ŚredniowieczeZagadka „kongresu władców” w Krakowie. Jak Kazimierz Wielki wygrał wszystko

Zagadka „kongresu władców” w Krakowie. Jak Kazimierz Wielki wygrał wszystko

Dodano 2

Jeżeli więc nie królewskie gody to co? Wydaje się, że Kazimierz Wielki chciał się pochwalić przed światem, że właśnie otwiera w Krakowie uniwersytet, a dokładniej uczelnię taką nazywało się w onych wiekach Studium Generale. Zgodę na utworzenie uniwersytetu wydawał wówczas papież, a byle komu jej nie udzielał. Musiała więc Polska i jej władca na to sobie zasłużyć. Widać zasłużyli, bowiem była to druga po praskiej wyższa uczelnia w tej części Europy. Było więc czym się chwalić, a i przed kim także. Skład osobowy tego kongresu monarchów podajemy za Pawłem Jasienicą. „Wawel gościł wtedy wyjątkowo liczny poczet koronowanych głów: cesarza Karola IV, jego brata Jana i syna Wacława, króla Węgier - Ludwika, króla Danii - Waldemara, króla Cypru - Piotra de Lusignan, księcia Austrii - Rudolfa IV i dwóch jego braci, Alberta i Leopolda, margrabiów brandenburskich - Ludwika i Ottona, Ziemowita III mazowieckiego, Bogusława V wołogoskiego i jego syna Kazimierza, zwanego w Polsce Kaźkiem Szczecińskim, Bolka II ze Świdnicy, Władysława z Opola oraz wszystkich innych polskich książąt ze Śląska”.

Jak dodamy do tego jeszcze zapewne niezliczoną liczbę towarzyszących im możnych i sług, to rzeczywiście ilość osób przebywających w tym samym czasie w Krakowie musi robić wrażenie. Dwóch monarchów widać pozazdrościło polskiemu królowi takiej uczelni. Prof. Franciszek Ziejka: „Ta wiadomość na pewno bardzo podniosła pozycję króla polskiego w oczach gości. Stała się też na swój sposób „zaraźliwą": wszak już w roku następnym, 1365, założył uniwersytet w Wiedniu książę Rudolf IV, jeden z gości króla Kazimierza na zjeździe krakowskim. A w trzy lata później podobną decyzję podjął król węgierski, fundując uniwersytet w Pięciukościołach (Pécs)”.

„Wojna o cześć kobiety” i mediatorów dwóch

Na samo tylko „pokazanie chwały swojego Królestwa” zapewne tylu koronowanych głów by nie przybyło. Wybitny dziewiętnastowieczny historyk Karol Szajnocha napisał opowieść pt.: „Wojna o cześć kobiety”, gdzie od pierwszych słów zastanawia się nad owym zjazdem monarchów. Odrzuca oczywiście podaną przez Długosza wersję o ślubie wnuczki Kazimierza i mówi wprost, że poszło „o sprawę królowej węgierskiej Elżbiety, siostry Kazimierza W”.. I dalej: „Nie znamy wiele ustępów w historyi średnich wieków, któreby ciekawiej od niniejszego, charakteryzowały swoją epokę”.

Otóż to, a mówi się, że średniowiecze to ciemnota i tylko wojny. Spory, okazuje się, nawet te najostrzejsze, można było rozwiązywać i innymi sposobami. Wróćmy się zatem o kilka lat. Ludwik Węgierski posyła posłów do Pragi. Tam podczas uczty wydanej przez Karola IV dochodzi do skandalu. Cesarz obraża królową węgierską Elżbietę (Łokietkównę) nazywając ją bezwstydną, a może nawet ladacznicą. Gdy posłowie węgierscy donieśli o tym Ludwikowi, ten na taką potwarz wobec matki nie pozostaje obojętny. Wypowiada więc w 1362 roku wojnę cesarzowi. Kazimierz siłą rzeczy zobowiązuje się poprzeć szwagra. Szykowała się wielka zawierucha, w którą mogło zostać zaangażowanych kilka ościennych państw, w tym także Habsburgowie. Papież jest zaniepokojony, wzywa do mediacji.

Kazimierz - pisze prof. Andrzej Nowak - „nie był raczej gotów ruszać na wojnę z cesarzem tylko dla obrony czci swojej siostry. W odróżnieniu od Ludwika, cnoty rycerskie nie były jego najmocniejszą stroną”. Natomiast w dyplomacji i rozwiązywaniu konfliktów na drodze pokojowej, był mistrzem Europy. Przyjmuje Kazimierz rolę mediatora i działa w imieniu Ludwika, a po stronie przeciwnej w imieniu cesarza mediuje Bolko Świdnicki, siostrzeniec polskiego króla. I znajdują polubowne rozwiązanie. Jest ono takie, jakie w owych czasach często było stosowane. Cesarz Karol IV tej wojny się obawiał, więc wymyślił wyjście matrymonialne, na który strona atakująca przystaje. Jak pisze prof. Nowak „zaproponował małżeństwo Elżbiecie, wnuczce Kazimierza - córce Bogusława V zachodniopomorskiego i Elżbiety Kazimierzówny. (…) W ten sposób król polski stawał się „prateściem” cesarza”. Uniknięto zatem wojny dynastycznej w Europie, więc trzeba było to jakoś uczcić, ale i potwierdzić.

I tak w roku następnym skonfliktowani wcześniej i inni zainteresowani więcej czy mniej spotykają się w Krakowie. A co tam robi król Cypru? Wspomnimy tylko, że namawiał koronowane głowy do kolejnej krucjaty. Oni zapewne się uśmiechali, przytakiwali dyplomatycznie, ale w konsekwencji nie mieli zamiaru w niej uczestniczyć. No i jeszcze jest, o dziwo, król dalekiej Danii. W najlepszej bodaj biografii Kazimierza jej autor, prof. Jerzy Wyrozumski zwraca uwagę na zawarty wcześniej przez polskiego króla sojusz z Danią. Miał on wzmocnić Polskę od północy i być „straszakiem” na Krzyżaków. Ten ustalony już „przyjacielski związek i braterska przyjaźń” miał obowiązywać po wieczne czasy. Może to tłumaczyć przyjazd na ten zjazd Waldemara IV, choć niektórzy historycy jego obecność wówczas w Krakowie poddają w wątpliwość.

Czytaj także:
Zagadka „Stańczyka”. Dlaczego Matejko „pomylił” tak ważną rzecz?

Trzeba to oblać

Jest w Krakowie uniwersytet, jest pokój w Europie więc można biesiadować. Jeszcze tylko po cichu władcy ustalają ważne dla swojej przyszłości umowy, wydają odpowiednie dokumenty i wszyscy zadowoleni zasiadają do stołu. Wcześniej oczywiście zwyczajem rycerskim odbywają się turnieje, gonitwy i inne zabawy. Pisał Jan Długosz:

Zwycięzcom na igrzyskach i szermierzom Kazimierz, król polski, hojne porozdawał nagrody. Chcąc zaś tenże król Kazimierz okazać swoje i królestwa swego bogactwa i dostatki, którymi wszystkich poprzedników swoich, królów polskich, przewyższył, przez cały czas trwającego wesela goszczących u siebie królów, książąt i panów codziennie wytwornymi raczył biesiadami i z wielką podejmował wspaniałością. A na tym nie przestając, każdego dnia, po skończonej biesiadzie, wszystkim królom i gościom rozdawał mnogie i niezwykłej wartości upominki, które rzeczonych królów, książąt i goszczących panów w wielkie wprawiały podziwienie.

Janko z Czarnkowa dodaje: „Jaka była wesołość na tej uczcie, jaka wspaniałość, sława i obfitość - opisać nie podobna, chyba powiedzieć tylko, że wszystkim dawano więcej niż sami życzyli”. Prosty lud też chyba się napił do syta, skoro Długosz zanotował, że „na rynku krakowskim porozstawiano po wielu miejscach beczki i naczynia ogromnej wielkości, napełnione wybornym winem”. Było więc na bogato. Do dzisiaj trwają dyskusje, kto tak ogromną imprezę opłacał. Toć kosztować ona musiała krocie. Uważa się, że „Ucztę u Wierzynka” finansowało miasto Kraków, a powszechnie znana nazwa wzięła się od miejsca biesiady – było to mieszkanie owego bogatego kupca Wierzynka, który zapewne także poważnie dorzucił się do jej zorganizowania, a i jeszcze zabłysnął przed gośćmi. „Podarki zaś, które w obecności innych królów Kazimierzowi, królowi polskiemu, naówczas złożył, tak drogiej miały być ceny, że sto tysięcy złotych swoją wartością przenosiły, a nie tylko w podziw wielki, ale w osłupienie wszystkich wprawiły” - pisał Długosz.

Sam zjazd monarchów i wieńcząca go uczta to rezultat wieloletniej polityki króla Kaźmierza. Prof. Wyrozumski tak oto podsumował wydarzenie z września roku 1364: „Istotą rzeczy była więc próba zmiany sojuszów dwustronnych na system sojuszu zbiorowego państw Europy Środkowej, gwarantujący pokój i bezpieczeństwo na dużym jej obszarze. Idea była wielka, wyrastająca ponad epokę, w której się zrodziła, chlubnie świadcząca o ostatnim Piaście na polskim tronie. Kraków zaś, jako miejsce spotkania i rzeczywistego zbliżenia monarchów, stawał się osią polityki międzynarodowej w jej średniowiecznym środkowoeuropejskim wymiarze”.

Myślimy, że już wówczas zasłużył sobie Kazimierz III na nadany mu później przydomek Wielki.

Bronisław Abramowicz, „Uczta u Wierzynka”, (1876 rok), olej/płótno; wymiary: 157 x 315 cm, Muzeum Narodowe w Krakowie. (fot. MNK)

Czytaj także

 2
  • stefss IP
    Wydarzenie na skalę mocarstwową, osobowość króla – jedyna i niepowtarzalna w całej naszej historii, efekty jego panowania – wielowymiarowe i znaczące dla wszystkich późniejszych pokoleń, z nami włącznie.
    Tylko polszczyzna i fatalny styl tego artykułu żałosne...
    Dodaj odpowiedź 0 1
      Odpowiedzi: 0
    • Zadruga IP
      Kazik miał słabość do kobiet, nie miał też synów. Jedną z takich nałożnic została Żydówka Estera. Dawniej inna Estera też została nałożnicą władcy. Było to w Persji i była kochanicą samego Kserksesa. Tak, tego z którym dzielnie walczyli Spartanie pod wodzą Leonidasa. Obie miały więc wpływ na władzę, a dokładnie wpływali na tych władców rodacy tych Ester. I to w Persji w większym wymiarze, nawet jest podany wuj tej perskiej Estery o dość obżydliwym imieniu Mordochuj. Gdy więc zaczęli rządzić tym sposobem w Persji nie tylko popchnęli Kserksesa do szaleńczych i buńczucznych wojen przeciw Grecji, ale i w samej Persji wymordowali 75 tysięcy osób, tylko za to, że "osmielili się być przeciwnikiami Żydów". Znamienne, że i współcześnie w podobnym mocarstwie jakim była Persji (Iran) - USA, Żydzi mają podobny wpływ na tamtejsze władze także przez ożenki. Córki zarówno Trumpa jak i Klintona wyszły za Żydów a nawet przeszły na judaizm. Samymi Syjonistami są także Trump i Klintonowie.
      Dodaj odpowiedź 5 6
        Odpowiedzi: 0