ŚredniowieczeZagadka „kongresu władców” w Krakowie. Jak Kazimierz Wielki wygrał wszystko

Zagadka „kongresu władców” w Krakowie. Jak Kazimierz Wielki wygrał wszystko

Fragment obrazu Bronisława Abramowicza, „Uczta u Wierzynka”.
Fragment obrazu Bronisława Abramowicza, „Uczta u Wierzynka”. / Źródło: Muzeum Narodowe w Krakowie
Dodano 2
Zjazd monarchów i wieńcząca go uczta to rezultat wieloletniej polityki króla Kaźmierza. Już wówczas zasłużył sobie Kazimierz III na nadany mu później przydomek Wielki.

Gdy Kazimierz Wielki po śmierci ojca zakładał koronę, to dostał w spadku kraj, który tak naprawdę składał się z dwóch ziem: Małopolski i Wielkopolski oraz lennych wobec króla ziemi łęczyckiej i sieradzkiej. Inne obszary wcześniej posiadane Łokietek utracił, w tym przede wszystkim Pomorze oraz rodzinne Kujawy. Pozostało trzeciorzędne państewko środkowoeuropejskie. Do tego król Czech Jan Luksemburski rościł sobie prawa do polskiej korony jako spadek po Przemyślidach. Używał tytułu króla Polski. Łokietka od czasu koronacji Luksemburczyk nazywał wyłącznie „królem krakowskim”, sam zachowując tytuł rex Poloniae.

Na początku królowania Kazimierza Wielkiego nic w tej materii się nie zmieniło. Rozumiał nasz Piast - jak pisali już w wieku XIX Stanisław Smolka i August Sokołowski - „że siłą oręża nie podoła Krzyżakom i Luksemburgom. (…) Schował miecz i zasiadł do szachownicy dyplomatycznej, na której rozgrywała się partia pomiędzy dynastami środkowej Europy”.

Michał Bobrzyński ujął cel Kazimierza mocniej: „Chwyciwszy też po śmierci ojca ster rządów, postanowił sobie epoce walki za jaką bądź cenę położyć koniec, a podnieść kraj i społeczeństwo polskie na ten stopień gospodarstwa, oświaty i cywilizacji, na jakim podówczas stanęła już Europa zachodnia i południowa”. Czyli król pacyfista, reformator i wirtuoz zawierania sojuszy. Nie należy jednak przy tym zapominać, że przez zgoła ćwierć wieku z przerwami prowadził walki o Ruś.

Uczta uwieczniona

Na ścianie w krakowskich Sukiennicach w Galerii Malarstwa Polskiego zawieszono powyżej oczu muzealnego widza obraz, który można łatwo przegapić w czasie zwiedzania. Nie rzuca się w oczy, ani ze względu na swoją kolorystykę, a nawet rozmiary, oczywiście jak wcześniej obejrzymy prezentowane tam dzieła Matejki, np. „Hołd Pruski” czy „Kościuszkę pod Racławicami”. Ot, widzimy na płótnie natłok ludzi przy stole i wokół niego. Malowidło to trudno jest nawet pod względem artystycznym zaliczyć do pierwszej, ba, nawet drugiej ligi w dziejach polskiego malarstwa, choć po jego namalowaniu autor, Bronisław Abramowicz, został honorowym członkiem korespondentem wiedeńskiego Kunstverein.

Natomiast wydarzenie na nim uwiecznione, odnoszące się do historii Korony Królestwa Polskiego, to już liga światowa. Pisze Barbara Ciciora: „Obraz poddano jednak miażdżącej krytyce. Rodacy zobaczyli w nim zaledwie wspaniałą ucztę, nie zaś wydarzenie jakiego pragnęli, budzące dumę z minionej, ale rzeczywistej potęgi Polski”. Nie ma czemu się dziwić naszym przodkom. Naród pogrążony wówczas w zaborach mógł spodziewać się czegoś bardziej wzniosłego. Malarze historyczni mieli wręcz patriotyczny obowiązek pokazywać jak potężna Polska była kiedyś. Ale w sumie nie jest przecież aż tak źle. Widzimy, że króla Kazimierza uczynił artysta postacią centralną i nadał mu najbardziej poczesne miejsce przy stole. To wokół niego skupiają się najważniejsze koronowane głowy.

Jakie to wybitne wydarzenie tak mało bodaj udolnie według krytyki chciał przedstawić artysta? Skupił się na biesiadowaniu, to fakt, a nie ono było wtedy najważniejsze. Stało się co prawda symbolem zjazdu monarchów odbytego z inicjatywy Kazimierza Wielkiego, a mającego miejsce w Krakowie we wrześniu Roku Pańskiego 1364. Słynna „Uczta u Wierzynka”, bo o niej mowa, to tylko ostatnia faza „kongresu władców”, który jeszcze bardziej wzmocnił i tak już mocną wówczas pozycję polskiego monarchy na arenie europejskiej. To spotkanie królów i książąt wolno chyba uznać za zwieńczenie działalności Kazimierza Wielkiego we wprowadzeniu Korony Królestwa Polskiego do grona najbardziej znaczących państw ówczesnej Europy, a rozpoczęte koronacją w roku 1333. Sześć lat po tym „kongresie” niestety ostatni Piast na polskim tronie umiera.

Na usprawiedliwienie artysty dodajmy, że obrazy z tego zjazdu stworzyli także dwaj bardzo wybitni dziewiętnastowieczni malarze - Jan Matejko oraz Józef Simmler. Obaj skupili się również na jednym tylko jego elemencie, właśnie na „Uczcie u Wierzynka”. Simmler postąpił podobnie jak Abramowicz - pokazał samą ucztę. U Mistrza Jana samej uczty nie widzimy, tylko korowód osób na nią zdążający. Artysta często bowiem przemawia symbolem, a takim symbolem krakowskiego zjazdu europejskich monarchów na pewno było kończące je biesiadowanie. Obecnie również zapewne w powszechnej świadomości z tego zjazdu monarchów pozostaje nam w pamięci przede wszystkim owa uczta. Odwiedzający Kraków mogą nawet zajrzeć do restauracji „U Wierzynka”, która ponoć nie znajduje się w tym samym miejscu co w XIV wieku, ale także blisko Rynku.

Czytaj także:
Niezwykłe odkrycie w grobowcu Kazimierza Wielkiego

Przypuszczać możemy, że wtedy, gdy obrazy te powstawały, w ludzkiej pamięci utkwiła tylko owa uczta. I co wtedy mieliby namalować malarze - rozmowy, zakulisowe pertraktacje, zawarte umowy? Przedstawić cały przebieg wydarzeń jaki miał miejsce w czasie wizyty monarchów w Krakowie i jego wyniki za pomocą pędzla było niepodobna. Jan Długosz pisał, że zjazd trwał aż dni dwadzieścia. Skoro tak, choć wierzyć się nie chce, to oprócz jedzenia i picia musiano o czymś ważnym deliberować, a nie tylko ucztować.

Chwalimy się

Zawsze przy tego typu „imprezach” i rozsyłaniu zaproszeń musi być określony cel główny. W tym wypadku nie bardzo jednoznacznie można powiedzieć co nim było. Długosz twierdził, że odbył się wówczas ślub wnuczki Kazimierza, Elżbiety Pomorskiej z cesarzem Karolem. Wiemy natomiast, że miał on miejsce rok wcześniej. Tak więc kronikarz połączył w swym obszernym opisie dwa wydarzenia - ów ślub, który w maju 1363 r. odbył się również w Krakowie oraz zjazd monarchów z roku 1364.

Czytaj także

 2
  • stefss IP
    Wydarzenie na skalę mocarstwową, osobowość króla – jedyna i niepowtarzalna w całej naszej historii, efekty jego panowania – wielowymiarowe i znaczące dla wszystkich późniejszych pokoleń, z nami włącznie.
    Tylko polszczyzna i fatalny styl tego artykułu żałosne...
    Dodaj odpowiedź 0 1
      Odpowiedzi: 0
    • Zadruga IP
      Kazik miał słabość do kobiet, nie miał też synów. Jedną z takich nałożnic została Żydówka Estera. Dawniej inna Estera też została nałożnicą władcy. Było to w Persji i była kochanicą samego Kserksesa. Tak, tego z którym dzielnie walczyli Spartanie pod wodzą Leonidasa. Obie miały więc wpływ na władzę, a dokładnie wpływali na tych władców rodacy tych Ester. I to w Persji w większym wymiarze, nawet jest podany wuj tej perskiej Estery o dość obżydliwym imieniu Mordochuj. Gdy więc zaczęli rządzić tym sposobem w Persji nie tylko popchnęli Kserksesa do szaleńczych i buńczucznych wojen przeciw Grecji, ale i w samej Persji wymordowali 75 tysięcy osób, tylko za to, że "osmielili się być przeciwnikiami Żydów". Znamienne, że i współcześnie w podobnym mocarstwie jakim była Persji (Iran) - USA, Żydzi mają podobny wpływ na tamtejsze władze także przez ożenki. Córki zarówno Trumpa jak i Klintona wyszły za Żydów a nawet przeszły na judaizm. Samymi Syjonistami są także Trump i Klintonowie.
      Dodaj odpowiedź 5 6
        Odpowiedzi: 0