność zaangażowaną politycznie (a więc czynnie) przeciwko Polakom. W latach 60. b. komendant PUBP w Chełmie, w gronie oficerów MSW, przypomniał:

Chciałbym dodać parę słów od siebie o tej wiosce. Jest to wieś, gdzie większość mężczyzn w okresie międzywojennym należała do KPZU. Jeszcze dziś żyje cały szereg działaczy z tej wsi. W okresie okupacji stacjonowało tam, lub przechodziło tamtędy, kilka naszych oddziałów partyzanckich. Stacjonowały tam min. oddziały „Przepiórki”, „Cienia”, Korczyńskiego. Był tam też oddział radziecki „Wiktora”. Znajdował się tam też szpital, zaopatrzony i utrzymywany przez mieszkańców wsi Wierzchowiny. W czasie okupacji nie miał tam dostępu żaden oddział WiN-u, NSZ-tu lub AK. Podobnie było po wyzwoleniu.

Demonstracyjne opowiedzenie się mieszkańców Wierzchowin po stronie okupanta sowieckiego w 1939 r., powtórzyło się latem roku 1944. Obecność jej mieszkańców w strukturach siłowych UB i MO spowodowała odwet podziemia polskiego w dogodnym dla niego momencie. Na odprawie w Stefanowie (pow. Chełm) w maju 1945 r. doszło do uzgodnień między NSZ a AK-DSZ mających na celu ukaranie najbardziej gorliwych lojalistów reżimu w Wierzchowinach. Wytypowano do likwidacji kilkanaście osób (głównie Ukraińców i kilku Polaków). Z braku jakichkolwiek oryginalnych dokumentów organizacyjnych, jej przebieg znany jest wyłącznie z relacji zmarłego szereg lat temu por. Mieczysława Szczerbatki „Sępa” (zastępcy ppor. Konstantego Piotrowskiego „Jastrzębia”, „Zagłoby” – dowódcy lotnego oddziału dyspozycyjnego Inspektoratu AK-DSZ Chełm). Według jego słów, prócz Wierzchowin, podobne akcje miały dotknąć również dwie inne wsie w regionie. Do wykonania akcji na Wierzchowiny zgłosił się kpt. Pazderski „Szary”. W celu wzmocnienia siły ognia kolumny NSZ, struktury poakowskie wypożyczyły bratniej organizacji zmagazynowaną broń ciężką. Było to spowodowane faktem, jak wspominał przywołany wcześniej b. funkcjonariusz UB: „Mieszkańcy tej wsi [Wierzchowin] zwrócili się do nas z prośbą ażeby pozostawić im broń. Znając sytuację zgodziliśmy się na to”. Wieś była częściowo ufortyfikowana od strony lasu, w tej części było stanowisko ciężkiego karabinu maszynowego. Bojówkarze z Wierzchowin patrolowali okolice, budząc strach wśród mieszkańców okolicznych wiosek. Nawiasem mówiąc, poza legalnie posiadana bronią, mieli też pozyskaną we własnym zakresie.

Niech realia ówczesnego życia uzmysłowi nam dziś incydent z udziałem zdemobilizowanego żołnierza „ludowego” WP, który miał miejsce około 20 maja 1945 r. Wracając ze szpitala w Chełmie do rodzinnej wsi Majdan Ostrowski, przejeżdżał przez Wierzchowiny:

W tej wsi zatrzymał nas mężczyzna ubrany po cywilnemu i zażądał od nas dokumentów. […] Zlekceważyłem jego prośbę wylegitymowania nas i kazałem furmanowi jechać dalej. Mężczyzna ten szarpnął za lejce, aż konie przysiadły na zadach. Ja chwyciłem bat i uderzyłem go po ramieniu. Mężczyzna gwizdnął i z pobliskiego lasu wybiegło kilku umundurowanych ludzi. Zorientowałem się, że to nie żarty. Krępy mężczyzna powtórnie zażądał od nas okazania dokumentów. Odpowiedziałem mu na to, że ja jestem umundurowany a on po cywilnemu więc na jakiej podstawie chce mnie legitymować. Wówczas mężczyzna ten poszedł do pobliskiego domu i przyniósł stamtąd dokument wielkości papieru kancelaryjnego i dał mi do przeczytania. Na tej kartce fabrycznie wydrukowane było; u góry: orzeł bez korony, poniżej „Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego” a dalej atramentem dopisane było: „Placówka Wierzchowiny”, poniżej były pieczęcie.

Reasumując: była obopólna zgoda polskiego podziemia co do konieczności przeprowadzenia akcji odwetowej polegającej na likwidacji osób skazanych wyrokami podziemnego wymiaru sprawiedliwości. Przy realizacji tego niełatwego zadania Zgrupowaniu NSZ przypadła rola główna: wkroczenie do wsi – typowej ulicówki – rozciągniętej na długości kilku kilometrów. Oddziały poakowskie miały pełnić rolę ubezpieczającą na wypadek nagłej odsieczy od strony Chełma.

„Grupa pozorowana” w szeregach NSZ

17 maja 1945 r. ppor. Roman Margula „Bajbus”, szef PAS KP NSZ Krasnystaw, przesłał meldunek, a więc zaledwie na trzy tygodnie przed wydarzeniami w Wierzchowinach:

Z polecenia Błyskawicy Płomyka [Komendanta PAS Okręgu, por./kpt Zygmunta Wolanina „Zenona”]zawiadamiam, że wczoraj na odprawie powiatowej resortu bezpieczeństwa uchwalono wypuścić w teren specjalne oddziały resortu [bezpieczeństwa] jako oddziały partyzanckie. O tym proszę uprzedzić wszystkie Grunwaldy [oddziały partyzanckie].

Historyk Grzegorz Jacek Pelica przekonany jest, że w rejonie Chełma taka kilkudziesięcioosobowa, złożona z milicjantów grupa pozorowana została skierowana w teren już 19 maja 1945 r. Zwraca on również uwagę, że z powodu niedoborów służby łącznikowej i innych utrudnień ostrzeżenie to mogło do części oddziałów partyzanckich NSZ dotrzeć za późno. Wiadomo, że ostrzeżenie, które otrzymał oddział NSZ („Grunwald 4”) ppor. Romana Jaroszyńskiego „Romana” nosiło datę 19 maja. Zobowiązano w nim dowódcę do wystawiania specjalnych przepustek żołnierzom, starannego sprawdzania napotykanych osób, zatrzymywania podejrzanych oraz likwidowania nieznanych mu oddziałów.

Naczelny dowódca „ludowego” WP marsz. Michał Żymierski (właśc. Łyżwiński), 24 maja 1945 r. wydał „Rozkaz nr 00289/Op”., zgodnie z którym przerzucone na wschód kraju frontowe dywizje piechoty miały „zlikwidować w zdecydowany i energiczny sposób w jak najkrótszym czasie bandy dywersyjne i zapewnić miejscowym władzom i ludności normalne warunki pracy”. Wyznaczone formacje miały też prowadzić szeroką akcję agitacyjną wśród ludności. 28 maja, w kolejnym „Rozkazie operacyjnym nr 00292/Op”., zostały podane precyzyjnie granice działania oraz punkty rozładowania transportów kolejowych. 3 DP miała operować na styku województw lubelskiego i rzeszowskiego. 5 czerwca 1945 r. Prezydium KRN podjęło uchwałę o utworzeniu Centralnej Komisji Politycznej do Walki z Bandytyzmem. Na jej czele stanął Władysław Gomułka. Pierwsze jej posiedzenie odbyło się 8 czerwca. Postanowiono na nim odkomenderować do sztabów dywizji i pułków doświadczonych w rzemiośle „partyzanckim” oficerów AL. W połowie czerwca odbyła się odprawa w Sztabie Generalnym „l”WP, w której uczestniczyli przedstawiciele kierownictwa MBP, Komendy Głównej MO oraz kilku oficerów wytypowanych do działań „pozorowanych”. Mieli oni położyć kres istnieniu zbrojnego oporu przeciw reżimowi. Stosowne pełnomocnictwa przy 3 DP otrzymali: płk Grzegorz Korczyński, mjr Tadeusz Szymański, mjr Bolesław Kowalski i mjr Edward Gronczewski. 12 czerwca minister Stanisław Radkiewicz wydał „Okólnik nr 9” o przeprowadzeniu akcji likwidacji „band” i „nielegalnego podziemia”. Na ten sam miesiąc przypadł początek współpracy wojska i organów bezpieczeństwa w zwalczaniu podziemia. Z pododdziałów 3 DP, skierowanej do woj. lubelskiego pod koniec maja 1945 r., utworzono dodatkowo cztery specjalne grupy operacyjne (partyzanckie, tj. pozorowane), które otrzymały zadanie rozsadzenia „od środka” struktur antykomunistycznych. Rekrutowały się one z byłych bojówkarzy AL, partyzantów BCh i AK oraz funkcjonariuszy UB i MO.

Czytaj także:
Spektakularna akcja polskich żołnierzy. Uratowali tysiąc kobiet przed straszną śmiercią

W powiecie chełmskim zadanie animowania „grupy pozorowanej” otrzymał funkcjonariusz UB Jan Jaszczuk, zastępca szefa PUBP w Chełmie. Miał to zadanie wykonywać z ramienia KW PPR w Lublinie. Ten Ukrainiec w rzeczywistości rabował rodaków jak i ich polskich sąsiadów. Posuwał się też do zabójstw. Według stenogramu rozmowy w MSW:

W okresie dwóch tygodni udało nam się uzyskać kontakt z naszymi ludźmi, których wysłaliśmy w ślad za bandą. Przed nawiązaniem z nami [PUBP] kontaktu zdążyli zainstalować się w bandzie i [przekazać] wszystkie dane odnośnie mordu w Wierzchowinach i późniejszej walki między bandą a naszymi jednostkami.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 2/2018
Artykuł został opublikowany w 2/2018 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 13
  • Jechwoparch IP
    Czy to nazista z UPA czy nazista z NSZ to zawsze będzie mordował cywili bo naziscibto po prostu bandyci i zwyrodnialcy. Jak to cudownie ze po wojnie zwyciężyła Komuna i pogoniła to całe nazistowskie batachło.CHWAŁA CHŁOPCOM z MBP KBW LWP za Wolność i spokój i utylizacje faszystowskich psów
    Dodaj odpowiedź 11 32
      Odpowiedzi: 2
    • Marek P. IP
      Co za brednie. Autor pomija fakt, że por. Roman Jaroszyński "Roman" był po prostu UBecką wtyczką. Na procesie mówił to, czego chcieli jego mocodawcy z UB. A skazany na śmierć jedynie co powiedział, że mówił tylko to, co od niego chcieli.
      Po drugie nie istnieje żaden "Raport sytuacyjny „Szarego” do dowódcy AS NSZ Okręgu Lublin z 9 czerwca 1945 r." Jest tylko ręcznie napisany "odpis" sporządzony przez UB i tylko "potwierdzony". Dlaczego nie prawdziwy dokument, który podobno był w rękach UB? Cała sprawa jest właśnie oparta o takie "odpisy" i zero jednego autentycznego dokumentu. Ppor. "Roman" tak mówił na procesie o  swojej agenturalnej działalności powiedział m.in.: "(...) W parę miesięcy po wstąpieniu do NSZ nawiązałem kontakt z zastępcą kierownika Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Lublinie i ujawniłem 35 członków NSZ. Zdemaskowałem dowódcę Pogotowia Akcji Specjalnej w Lublinie - Grudzińskiego, który utrzymywał kontakt między NSZ a zatrzymanymi przez Urząd Bezpieczeństwa w więzieniu na Zamku w Lublinie członkami NSZ (...).".
      Dodaj odpowiedź 15 9
        Odpowiedzi: 2
      • Szacki IP
        Cześć i chwała Narodowym Siłom Zbrojnym.
        Dodaj odpowiedź 27 16
          Odpowiedzi: 0
        • Przemek1986 IP
          Było to zło Dziś należy wyciągnąć wnioski i popierać Ukrainę I Ukraińców I to mówię jako Polak
          Dodaj odpowiedź 4 45
            Odpowiedzi: 2