ŚredniowieczeOkrutny mord na polskim królu

Okrutny mord na polskim królu

Dodano 4

Margrabiowie brandenburscy (...), dowiedziawszy się przez zwiadowców, że król Przemysł przebywa w Rogoźnie oddany uciechom i nie przeczuwa żadnej napaści, pewni, że nie będzie myślał o straży, która by strzegła jego życia i bezpieczeństwa, zachęceni nadto bezbronnością miejsca, które nie było otoczone żadnym wałem ani murem, gromadzą nie tylko własne, ale także najęte skądinąd wojsko. Wśród ciemności nocy przez gęstwiny leśne, by zauważeni przez kogoś nie narazili się przez swą lekkomyślność, zanim nie wywrą zemsty, w Środę Popielcową, ósmego lutego, (...), o świcie przybywają do Rogoźna tak niespodziewanie i potajemnie (…), że wprowadzają w błąd wszystkich. Zdradziecko i podstępnie (nie wypowiedzieli mu bowiem wojny żadnym listem ani przez posłów) napadają i rzucają się na króla Przemysła odpoczywającego w sypialni królewskiej i jego rycerzy rozmieszczonych po różnych gospodach i domach, pogrążonych w głębokim śnie po wczorajszej obfitej uczcie zakropionej suto winem, ociężałych opilstwem, a zatem całkowicie bezbronnych i zupełnie nieprzygotowanych do walki. I choć król Przemysł, przerażony strasznym i niespodziewanym napadem, nie wiedział zupełnie, jacy wrogowie i w jakiej liczbie go napadli, opanowawszy jednak strach, jako mąż odważny i znany z siły, napada na wrogów ze swoimi ludźmi, którym zachętą, słowem i czynem dodawał odwagi do stawienia oporu wrogom, a starłszy się z nimi wielu spośród nich rani lub zabija. (…) Ugodzony licznymi strzałami i ciosami miecza, walcząc jak najdzielniej do ostatka, jak przystało jego rodowi, pada w ogromnym tłumie wrogów, a ciało okryte wieloma ranami osuwa się na ziemię. Ujęty przez wrogów, na pół żywy sprawił im wielką uciechę i radość. Dokładali bowiem starań, żeby go żywego doprowadzić do swoich domów i krajów jako okaz zwycięstwa (...). Ale kiedy go Sasi usiłowali dowieźć cało do swego kraju i osłabionego i półżywego wskutek wielkiej liczby śmiertelnych ran wsadzili na konia, książę okazał się zbyt słaby, by mógł siedzieć na koniu lub, by go można było przewieźć wozem. Chwiejąc się osunął się na ziemię niemal martwy. Ponieważ nadto nie było żadnej nadziei, żeby król przeżył do jutra, [Sasi] z wściekłością rzucają się na związane, poranione i naznaczone już piętnem śmierci ciało, przeszywają je wielekroć sztyletami i w najokrutniejszy sposób mordują...

Nie chcieli więc napastnicy króla zabić, tylko go uprowadzić, prawdopodobnie po to, aby zrzekł się Pomorza Gdańskiego. W czasie jednak oddalania się z nim od miejsca ataku, Przemysł II na tyle osłabł z powodu upływu krwi, że nie rokował nadziei, iż żywym znajdzie się w miejscu przeznaczenia. Siepacze brandenburscy dobili więc umierającego już króla i pozostawili zwłoki na drodze. Dlaczego więc Gerson, który zawsze dbał o szczegóły historyczne i na pewno znał kronikę Długosza, pokazał śmierć króla całkowicie inaczej, niż było to w rzeczywistości? Wydaje się, że zastosował tutaj najważniejszą bodaj zasadę malarstwa historycznego, wybierając „owocny moment”, czyli taki, kiedy nie wszystko jeszcze zostało rozstrzygnięte, a akcja zmierza wyraźnie do zakończenia.

Dzięki temu widzimy śpiącego króla obejmującego ręką tarczę z orłem, uzbrojonych napastników, którzy już są w środku komnaty i obezwładnili wcześniej kneblując sługę władcy. Jeden z zabójców trzyma nóż w dłoni, który zaraz niechybnie wbije w pierś króla. Pomimo, że odczytujemy ten obraz przez zasady malarstwa historycznego, to nadal głowimy się nad sensem tego malowidła, całkowicie zaprzeczającemu faktom historycznym. Być może wyjaśnieniem będzie taka oto interpretacja przyjęta przez Jakuba Zarzyckiego: „Obraz Gersona może być więc odczytywany na dwóch poziomach. Jako typowa dla ówczesnego europejskiego malarstwa historycznego scena z dawnych dziejów o mocnym zabarwieniu sensacyjnym, bazująca na sprawdzonych chwytach. Wystarczyło dodać drugi człon tytułu („Zamordowanie króla polskiego” - przy. L.L.), który wyjaśniał, kim był Przemysław II i obraz mógł być pokazywany w Wiedniu (1882), Petersburgu (1884), Pradze (1885) i Paryżu (1888). Tymczasem Polacy żyjący pod zaborami, poza pełną napięcia historią, mogli zobaczyć w dziele alegorię swojego kraju – podstępnie zgładzonego, bez możliwości obrony, ale szlachetniejszego od napastników. Czy ta alegoria była prawdziwa? Na pewno świetnie namalowana”. Kompozycja jest na tyle realnie ujęta, że oglądający obraz powinien zrozumieć, że chodzi tu o skrytobójstwo z obcego podszeptu.

Wśród ludu krążyły po śmierci króla plotki, że zasłużył sobie na przedwczesną śmierć, choć oczywiście oburzenie było wielkie. W roku 1273 Przemysł II zawarł zawiązek małżeński z wnuczką księcia szczecińskiego Barnima, Ludgardą. Pięć lat książę czekał na potomka i się nie doczekał. Księżna była bezpłodna. Małżonek postanowił związek ten zakończyć w sposób szybki, wcale nie rzadki w średniowieczu. Przemysł kazał ją udusić sługom. Księżniczka cieszyła się popularnością wśród ludu i tenże lud jeszcze za czasów Jana Długosza, jak pisze kronikarz, śpiewał „po polsku ułożone niezgrabnie pieśni ludowe”. Mówiły one o tym, że „kiedy przeczuwała, iż mąż przeznaczył ją na śmierć, ze łzami w oczach błagała go, by nie pozwalał odbierać życia żonie i niewinnej kobiecie, ale pomny na cześć Boga i honor zarówno małżeński, jak i książęcy, pozwolił ją odprowadzić choćby w jednej koszuli do ojcowskiego domu, a zniesie spokojnie każdy, nawet nędzny los, byleby ją tylko pozostawiono przy życiu”.

To jedna z najbardziej ponurych historii z piastowskich dziejów. Choć później mąż wyprawił Ludgardzie iście królewski pogrzeb, ufundował klasztor dominikanek, udawał wielki żal, to jednak nawet sprawców tego czynu nie ukarał. Natomiast Kościół jakoby tego nie zauważył, choć zawsze piętnował takie czyny. Przypuszcza się, że celowo, choć wina księcia była bezsporna. Przemysł II po tym czynie zmienił się bardzo, z awanturnika stał się wręcz „mężem stanu”. Historycy sugerują, że arcybiskup Świnka w ten sposób podporządkował księcia swoim planom, czyli idei zjednoczenia Polski. Jakub Świnka był księciem Kościoła, ale jeszcze bardziej politykiem, a nie „moralistą”, któremu od początku pasterzowania w Gnieźnie najbardziej zależało na odrodzeniu Królestwa Polskiego jak i całemu wówczas polskiemu Kościołowi. I tak się stało. Jak zauważa celnie Marek Urbański, „cykl niejako się zamknął: książę, który na jednoczyciela Polski wyrósł w konsekwencji skrytobójstwa, sam zakończył żywot z ręki skrytobójców”.

Tego mało znanego, prawie zapomnianego króla, całkiem niedawno „ożywiła” w powieści „Korona śniegu i krwi” Elżbieta Cherezińska. Opowieść rozciąga się na przestrzeni lat dwudziestu, dzięki czemu dodatkowo poznajemy zagmatwane piastowskie losy czasów „Wielkiego rozbicia”. Wtedy to mówiło się, że „nie daj Boże zjazd piastowski”, bo będzie ponowna „krwawa łaźnia”, ale to już inna historia wymalowana przez Matejkę, o której zapewne kiedyś napiszemy.

Wojciech Gerson: Śmierć Przemysława, 1881 r.
technika/materiał: olej/płótno
wymiary: 154 x 231 cm
Muzeum Narodowe w Warszawie

 4