ŚredniowieczePierwszy samuraj. Klątwa mnichów z góry Hiei

Pierwszy samuraj. Klątwa mnichów z góry Hiei

Dodano

Wojownicy Minamotów wycofali się w góry, ale przywódca klanu Taira był nieugięty i szedł za nimi krok w krok. W końcu ta mała wojna domowa skończyła się tak, jak skończyć się musiała: Yoshitomo został schwytany i uśmiercony, a następnie na rozkaz Kiyomoriego stracono prawie wszystkich mężczyzn z rodu Minamoto. Straszliwy samuraj rozrzewnił się tylko nad losem staruszka Yorimasy i dzieci pokonanego przeciwnika, którym darował życie. Nie wiedział, że w ten sposób przyszykował zgubę swemu rodowi. Już wkrótce klątwa mnichów z góry Hiei miała zacząć się spełniać.

Czaszka ojca

Dwadzieścia lat, jakie nastąpiło po stłumieniu rebelii Yoshitomo, było bez wątpienia erą rodu Taira. Członkowie klanu zmonopolizowali wszystkie najwyższe urzędy w kraju, a ich wpływy sięgnęły zenitu, gdy w 1167 r. Kiyomori uzyskał tytuł wielkiego ministra. Cztery lata później ów samuraj wydał swą córkę za mąż za cesarza Takakurę, a gdy na świat przyszedł ich syn Antoku, wypróbowanym przez Fujiwarów manewrem zmusił zięcia do abdykacji na rzecz malucha.

Wydawało się, że fortuna uśmiecha się do starzejącego się powoli wojownika. W rzeczywistości był on w stolicy powszechnie znienawidzony. Dworska arystokracja nie cierpiała go i uważała za chamskiego nuworysza. Jego pochodzenie budziło pogardę, a snute przez niego plany przeniesienia stolicy do tradycyjnie wspierającego klan Taira miasta Fukuhara też nie przysparzały mu popularności. Nikt jednak nie odważył się powiedzieć o nim złego słowa, Kiyomori dysponował potężną armią i trzymał wszystkich za gardło. Ci, którzy ośmielili się mu sprzeciwić, szybko tracili życie. Tym większym szokiem dla mieszkańców Kioto była rebelia, która wybuchła przeciwko niemu w roku 1180. Zadziwiające było już to, kto stanął na jej czele – za broń chwycili: sędziwy Yorimasa i mający chrapkę na tron syn Goshirakawy – Mochihito. Buntownicy za wiele nie zdziałali, szybko musieli salwować się ucieczką z miasta, która i tak nie przyniosła im ocalenia. Pościg dopadł ich nad rzeką Uji. Książę padł ugodzony strzałą, a stareńki Minamoto popełnił pierwsze w dziejach Japonii seppuku.

I na tym cała sprawa by się zapewne skończyła, lecz Mochihito przed swą śmiercią zdążył jeszcze rozesłać po kraju posłańców, mających odnaleźć pozostałych przy życiu Minamotów i prosić ich o pomoc w walce przeciwko dyktaturze Kiyomoriego. Jednak i to by zapewne nie wystarczyło do odmienienia biegu dziejów, gdyby nie postać skromnego wędrownego mnicha – Mongaku, który jak chyba nikt inny przyczynił się do rozpętania wojny, jaka spustoszyć miała Japonię. Zakonnik ów, zdobywszy nie wiadomo skąd czaszkę Yoshitomo, udał się w podróż do jego syna, Yoritomo, któremu sprezentował szczątki ojca. Wstrząśnięty młody samuraj zapałał żądzą zemsty i zdecydował się ruszyć w pole przeciwko klanowi Taira. Tym sposobem rozpoczęła się pięcioletnia wojna Gempei.

Wojna Gempei

W prowincji Izu rozgorzał ogień powstania dowodzonego przez Yoritomo. Niestety, szybko zgasł, stłumiony przez wasali Tairów. Młody samuraj, chcąc ratować życie, musiał salwować się ucieczką do Kantō. Wyglądało na to, że Kiyomori ponownie stłumił wszelki opór, jednak karta rychło miała się odwrócić. Wojska Tairów podążyły za uciekającym Yoritomo aż do rzeki Fujigawy. I pewnie rozniosłyby siły klanu Minamoto w puch, gdyby nie szczęśliwy uśmiech losu. Kiedy nocą obie armie rozłożyły obozy, oczekując świtu, by rozpocząć bitwę, żołnierze rodu Taira usłyszeli nagle szum. Wziąwszy ów dźwięk za nocny atak wojsk Yoritomo, dowódcy dali sygnał do odwrotu. Obóz błyskawicznie zwinięto i co koń wyskoczy ruszono do Kioto. Wycofujący się samuraje Kiyomoriego nie wiedzieli, że właśnie na wieki okryli się śmiesznością, tajemniczy szum był bowiem... odgłosem skrzydeł wodnego ptactwa, które zerwało się do lotu.

Ocalony tym sposobem młodzieniec ustanowił swą główną bazą miejscowość Kamakura, z której sterować miał odtąd posunięciami militarnymi swego klanu i jego sojuszników. Tych zaś przybywało z dnia na dzień. Kiyomori był nielubiany nie tylko w stolicy, lecz także na prowincji. Można przypuszczać, że samurajowie mieli za złe liderowi Tairów to, że doszedłszy do władzy dzięki ich pomocy, wsiąkł wraz z całą rodziną w środowisko dworskie. Ów brak sympatii miał się okrutnie zemścić na całym klanie, ale tego Kiyomori już nie zobaczył. Wielki wojownik zmarł spokojnie w roku 1181, przekonany, że rebelia rodu Minamoto zostanie wkrótce stłumiona.

Podczas gdy żądny zemsty za śmierć ojca Yoritomo zawiązywał polityczne alianse, w polu działali pozostali członkowie jego klanu, tj: młodsi bracia Yoshitsune i Noriyori, wuj Yukiie i kuzyn Yoshinaka. Ten ostatni w roku 1183 zadał Tairom wielką klęskę na przełęczy Kurikara, po czym ruszył na stolicę. Przerażona rodzina Kiyomoriego co prędzej z niej czmychnęła, zabierając ze sobą maleńkiego cesarza Antoku, a zwycięski wódz zajął Kioto. Yoritomo powinien nie posiadać się ze szczęścia, było jednak inaczej. Jego kuzyn okazał się jednostką nadzwyczaj żądną władzy i zaczął grać na własną rękę. Ostatecznie przywódca klanu Minamoto musiał odłożyć na chwilę walkę z głównym wrogiem, by rozprawić się z krewniakiem, przeciwko któremu posłał Yoshitsune. Yoshinaka został w roku 1184 pokonany w bitwie nad rzeką Uji i zmuszony do wycofania. Wkrótce potem zginął.

Tymczasem Yoritomo zyskiwał zwolenników. Powód był prosty: już na początku wojny ogłosił, że dekret poległego księcia Mochihito przyznaje mu jurysdykcję nad terenami wschodniej Japonii, po czym zaczął je dzielić między swoich sojuszników. Łasi na majątki ziemskie wojownicy ruszyli do jego armii, oczekując hojnej nagrody. A sprytny Yoritomo, którego nic to nie kosztowało, szafował nadaniami na lewo i prawo.

Następne lata były okresem ciągłej defensywy rodu Taira, od którego odwracali się kolejni zwolennicy. Do ostatecznej bitwy doszło w cieśninie Dannoura, gdzie starły się floty obydwu rodów. Dowodzone przez Yoshitsune okręty klanu Minamoto rozgromiły siły przeciwnika. O ogromie rzezi najlepiej świadczy fakt, że morskie wody przybrały barwę czerwieni od przelanej krwi. Polegli wszyscy dowódcy Tairów i dziesiątki ich wasali. Życie stracił mały cesarz Antoku, utopiony przez własną piastunkę, która nie chciała, by dostał się do niewoli. W bitewnym zamieszaniu zaginął też święty miecz Trawosiecz, będący jednym z regaliów cesarskich. Bezcennego oręża nigdy nie odnaleziono.

Bitwa w cieśninie Dannoura rozsławiła imię Yoshitsune na całą Japonię. I przyniosła mu zgubę. Zazdrosny o chwałę brata Yoritomo nasłał na niego skrytobójców. Młodszy z braci Minamoto przez cztery lata krążył po kraju, ukrywając się to tu, to tam, aż w końcu osaczony przez wrogów popełnił seppuku. Śmierć ponieśli też Yukiie i Noriyori. Yoritomo nie ufał bowiem nikomu, a już najmniej własnej rodzinie.

Epilog

W roku 1192 Yoritomo otrzymał z rąk cesarza tytuł szoguna. Funkcja ta nie była niczym nowym, nadawano ją już wcześniej, ale to właśnie bratobójca z klanu Minamoto nadał jej znaczenie, jakie znamy dzisiaj. Od chwili oficjalnego objęcia przez niego tego urzędu w Japonii zapanował system, w którym monarcha co prawda panował, ale prawdziwą władzę sprawował dyktator wojskowy wywodzący się z klasy samurajów. Arystokracja dworska została odsunięta od rządów i zmarginalizowana. Kraj Wschodzącego Słońca należał od teraz do wojowników. Skończyła się epoka Heian, zaczął się okres Kamakura.

Yoritomo nie cieszył się długo swym sukcesem. Człowiek, którego drogę do władzy znaczyły trupy zarówno wrogów, jak i krewnych, zmarł siedem lat po mianowaniu go szogunem. Zostawił po sobie dwóch synów, którzy okazali się wyjątkowymi nieudacznikami. W efekcie już w roku 1219 klan Minamoto utracił władzę na rzecz spowinowaconego z nim rodu Hōjō, którego członkowie jako regenci mieli władać Japonią aż do XIV w.

Klątwa mnichów z góry Hiei dopełniła się. Klan Taira przestał istnieć. Rzucone przez uchodzących z Kioto zakonników przekleństwo wyniszczyło jednak nie tylko rodzinę Kiyomoriego. Rykoszetem dostał również ród Minamoto. Wojna Gempei zakończyła się co prawda jego zwycięstwem, lecz było ono pyrrusowe, a owoce miał ostatecznie zebrać kto inny.

Okładka miesięcznika Historia Do Rzeczy: 3/2016
Artykuł został opublikowany w 3/2016 wydaniu miesięcznika „Historia Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0