Żołnierze wyklęciŻołnierze Wyklęci, nasi bohaterowie

Żołnierze Wyklęci, nasi bohaterowie

Oddział NZW Mieczysława Dziemieszkiewicza
Oddział NZW Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja" w 1948 r. / Źródło: Instytut Pamięci Narodowej
Dodano 7
Żołnierze Wyklęci w imię umiłowania wolności rzucili wyzwanie największemu mocarstwu Europy. W PRL zostali bestialsko wymordowani, a w III RP padli ofiarą kampanii nienawiści.

Miejscowość Majdan Kozic Górnych, zabudowania należące do rolnika Jana Becia. Jest godz. 15.45, gospodarstwo otacza specjalna, kilkudziesięcioosobowa grupa operacyjna funkcjonariuszy SB i ZOMO. Są uzbrojeni w broń automatyczną. Idą bardzo ostrożnie w stronę domu. Gdy są już blisko, ze środka wychodzi postawny mężczyzna z teczką. Esbecy krzyczą, aby się zatrzymał i podniósł ręce do góry. Ten w odpowiedzi wyszarpuje pistolet i otwiera ogień.

Wywiązuje się strzelanina. Choć napastnicy mają olbrzymią przewagę liczebną, mężczyzna pod osłoną zabudowań przebiega kilkaset metrów. Cały czas naciska na spust. Widać, że nie zamierza dostać się w ręce komunistów żywcem. W jego stronę sypie się grad kul. Wreszcie jedna z serii okazuje się celna. Mężczyzna pada na ziemię. Po dwóch minutach umiera. Jest 21 października 1963 r. Zabity to Józef Franczak ps. Laluś. Ostatni Żołnierz Wyklęty.

Tego dnia – 18 lat po zakończeniu II wojny światowej i 19 lat po rozpoczęciu sowieckiej okupacji – dobiegła końca epopeja. Jedna z najpiękniejszych, a zarazem najbardziej tragicznych epopei w historii Polski. Epopeja, która napawa zarazem dumą z bohaterstwa, jak i gorzkim żalem z powodu męczeńskiej śmierci najlepszych synów Polski. Makabrycznym symbolem tej walki niech będzie fakt, że esbecy w akcie zemsty sprofanowali ciało Józefa Franczaka. Rodzinie zostało przekazane bez głowy.

Sowieckie „wyzwolenie”

Rok 1945 był dla mieszkańców Europy Zachodniej rokiem zwycięstwa. Adolf Hitler strzelił sobie w głowę, III Rzesza obróciła się w gruzy, II wojna światowa dobiegła końca. A wraz z nią straszliwa okupacja niemiecka. Zniknęły gestapo, SS, SD i inne sadystyczne organizacje spod znaku swastyki. Upojeni wolnością ludzie wyszli świętować na ulice, strzeliły korki od szampana.

Euforia była tak wielka, że nie dostrzegano – a być może nie chciano dostrzec – iż dla wschodniej części kontynentu ten sam rok 1945 był rokiem klęski. Po sześciu latach wojny, która Europę Wschodnią dotknęła dużo bardziej niż Zachodnią, jedna okupacja została zamieniona na drugą. Zniknęło gestapo, ale pojawiło się NKWD. Zniknęło SS, ale pojawiła się Armia Czerwona, zniknęło SD, ale pojawił się Smiersz. Hitlera zastąpił Stalin.

Czytaj także:
Jak Sowieci w Polsce referendum sfałszowali

W Polsce nowy okupant z marszu przystąpił do brutalnej pacyfikacji. Przy całkowitej obojętności zachodnich „sojuszników” Polacy zostali wzięci w żelazne sowieckie kleszcze. Znowu, jak w 1940 r. w Katyniu, polskim oficerom strzelano w tył głowy. Znowu na wschód pojechały wagony bydlęce wypełnione polskimi patriotami. Bezwzględne represje spadły na Kościół i resztki ziemiaństwa. Dławiono wszelkie przejawy wolnej myśli.

Na potrzeby nowego okupanta zaadaptowano obozy w Auschwitz i w Majdanku. Na zamku w Lublinie wykonywano wyroki śmierci na żołnierzach Armii Krajowej. W rejonie Augustowa bolszewicy przeprowadzili wielką obławę, w wyniku której zamordowanych zostało co najmniej 600 osób.

Jednocześnie komuniści zlikwidowali ostatnie pozory pluralizmu. W 1947 r. sfałszowali wybory i zmusili do ucieczki próbującego się z nimi porozumieć Stanisława Mikołajczyka. Kierowane przez niego PSL zostało rozbite. Wcześniej aresztowani i uprowadzeni do Moskwy zostali przywódcy Polski Podziemnej. Połowa Rzeczypospolitej – ze Lwowem i z Wilnem na czele – została oderwana od macierzy i włączona do Związku Sowieckiego.

„Przez pięć lat okupacji niemieckiej nie zginęło tylu Polaków, ilu zginęło przez pięć miesięcy »demokratycznej niepodległości«” – pisał Zdzisław Broński ps. Uskok. Na terenie Polski znajdowało się pół miliona sowieckich żołnierzy, polscy komuniści – dzięki pomocy NKWD – szybko zbudowali własny, potężny aparat terroru. Podobnie jak w Związku Sowieckim na wierzch wypłynęły męty, zaczęło mnożyć się donosicielstwo. Społeczeństwo zostało poddane permanentnej inwigilacji.

Wydawało się, że w tej sytuacji wszelki opór jest po prostu niemożliwy. Że Polakom nie pozostaje nic innego, jak porzucenie nadziei i powolne gnicie w komunistycznym bagnie. Wówczas jednak na arenę wkroczyli Wyklęci. Polska zerwała się do boju i rozpoczęło się wielkie, ogólnonarodowe powstanie. Przez struktury organizacji niepodległościowych walczących z komuną w latach 1944–1963 mogło przewinąć się nawet pół miliona ludzi. Było to więc zjawisko o skali olbrzymiej. Symbol oporu Polaków wobec nowego zniewolenia.

Strach komunistów

Pierwsze zręby konspiracji antykomunistycznej powstały jeszcze w 1944 r. Najpierw pod szyldem organizacji Niepodległość (kryptonim Nie), która przeistoczyła się w Delegaturę Sił Zbrojnych na Kraj, a wreszcie, we wrześniu 1945 r., w Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość (WiN). Równolegle działały potężne struktury Narodowego Zjednoczenia Wojskowego oraz dziesiątki mniejszych, lokalnych organizacji i oddziałów.

Od Poznania do Wilna, od Gdyni do Krakowa cała Polska zapłonęła. Lasy zapełniły się młodymi ludźmi, którzy w imię umiłowania wolności i niezgody na zniewolenie rzucili wyzwanie największemu mocarstwu ówczesnej Europy. Rzucili wyzwanie totalitarnemu molochowi. Jedni z nich wierzyli, że lada moment wybuchnie III wojna światowa między Ameryką a Sowietami. Inni woleli zginąć z bronią w ręku, niż zostać zakatowanymi na śmierć w ubeckich kazamatach.

Komuniści, którzy spodziewali się, że mając po swojej stronie sowieckie bagnety, bez większego oporu ujarzmią Polskę i z łatwością narzucą jej swój zbrodniczy totalitarny system, poczuli strach. Żołnierze podziemia niepodległościowego niszczyli komitety partyjne i posterunki UB, rozbijali więzienia. Atakowali konwoje i wykonywali wyroki śmierci na najbardziej gorliwych katach narodu polskiego i szpiclach. Całe regiony Polski znalazły się pod kontrolą leśnych oddziałów.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 1/2013
Artykuł został opublikowany w 1/2013 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 7
  • Andrzej K. IP
    Do Pana doktora Jerzego C. Malinowskiego - Panie Malinowski, na co liczyli ci niby "żołnierze" jak np. niejaki Józef Franczak ps. Laluś który "walczył" jeszcze z bronią w ręku w 1961(!) roku mordując rodaków? Jeżeli zachowały się dokumenty w komisariatach byłej milicji w Krakowie a ma Pan możliwość je obejrzeć to polecam poczytać o działalności między innymi bandy Ognia i wielu innych watażków na Podhalu. Po przeczytaniu Pańskiego postu doszedłem do wniosku, że dzisiaj jedynie prawicowi oszołomi do których i Pan należy, mają rację pisząc historię od nowa ale mają pecha bo żyje jeszcze wielu świadków tamtych zdarzeń. Dokumenty band zapewne zostały zniszczone bo chwały nie przynosiły. Proszę już nie pisać że byli to żołnierze bo jak wiadomo nie należeli do żadnej armii i nie podlegali żadnemu dowództwu oprócz kilku samozwańców.
    Dodaj odpowiedź 0 2
      Odpowiedzi: 0
    • prawdzic IP
      Co to znaczy - "nasi"?
      Dodaj odpowiedź 1 0
        Odpowiedzi: 0
      • dr Jerzy C. Malinowski IP
        W związku z emitowaną jeszcze w mediach problematyką Żołnierzy Niezłomnych i nachalnym lansowaniem niezwykle zakłamanej i zmanipulowanej książki niedouczonego P.Zychowicza "Skazy..." - ZAPROPONOWAŁEM red. nacz. "Do Rzeczy", panu LISICKIEMU, małą serię artykułów dla odkłamania tego fragmentu dziejów Polski w kierowanym przez niego piśmie. Zastrzegłem, że nie może być cenzury ani tzw."korekty", pod którą często kryje się ta pierwsza. Jestem historykiem-politologiem, który specjalizuje się w historii najnowszej, czyli m.in. w tej problematyce. Wspomniane "Skazy..." Zychowicza to w istocie zlepek manipulacji i półprawd, nieuctwa i przemilczeń, insynuacji i kłamstw. Moja recenzjo-polemika wykazałaby co jest kłamstwem i manipulacją, a co prawdą i w jak niewielkim zakresie - może 5 procent. Zaproponowana red. Lisickiemu recenzji-polemika składałaby się z sześciu modułów, w którym omówiłbym i zdemaskował główne nieuczciwości i nieuctwa Zychowicza, przede wszystkim w odniesieniu do tych dowódców powojennej Polski Walczącej, których on spotwarzył w swojej śmieciowej książce. Są to w kolejności rozdziałów tej książki: 1-rtm."Łupaszko"-Z.Szendzielarz (Dubinki), 2-kpt."Szary"-M.Pazderski (Wierzchowiny), 3-kpt."Bury"-R.Rajs (furmani), 4-kpt."Wołyniak"-J.Zadzierski (Piskorowice), 5-por."Ogień"-J.Kuraś (Krościenko), 6-por."Wacław"-J.Biss (Pawłokoma). A w module 7-zrecenzowałbym pozostałe fragmenty. ALE red. LISICKI i  redakcja "Do Rzeczy" MILCZY wobec MOJEJ PROPOZYCJI, z czego można wnioskować, że nie życzy sobie ujawnienia przez fachowca faktu, że te "Skazy..." są w istocie zlepkiem manipulacji i półprawd, nieuctwa i przemilczeń, insynuacji i kłamstw. Stanowczo odradzam kupowanie i czytanie tej śmieciowej książki, ponieważ jest to równoznaczne z finansowaniem nieuczciwości i kłamstwa oraz zaśmiecaniem sobie umysłu kłamliwymi wyobrażeniami i fałszywymi interpretacjami. Pisanina Zychowicza jest najwyraźniej kontynuacją rosjo-komunistycznego prop-agitu z lat 1944-1991, kiedy to Moskale, zakłamani i przewrotni, posługując się swoimi polskojęzycznymi kreaturami zmierzali do spotwarzenia Żołnierzy Niezłomnych. Prawdziwi Polacy nie dali sobie jednak zrobić "wody z mózgu".
        Dodaj odpowiedź 1 1
          Odpowiedzi: 0
        • Jechwoparch IP
          Psy Przeklęte zdrajcy Polski i sługusy nazistów oraz Watykanu zamordowali 30 tysięcy niewinnych Polaków w tym kobiety i dzieci. HAŃBA NA WIEKI NAZISTOWSKIM ZBRODNIARZOM
          Dodaj odpowiedź 4 4
            Odpowiedzi: 0
          • aras39@tlen.pl IP
            To wszystko pięknie Zychowicz opisał.
            Tylko czego to jednocześnie dowodzi. Ano tego, iż nasze władze w Londynie nie dały WYRAŹNEGO rozkazu, aby zawczasu rozformować leśne oddziały. Znowu zatryumfowało myślenie życzeniowe oraz polityczne mrzonki. Krwawa ofiara Powstanie Warszawskiego niczego tych ludzi nie nauczyła....
            Aby nie było wątpliwości - utrzymanie pomyślności ojczyzny wymaga ciężkiej pracy, często poświęcenia, a bywa że i ofiar.
            Jednak nic nie może być za wszelką cenę. Wiele sytuacji w życiu narodów wymaga wyczucia chwili, odpowiedniego momentu, kiedy należy podjąć takie a nie inne kroki.
            Nade wszystko należy jednak czekać i.... obserwować rozwój sytuacji.
            Brutalna prawda niestety jest taka, że nawet największe zastępy wspaniałych bohaterów, lecz martwych, niczego już nie zbudują, nie stworzą, nie wymyślą....
            Dodaj odpowiedź 2 0
              Odpowiedzi: 1

            Więcej historii