ŚredniowieczeDwie koronacje Chrobrego. Pierwsza wciąż pozostaje zagadką

Dwie koronacje Chrobrego. Pierwsza wciąż pozostaje zagadką

Dodano 5

Pierwsi kronikarze o zjeździe

Zobaczmy zatem co o tym wydarzeniu napisali dwaj kronikarze wymienieni przez J. Strzelczyka, czyli niemiecki Thietmar i „nasz” Anonim. Będąc już pod Gnieznem - pisze Thietmar - „gdy Otto ujrzał z daleka upragniony gród, zbliżył się doń boso ze słowami modlitwy na ustach. Tamtejszy biskup Unger przyjął go z wielkim szacunkiem i wprowadził do kościoła, gdzie cesarz, zalany łzami, prosił świętego męczennika o wstawiennictwo, by mógł dostąpić łaski Chrystusowej. Następnie utworzył zaraz arcybiskupstwo (…), którego diecezja obejmowała cały ten kraj. Arcybiskupstwo to powierzył bratu wspomnianego męczennika Radzimowi i podporządkował mu z wyjątkiem biskupa poznańskiego Ungera następujących biskupów: kołobrzeskiego Reinberna, krakowskiego Poppona i wrocławskiego Jana. Również ufundował tam ołtarz i złożył na nim uroczyście święte relikwie. Po załatwieniu tych wszystkich spraw cesarz otrzymał od księcia Bolesława wspaniałe dary i wśród nich, co największą sprawiło mu przyjemność, trzystu opancerzonych żołnierzy. Kiedy odjeżdżał, Bolesław odprowadził go z doborowym pocztem aż do Magdeburga, gdzie obchodzili uroczyście niedzielę palmową”.

Czytelnik mógł odnieść wrażenie, że cała uroczystość była w sumie krótka, i była tylko religijna, a naprawdę trwała dni trzy, gdzie oprócz modlenia się było także ucztowanie i to jakie. Oddajmy teraz głos Gallowi: „Zważywszy jego [Bolesława] chwałę, potęgę i bogactwo, cesarz rzymski zawołał w podziwie: »Na koronę mego cesarstwa! to, co widzę, większe jest, niż wieść głosiła!«. I za radą swych magnatów dodał wobec wszystkich: »Nie godzi się takiego i tak wielkiego męża, jakby jednego spośród dostojników, księciem nazywać lub hrabią, lecz [wypada] chlubnie wynieść go na tron królewski i uwieńczyć koroną«. A zdjąwszy z głowy swej diadem cesarski, włożył go na głowę Bolesława na [zadatek] przymierza i przyjaźni, i za chorągiew tryumfalną dał mu w darze gwóźdź z krzyża Pańskiego wraz z włócznią św. Maurycego, w zamian za co Bolesław ofiarował mu ramię św. Wojciecha. I tak wielką owego dnia złączyli się miłością, że cesarz mianował go bratem i współpracownikiem cesarstwa i nazwał go przyjacielem i sprzymierzeńcem narodu rzymskiego”.

I dalej: „Bolesław więc, tak chlubnie wyniesiony na królewski tron przez cesarza, okazał wrodzoną sobie hojność urządzając podczas trzech dni swej konsekracji prawdziwie królewskie i cesarskie biesiady i codziennie zmieniając wszystkie naczynia i sprzęty, a zastawiając coraz to inne i jeszcze bardziej kosztowne. Po zakończeniu bowiem biesiady nakazał cześnikom i stolnikom zebrać ze wszystkich stołów z trzech dni złote i srebrne naczynia, bo żadnych drewnianych tam nie było, mianowicie kubki, puchary, misy, czarki i rogi, i ofiarował je cesarzowi dla uczczenia go, nie zaś jako dań [należną] od księcia”.

Zapewne to słynne założenie cesarskiego diademu na głowę Bolesława nastąpiło podczas ucztowania i w chwili uniesienia, może i podchmielenia Ottona. Nie dość, że pojedli i popili to jeszcze złote naczynia ze sobą zabrali. Mocna i bogata była już Polska. Przesadził zapewne Gall pisząc te słowa, ale jakże one pobudzają wyobraźnię. Posłuchajmy: „Złoto bowiem za jego [Bolesława] czasów było tak pospolite u wszystkich jak [dziś] srebro, srebro zaś było tanie jak słoma”. Należała się królewska korona? Oczywiście, że należała się naszemu Bolesławowi nazwanemu „bratem i współpracownikiem cesarstwa”.

Zawróćmy uwagę na jeden z prezentów otrzymanych od cesarza. To kopia włóczni św. Maurycego z umieszczonym w niej fragmentem gwoździa z Krzyża Pańskiego. Dowód najwyższego uznania dla „współpracowników cesarstwa”. Otrzymali ją w tym samym niemal czasie Bolesław i węgierski Stefan. Ale korona trafiła wówczas do Stefana, a nie do Bolesława. Karol Szajnocha twierdził, że Bolesław „tę Ottonową koroną miał za nic (...), a istotnym zaś zyskiem, jaki Polska odniosła z pobytu cesarza w Gnieźnie, było właśnie odpowiednie teraźniejszemu duchowi czasu rozprzestrzenienie władzy duchowej ze strony samego cesarza przez ustanowę trzech nowych biskupstw i niezawisłej od duchowieństwa niemieckiego archidiecezji krajowej, tudzież zlanie na Bolesława władzy zakładania nowych biskupstw”. Wspomnieć należy jeszcze, że grot tej włóczni do dzisiaj znajduje się na Wawelu, ale... bez gwoździa. Tę relikwię wywiózł po abdykacji Jan Kazimierz do Francji, gdzie została zniszczona w czasie rewolucji francuskiej. W „Poczcie królów polskich” na imaginowanym portrecie Chrobrego, Matejko ową włócznię uwiecznił trzymaną przez króla w prawej dłoni.

Król Polski

Dwa lata po zjeździe niespodziewanie umiera Otton III, a zaraz po nim papież Sylwester II, były wychowawca cesarza. W Niemczech władzę obejmuje Henryk II, który zamierza rozprawić się ze Słowianami. Zaczyna się wojna z Niemcami, która z przerwami trwa lat piętnaście. Bolesław nie zgina karku przed największym mocarzem ówczesnej Europy. Aż nadto często bije jego wojska. Z wielkim smutkiem zapisał wówczas Thietmar te znamienne sowa: „Niechaj Bóg wybaczy cesarzowi, że czyniąc trybutariusza panem, wyniósł go [Bolesława] tak wysoko, że ten, zapominając o tym, jak postępował jego rodzic, ośmielał się wciągać pomału w poddaństwo wyżej od niego stojących i nęcąc ich czczą przynętą znikomych pieniędzy doprowadzać ich do niewoli i utraty wolności”.

Czytaj także:
Polacy biorą Kijów. Tysięczna rocznica wielkiej wyprawy

Trzeba wyjaśnić co miał na myśli niemiecki kronikarz mówiąc „jego rodzic”. „Za życia znakomitego Odona [margrabiego] ojciec jego, Mieszko, nigdy nie odważył się wejść ubrany w skórzane szaty do domu, w którym jego obecność przypuszczał i nigdy nie śmiał siedzieć, gdy ów [Odo] powstał”. A Bolesław się „doważył”, karku nie zgiął. Powtórzmy za A. Nowakiem. Bolesław „miał kark gruby i twardy, nie chciał - nawet udając - zginać go wobec niemieckiej przewagi tak, jak przypisywał to jeszcze jego ojcu kronikarz Thietmar”. Nie było więc szans bez poparcia cesarza na koronację. Trzeba było czekać na lepszą okazję. I nadchodzi ona po latach. W lipcu 1024 umiera Henryk II i w tym samym czasie ówczesny papież. Pisze Paweł Jasienica „Pod sam koniec życia doczekał się Bolesław chwili spełnienia zamiaru powziętego przed ćwierćwieczem. W roku 1025 - prawdopodobnie na Wielkanoc - na jego własny rozkaz i bez przyzwolenia papieża biskupi polscy ukoronowali go na króla. (…) Zanim się zmącone stosunki polityczne na nowo wyklarowały - Polska miała już koronowanego króla. Dany został przykład, wzór do naśladowania dla potomnych. Nigdy w przyszłości nie mieli już Polacy zapomnieć o uzyskanej koronie. (…) Epoka Bolesława Chrobrego zostawiła narodowi w spadku poczucie własnej wartości”. A i my, szczególne teraz powinniśmy, jak trafnie zauważył A. Nowak, tę sławę Bolesławą traktować jako cząstkę własnej, bo uczestniczyli w niej także i nasi przodkowie.

Wielu pretendentów do władzy we własnych państwach udawało się wówczas do władcy Niemiec, prosząc go o wsparcie. Zapewne coś nam teraz to przypomina. Wcale nie tak dawno temu P. Jasienica mógł analizując kroniki omawiające dzieje Polski napisać, że „nie ma [w nich] natomiast ani jednej wzmianki o Polakach szukających u cesarzy pomocy przeciwko własnemu księciu. Państwo Mieszka i Bolesława było rzeczywiście państwem spójnym”.

W swoim „pamiętniku” Marian Gorzkowski zapisał pod datą styczeń 1889: „W tym roku przypada rozpoczęcie dziewiątego szkicu, do historyi cywilizacyi, koronacya Bolesława Chrobrego w Gnieźnie: cesarz Otto III daje mu koronę i dary przywiezione od papieża z Rzymu”. Czyli jak widzimy, Mistrz Jan nie malował „Dziejów”... po kolei, tylko jak uznał za stosowne. Jest to jednak dla nas, widzów, w sumie obojętne, gdyż wszystkie obrazy z cyklu „Dzieje cywilizacji w Polsce” możemy teraz oglądać eksponowane razem w tzw. „Salach Matejkowskich” Zamku Królewskiego w Warszawie.

Jan Matejko, „Koronacja pierwszego króla R.P. 1001”, (1889 rok), z cyklu „Dzieje cywilizacji w Polsce”, olej/deska dębowa; wymiary: 79 x 105 cm, wł. Muzeum Narodowe w Warszawie, na ekspozycji Zamek Królewski w Warszawie.

Literatura: A. Nowak, „Dzieje Polski”, T.1, Kraków 2014; P. Jasienica, „Polska Piastów”, Warszawa 1985; P. Jasienica, „Trzej kronikarze”, Warszawa 1992; M. Maciorowski, M. Maciejewska, „Władcy Polski”, Warszawa 2018; G. Labuda, „Pierwsze wieki monarchii piastowskiej”, Poznań 2012; Marek K. Barański, „Dynastia Piastów w Polsce, Warszawa 2005; Pr. zb. „Polaków dzieje malowane” Warszawa 2007; E. Suchodolska, M. Wrede, „Jana Matejki Dzieje cywilizacji w Polsce”, Warszawa 1998; M. Gorzkowski, „Jan Matejko. Epoka lat dalszych do końca życia artysty”, Kraków 1898; K. Sroczyńska (red.), „Matejko. Obrazy olejne. Katalog”, Warszawa 1991; J.I.Kraszewski „Wizerunki królów i książąt polskich”, Warszawa 1888; K. Szajnocha, „Bolesław Chrobry”,Lwów 1887; J. Matejko (obrazy i tekst), „Dzieje cywilizacyi w Polsce”, Warszawa 1912;

Czytaj także

 5
  • Znajdź przygodę już dziś... IP
    Hej- Nowa strona ero,tyczna na której znajdziesz sasiadke.
    Ponad milion ofert z całego świata!

    http://paniedzis.pl

    Szybka i bezpieczna rejestracja, Zupełna anonimowość,
    Setki osób z całego świata.
    Dodaj odpowiedź 0 1
      Odpowiedzi: 0
    • Piotr IP
      Jak to u Matejko zawsze łączył kilka wydarzeń w jedno tym sposobem pokazywał przyczyny i skutek. Pojmowanie historii przez Matejkę i tego co obraz ma skupić w swoich ramach doskonale wyjaśniają jego słowa: „Historyczny wypadek nie spada z nieba gotowy od razu, on jest przygotowany całym procesem dążeń i zabiegów różnych ludzi, którzy byli lub nie byli obecni w tej chwili, na tym miejscu gdzie się fakt ostatecznie dokonał. Do całości zaś faktu należą ci ludzie jako siły, które go poruszały i powodowały choćby z odległości czasu lub z odległości miejsca. Obraz, który całość takiego faktu wystawić ma prawo, owszem powinien wszystkie te sity w swych ramach skupić i pokazać. Wtedy dopiero obraz historyczny będzie prawdziwie samodzielnie stworzonym - nie niewolniczą ilustracją kroniki, ale skupieniem i odtworzeniem samodzielnym tego, co w kronikach jest rozproszone, rozrzucone a do całości faktu należy. Wtedy i malarz będzie artystycznym dziejopisem, sędzią niejako i faktu samego, i wszystkich działających w nim sił i pierwiastków”. Pozdrawiam.
      Dodaj odpowiedź 2 0
        Odpowiedzi: 0
      • maszczyk IP
        wielki historyk który NIE ZNA PRAWDY , TYLKO PISZE BANIALUKI , ZAPOZNAJ SIE Z  PRAWDZIWĄ HISTORIĄ I WTEDY DOPIERO PISZ, OK,, TAK WŁAŚNIE JEST OD KILKU NASTU A NAWET DZIESIĘCIU LAT UCZONA MŁODZIERZ ,,POLSKA HISTORI ,
        Dodaj odpowiedź 2 6
          Odpowiedzi: 1
        • Słowiańska Troja 100 km na zachód od Szczecina IP
          Dodaj odpowiedź 8 4
            Odpowiedzi: 0