ŚredniowieczeNiezwykły dar od narzeczonej Kazimierza Wielkiego. Uszczęśliwił tysiące polskich rodzin

Niezwykły dar od narzeczonej Kazimierza Wielkiego. Uszczęśliwił tysiące polskich rodzin

Fragment obrazu „Wiano królewny” Wojciecha Gersona
Fragment obrazu „Wiano królewny” Wojciecha Gersona / Źródło: Archiwum autora
Dodano
Wielki polski malarz uwiecznił na swym dziele niezwykłe wydarzenie. Jest wiosna 1325 roku. Wybranka królewicza Kazimierza przybywa do Polski. Aldona Giedyminówna otoczona jest orszakiem swoich rycerzy, ale na obrazie przede wszystkim widzimy masę ludzi obojga płci. Na to tytułowe, żywe „wiano królewny”, czekało w Polsce tysiące rodzin.

Obraz „Wiano królewny” jest największym dziełem jakie wyszło spod pędzla Wojciecha Gersona. Ma ponad dwadzieścia metrów kwadratowych i można go porównać w zakresie wymiarów do wielu monumentalnych obrazów historycznych Jana Matejki. Płótno to jest własnością Muzeum Narodowego w Warszawie, jednak na co dzień jest eksponowane w Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie, na stałej wystawie „Piastów malowane dzieje”. I myślę, że jest to właściwe miejsce dla tego akurat obrazu.

Jak zauważył malarz i krytyk sztuki E. Niewiadomski „Dzieje Polski jako motyw malarstwa w jednym tylko mieszczą się nazwisku – JANA MATEJKI”, gdyż dzieło jego „nie powstało z recept i wzorów szkoły historycznej, ale jest wyprutem z jego trzewiów, zrodzonem w męce ducha i w straszliwym napięciu twórczym”. Natomiast dzieło Wojciecha Gersona (mamy tu na myśli tylko jego malarstwo historyczne, a nie jego wybitne pejzaże) powstało właśnie przede wszystkim ze „wzorów szkoły historycznej”, a tworzył je wg Niewiadomskiego, „po części z apostolstwa, a także dla powagi i godności swego pędzla”. Dodajmy jeszcze, że malował obrazy historyczne z tylko dziejów Polski, gdyż uważał, że malarz oprócz obowiązków artystycznych ma także obowiązki wobec własnego narodu. Ta myśl przyświecała mu od czasu upadku powstania styczniowego i w poczuciu misji patriotycznej zaczął malować obrazy odnoszące się do ważnych wydarzeń z historii Polski. Pamiętajmy, że Rzeczpospolita była wówczas rozdarta przez trzech zaborców, a malarstwo historyczne miało przypomnieć rodakom nasze dzieje – czym Polska była kiedyś. Jego dydaktyczne malowidła historyczne uważa się obecnie powszechnie jako „statyczne i teatralizowane” oraz „grzeszące sztucznością póz i gestów”, tak jak to ma miejsce również w przypadku tego dzieła.Trzeba jednak się temu obrazowi bliżej przyjrzeć, gdyż „omawia” on bardzo ważny moment dziejów Polski.

Czytaj także:
Niezwykłe odkrycie w grobowcu Kazimierza Wielkiego

A wszystko zaczęło się od Władysława Łokietka zwanego także czasami Władysławem Niezłomnym. Historycy bardzo różnie oceniają dokonania tego władcy. Wyłaniają się niejako dwa obrazy księcia brzesko-kujawskiego, późniejszego króla Polski. Marek Urbański zauważa, że zamiast skupić się na jednoczeniu kraju to „zachowywał się tak, jakby nic nie sprawiało mu większej radości niż rozkosz walki z własnymi poddanymi. Istotnie, oddał się jej duszą i ciałem, zapominając o całym Bożym świecie. Do tego stopnia, że zaatakowanego przez Brandenburczyków kasztelana gdańskiego Boguszę beztrosko odesłał po pomoc do Krzyżaków. Kosztowało go to wprawdzie utratę Pomorza, ale mógł za to bez przeszkód kontynuować konflikt z Małopolanami”.

Faktem jest, że za jego czasów straciliśmy Pomorze Gdańskie, Śląsk, Kujawy i Ziemię Dobrzyńską, a Mazowsze stało się lennem króla Czech, to przecież - jak zauważa Jan Baszkiewicz - „koszt społeczny zjednoczenia Polski był dużo mniejszy niż w niejednym innym kraju; jest w tym zasługa króla Władysława. Co zaś najważniejsze, dokonał się już przełom polityczny: Królestwo Polskie przywrócone zostało na trwałe. Zapewniona została mocna podstawa dla politycznej jedności kraju, w której mogła się uformować i rozwinąć polska narodowa tożsamość”.

I to trzeba najbardziej wydaje się docenić, nie zapominając przede wszystkim od czego książę Władysław zaczynał to zjednoczenie po powrocie z wygnania go z kraju przez króla Wacława II. Pisze J.I. Kraszewski:Powracał tu po kilkuletniej niebytności, sam jeden, niemal wydziedziczony, bez przyjaciół, bez wojska, bez pieniędzy, bez sprzymierzeńców, zmuszony w początku, jak ścigany wywołaniec, kryć się po pieczarach, szukać schronienia u biednych jak on ludzi”. Myślę, że dlatego do naszych czasów postać tego władcy w odbiorze społecznym jest jak najbardziej pozytywna. Mały wzrostem, wielki duchem Władysław Łokietek Niezłomny, w roku 1320 koronuje się na króla Polski, a akt ten po raz pierwszy ma miejsce w Krakowie, w katedrze wawelskiej.

Sygnalizując tylko te dwa obrazy Łokietka jakie wyłaniają się z dociekań historyków, przejdźmy do tego co udało mu się wręcz genialnie i miało dla Królestwa Polskiego tak pozytywne następstwa, że później rozciągnęły się, jak wiemy, na wiele stuleci. Władysław Łokietek był ożeniony z Jadwigą, córką księcia Bolesława kaliskiego. Przeżył z nią w zgodzie i wierności lat czterdzieści. Z tego związku urodziło się sześcioro dzieci. Troje dożyło wieku dorosłego. Najstarsza córka Kunegunda wyszła za mąż za księcia świdnickiego i ważniejszej roli w historii Polski nie odegrała. Natomiast dla dwoje najmłodszych, Elżbiety i Kazimierza, postanowił monarcha znaleźć bardziej odpowiednie partie na rzecz ich małżeństw. Słaba była Polska, ale „słabemu przybywa sił przez sojusze roztropne”. Najpierw, już po swojej koronacji, Władysław wydaje królewnę Elżbietę za króla Węgier Karola Roberta. A to wówczas nie był byle król i takie sobie państewko więc podziwiać trzeba, że Łokietkowi udało się doprowadzić poprzez to małżeństwo do sojuszu z tak silnym państwem i to zaledwie w pół roku po przywdzianiu korony. „Dynastia andegaweńska - pisze Feliks Koneczny - łączyła w sobie świetność dwóch najbardziej cywilizowanych krajów europejskich: Francji i Włoch, i miała też z dawien dawna skarb pełny. Był to też pierwszy dwór w Europie i po papieskim największe ognisko cywilizacji, pełne wyższego wykształcenia, ogłady, a przy tym wielkich dostatków”.

Czytaj także

O północy z piątku na sobotę (25 na 26 maja) rozpoczyna się cisza wyborcza
[Ustawa z dnia 5 stycznia 2011 r. – Kodeks wyborczy (Dz. U. z 2017 r. poz. 15)], która potrwa do końca głosowania w niedzielę (26 maja). Zakaz obowiązuje także w internecie, w związku z czym, w trakcie ciszy wyborczej w portalu DoRzeczy.pl wyłączona zostanie możliwość dodawania komentarzy.